Jazda metrem – czy może oferować coś ciekawego? Na pewno gdy jest elementem naszego codziennego rozkładu zajęć staje się zwykle czymś rutynowym, wręcz niezauważalnym. Wchodzimy na peron, czekamy aż przyjedzie pociąg, wsiadamy, zajmujemy miejsce – jeśli takowe się znajdzie, jedziemy i tak dzień za dniem, aż w końcu nawet możemy nie zauważyć, że takie miejsce, jak metro w ogóle istnieje.
A gdyby tak spróbować dyskretnie rozejrzeć się wokół i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Kto jeszcze oprócz nas znajduje się w wagonie, jak jest ubrany, co robi, czy śpi, czyta, czy też tak, jak my obserwuje współpasażerów, kim jest, w jakim jest nastroju? Dzisiaj spróbowałem, owej zabawy w domorosłego etnografa, jeśli można to nazwać w ogóle zabawą.
Wracając ze spotkania, wszedłem na peron, w ręku trzymałem, jak zwykle mój ulubiony baton. Była, o ile dobrze pamiętam 16 z minutami, może trochę później. Już na peronie spróbowałem bardziej niż zwykle rozejrzeć się wokół siebie. Zobaczyłem grupkę ludzi, którzy wpatrzeni byli w duży monitor znajdujący się na ścianie po przeciwnej stronie peronu.
Od niedawna na wybranych stacjach warszawskiego metra, a dokładnie na stacji Centrum, Świętokrzyska, Ratusz-Arsenał, Politechnika, Pole Mokotowskie i Wilanowska zostały zainstalowane przez firmę Stroer, specjalizującą się w reklamie zewnętrznej, tzw. infoscreen’y. W czasie przerw między nadjeżdżającymi pociągami na ekranach wielkości 3 m x 1,7 m o rozdzielczości obrazu 1280 x 720 pikseli można obejrzeć reklamy, wiadomości ogólnokrajowe, biznesowe, miejskie, ale też prognozę pogody, poznać najnowsze plotki na temat gwiazd. Materiał ukazujący się na ekranach jest pozbawiony dźwięku, ze względu na bezpieczeństwo oczekujących.
Zwykle na peronach, w miejscach najbliżej ekranów, zbiera się niewielka grupa osób. Udało mi się policzyć, że jedna z takich grup liczyła 15 osób, przy czym siedmioro z nich z uwagą śledziło to, co dzieje się na monitorze, 4 osoby zajęte były rozmową, a 4 pozostałe ze znudzoną miną oczekiwało nadjeżdżającego pociągu.
Gdy pociąg nadjechał wsiadłem do jednego z wagonów i nadal prowadziłem swoją obserwację. Moją uwagę przykuło to, że prawie każdy mężczyzna ma na ręku zegarek i to nie tylko go ma ale wręcz wyraźnie zaznacza, stara się pokazać innym, jaki to jest zegarek. Niestety nie znam się dobrze na markach zegarków (sam nie noszę zegarka na ręku, a gdy chcę sprawdzić, która jest godzina po prostu sięgam po komórkę), ale zauważyłem, że były to, że tak powiem dość „widoczne” zegarki, zazwyczaj w złotej oprawie, duże z białym czytelnym cyferblatem. Nie wszystkie były okrągłe. Jeden mężczyzna miał, na przykład zegarek w kształcie prostokąta o zaokrąglonych bokach, co sprawiało trochę wrażenie, że miał on bardziej sportowy charakter.
Mężczyzn w metrze można podzielić na kilka grup. Prawie zawsze znajdzie się wśród nich chociaż jeden, który ubrany jest w garnitur, a pod szyją ma krawat. Zwykle nie jest to strój niezwykle elegancki, raczej dość skromny, ale jednocześnie schludny - taki codzienny mundurek zakładany do pracy.
Drugi typ to „młodzieniec” mający na sobie t-shirt, jeansy, sportowe buty słuchający odtwarzacza typu mp3. Spotkać możemy też mężczyzn w średnim wieku, być może pracujących w tej samej pracy już 20 lub nawet 30 lat. Na ich twarzach zazwyczaj maluje się znudzenie, a w oczach nie można odczytać nic poza zmęczeniem i żalem za minionym życiem.
W metrze można spotkać również nastolatków, jak głośno ze sobą rozmawiają gdy jest mało pasażerów, a z kolei, jak jest dużo osób cicho się podśmiewują - trudno określić z czego. Jednak podczas mojej podróży nie zauważyłem akurat żadnej młodzieży. Może godzina była nie odpowiednia, a może po prostu nie było ich w tym wagonie, w którym się znajdowałem.
Potem spojrzałem na kobiety. Większość pasażerek było w średnim wieku. Może niektóre były nieco młodsze, ale na pewno nie miały mniej niż trzydzieści lat. Zwróciłem uwagę na buty, jakie miały na nogach. Żadna z kobiet nie nosiła szpilek. Były to zazwyczaj mokasyny, barelinki lub buty sportowe. Ubrane były mało oryginalnie, chociaż nie można powiedzieć, że miały na sobie byle co. Lato w pełni, a zatem nie zdziwiło mnie, że były to sukienki. Jedna z kobiet, na która spojrzałem akurat wtedy gdy wychodziła miała na sobie czerwoną sukienkę, sięgającą prawie do kostek, z niedużym kołnierzem, zapinaną na nieduże guziki na całej długości. Inna z kolei, siedząca na przeciw mnie ubrana była w jedwabną bluzkę i rozkloszowaną, powiewną spódnicę.
Żadna z osób nie patrzyła na siebie wprost, za wszelką cenę unikając wzroku innych. Dostrzec było można jedynie krótkie momenty gdy spojrzenia dwóch osób się spotykały, ale były to naprawdę krótkie chwilę, trwające może kilkanaście sekund, potem ponownie osoby te patrzyły albo w bok, albo pod nogi albo też na reklamy, których teraz jest bardzo dużo w każdym wagonie metra.
Niezwykle pasjonujące są takie obserwację. Czasem tylko marzy mi się aby jeszcze móc próbować uchwycić te krótkie momenty aparatem fotograficznym lub nawet zacząć notować, bo moja pamięć jest ostatnio już bardzo zawodna.