Strach przed nieznanym

W okresie ostatnich kilkudziesięciu lat mogliśmy obserwować wzmożone zainteresowanie przyszłością. Szybkie zmiany technologii i konsekwencje, jakie przyniósł dynamiczny rozwój nowych mediów na wiele dziedzin społecznego życia obudziły w nas pytania, co stanie się za rok, za dwa, czy dziesięć lat. Powstało wiele firm, które rozpoczęły systematyczne śledzenie i obserwację tego, co się dzieje aby móc powiedzieć, co stanie się w niedalekiej przyszłości.
Jednak zmiany następują nadal i są coraz szybsze. Stanęliśmy w obliczu wielkiej niewiadomej, a wiele prognoz i przypuszczeń się nie sprawdziło. Pojawia się zwątpienie i strach, który jest nie określony, nie umocowany w niczym realnym – strach przed nieznanym.
Emocje, które się pojawiają można identyfikować, jako nowy trend. Znaleźliśmy się w punkcie, w którym trudno mieć jakiekolwiek oczekiwania wobec naszej przyszłości. Oczywiście możemy dostrzegać ogólne prawidłowości i tworzyć wysoce spekulatywne prognozy na temat przyszłego tygodnia lub następnego roku. Jednak zwykle opieramy swoje przypuszczenia na tym, co już się zdarzyło, na wydarzeniach, czy ludzkich zachowaniach. Lecz jeżeli historia może nauczyć nas czegokolwiek to jest to, że zupełnie nieoczekiwane pomysły, idee, wynalazki, wydarzenia mają w zwyczaju rujnować nasze wcześniejsze, logicznie – według nas -przygotowane plany i oczekiwania wobec przyszłości.
Niepewność również ma związek z lękiem, który rodzi się w momencie znalezienia się w sytuacji oferującej mnogość wyborów i dróg życiowych, ale też nieoczekiwanych zdarzeń.
Niejednokrotnie prowadziło to w ostatnich latach do szybkich zmian postaw, pulsujących mód, fragmentaryzacji, chaosu, wywrócenia do góry nogami ustalonych rutyn codziennego życia, prognoz, które stawały się jeszcze jedną z pozycji literatury sience-fiction, czy wręcz zacierania się granic miedzy tym, co uznawaliśmy za obiektywny opis rzeczywistości, a naszymi pragnieniami i oczekiwaniami, wstrząsów politycznych, erupcji przesądów, rozkwitu fundamentalizmu religijnego.
Implikacje
Wszystko może się zdarzyć. Wystarczy powiedzieć, że znane nam rzeczy istnieją, ale istnieją także rzeczy, których nie znamy i takie, których w tej chwili nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Ale właśnie to jest sednem naszej obecnej sytuacji, naszych emocji, leków, wyobrażeń.
Na ów trend (zgoda to bardziej pewna koncepcja, czy obserwacja) składają się określone emocje wobec czegoś dużego i nieoczekiwanego (np. kryzys finansowy, pandemia grypy, zamach terrorystyczny o niespotykanej dotąd sile). Możemy przypuszczać, że ta sama rzecz zdarzy się ponownie i zniszczy nasze marzenia, czy plany. Na przykład, jeżeli terroryści przejmą jakieś samoloty i uderzą w jakieś budynki możemy założyć, że zrobią to ponownie, w ten sam sposób i możliwe, że w tym samym czasie. Takie śnienie na jawie może prowadzić do wzrostu awersji do podejmowania ryzyka (przeważnie tak się dzieje) i do przekonania, że powinniśmy całkowicie kontrolować nasze otoczenie i nasze życie.
Możliwości
Wszystko może się zdarzyć. Nic nie jest pewne
Link
Prawie wszystko.
Wojny ekologiczne
Czy dostrzegacie, jak dyskusja na temat globalnego ocieplenia zaczyna przypominać religijną krucjatę?
Z jednej strony, mamy przedstawicieli walki z globalnym ociepleniem, którzy twierdzą, że jeśli nie powstrzymamy naszego popędu do nieograniczonej konsumpcji to nasze dni są policzone i nastąpi definitywny koniec ludzkiej cywilizacji, ba nie tylko cywilizacji, ale wszelkiego życia na Ziemi. Do takiego stanowiska zbliża się m.in. Al. Gore, który w filmie „Niewygodna prawda” (ang. An Inconvenient Truth) próbuje przedstawić opłakane dla ziemi skutki działalności człowieka.
Z drugiej strony, mamy wcale nie tak znowu nieliczny obóz „heretyków”, którzy zdecydowanie zaprzeczają, że coś takiego, jak „globalne ocieplenie” ma w ogóle miejsce, a jeśli już coś się dzieje to nie z powodu ludzkiej działalności, ale na skutek naturalnych zmian klimatycznych, które występowały także w przeszłości i to niejednokrotnie w większej skali niż obecnie.
„Heretycy” to nazwa niezbyt dobra, bo w grupie tej można odnaleźć nie tylko prawicowych aktywistów, ale też naukowców zajmujących się badaniami zmian klimatycznych. Należałoby mówić tu raczej o zwolennikach poglądu, że obserwowane ostatnio zmiany klimatyczne mają przyczyny naturalne niż wynikają z działalności człowieka. Nie trzeba szukać daleko, bo wystarczy zobaczyć, jakie stanowisko w tej sprawie ma na przykład Komitet Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk.
Obie strony powołują się na wiele „faktów” mających potwierdzić ich własną wersję wydarzeń. Jednak odnajdziemy tam często odwoływanie się do wartości, które skrzętnie przykrywa się z jednej strony „faktami historycznymi”, zaś z innej – wysublimowanymi prognozami i przewidywaniami przyszłości.
Większość ludzi może tylko podejrzewać, że coś ważnego się dzieje, ale nie jest zbyt pewna, co to takiego i jakie może to przynieść konsekwencje. Bowiem język „klimatycznej” debaty staje się coraz bardziej skomplikowany i przez to, coraz trudniej go zrozumieć.
Implikacje
Debata zapewne jeszcze długo będzie kontynuowana, co prowadzić może do jeszcze większej polaryzacji obu stanowisk.
Radykalni ekolodzy, którzy uważają, że duże bogactwo jest moralnie podejrzane rozwijać będą swój program o wyraźnym anty-konsumpcyjnym i anty-kapitalistycznym nastawieniu, którego główne punkty to: kontrola populacji, wyższe podatki, nowe systemy regulacyjne i radykalna zmiana osobistych postaw i zachowań.
Po drugiej stronie, będziemy mieć do czynienia z argumentacją, że umysł człowieka jest w obecnych czasach zdominowany przez lęk i niepokój, które znikną kiedy obserwowane zmiany klimatyczne zmienią swój kierunek.
Możliwości
Wyraźna polaryzacja opinii może stanowić problem dla wielu organizacji, które będą w końcu zmuszone do przyjęcia jakiegoś stanowiska. A może tak naprawdę nie mają czego się obawiać – przecież ludzkie wątpliwości można świetnie wykorzystać, jako punkt wyjścia do planowania i realizacji kampanii reklamowych obiecujących poprawę jakości życia milionów ludzi.
Link
Globalne ocieplenie, globalne ochłodzenie, zielone oczyszczenie, spadek zaufania (lub wzrost cynizmu)
Wirtualne tożsamości i anty-lokalność

Za każdym razem, kiedy jestem bądź w pobliżu wysokich i zimnych biurowców, bądź też niedaleko zamkniętych osiedli i pytam spotkanych tam ludzi o to, gdzie znajduję się jakaś ulica i chociaż jestem pewien, że znajduję się niedaleko to zwykle nie jestem w stanie uzyskać żadnej pomocnej informacji.
Obok biurowców można często zobaczyć pewien określony rodzaj ludzi, którzy zamyśleni stoją przed wejściem i palą papierosy, a zapytani, jak można trafić na konkretną ulicę, najpierw cofają się zaniepokojeni, a potem robią wielkie oczy i wzruszając ramionami odpowiadają: “nie wiem”.
Jeszcze gorzej jest na terenie sterylnie czystych i skrzętnie ogrodzonych osiedli, bo tam w ogóle rzadko można spotkać przechodniów. Prędzej zobaczymy lśniące limuzyny, jak wolno suną wąskimi uliczkami i wjeżdżają do ciemnych garaży, a co krok – słupy z cicho pracującymi kamerami.
Można tak przepytać wiele osób i spędzić naprawdę sporo czasu, a i tak nie uzyska się odpowiedzi. Morał z tego taki, że najlepiej mieć w takich miejscach zawsze przy sobie mapę lub geo-lokalizator.
Ale co to ma do trendów? Może nic, a może jest to jeden z symptomów zjawiska, które jest zupełnie przeciwstawne do tego, co pisałem już wcześniej (por. wpis Nasze podwórko najważniejsze i basta). Może w dużych miastach, gdzie mamy do czynienia z dużą liczbą ludności napływowej, która przyjechała tutaj przede wszystkim po to, aby zrobić karierę takie umiłowanie lokalności istnieje bardzo sporadycznie, a mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym? No właśnie, ale z czym?
Większość czasu pracownicy dużych korporacji spędzają w biurze lub szybko przemieszczają się do centrów handlowych lub pubów, a pozostały wolny czas spędzają w internecie (przede wszystkim na serwisach społecznościowych).
Znana im przestrzeń ogranicza się do kilku wybranych miejsc i nie tworzy bardziej subtelnej struktury, nie zawiera detali i doświadczana jest bardzo powierzchownie. Bardziej zwracają uwagę na to, co dzieje się w internecie – mają umiejętności w poruszaniu się w po sieciach połączeń między stronami internetowymi, czy potrafią kojarzyć swoich licznych znajomych na serwisach społecznosciowych, zaś gorzej orientują się w siatce ulic znajdujących się w pobliżu ich miejsca pracy lub zamieszkania. Czy tak właśnie kształtuje się obecnie nasza tożsamość, czy sposób postrzegania i zarazem doświadczania otaczającej nas przestrzeni? Jeśli tak, to oznaczałoby to, że nasza tożsamość powoli mocniej zakorzenia się w świecie wirtualnym niż w tym, który jest w pobliżu nas.
Implikacje
Na serwisach internetowych, blogach można odnaleźć wiele prób “oznakowania” i “zapamiętania” otaczającej nas przestrzeni. Blogi ze zdjęciami ulic, opuszczonych miejsc, wypowiedzi na forach komentujące ulubione, ale mało jeszcze znane lokalne knajpki, czy organizowane “wypady” na miasto w formie prawie zorganizowanych wycieczek. Może nie tyle jesteśmy obojętni na to, co nas otacza, może po prostu nie mamy czasu zwracać uwagi na najbliższe otoczenie? Pozostaje nam jedynie uczestniczenie w zorganizowanych eventach, akcjach, które są zapośredniczone przez działania prowadzone w sieci. Wyruszamy na wyprawę po mieście, tak jakbyśmy udawali się do nieznanej nam wcześniej, egzotycznej krajny, chociaż ta istniała przez cały czas obok nas, tuż za rogiem, na wyciagnięcie ręki.
Neuro-technologie

Ludzki mózg staje się bardzo sexy i coraz częściej przykuwa uwagę mediów. Przyczyn tego zjawiska należy upatrywać w wyraźnym postępie, jaki poczyniła w ostatnich latach, neurologia i rosnącej skuteczności narzędzi diagnostycznych, takich, jak: MRI, czy fMRI.
Obserwujemy wzrost znaczenia cyfrowego interfejsu w usprawnianiu ludzkiego ciała. Pojawiają się, co raz to nowe rodzaje implantów wprowadzanych do mózgu, które często są stosowane do leczenia poważnych chorób, jak, np. epilepsji.
Jest to dopiero punkt wyjścia do rozwoju neuro-technologii, szczególnie mających zastosowanie w medycynie, ale nie tylko tam, bo nie należy także wykluczyć zastosowania rozmaitych konfiguracji implantów – w zależności od pozycji społecznej i możliwości finansowych oraz ludzkich potrzeb – do “rozbudowy” i “modyfikacji” własnego mózgu.
Implikacje
Wzrost popytu na książki o tematyce doskonalenia własnego umysłu – będziemy chcieli wykorzystać wiedzę o funkcjonowaniu mózgu aby podnieść jakość naszego życia, sprawdzić, czy na przykład, określony rodzaj muzyki może zwiększyć naszą efektywność w pracy lub poprawić nasze relacje z innymi.
Wiele odkryć związanych z funkcjonowania ludzkiego mózgu znajdzie powszechne zastosowanie w badaniach nad zachowaniem konsumentów i efektywnością reklamy. Pojawi się też szereg nowych technologii, które pomogą w lepszym zaplanowaniu i produkcji różnych przedmiotów, urządzeń, czy przestrzeni mieszkalnych.
Obserwowane zmiany nie umykają także uwadze przedstawicieli nauk społecznych, którzy coraz częściej dostrzegają, że tradycyjny paradygmat humanistyki w opisywaniu współczesności przestaje być wystarczający. Badania, a w konsekwencji modyfikacje ludzkiego mózgu są przecież tylko jednym z nasilających się zjawisk tworzących to, co dzieje się między nami (zmiany w technologiach komunikowania), tego, co dzieje się z naszym ciałem, ale też jak zmienia się całe uniwersum przedmiotów wokół nas.
Co klasyczna humanistyka może bowiem powiedzieć o takiej hybrydycznej formie podmiotowości jak człowiek z bionicznymi kończynami (na przykład znany jako “Blade Runner” Oscar Pistorius, który biegając na protezach nóg z włókna węglowego, bije rekordy szybkości w wyścigach na bieżni. Jego “ponad-ludzkie” możliwości wywołały dyskusje w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, który w końcu zezwolił na start niepełnosprawnego biegacza w igrzyskach w Pekinie), osoba z przeszczepem serca świni, transgeniczny, fluorescencyjny królik wyprodukowany przez Eduarda Kaca, zrobiony z ludzkich prochów syntetyczny diament (Life-Gem8) czy też drzewo z wszczepionym ludzkim DNA (Biopresence)? Jak skonceptualizować hybrydalne, chimeryczne podmioty, które nie mieszczą się w ramach tożsamości określanej za pomocą popularnej w humanistyce triady: “rasa, klasa, płeć kulturowa” czy w dualnym podziale na organiczne/ nie-organiczne, ludzkie/nie-ludzkie? W świecie pojawiają się realne podmioty, które nie przystają do znanych nam toposów, tymczasem humanistyce brakuje narzędzi teoretycznych pozwalających na ich opis i interpretacje.”
por. Ewa Domańska “Humanistyka nie-antropocentrycznaa studia nad rzeczami”
Możliwości
Należy spodziewać się nowych odkryć i narzędzi umożliwiających monitorowanie pracy ludzkiego mózgu, co prowadzić może do wzrostu skuteczności technik związanych z jego kontrolą.
Powstanie rynek produktów żywnościowych wspomagających działanie mózgu, pojawią się nowe generacje narkotyków, środków pobudzających, czy też nowe perspektywy dla producentów gier komputerowych – na przykład gry stymulujące pamięć, zdolności ruchowe, przeznaczone dla ludzi w podeszłym wieku.
Link
Trening mózgu, neuro-etyka, neuro-plastyka, zbiorowa inteligencja
Zobacz także artykuły o podobnej tematyce w magazynie Wired:
Wires Inserted Into Human Brain Reveal Speech Surprise
The Next Hacking Frontier: Your Brain?
Czy to już naprawdę koniec kryzysu?
Widać nieśmiały, ale jednak widoczny optymizm – słychać coraz więcej głosów, że kryzys się kończy. Jednak mimo to sprawy związane z załamaniem światowej gospodarki nadal stanowią jeden z ważniejszych tematów, które pobudzają media. I tak, jak na samym początku dominował nastrój wręcz katastroficzny i nierzadko słychać było głosy, że mamy powtórkę kryzysu z lat 30 tych ubiegłego wieku to teraz opinie są bardziej podzielone. Poniżej kilka, według mnie, najczęściej pojawiających się tropów:
- Polska na tle świata stosunkowo mało doświadczona przez kryzys. Polacy ze spokojem przyjmują perspektywę ograniczenia wydatków i konsumpcji.
- Hipoteza dwóch światów: kryzys widoczny bardziej w mediach niż w realnej gospodarce. Chociaż rośnie bezrobocie, a sprzedaż detaliczna nawet ostatnio nieśmiało wzrosła i mamy więcej optymizmu wśród producentów. Ale sytuacja wcale nie jest tak jasna, jak mogłoby się wydawać. Tu trzy cytaty:
Bezrobocie w sierpniu nie wzrosło, a sprzedaż detaliczna zwiększyła się o przyzwoite 5,2 proc. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To dlatego, że więcej Polaków wypoczywało i wydawało pieniądze w kraju. Idą jednak gorsze czasy
Według badań koniunktury konsumenckiej GUS wskaźnik planowanych przez gospodarstwa domowe ważnych zakupów obniżył się w sierpniu do -42,6 pkt z -40,7 pkt w lipcu i jest na jednym z najniższych poziomów w historii – podkreśla Czerniak.
Na razie jednak firmy zwalniają pracowników. W sierpniu w rejestrach pośredniaków przybyło niemal 13 tys. osób (w ciągu roku przybyło 285 tys. bezrobotnych), jednak stopa bezrobocia pozostała na lipcowym poziomie 10,8 proc. – W sierpniu pogoda sprzyjała pracom sezonowym w rolnictwie czy budownictwie. Wrzesień pewnie też będzie jeszcze niezły, ale później zobaczymy wyraźny wzrost stopy bezrobocia – uważa Marek Zuber, ekonomista Dexus Partners. – W ciągu trzech kwartałów przybędzie 400 tys. bezrobotnych – wieszczy. Dziś jest ich 1 mln 689 tys. Zdaniem Zubera jeszcze w tym roku stopa bezrobocia przekroczy 12 proc., a w połowie 2010 r. może zbliżyć się do 15 proc. Źródło wyborcza.biz
Ale nie wszyscy są takimi czarnowidzami. Jeden z blogerów na podstawie analizy zależności pomiędzy zmianami WIG-u a poziomem bezrobocia snuje nieco inne prognozy na temat przyszłej sytuacji na rynku pracy:
Dlaczego roczne procentowe zmiany giełdy dyskontują dynamikę zatrudnienia? Skoro kursy akcji np. rosną (albo coraz wolniej spadają w procentach niż w poprzednim okresie), bo inwestorzy przewidują, że będa wyższe zyski (spowodowane np. wyższymi zamówieniami) to jak już po paru miesiącach te zamówienia są realizowane, firmy po prostu muszą zwiększyć zatrudnienie (i na odwrót w okresie spowolnienia). [...] Wydaje mi się, że w takim układzie bezrobocie na koniec grudnia 2009 wzrośnie pewnie do około 11,6%:-) Podobnie będzie na koniec 2010 (bezrobocie pewnie nie spadnie jakoś specjalnie, chociaż zostaną utworzone nowe miejsca pracy, bo cały czas na rynek pracy wchodzą nowe roczniki, którym bez doświadczenia i pracujących już znajomych trudniej znaleźć pracę). por. michalstopka.pl
- Olbrzymie parcie na pieniądze – dynamicznie rośnie liczba małych firm zakładanych przede wszystkim przez osoby zwolnione z pracy. Ale to znów może być jedynie tymczasowe zjawisko. Ludzie po prostu sobie radzą, jak mogą aby uciec przed bezrobociem. Są pieniądze to biorą i zakładają niewielkie firmy, ale czy wszystkim się uda?
- Niektórzy ekonomiści są ostrożni, co prawda zakładają umocnienie się złotego, ale ożywienie gospodarcze widzą dopiero w 2011-13 roku.
Tak naprawdę mamy do czynienia z wciąż dużą niepewnością, jeśli chodzi o najbliższą przyszłość światowej gospodarki i najważniejsze pytanie: jaki będzie skutek olbrzymich programów pomocowych (rośnie drastycznie deficyt wielu krajów, najbardziej w USA) – kto za to zapłaci, bo kiedyś trzeba będzie, a podwyższenie podatków oznacza stagnacje i zamarcie inwestycji i innowacji. Ale nie tylko olbrzymie pieniądze, które zostały wpompowane w gospodarkę spędzają niektórym obserwatorom sen z powiek.
Niektórzy, jak Nouriel Roubini – który jako jeden z nielicznych przewidział obecny kryzys – uważa, że nie wiemy wszystkiego na temat tzw. “złych długów”. Banki nie wykazały jeszcze wszystkich kosztów i zaległości w spłatach kredytów szczególnie tych dotyczących obiektów komercyjnych. Chociaż utrzymuje on, że wychodzenie z kryzysu będzie przypminać literę “U” to jednak jego zdaniem prawdopodobieństwo pojawienia się drugiego dna kryzysu wzrosło w ostatnim czasie do 20-25%.
Jego opinię na temat ryzyka pojawienia się drugiej fali kryzysu można przeczytać tu.
Czasy majestatu i powagi

Zwykle w czasach problemów i wstrząsów gospodarczych nie mamy z czego się cieszyć. Wiele osób traci pracę, a niektórzy obawiają się, że nie uda im się spłacić kredytu za mieszkanie, czy samochód, drżą przed spotkaniem z szefem, bo nie są pewni, czy po owym spotkaniu będą jeszcze pracownikami “bezpiecznej” korporacji. Większość z nas nie chce się wychylać i pragnie wtopić się w tłum.
To pierwsza opcja – można schować głowę w piasek i gdzieś się ukryć. Druga to rozejrzeć się i zobaczyć, co się tak naprawdę dzieje i spróbować lepiej zrozumieć otaczający nas świat. Każda z nich prowadzi do kształtowania się nowego klimatu, który charakteryzuje się wzrostem znaczenia klasycznych, nierzadko też “majestatycznych” w wyrazie przedmiotów, objawia się w naszym sposobie prezentacji, wyrażaniu siebie, czy też poprzez nasze zainteresowania.
Niektóre czasopisma mimo rosnącej konkurencji, problemów na rynku prasy, nadal wiernie trzymają się swojej strategii opartej nie tyle na schlebianiu gustów masowego czytelnika, ale dostarczaniu opinii, komentarzy i poważnych analiz.

The Economist, Prospect, The Weekly Standard, Harper i The Monthly to magazyny, które piszą poważnie i skupiają się na poważnej problematyce. Nie wszystkie z nich mają duży zasięg, ale potrafią utrzymać uwagę czytelników, a niektóre nawet notują systematyczny wzrost nakładu, jak na przykład The Economist (por. wykres poniżej).
Podobne tendencje możemy zaobserwować także na rynku książki, gdzie poważna literatura wcale nie traci, a wręcz przeciwnie. Wystarczy wspomnieć o takich pisarkach, czy pisarzach, jak: Zadi Smith, Orhan Pamuk. Podobne tropy można odnaleźć także w ostatnich produkcjach filmowych: por. Droga do Szczęścia, czy Obywatel Milk.
Implikacje
Internet i nowe media wywierają silny wpływ na rynek informacji, które stają się coraz krótsze i jest ich coraz więcej. Nic dziwnego, że jesteśmy często bezradni, tracimy poczucie, że rozumiemy to co się dzieje i coraz trudniej jest nam odnaleźć jakikolwiek sens i znaczenie.
Ludzie zaczynają odczuwać potrzebę zwrócenia się do “przewodników”, którzy nie tyle ograniczają się do relacjonowania wydarzeń i dostarczania gorących “newsów”, ale krytycznie potrafią spojrzeć na świat i nie boją się wyrażać wprost własnego zdania, które nie zawsze musi być zgodne z dominującymi poglądami (jeśli ktoś ma jakieś poglądy). W konsekwencji popyt na poważne analizy i komentarze będzie rosnąć.
Docenianie owej powagi można obserwować także w modzie, która staje się bardziej elegancka i formalna (szczególnie ta przeznaczona do pracy). Niekoniecznie ma to być tylko surowa klasyka, ale też proste i stonowane ubrania, zarówno jeśli chodzi o kolory (czerń, szarość, brąz, ciemna czerwień), jak i fasony (żakiety, kostiumy, dopasowane sukienki), por. ostatnie kolekcje Donny Karan, czy też zainteresowanie stylem żony prezydenta Stanów Zjednoczonych – Michelle Obama.
Możliwości Klasyczne rzeczy i życiowe doświadczenia będą znowu w cenie.
Link Filmy dokumentalne, festiwale literackie, publiczne debaty
Koniec globalizacji???

Globalizacja to słowo-wytrych, prawdziwy “worek” bez dna, do którego wrzuca się wiele różnych, zupełnie nieprzystających do siebie zjawisk, nierzadko tylko po to aby zapełnić szpalty gazety, czy napisać “mądry” wpis na blogu (ha, ha !!!!).
Moją poprzednią wypowiedź na tym blogu skomentowała pewna bardzo mądra osoba – twierdząc, że globalizacja to tylko slogan, zjawisko, za którym nic się nie kryje – medialna wydmuszka. Dało mi to trochę do myślenia i dlatego nie chciałbym zostawić tego tematu “sobie a muzom”.
Natłok informacji, nieustanny lans, “myślenie na skróty”, brak czasu na opracowanie materiału powoduje, że wiele pojęć funkcjonuje, w charakterze takich właśnie “worków”. Podobnie, jak słowa “globalizacja” używa się często takich słów, jak: “społeczeństwo”, “wolność”, “Web 2.0″, “nowe media” itd. Mamy do czynienia z wciąż nowymi “modami” na różne koncepcje, słowa i terminy. Świat, w którym żyjemy jest tak spragniony nowości i wciąż zaskakujących odkryć, że tworzy się pewne “klisze”, schematy, które mają nam przynieść Nową Wspaniałą Nowinę, tak zapewne było z “globalizacją”, “Web 2.0″, tak jest teraz z tzw. “mediami społecznościowymi”, “neuromarketingiem” itd. itd.
Poniższe wyniki Google Trends pokazują, że zainteresowanie internautów słowem “globalizacja” systematycznie słabnie – ba, nawet słabło jeszcze przed kryzysem, co rzeczywiście może pokazywać, że do zainteresowania tematem przyczyniają się media, ale chyba jednak nie do końca.
Przyznaję, że pisząc tego bloga często używam słów nie zastanawiając się do końca nad ich znaczeniem, ale robię to zupełnie świadomie. Wychodzę z założenia, że blog to nie naukowy artykuł ani praca doktorska, chociaż wiem – ktoś może mi zarzucić – że to nie żaden argument. To prawda, ale jednak skupiam się bardziej na inspiracji niż na precyzji, na zapisaniu sobie pewnych spraw aby potem do nich móc wrócić niż przygotowuje się do napisania doktoratu, chociaż niektórzy wykorzystują do tego celu także pisanie bloga.
Pewnie można traktować “globalizację”, jako jedynie wytwór świata mediów – można, bo w pewnym momencie słowo to było używane tak często, że zatraciło praktycznie swoje znaczenie. Ale nie wszyscy traktują “globalizację”, jako “słowo-wytrych”, czy uważają, że nie ma sensu w ogóle go używać. Manuell Castells, który nie dawno gościł w Polsce (zapis wykładu, który wygłosił w siedzibie Agory można zobaczyć na blogu Mediafuna), w swojej książce “Społeczeństwo sieci” w pewnym momencie rzeczywiście przyznaje, że:
Choć kapitalizm cechuje niepowstrzymane dążenie do ekspansji, ciągłego przekraczania granic czasu i przestrzeni, to jednak dopiero w końcu XX w. gospodarka światowa mogła przekształcić się w prawdziwie globalną, na bazie nowej infrastruktury dostarczonej przez technologie informacyjne i komunikacyjne oraz przy decydującym udziale polityki deregulacji i liberalizacji, prowadzonej przez rządy i instytucje międzynarodowe. Nie wszystko jednak w tej gospodarce ma charakter globalny: w rzeczywistości większość produkcji, zatrudnienia i firm jest – i pozostanie – lokalna i regionalna.
Ale dalej pisze już tak:
Mimo to możemy twierdzić, że istnieje gospodarka globalna, ponieważ gospodarki na świecie zależą od osiągnięć swego zglobalizowanego rdzenia. Ten globalny rdzeń obejmuje rynki finansowe, handel międzynarodowy, ponadnarodową produkcję oraz, do pewnego stopnia, naukę i technikę oraz specjalistyczną siłę roboczą. System gospodarczy jest powiązany globalnie właśnie przez te zglobalizowane, strategiczne komponenty gospodarki. A zatem, bardziej precyzyjnie […] gospodarka globalna to gospodarka, której główne elementy składowe mają instytucjonalną, organizacyjną i technologiczną zdolność działania jako całość w czasie rzeczywistym lub wybranym, w skali planety.
Czyli tak, czy siak, według Castellsa można mówić o globalizacji, czy bardziej precyzyjnie o “gospodarce globalnej”, a zatem możemy mieć firmy (korporacje), które działają w skali globalnej, jak i też marki dostępne prawie każdym zakątku ziemi. Globalizacja dla Castellsa to rosnąca do niedawna wymiana handlowa, na skutek rosnącej liberalizacji rynków, innowacyjnych technologii zarządzania informacją i komunikacji.
Można dodać, że pewnie także z powodu owej medialnej propagandy, ale też na skutek wytycznych Międzynarodowego Funduszu Walutowego wiele krajów zaczęło otwierać swoje gospodarki na oścież wpuszczając inwestorów, unowocześniając produkcję, stawiając na usługi. Przyczyniało się to do wzrostu gospodarczego i wyraźnej poprawy standardu życia wielu do tej pory bardzo biednych społeczeństw. Ale teraz to wszystko się zatrzymało i nie jest pewne, czy czasem nie będziemy mieć do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym – końcem globalizacji (chodzi mi tu przede wszystkim o zmiany w poziomie wymiany handlowej, bo pewnie, jeśli chodzi o zmiany technologiczne to trudno sobie wyobrazić aby mogły ulec stagnacji, podobnie, jeśli chodzi o rozwój mediów).
Przykłady? Proszę bardzo.
- Singapur do niedawna jeden z największych świecie portów i centrów wymiany handlowej zanotował w I kwartale 2009 roku spadek PKB na poziomie 20% i szacuję się, że mimo pewnych oznak ożywienia gospodarczego rok zamknie na dużym minusie – jego gospodarka skurczy się o 6,5%.
- Kambodża i Bangladesz jeszcze przed kryzysem, zgodnie z zaleceniami międzynarodowych ekspertów nastawiły się głównie na eksport, specjalizując się w produkcji tanich tekstyliów. W 2006 roku sprzedaż odzieży stanowiła tam 80% całego eksportu i wynosiła 2,5 mld dolarów. Na skutek recesji w Kambodży już straciło pracę 70 tys. ludzi zatrudnionych w przemyśle odzieżowym, zaś wartość eksportu spadła w I kwartale tego roku o 35%.
- Kraje afrykańskie, zaczęły zgodnie z zaleceniami Banku Światowego wprowadzać zasady wolnego handlu i postawiły na konkurencję. Co dzieje się tam teraz? Można mówić o prawdziwej katastrofie. Na przykład, w Kongu gospodarka zmniejszyła się o ponad połowę, zaś w minionym roku straciło tam pracę co najmniej 300 tysięcy górników.

Z drugiej strony obserwujemy systematyczne uszczelnianie gospodarek krajów wysoko rozwiniętych i zamożnych. Jednym ze sposobów jest zamykanie rynku pracy przed dopływem pracowników z krajów biedniejszych i to wcale nie tylko tych o niskich kwalifikacjach.
- Rząd USA przyjął, na przykład niedawno ustawodawstwo, które zachęca firmy korzystające z pakietu finansowego, by zatrudniały tylko Amerykanów. Podobnie postępują inne bogate kraje – Arabia Saudyjska, Malezja zaleciły krajowym przedsiębiorstwom aby w pierwszej kolejności zwalniali obcokrajowców i to właśnie bez względu na kwalifikacje. (na podstawie “Forum“, nr. 35, 31.08 – 6.09.2009).
- W konsekwencji ów wzrost protekcjonizmu spowodował, że poziom światowego eksportu w I kwartale b.r. w porównaniu do analogicznego okresu rok temu zmalał o 31%, zaś w drugim kwartale mimo, że jego wartość bezwzględna była większa niż w I kwartale ‘09 to spadek wyniosł w porównaniu do II kwartału ‘08 – 33%. Podobne rzeczy dzieją się z importem.

A my siedziby sobie tutaj i cieszymy się, że nasza gospodarka, co prawda słabo, bo słabo, ale wciąż rośnie. Ale czy nie jest to czasem jedynie efekt, że jesteśmy trochę zapóźnieni, a jeśli tak to, czy nie powinniśmy spodziewać się eksplozji z opóźnionym zapłonem? Może dopiero wszystko przed nami i prawdziwa recesja dopiero nadchodzi? Bardzo chciałbym aby było to jedynie moje gderanie i szukanie dziury w całym.
Nasze podwórko najważniejsze i basta

Obserwujemy rozczarowanie globalizacją – ludzie zaczynają tracić zaufanie do wielkich koncernów, praca w sektorze prywatnym staje się jeszcze mniej pewna i budzi poczucie zagrożenia. Poszukujemy inspiracji we wszystkim, co lokalne i swojskie. Powoli ważniejsze dla nas staje się najbliższe podwórko niż daleki świat. Nie zawsze mamy do czynienia z surowym i jednoznacznym odrzuceniem globalizacji, czy globalnych marek, ale nie są one już tak pociągające i nie budzą w nas tylu pragnień, co kiedyś.
Wiąże się z tym także koncentracja uwagi na najbliższym otoczeniu, w którym mieszkamy. Jak dawniej ludzie angażowali się w kampanię aby powstrzymać różne inicjatywy lokalne, dziś robią to samo aby bronić lokalnych fabryk, angażują się w życie szkoły – robią wszystko aby rozbudzić życie lokalnej społeczności.
Trend ten jest także widoczny, jeśli chodzi o zwyczaje żywieniowe, gdzie inspiracja lokalnością i krajowym pochodzeniem były już widoczne znacznie wcześniej lecz obecnie stają się bardziej wyraźne i wywierają swój wpływ także na wiele innych sfer społecznego życia: od polityki do biznesu.
Implikacje
Zainteresowanie wszystkim, co lokalne. Rosnąć będzie ryzyko wybuchu nagłych protestów w obronie interesów wspólnoty. Niekiedy wystarczy iskra, drobny problem aby wywołać lokalny konflikt i protesty.
Jeśli chodzi o biznes to dodanie szczypty surowości i zapobiegliwości może wywołać wzrost udziału w rynku produktów lub usług na rynku. Z innej strony: można też spodziewać się boomu na podróże po kraju, czy wakacje spędzane w najbliższej okolicy.
———————————————————————————————————————————————————————————
Wszystko to jednak wygląda zupełnie inaczej z perspektywy krajów rozwijających się. Kiedy jeszcze globalizacja była “trendy” paradoksalnie największe protesty budziła wśród społeczeństw wysoko-rozwiniętych. Powstały ruchy antyglobalistyczne o międzynarodowym zasięgu. Organizowano protesty, czy nadal to się robi przeciwko Międzynarodowej Organizacji Handlu, spotkaniom szefów głównych mocarstw itp.
W krajach, w których ulokowane zostały fabryki pracujące dla dużych korporacji trudno było znaleźć objawy buntu. Wiele krajów korzystało z globalizacji, chociaż nie czyniły tego na pewno w sposób przemyślany, koncentrując się jedynie na wybranej gałęzi przemysłu, czy specjalizując się tylko w jednej kategorii usług. Obecnie kiedy bogate państwa jeszcze mocniej zamykają swoje gospodarki przed importem biedniejsze kraje stają się jeszcze biedniejsze, a te, które postawiły tylko na “jednego konia” zostają z niczym i stają na krawędzi załamania swojej gospodarki.
———————————————————————————————————————————————————————————
Możliwości
Uwagę przyciągać będą rzewne historie o miłości, produkty i usługi odwołujące się do ciepła rodzinnego domu.
Link
Protekcjonizm, lokalizm, nacjonalizm, regulacje i narodowe pochodzenie
Przykłady:
Samowystarczalność
Ludzie zaczynają być zaniepokojeni stanem środowiska naturalnego, a szczególnie wpływem, jaki wywiera na nie materialistyczny sposób życia. Dlatego niektórzy z nich poczuwają się do osobistej odpowiedzialności za stan przyrody. Samoograniczenie się to rezygnacja z przedmiotów, które wydają się najmniej potrzebne, podjęcie decyzji o tym aby kupować mniej, a za to koncentrować się na wielu codziennych i prostych czynnościach i stąd czerpać radość życia. Oto świat, gdzie liczą się prostota i drobne przyjemności.
Rosie Boycott, była redaktorka gazety, która zamieniła swoje londyńskie życie na małe wiejskie gospodarstwo, jest zdania, że – Żyjemy w kulturze jednorazowego użytku. Wszystko jest zaprojektowane tak, by miało krótki żywot, by zostało wyrzucone i zastąpione. Nikt nie ma pojęcia, jak naprawiać i reperować rzeczy. Nie chodzi tylko o to, że sami tego nie umiemy – prawie niemożliwe jest znaleźć kogoś, kto na przykład naprawi toster, bo tostery zrobiły się śmiesznie tanie. Przez to wszystko ludzie prawie w ogóle nie zastanawiają się nad przedmiotami – skąd pochodzą, i ile wysiłku i energii włożono w ich wykonanie. – Skoro można kupić nową koszulkę za jednego funta, po co zawracać sobie głowę jej zszywaniem, gdy się rozpruje? – dodaje. – Moja mama nauczyła mnie naprawiać rzeczy. Naszywała skórzane łaty na swetrach mojego taty, ale dziś już nie spotkasz mężczyzny, który by takie nosił, no chyba, że naszył je jakiś topowy projektant. The Daily Telegraph, cyt. za onet.pl “Moda na oszczędzanie“
Ludzie nadal są gotowi zapłacić są za rzeczy, ale posiadają mniejsze oczekiwania niż wcześniej. Trend ten najlepiej został opisany w książce autorstwa Toma Hodgkinsona “Jak być wolnym”, która mówi o tym, jak wiele można odkryć i zrobić nie posiadając tak wielu rzeczy, jak na początku się nam zdaje, że musimy posiadać.
Implikacje
Firmy odkryją potencjał w utrzymywaniu i rozwijaniu wartości. Bardziej przykładać będą wagę do uczestniczenia w lokalnych społecznościach, tworzenia szerszej wspólnoty z pracownikami, klientami i dostawcami.
Możliwości
Ludzie będą się starali spędzać więcej czasu z rodziną lub przyjaciółmi. Przez to pojawiają się możliwości dla produktów, które pomagać będą w realizacji prostszego i wolniejszego trybu życia. Jednak produkty lub usługi, które oparte są na specjalistycznej technologii, które oferują ludziom powierzchowny lub zdalny dostęp mogą ponieść porażkę. Przykładem mogą być tu opiekuńcze roboty, które wprowadzone niedawno na rynek japoński nie cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem.
Link
Nabranie dystansu, zachowywanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym a pracą, poszukiwanie sensu i znaczenia w swoim życiu.
Przykłady: strona magazynu “The Idler”, czy strona “style will save us.com”
Cyfrowa dieta
Ludzie żyją wśród niezmierzonej rzeszy cyfrowych danych. Coraz bardziej odczuwają przeciążenie mnogością informacji i mają trudności w zapamiętaniu numerów telefonów. Uświadamiają sobie, że są w stanie skontaktować się z mniejszą liczbą osób aniżeli początkowo zamierzali. Rozpoczynają poszukiwania w sieci zbyt wielu cyfrowych przyjaciół. W konsekwencji nie są w stanie odpowiadać na ich zapytania lub nawiązują jedynie powierzchowne i banalne relacje. Nagle dostrzegają, że znajdują się pośród emocjonalnej pustyni albo też, że ich wysiłki nie są warte takiego zachodu – ich życie przez to wcale nie staje się łatwiejsze lub lepsze.
Tak więc chwilowe odłączenie od sieci może stać się coraz bardziej popularnym sposobem na uzyskanie pewnego balansu/zrównoważenia szalonego życia.
Implikacje
Ograniczenie cyfrowego życia może też stać się drogą do oszczędzania pieniędzy lub odzyskania czasu dla rodziny. Jednakże trend ten posiada także wymiar aspiracyjny polegający nie tyle na rezygnacji, ale na powrocie do niektórych aspektów tradycji i dawnego stylu życia.
W taki sam sposób, jak kiedyś posiadanie telefonu komórkowego było postrzegane, jako element statusu teraz jego brak (lub używanie z umiarem) może być widziane, jako znak, że osoba potrafi dokonywać wyborów i ustalać własne priorytety tego, co dla niej w życiu jest ważne, a co nie. Ludzie mogą zadecydować, że niektóre aspekty dawnego stylu życia (przed rewolucją cyfrową) mogą stanowić sposób na bardziej udane życie i w konsekwencji zacząć używać produktów lub korzystać z usług, które nie wymagają zasilania lub stanowią antidotum na szybkie, cyfrowe życie.
Możliwości
Zainteresowaniem zaczną cieszyć się analogowe produkty, jak na przykład: wieczne pióra, tradycyjna fotografia, stacjonarne telefony, notatniki, płyty winylowe.
Link
Post na maile w piątki, zmęczenie Facebokiem, złe samopoczucie od MySpace, wakacje poza dostępem do sieci (wyjazd na kamping, wyprawa na kajaki, piesze wędrówki).
Przykłady: zobacz, co może robić z ludzkim życiem “Nasza-Klasa” albo też krótki poradnik magazynu “Wired”, jak planować sobie różne czynności w sieci – por. obrazek na górze.




