Badanie mobilnego świata
Jak zwykle doskonała prezentacja autorstwa Tima Stock’a o tym, jak należy badać świat, który staje się coraz bardziej mobilny. Badania refleksyjne versus badania ekspresyjne. A cóż to znaczy? Zobaczcie sami.
Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta?
Ostentacyjna konsumpcja. Zakupy do upadłego. Posiłki spożywane na mieście. Jedzenie bez umiaru. Po II wojnie światowej zachodnie społeczeństwa stały się wygłodniałe dobrobytu. W zamożnych krajach ludzie kupowali za dużo, jedli za dużo, bez ustanku gonili za wciąż nowymi przyjemnościami. Jednak wciąż było im mało. Takie wartości, jak poczucie kontroli, samowystarczalność, osobista odpowiedzialność, poczucie wspólnoty i autentyczność utraciły swoje znaczenie.
Oto 10 trendów, które zwiastują nadejście „ery nowego konsumenta.
Poszukiwanie odpowiednich proporcji
Kryzys wywołuje wiele emocji, ale nie wszystkie muszą być złe.
Dla wielu ludzi utrata wielkich domów, luksusowych samochodów, czy konieczność ograniczenia wydatków mogą okazać się prawdziwie wyzwalające. Następuje przewartościowanie „rozmiaru” – rzeczy nie muszą być wielkie i monumentalne aby sprawiały nam frajdę. Fascynację mogą budzić małe i proste przedmioty.
Konsumenci chcą czuć się dobrze podczas dokonywanych przez siebie wyborów i podejmowanych decyzji. Poszukiwanie odpowiednich proporcji może sygnalizować także ucieczkę od chaosu wielkich centrów handlowych (de-cluttering).
Przemyślana przyjemność zamiast natychmiastowej gratyfikacji
W dobie hiper-konsumpcji najbardziej istotnym źródłem przyjemności była natychmiastowa gratyfikacja – żyliśmy według nieustannie powtarzającego się cyklu: Zobacz-Kup-Wyrzuć.
Zaczynamy poświęcać coraz większą uwagę temu, co naprawdę sprawia nam przyjemność. Podchodzimy do zakupów z większą ostrożnością. Zakupy impulsowe ustępują innym formom – takim, w których większe znaczenie ma długotrwała satysfakcja, wspieranie lokalnych firm, czy troska o naszą planetę.
Powrót do sedna
Nieustanna konsumpcja nie oferowała spełnienia. Żyliśmy w stanie permanentnego nienasycenia i wyobcowania. Obecnie pragniemy bardziej trwałych i autentycznych relacji. Chcemy aby nasze związki z innymi były prawdziwe, głębokie, a nie tylko tymczasowe i koniunkturalne (wynikające, na przykład z chęci zrobienia dobrego interesu, czy zaspokojenia krótkotrwałej fascynacji).
Pojawia się wiele rozmaitych symptomów tego trendu, jak na przykład „świadome odżywianie”, wzrost znaczenia lokalnych producentów i wyrobów, ruch „slow food”, rosnąca świadomość ekologiczna, ręcznie wyrabiane produkty, zmiana w podejściu do podróżowania.
Przyjęcie osobistej odpowiedzialności
Ostatnie dziesięciolecia to okres dominacji osobowości narcystycznej, niedojrzałej. Wielu ludzi chciało za wszelką cenę pozostać „rozkapryszonymi dzieciakami” .
Kryzys nauczył nas większej odpowiedzialności. Chcemy rozwijać indywidualne kompetencje. Bardziej świadomie podchodzimy do wydatków, pragniemy nabyć umiejętności związane z zarządzeniem finansami, utrzymaniem i konserwacją samochodu, czy remontem domu.
Zmieniają się kryteria dokonywania zakupów
Coraz większego znaczenia nabierają inne kryteria, według wybieramy produkty lub usługi. Nie liczy się tylko cena lub wysoka jakość, znana marka, czy snobistyczny klimat. Jako konsumenci chcemy być świadomi konsekwencji swoich decyzji. Dla wielu z nas coraz bardziej liczy się nie tylko to, czy produkt nam się podoba, ale czy firma, która go wyprodukowała postępuje uczciwie i odpowiedzialnie.
W poszukiwaniu naturalności
Obecny świat może wydawać się nam sztuczny i nie prawdziwy. Otaczają nas syntetyczne meble, ludzie z twarzą wypełnioną botoxem, prawdziwe relacje zastępujemy tymi w cyfrowych społecznościach. Powoli wszystko to zaczyna nas męczyć. Zaczynamy poszukiwać autentyczności i bliskich związków z naturą. Martwimy się tym, że oddalamy się od świata przyrody.
Powoduje to wzrost popularności wyrobów rolnych, lokalnych społeczności. Nie boimy się zabrudzić rąk aby uprawiać w domowym ogródku warzyw i innych roślin, których sprzedaż może dodatkowo zasilić nasz budżet.
Wzięcie kosztów na siebie
Kryzys, życie w okresie nieustannych zmian, szalona konsumpcja wywołały wśród wielu mieszkańców świata niepokój, a nawet strach.
Wydaje się być czymś oczywistym, że nie jest możliwe aby pojedyncze osoby lub nawet rodziny mogły czuć się odpowiedzialne za stan światowej gospodarki, ale większość może zdobyć się na wprowadzenie większej kontroli do swoich wydatków i podejmowanych decyzji związanych z zarządzaniem finansami.
Powrót do prostoty
Pomimo, że w ostatnich dziesięcioleciach żyliśmy w otoczeniu nadmiaru dóbr konsumpcyjnych nasze życie nie stało się wcale mniej spokojne, a wręcz przeciwnie narastający stres stał się stałym elementem naszego życia.
W Stanach Zjednoczonych jedna czwarta dorosłych skarży się na wysoki poziom stresu, zaś połowa przeżywa umiarkowany stres.
Nagle „mniej zaczyna znaczyć więcej”. Kiedy w jednym z badań poproszono respondentów o wskazanie 25 różnych cech, które powinien posiadać dla nich dobry produkt to najczęściej wskazywali takie określenia, jak: trwały, użyteczny, praktyczny, godny zaufania i prosty. Najmniej atrakcyjne były natomiast takie cechy, jak: elitarny, prestiżowy, elegancki, czy luksusowy.
Zwrócenie baczniejszej uwagi na pochodzenie
Konsumenci pragną uczciwych relacji, które oparte są na wzajemnym zaufaniu, wspólnych wartościach. Wyniki badań pokazują, że dla połowy amerykańskich nabywców ważne jest aby podczas prowadzenia interesów, nabywaniu produktów, korzystania z usług czuć się dobrze (mieć czyste sumienie?), 57 proc woli kupować od firm, które wyznają podobne do nich wartości.
Ludzie zwracają teraz nie tylko uwagę na to, co firma komunikuje, ale robi i dlaczego tak robi? Czy potrafi przyznać się do błędów i niedociągnięć.
Nowy konsument, czy może chwilowa zmiana strategii
Czy w wyniku kryzysu przestaniemy gonić za konsumpcją, ograniczymy wydatki i powrócimy do prostego życia? Wszak istnieje szereg zjawisk, o których trudno mówić, że wyrażają pragnienie prostoty i powrotu do tradycyjnych wartości.
Nowe postawy konsumentów wobec konsumpcji mogą być skutkiem pogarszającej się sytuacji materialnej, niepewności jutra, czy ograniczeń związanych z dostępem do zasobów w przypadku niektórych grup społecznych.
Pragnienie „powrotu do natury” to być może tymczasowa „racjonalizacja”, krótkotrwała zmiana strategii wymuszona spowolnieniem gospodarki, a nie szczere pragnienie „odnowy duchowej”.
W przypadku niektórych grup prowadzić może to do większego dystansu i umiaru jednak u innych może powodować wzrost napięcia, bezradności, skłonności do wywoływania konfliktów, czy angażowania się w działalność ruchów i organizacji skrajnie prawicowych.
Odkrywanie kulturowych wzorów i marki – prezentacja
Cienkie czarne linie
Japoński butik Nendo prezentuje swoiste podejście do projektowania mebli. Projekty przypominają szkice lub rysunki i są inspirowane japońską kaligrafią. Kolekcja nosi tytuł „Thin Black Lines” i jest do obejrzenia w galerii Phillips de Pury & Company w Londynie.
Prace zostały wykonane ze stalowych rur. Zamysłem projektantów było przekroczenie trój-wymiarowej przestrzeni i sprowadzenie fizycznych obiektów do świata dwuwymiarowego.
Trzy sposoby na książkę (według Ideo)
Trzy różne spojrzenia na przyszłość książki. Film pokazuje rozmaite możliwości edycji cyfrowej. Czytanie na „ekranach” niekoniecznie musi być mniej przyjemne niż czytanie wersji drukowanej.
Gdzie się podziało 100 m i l i onów kobiet?
„W ciągu ostatnich 50 lat na całym świecie więcej kobiet zginęło z powodu swojej płci niż mężczyzn we wszystkich bitwach XX wieku… w każdym z wyliczeń wielkości globalnej populacji powtarza się zdumiewająca prawidłowość, którą łatwo wziąć za błąd statystyczny. Kobiety żyją przeciętnie dłużej od mężczyzn, a więc powinno ich być więcej na świecie. A jednak z jakichś powodów w niektórych regionach świata to wyliczenie się nie zgadza. Wygląda to tak, jakby na pewnych obszarach kobiety po prostu znikały.”
- tak napisał Ed Pilkington w brytyjskim Guardianie. Szokujące, prawda?
No bo jak to? Co rusz czytamy, że sytuacja kobiet się poprawia, ba, że jest nawet lepsza niż mężczyzn. W w krajach rozwiniętych w wyniku kryzysu to przede wszystkim mężczyźni tracili pracę. Pozycja kobiet na rynku pracy zaczęła się umacniać. Nie tylko pod względem zarobków, ale także dlatego, że coraz częściej zaczęły obejmować stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji.
Jak pisał na swoim blogu Edwin Bendyk:
„W USA zatrudnienie kobiet w kategorii “professionals” osiągnęło już 51 proc. Od dawna już także kobiety dominują jeśli chodzi o aspiracje edukacyjne: 60 proc. dyplomów uczelni wyższych w Europie i USA zdobywają kobiety, podobnie jest w krajach takich jak Iran i Turcja. Kryzys ujawnił, że gospodarki krajów rozwiniętych coraz mniej potrzebują mężczyzn (czy raczej tzw. “męskich” kompetencji), na cztery osoby tracące pracę w USA trzy były mężczyznami. Z kolei jeśli chodzi o przyszłość amerykańskie Bureau of Labour Statististics stwierdza, że kobiety będą zajmować dwie trzecie miejsc pracy w 10 z 15 kategorii zawodowych notujących najszybszy rozwój. W końcu w 2011 USA przewaga kobiet studiujących na uniwersytetach nad mężczyznami osiągnie 2,6 mln.”
Sam pisałem, że na skutek rosnącej pozycji kobiet już niedługo możemy mieć do czynienia z wielką rzeszą sfrustrowanych, zniechęconych i agresywnych mężczyzn. Metaforyczną ilustracją tego zjawiska miała być, według mnie powieść Stiega Larsona „Millennium”.
Ale jak się okazuje to tylko cześć prawdy. I nie tylko dlatego, że inne trendy obserwujemy w krajach wysokorozwiniętych – gdzie sytuacja kobiet rzeczywiście uległa poprawie, a inne w krajach rozwijających się – gdzie dzięki silnie ugruntowanej tradycji kobiety wciąż nie mogą rozwinąć skrzydeł. Za ich trudną sytuację odpowiadają przede wszystkim wzory kulturowe, które większą wartość przypisują mężczyznom niż kobietom.
„Na przykład w Indiach matki dużo rzadziej szczepią córki niż synów, a badania przeprowadzone w instytucjach medycznych wykazały, że dziewczynki są zabierane do szpitala dopiero, kiedy ich stan zdrowia jest gorszy od przeciętnego stanu przyjmowanych na leczenie chłopców. Ryzyko śmierci dziewczynki w Indiach jest o 50% większe od ryzyka zgonu chłopca w tym samym wieku.”
„Każdego tygodnia w Chinach umiera na wskutek braku opieki lekarskiej 800 małych dziewczynek (dokładnie tylu demonstrantów zginęło podczas protestów na placu Tiananmen)”
Poprawia się sytuacja jedynie części kobiet – tych dobrze wykształconych, mobilnych, nastawionych na robienie kariery. Organizacja Social Watch, śledząca przestrzeganie praw człowieka na całym świecie, stworzyła system oceny różnic w traktowaniu płci. Wskaźnik GEI (Gender Equity Index) mierzy dysproporcje pomiędzy sytuacją kobiet i mężczyzn. Im mniejsza wartość indeksu, tym bardziej upośledzone są kobiety w danym kraju. Z badań Social Watch wynika, że rzeczywiście pewien postęp się dokonuje, ale jest on obecny jedynie w tych krajach, w których różnice w traktowaniu płci były niewielkie już kilkanaście lat temu.
Korzystna sytuacja kobiet w krajach rozwiniętych okupiona jest dramatyczną sytuacją kobiet w innych częściach świata. To stamtąd przywozi się – trochę na podobnych zasadach, jak importuje się surowce – młode dziewczyny, które zadłużone rodziny sprzedały pośrednikom trudniącym się handlem „żywym towarem”. Trafiają potem do domów publicznych znajdujących się w Amsterdamie, Londynie, Hamburgu, czy Atenach.
Według ostatniego raportu Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC ”Trafficking in persons to Europe for sexual exhibition”) w samej Europie zorganizowane grupy przestępcze zarabiają rocznie 3 miliardy dolarów zmuszając do prostytucji i niewolniczej pracy około 140 tys. osób (80% z nich to kobiety).
Z danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych wynika, że liczba prostytutek w Zjednoczonym Królestwie wzrosła od lat 90-tych ubiegłego wieku z 80 tys. do ponad 800 tys. Na skutek znacznego spadku cen „egzotycznych uciech” w okresie ostatnich pięciu lat liczba mężczyzn płacących za seks wzrosła dwukrotnie. Powyższe dane obrazują rosnące zapotrzebowanie na usługi seksualne wśród mieszkańców Europy. Rekordzistą jest tu Hiszpania, gdzie aż 39% mężczyzn mogło korzystać z usług płatnego seksu.
Profesor Amaryta Sen – zdobywca nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii wyliczył, że możemy mówić aż o 107 milionach kobiet, które „wyparowały” za sprawą: morderstw, bo zhańbiły swoje rodziny, przez brak troski ze strony rodziców, w wyniku gwałtów, czy przymusowej prostytucji, która dziś wiąże się zwykle z zarażeniem wirusem HIV, co oznacza najczęściej również śmierć.
Możemy mówić o prawdziwym „kobietobójstwie” twierdzą Sheryl WuDunn i Nicholas Kristof, autorzy książki o znamiennym tytule „Half the Sky”.
„W szczytowym okresie handlu niewolnikami, czyli w latach 80 XVIII wieku, z Afryki do Nowego Świata przetransportowano 80 tysięcy niewolników. Dziś przez granice przewozi się dziesięć razy tyle kobiet.”
Wygląda na to, że sytuacja kobiet na świecie mogła ulec nawet pogorszeniu, a nie poprawie. Zdaniem autorów książki „Half the Sky” oprócz znaczenia tradycji przyczynił się do tego upadek komunizmu, globalizacja (łatwość podróżowania) oraz paradoksalnie lęk przed AIDS – klienci wolą teraz młodsze dziewczynki, bo wierzą, że mają mniejszą szansę się zarazić.
więcej w Half the Sky: how the trafficking of women today is on a par with genocide
Przyszłość miast
iPhone i etnografia
Elastyczność etnografii
Jedną z cech badań etnograficznych jest ich elastyczność polegająca m.in. na tworzeniu rozmaitych technik badawczych i podejść w interpretacji danych. Najczęściej centralnym punktem każdej etnografii jest obserwacja, ale już sposób zbierania danych, zasady ich interpretacji są bardzo różne.
Mamy etnografię realistyczną (etnografia akademicka), etnografię interpretatywną, powieściową, auto-etnografię, czy post-etnografię (etnografia posmodernistyczna). Każda inaczej traktuje relację badacz-badany, uzyskane dane, jak i możliwości poznania badanego świata (efekt pracy badawczej to obiektywny opis zastanej rzeczywistości, czy wręcz przeciwnie – określony sposób opowiadania o terenie badań posiadający podobne cechy i ograniczenia, jak inne teksty: historie, opowieści, powieści, czy poezja).
Nowe technologie w służbie etnografii
Jakiś czas temu pisałem o wykorzystaniu nowych technologii w badaniach społecznych (por. kieszonkowe badania etnograficzne). Obecnie istnieje cała masa rozmaitych urządzeń, które można wykorzystać do rejestrowania i obserwacji ludzkich zachowań. Niektóre urządzenia powstały bezpośrednio do celów badawcych (rejestracja i pomiar), inne zaś bardzo łatwo można wykorzystać do prowadzenia tego typu badań.
W 2009 roku na rynku ukazała się specjalna aplikacja o nazwie edlAPP, dostępna za niewielką opłatą na serwisie iTunes (koszt zaledwie 14,99 USD). Jej pomysłodawcą i twórcą jest EverydayLives – firma specjalizująca się w badaniach etnograficznych. Głównym celem powstania aplikacji było skrócenie czasu i kosztów realizacji projektów etnograficznych, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości zebrania bogatych i różnorodnych danych.
Aplikacja edlAPP pozwala każdy projekt badawczy opisać pod kątem czasu realizacji, badaczy, którzy biorą udział w projekcie (zakres odpowiedzialności), celów i tematyki badań, lokalizacji oraz specyfiki badanej grupy. Ponadto pozwala na filmowanie (rejestrowanie), pisanie notatek, wysyłanie zebranych materiałów, szybką i łatwą prezentację zebranego materiału.
Każdy projekt wykorzystujący edlAPP składa się z kilku etapów:
(1) dokładne zrozumienie celów badawczych;
(2) rekrutacja osób badanych lub miejsc, które zostaną poddane obserwacji;
(3) rejestracja, co dzieje się w terenie (filmowanie, prowadzenie notatek);
(4) warsztat z klientem – poszukiwanie nowych, ciekawych tropów;
(5) osoby badane proszone są o skomentowanie nagranych obserwacji (wywiady);
(6) ponowne spotkanie ze zleceniodawcą badań i dyskusja nad wynikami.
Zalety i ograniczenia etnografii na iPhonie
Aplikacja edlAPP pozwala zapanować nad różnymi elamentami projektu badawczego i ułatwia udział różnych osób, czy zapewnia prosty i łatwy dostęp do zebranych materiałów.
Ograniczeniem jest określony schemat postępowania, który narzuca. Cele badania mogą być przecież bardzo różne, nie wspominając już, o dostępności badanej grupy. W wielu przypadkach konieczne jest zaplanowanie dedykowanego podejścia, zarówno w przypadku technik związanych z pozyskiwaniem i rejsestracją obserwacji (dostępność grupy badanych, jej zgoda na jawną obserwację itd.)
Pomijając powyższe ograniczenia edlAPP wyraźnie wskazuje, że nowe technologię mogą być wykorzystywane również do prowadzenia badań jakościowych i nie tylko w kontekście analizy zebranych wyników (por. oprogramowanie typu Atlast.ti), ale również w kontekście wielu innych etapów badań (planowanie badania, realizacja i zarządzanie projektem, zbieranie danych, interpretacja, prezentacja wyników).
Prawie nagie ciała
Hiszpański artysta José Bautista ukończył konserwatorium w Barcelonie oraz studiował fotografię w Madrycie. W swojej twórczości często łączy muzyke i fotografię lub wspołpracuję z fotografami lub innymi muzykami.
Poniżej jeden z jego projektów muzycznych – „Almost Naked”. Autorem zdjęć jest chiński fotograf Shen Wei. Jak mówi przysłowie: jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów. Prawda ta jeszcze mocniej uwidacznia się kiedy oglądamy zdjęcia na tle wspaniałej muzyki. Mam wrażenie, że wówczas mogę zobaczyć, jako widz (podglądacz?) znacznie więcej. Nie tylko zobaczyć, ale i zrozumieć (wczuć się).
W pracach Shen Wei widać (w mikroskali) to, co dzieje się z ludźmi, ich emocje, otoczenie, przestrzeń, w której żyją, relacje, w których się znajdują. Artysta eksploruje krajobrazy dużych miast lub wnetrza mieszkań, czy innych pomieszczeń. Ciało jest tu tylko pretekstem, zwłaszcza ciało, które jest częściowo odkryte (zakryte). Zdaniem artysty:
„Almost Naked” to poszukiwania tożsamości i seksualności w Ameryce. Inspirowane przez moje wychowanie w konserwatywnych Chinach i uzasadnione moją pasją zrozumienia złożoności emocji, pragnień, introspekcji i instynktów.
Sztuka i biznes – trudna droga w poszukiwaniu synergii
Dla producenta wina Château Mouton – Rothschild pracowało ponad 12 znanych artystów. Znaleźć można wśród nich takie sławy, jak: Jean Cocteau (1947), Marie Laurencin (1948), Léonor Fini (1952), Georges Braque (1955), Salvador Dali (1958), Henry Moore (1964), Joan Miró (1969), Marc Chagall (1970), Wassily Kandinsky (1971), Pablo Picasso (1973), Andy Warhol (1975), Hans Hartung (1980) i John Huston (1982).
W krajach Zachodniej Europy i USA współpraca między artystami, a biznesem ma już długą historię. Dlaczego w Polsce tak rzadko można się z nią spotkać?
Równie dobrze można zadać sobie pytanie dlaczego w Polsce tak rzadko można spotkać się z prawdziwie innowacyjnym podejściem do biznesu? Zresztą nie tylko do biznesu – ów brak nowatorskich rozwiązań, niewielką chęć do przełamywania utartych schematów działania można zaobserwować w obrębie bardzo różnych dziedzin.
Zdaniem artysty Andrzeja Pągowskiego
…to kwestia pewnego rodzaju lęku […] Przyczyną jest obawa działów marketingu o wyjście poza schemat myślenia czysto sprzedażowego i nieustannie zadawanych pytań: czy ludzie będą to kupowali i jak na to zareagują?
Według mnie przyczyna tkwi jednak dużo głębiej. Kryją się tutaj trzy zjawiska:
- Niski poziom zaufania;
- Zachowawczość;
- Brak wizji.
Niski poziom zaufania
Chociaż Polska w ciągu ostatnich 20 lat przeżywała dynamiczny rozwój to psycholog społeczny Janusz Czapiński ostrzega, że niedługo staniemy przed poważną barierą wzrostu. Na drodze stanie deficyt kapitału społecznego. W Polsce zaufanie do innych ludzi jest na bardzo niskim poziomie i od wielu już lat praktycznie nie ulega zmianie. Jesteśmy nastawieni na własny, indywidualny sukces, a nie na kooperacje.
Świat sztuki i biznesu kieruje się innymi wartościami i realizuje odmienne cele. Niski poziom zaufania współpracę tą tylko utrudnia.
Zaufanie można jednak budować. Na przykład, w Norwegii powstały tzw. klastry kreatywne – specjalne miejsca, w których spotykają się przedstawiciele sztuki i biznesu, aby szukać możliwości wspólnego działania.
Najważniejsze w klastrze jest zaufanie, po norwesku tillit, które pięknie i symbolicznie można czytać z lewej do prawej lub z prawej do lewej. Bo przecież zaufanie ma być dwustronne.
Lokomotywa. Biznes w kulturze. Kultura w biznesie.
Zachowawczość
Ową zachowawczość można wyrazić w dwóch zdaniach:
- Po co mam tworzyć coś nowego, oryginalnego skoro skuteczne jest to, co już stworzyłem?
- Po co mam tworzyć coś nowego skoro mogę zrobić to taniej, szybciej kopiując pomysły od konkurencji (lub kupując konkurenta)?
Zdaniem Zuzanny Skalskiej – trendwatcherki w holenderskiej agencji VanBerlo Design Strategy istnieje wyraźna różnica w postawach wobec traktowania design’u między polskimi firmami, a przedsiębiorstwami w krajach zachodnich.
Zachodni producenci kupują technologię do tego, co chcą wyprodukować, zaś polskie firmy produkują to, na co pozwala im dostępna technologia.
Postawa zachowawcza ma silny związek także z
Brakiem wizji rozwoju
Liczy się szybki zysk. Można to zauważyć na przykładzie, jak w Polsce prowadzi się badania rynku (to, czego nie można zmierzyć, tym nie można zarządzać!!!), reklamy (wykorzystanie sprawdzonych motywów), stosunku wobec pracowników, czy podwykonawców (ludzie to koszt, a nie długofalowa inwestycja).
Niby nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież bussines is bussines – chodzi przede wszystkim o pieniądze. Ale jeżeli jest to jedyna miara sukcesu trudno tworzyć jakiekolwiek innowacje. Bo innowacja powstaje wtedy, gdy spogląda się nieco dalej. Trzeba mieć wizje rozwoju i umieć być otwartym, co zwiększa szansę na zwielokrotnienia przychodów w przyszłości.
Potrzebna jest dogłębna wiedza na temat marki i konsumenta. Nie wystarczy zwracać tylko na statystyki. Istotny jest także kontekst kulturowy, w tym potrzeby estetyczne odbiorców.
Polska – światłem odbitym Zachodu
Wszystkie trzy zjawiska wynikają generalnie z dominującej w polskim społeczeństwie orientacji na przeszłość (tradycja) i teraźniejszość (życie chwilą). Wciąż rzadko można spotkać się z orientacją na przyszłość (planowanie i przewidywanie) i otwartością (gotowość do eksperymentowania i zmiany).
Powoli to się zmienia, co prawda owe zmiany mają na razie dość powierzchowny charakter. Wynikają z chęci bycia „trendy”, czy „na czasie”. W konsekwencji mamy do czynienia bardziej ze „światłem odbitym” tego, co dzieje się na Zachodzie niż z działaniami opartymi na refleksji, które rzeczywiście tworzyłyby nowe i unikalne rozwiązania.
Problem nie dotyczy jedynie oporów między artystami, a biznesem. Silne obawy i brak otwartości można zaobserwować również na styku gospodarki i polskiej nauki.
Brak zaufania między sferą „kreatywną”, a sferą „produkcyjną” jest przedłużeniem tego, co dzieje się na poziomie społecznym. Często podobne relacje spotkać można pomiędzy zwykłymi ludźmi i to nawet w obrębie rodziny (zamykamy się we własnym świecie, lubimy to, co znane i bliskie, trudno nam wyjść poza tradycyjny podział ról).
Czy jest nadzieja na zmiany?
Według Maji Ganszyniec – product designer w firmie Touch:
obecnie jesteśmy na etapie, w którym przedsiębiorcy dopiero przekonują się do pracy z designerami. Przekonanie, że dobrze zaprojektowany produkt zwiększa konkurencyjność firmy, musi stać się czymś oczywistym, wówczas pojawi się potrzeba nawiązania współpracy z artystami. Na razie jest ona bardzo sporadyczna, przy okazji limitowanej serii produktu, czy podczas eventu itp.
Nadzieją napawają wyniki badania, które zostały zrealizowane na zlecenie firmy TOUCH. Badanie zostało wykonane na próbie 177 menedżerów zaangażowanych w marketing strategiczny w polskich firmach.
Zdaniem badanych w najbliższej przyszłości wzrośnie znaczenie tzw. „radykalnych innowacji” – nowatorskich produktów i usług (tak uważa 43% badanych) oraz niekonwencjonalnej komunikacji marketingowej (pozytywna opinia 38% badanych).
Uzyskane odpowiedzi wskazują, że przedstawiciele polskiego biznesu zaczynają dostrzegać konieczność zmian.
Warto wspomnieć też o takich instytucjach, jak COMMITMENT TO EUROPE arts & business, która jest propagatorem idei arts & business. Organizuje ona spotkania i konferencje. Jedna z ostatnich odbyła pod hasłem „Sztuka (w) innowacji – jak wykorzystać kulturę i sztukę w budowaniu przewagi konkurencyjnej firmy”. Padło tam zdanie, że żyjemy obecnie w erze kreatywności, stąd obecność sztuki w biznesie staje się nie tylko wymagana, ale także niezbędna.
Czy zatem możemy spodziewać się zmian w obrębie relacji między artystami, a biznesem? Perspektywy są obiecujące. Na rynek pracy wchodzi nowe pokolenie. Wyniki badań pokazują, że młodzi ludzie inaczej mają odmienne postawy niż starsze pokolenia.
Oprócz możliwości zrobienia kariery i satysfakcjonujących zarobków liczą się dla nich nowe wyzwania, chęć robienia czegoś nowego, odwaga i zdecydowanie w dążeniu do celu. Czas pokaże, czy te pro-innowacyjne postawy pozwolą na większą otwartość między sztuką, a biznesem, czy też tradycja i stare nawyki nadal będą mieć znaczenie.
Tak, czy owak, konieczna jest twórcza destrukcja, a przede wszystkim większa otwartość i wzajemne zaufanie. Dopiero upowszechnienie się takich postaw umożliwi narodziny na polskim gruncie prawdziwie innowacyjnych pomysłów, które czerpać będą także inspirację z pracy artystów.
Zobacz więcej:
Lokomotywa. Biznes w kulturze. Kultura w biznesie.
COMMITMENT TO EUROPE arts & business
Trendy w budowaniu marek – wyniki badania zrealizowanego na zlecenie firmy TOUCH Ideas









