Trend Scout

Nie tylko ja obserwuje

lipiec 3, 2008 · Brak komentarzy

Niesamowite. Właśnie przeczytałem, że dokładnie dzień wcześniej przed napisaniem przeze mnie poprzedniego wpisu podobne obserwacje prowadził jeden z blogerów, który piszę pasjonujący blog poświęcony etnografii, antropologii kulturowej i wykorzystaniu tych dziedzin w badaniach rynkowych (ale nie tylko o tym).

Może nie były to dokładnie takie same obserwacje takie jak moje, bo bloger ten przeprowadzał wywiady z przypadkowo napotkanymi kobietami i jeszcze jedno: prowadził je w różnych, niekiedy bardzo od siebie oddalonych miejscach Sam Francisco. Zresztą sami zobaczcie.

→ No CommentsKategorie: obserwacje

Codzienne obserwacje

lipiec 1, 2008 · Brak komentarzy

Jazda metrem – czy może oferować coś ciekawego? Na pewno gdy jest elementem naszego codziennego rozkładu zajęć staje się zwykle czymś rutynowym, wręcz niezauważalnym. Wchodzimy na peron, czekamy aż przyjedzie pociąg, wsiadamy, zajmujemy miejsce – jeśli takowe się znajdzie, jedziemy i tak dzień za dniem, aż w końcu nawet możemy nie zauważyć, że takie miejsce, jak metro w ogóle istnieje.

A gdyby tak spróbować dyskretnie rozejrzeć się wokół i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Kto jeszcze oprócz nas znajduje się w wagonie, jak jest ubrany, co robi, czy śpi, czyta, czy też tak, jak my obserwuje współpasażerów, kim jest, w jakim jest nastroju? Dzisiaj spróbowałem, owej zabawy w domorosłego etnografa, jeśli można to nazwać w ogóle zabawą.

Wracając ze spotkania, wszedłem na peron, w ręku trzymałem, jak zwykle mój ulubiony baton. Była, o ile dobrze pamiętam 16 z minutami, może trochę później. Już na peronie spróbowałem bardziej niż zwykle rozejrzeć się wokół siebie. Zobaczyłem grupkę ludzi, którzy wpatrzeni byli w duży monitor znajdujący się na ścianie po przeciwnej stronie peronu.

Od niedawna na wybranych stacjach warszawskiego metra, a dokładnie na stacji Centrum, Świętokrzyska, Ratusz-Arsenał, Politechnika, Pole Mokotowskie i Wilanowska zostały zainstalowane przez firmę Stroer, specjalizującą się w reklamie zewnętrznej, tzw. infoscreen’y. W czasie przerw między nadjeżdżającymi pociągami na ekranach wielkości 3 m x 1,7 m o rozdzielczości obrazu 1280 x 720 pikseli można obejrzeć reklamy, wiadomości ogólnokrajowe, biznesowe, miejskie, ale też prognozę pogody, poznać najnowsze plotki na temat gwiazd. Materiał ukazujący się na ekranach jest pozbawiony dźwięku, ze względu na bezpieczeństwo oczekujących.

Zwykle na peronach, w miejscach najbliżej ekranów, zbiera się niewielka grupa osób. Udało mi się policzyć, że jedna z takich grup liczyła 15 osób, przy czym siedmioro z nich z uwagą śledziło to, co dzieje się na monitorze, 4 osoby zajęte były rozmową, a 4 pozostałe ze znudzoną miną oczekiwało nadjeżdżającego pociągu.

Gdy pociąg nadjechał wsiadłem do jednego z wagonów i nadal prowadziłem swoją obserwację. Moją uwagę przykuło to, że prawie każdy mężczyzna ma na ręku zegarek i to nie tylko go ma ale wręcz wyraźnie zaznacza, stara się pokazać innym, jaki to jest zegarek. Niestety nie znam się dobrze na markach zegarków (sam nie noszę zegarka na ręku, a gdy chcę sprawdzić, która jest godzina po prostu sięgam po komórkę), ale zauważyłem, że były to, że tak powiem dość „widoczne” zegarki, zazwyczaj w złotej oprawie, duże z białym czytelnym cyferblatem. Nie wszystkie były okrągłe. Jeden mężczyzna miał, na przykład zegarek w kształcie prostokąta o zaokrąglonych bokach, co sprawiało trochę wrażenie, że miał on bardziej sportowy charakter.

Mężczyzn w metrze można podzielić na kilka grup. Prawie zawsze znajdzie się wśród nich chociaż jeden, który ubrany jest w garnitur, a pod szyją ma krawat. Zwykle nie jest to strój niezwykle elegancki, raczej dość skromny, ale jednocześnie schludny - taki codzienny mundurek zakładany do pracy.

Drugi typ to „młodzieniec” mający na sobie t-shirt, jeansy, sportowe buty słuchający odtwarzacza typu mp3. Spotkać możemy też mężczyzn w średnim wieku, być może pracujących w tej samej pracy już 20 lub nawet 30 lat. Na ich twarzach zazwyczaj maluje się znudzenie, a w oczach nie można odczytać nic poza zmęczeniem i żalem za minionym życiem.

W metrze można spotkać również nastolatków, jak głośno ze sobą rozmawiają gdy jest mało pasażerów, a z kolei, jak jest dużo osób cicho się podśmiewują - trudno określić z czego. Jednak podczas mojej podróży nie zauważyłem akurat żadnej młodzieży. Może godzina była nie odpowiednia, a może po prostu nie było ich w tym wagonie, w którym się znajdowałem.

Potem spojrzałem na kobiety. Większość pasażerek było w średnim wieku. Może niektóre były nieco młodsze, ale na pewno nie miały mniej niż trzydzieści lat. Zwróciłem uwagę na buty, jakie miały na nogach. Żadna z kobiet nie nosiła szpilek. Były to zazwyczaj mokasyny, barelinki lub buty sportowe. Ubrane były mało oryginalnie, chociaż nie można powiedzieć, że miały na sobie byle co. Lato w pełni, a zatem nie zdziwiło mnie, że były to sukienki. Jedna z kobiet, na która spojrzałem akurat wtedy gdy wychodziła miała na sobie czerwoną sukienkę, sięgającą prawie do kostek, z niedużym kołnierzem, zapinaną na nieduże guziki na całej długości. Inna z kolei, siedząca na przeciw mnie ubrana była w jedwabną bluzkę i rozkloszowaną, powiewną spódnicę.

Żadna z osób nie patrzyła na siebie wprost, za wszelką cenę unikając wzroku innych. Dostrzec było można jedynie krótkie momenty gdy spojrzenia dwóch osób się spotykały, ale były to naprawdę krótkie chwilę, trwające może kilkanaście sekund, potem ponownie osoby te patrzyły albo w bok, albo pod nogi albo też na reklamy, których teraz jest bardzo dużo w każdym wagonie metra.

Niezwykle pasjonujące są takie obserwację. Czasem tylko marzy mi się aby jeszcze móc próbować uchwycić te krótkie momenty aparatem fotograficznym lub nawet zacząć notować, bo moja pamięć jest ostatnio już bardzo zawodna.

→ No CommentsKategorie: obserwacje

Czy t-shirt musi być nudny?

czerwiec 19, 2008 · Brak komentarzy

Nawiązując do poprzedniego wpisu chciałbym przedstawić inne spojrzenie na zwykły t-shirt. T-shirt nie musi być banalną koszulką, może nie tylko mieć jakiś smieszny napis, obrazek, czy zdjęcie, ale jego noszenie może wyrażać naszą postawę, zaangażowanie w rozwiązywanie różnych społecznych, zresztą nie tylko społecznych problemów.

Love-Josi – to marka odzieżowa funkcjonująca na terenie Republiki Południowej Afryki – wypuściła ostatnio na rynek niby zwykły t-shirt, który jest nie tylko zaprojektowany dla młodych, miastowych tubylców, ale jednocześnie poprzez jasny, zrozumiały dla wszystkich symbol komunikuje naszą dbałość o środowisko. Niby banalna, prosta rzecz, a jak może zmienić nasz sposób myślenia, przestrzeń, ludzkie relacje. Przytaczam za PSFK.

→ No CommentsKategorie: moda

Warszawska ulica

czerwiec 18, 2008 · Brak komentarzy

Dzisiaj miałem chwilę wolnego czasu, a zatem usiadłem sobie przy kawiarnianym stoliku w kafejce o dość niepokojącej nazwie „W biegu” i zamówiłem podwójne expresso. Jak zwykle dostałem nie to, co zamawiałem, ale cóż… nawet nie podniosłem żadnego rabanu, nie skrzyczałem kelnerki, bo interesowało mnie zupełnie coś innego. Usiadłem akurat, tam, a nie gdzie indziej, bo chciałem przyjrzeć się w co się ubierają mieszkańcy Warszawy. Udawałem, że czytam gazetę, a tak dyskretnie obserwowałem przechodniów. I aż się zdziwiłem.

Bo wbrew temu, co się ostatnio mówi i piszę, że Polacy zaczynają o siebie dbać, że szukają inspiracji, że obserwują modę, a rosnąca liczba rozmaitych firm odzieżowych całą sytuację tylko ułatwia  trudno mi na podstawie swojej obserwacji zgodzić się z taką opinią (na marginesie, niedaleko miejsca, gdzie prowadziłem swoją obserwacje znajdowało sie kilka sklepów bardzo znanych marek firm odzieżowych).

Mogę powiedzieć, że rzadko, bardzo rzadko w tłumie warszawskich przechodniów da się zobaczyć osobę, która rzeczywiście przykłada uwagę do tego, jak się ubiera, że próbuje podążać za modą lub poszukuje swojego oryginalnego stylu. Przechodniów można podzielić na kilka grup, w zależności od tego, jak chodzą ubrani. Głównym kryterium jest nic innego, jak faza życia. Podczas swojej obserwacji udało mi się zauważyć kilka takich dominujących kategorii :

Styl młodzieżowy to w przypadku chłopców zwykle dżinsy plus t-shirt i to nie zbyt oryginalny, żadnych tam koszulek z prowokacyjnymi napisami typu: „jestem żydem”, „za dwa miesiące będę rodzić”, grafikami, zdjęciami itd. Tylko zwykły, prosty t-shirt i dżinsy, długie lub krótkie, jakieś tam trampki lub wszechobecne nike’i lub buty, które jedynie udają nike’i. W przypadku dziewczyn to dżinsowa bluza, prosta sukienka, tlenione blond włosy, koczki, warkoczyki lub proste niezbyt fantazyjnie obcięte włosy.

Styl yappi. Wydaję się, że w Polsce to styl praktycznie nieśmiertelny, charakterystyczny dla młodych ludzi, którzy znaleźli dobrze płatną pracę. Zwykle są to najrozmaitszego typu marynarki, garnitury czasem niezbyt już pierwszego sortu, ale cóż, jak ktoś dopiero zaczyna wyścig po kasę musi się dostosować, a jak nie ma kasy, bo zwykle na początku jej nie ma to musi improwizować i dlatego z tego wszystkiego wygląda, jak wygląda. Młode polskie bizneswoman zakładają kuse kostiumy, garsonki, a jak dodać do tego poważną minę zimnej profesjonalistki całość nie jest zbyt oryginalna.

Styl małej dziewczynki, lolitki albo inaczej słodkiej blond idiotki, którego można nazwać też stylem lalki Barbie. To okaz młodej dumnej księżniczki, która chce upodobnić się za wszelką cenę do telewizyjnych celebrities. Tlenione blond włosy, na nogach białe szpilki, krótka spódniczka, na górze niebieski top i mała torebeczka na łańcuszku. Słodkie, aż do znudzenia tak słodkie, że aż robi się nie dobrze.

Styl biurowy to już zupełnie inna para kaloszy. Tak ubierają się kobiety koło czterdziestki, że tak można powiedzieć „na stanowisku”, w dłoni dzierżą dużą aktówkę lub torbę, w której skrywa się laptop. Widać, że pędzą na prezentację do klienta lub z niej wracają. Na ich twarzach maluje się: sukces lub smak porażki. Sylwetka wyprostowana. Czasem w drugiej ręce duża, tekturowa torba sygnowana znanym logo. Im się udało. Są kimś. Ale za to ich styl jest tak przewidywalny, że aż nudny.

Babka a’la lata 70’te. Kobieta po przejściach. Rozwódka lub matka mająca problemy z dorastającym synem lub córką. Zresztą czasem można zobaczyć, jak właśnie idą razem na zakupy razem ze swoją córką. Otyłe. Koniecznie garsonka lub tania sukienka, czasem jedwabna bluzka z długim rękawem. Trwała ondulacja na głowie. Twarz pełna zacięcia i frustracji. Lepiej takiej pani zejść z drogi. Torebka udająca coś stylowego, czym absolutnie nie jest. Czasem można zauważyć coś oryginalnego, jakiś ciuch, który powoduje, że panie, których młodość przypada na lata siedemdziesiąte próbują się wtopić w dzisiejszą ulicę. Ale zauważyć można to naprawdę bardzo rzadko.

Styl podstarzałej matrony. To już kobieta mająca sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt lat. Najczęściej otyła, z kwaśną miną. Oczy spuszczone lub obracające się bez ustanku w to jedną lub drugą stronę. Pokraczne kostiumy, sweterki i spódnice opinające ściśle ciało. Torebka. Latem tego nie można zauważyć, ale zimą to z pewnością przedstawicielki „moherowych beretów”.

I na końcu styl, podstarzałego lowelasa. Tak ubierają się mężczyźni w wieku sześćdziesięciu lub siedemdziesięciu lat. Luźna, lniana marynarka lub nawet wykonany z podobnego materiału garnitur. Zwykle pojawiają się na ulicy z dużo młodszą kobietą w stylu lolitki lub babki a’la lata 70’te. Brązowe półbuty z dziurkami. Chcą jeszcze coś światu pokazać. Wyglądają, że są „przy kasie” ale to jak się ubierają, jak chodzą nie za bardzo to potwierdza.

→ No CommentsKategorie: moda
Otagowane:

Nadchodzi apokalipsa?

czerwiec 11, 2008 · Brak komentarzy

Pojawia się coraz więcej różnych zjawisk, które wskazują, że możemy mieć do czynienia ze wzrostem obaw i niepokoju wobec zagrożeń, jakie niesie ze sobą intensywny rozwój cywilizacyjny. Może są to drobne i z pozoru mało znaczące zjawiska, ale jednak coś na podstawie ich można próbować odczytać, zwłaszcza, że pojawiają się w pewnym określonym kontekście.

Jaki jest to kontekst? Wszyscy wiemy, jak w ostatnim okresie rosły ceny ropy. Niektórzy analitycy prognozują, że w 2010 roku baryłka ropy osiągnie poziom 200 dolarów. Bardzo ciekawe opracowanie pokazujące, jak zmieniały się ceny ropy w okresie ostatnich 140 lat mozna przeczytać na stronie WTRG.

Systematycznie rosną ceny żywności, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu inflacji w krajach wysokorozwiniętych, a wiele krajów rozwijających stawia przed realnym zagrożeniem klęską głodu. Intensywny wzrost gospodarczy takich krajów, jak Chiny, czy Indie powoduje wzrost cen innych surowców naturalnych i oznacza coraz większą degradację środowiska naturalnego. Raport omawiający m.in  konsekwencje wzrostu cen żywności na polską gospodarkę znajduje się na stronach CASE (Centrum Analiz Sołeczno-Ekonomicznych).

Nic dziwnego, że wzrasta zainteresowanie ekologią, a tzw. green marketing staje się coraz częściej wykorzystywany w strategiach firm. Wiele z nich w swoich reklamach, promocjach zaczyna odwoływać się do ochrony środowiska, prowadzi akcje uświadamiające klientów, których celem jest pokazanie, jak należy obchodzić się z zakupionymi towarami, jak je składować po zużyciu. Wiele firm zaczyna używać opakowań, które nie stanowią zagrożenia dla środowiska naturalnego.

Ale to nie koniec. Pojawia się nowa kategoria konsumentów, a może anty-konsumentów, którzy praktycznie zupełnie rezygnują z oficjalnych kanałów konsumpcji. Zwykle określani mianem freeganów często organizują wspólne akcje i uczty wykorzystując do tego celu internet. Ruch freegan narodził się w USA, ale coraz silniej zyskuję popularność także w wielu krajach europejskich. Ich podstawową zasadą jest d.i.y – do it yourself, czyli zrób to sam. Prócz tego, że pozyskują żywność na śmietnikach, starają się, jak najmniej kupować i konsumować, wymieniają się ubraniami, meblami, książkami i innymi produktami.

Wielu z nich rezygnuje także z zakupu mebli, a swoje mieszkania wyposaża w przedmioty i urządzenia konstruowane z surowców wtórnych, wykorzystując w tym celu na przykład porzucone pudła i kartony. Przykładem takiej osoby jest Jose Avila, który z początku może nie całkiem świadomie zrezygnował z zakupu mebli. Przyczyna była prosta. Wszystkie swoje pieniądze wydał na zakup mieszkania i nie miał już za co go urządzić. Aby móc jakoś funkcjonować zaczął wykorzystywać kartony firmy kurierskiej FedEx. Potem już poszło. Sam zbudował sobie łóżko, biurko, stół, krzesła. Wszystko meble zostały zbudowane z opakowań używanych przez firmę FedEx. W konsekwencji powstała strona internetowa, a sposób jaki Jose znalazł na rozwiązanie swojego problemu zaczął znajdywać uznanie wśród innych internautów.

Może to krótkotrwała moda, a może początek zupełnie nowego trendu i całkowitego zmiany postaw wobec świata konsumpcji? Przecież już nie raz mieliśmy do czynienia z modą na ekologię. Ale teraz kontekst jest już inny. Obecnie świat stoi wobec prawdziwych zagrożeń i wyzwań, które powoduje niepohamowana żądza konsumpcji i bogacenia się.

Na ile te drobne obecnie, może nawet niezauważalne w skali społeczeństw zjawiska mogą prowadzić w dłuższej perspektywie do poważnych zaburzeń w systemie liberalnego kapitalizmu? Trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, ale warto jest na pewno je śledzić i obserwować. Bo czasem nawet niewielka z pozoru grupka osób, która silnie skoncentrowana jest tylko na jednym punkcie, dla której ważne są określone wartości może z czasem wywrócić wszystko do góry nogami.

→ No CommentsKategorie: life-style
Otagowane: , ,

TNS i Gfk razem

czerwiec 5, 2008 · Brak komentarzy

Nie mogłem się powstrzymać aby nie napisać parę słów na ten temat. TNS i Gfk - jedne z największych firm badawczych na świecie postanowiły się połączyć. Wydarzenie to w sumie nie powinno nikogo dziwić. Od lat na światowym rynku badań obserwować można silny trend do konsolidacji. Duże firmy albo przejmują mniejsze albo postanawiają połączyć swoje siły z innymi dużymi organizacjami. Podobne tendencje występują także na rynku firm, które są klientami instytutów badawczych.

 

Mimo to połączenie dwóch tak dużych grup badawczych niesie ze sobą poważne konsekwencje zarówno dla światowego, jak i też polskiego rynku badań.

 

Nowa firma o nazwie Gfk-TNS będzie drugą, pod względem uzyskiwanych przychodów firmą badawczą na świecie zaraz po grupie Nielsen, a jej wartość rynkowa osiągnie poziom około 4 miliardów dolarów. W wyniku fuzji jej usługi dostępne będą w 111 krajach. Nowa firma będzie obsługiwać także największe korporacje, które raczej nie żałują pieniędzy na badania rynku, takie jak: Procter & Gamble i Unilever (dotychczas obsługiwane przez TNS), czy Panasonic i Henkel (do tej pory klienci GfK). Obie firmy szacują, że fuzja przyniesie też spore oszczędności, które po okresie trzech lat mają wynieść 76 milionów funtów. Ostateczne sfinalizowanie umowy ma nastąpić w ostatnim kwartale tego roku.

 

Połączenie Gfk i TNS w jeden organizm przyniesie zapewne też poważne zawirowania na polskim rynku badań. Obie firmy w 2007 roku, według danych PTBRiO, miały przychody wynoszące w sumie ponad 100 milionów złotych, co daje im 17% udział w rynku. Oznacza to tylko tyle, że jeśli dynamika wzrostu przychodów nowopowstałej firmy, a także pozostałych firm utrzyma się na tym samym poziomie, co w 2007 roku to uzyska ona automatycznie palmę pierwszeństwa w rankingu polskich firm badawczych i wyprzedzi dotychczasowego, wieloletniego lidera, jakim była firma MillwardBrown SMG/KRC.

 

Fuzja też jeszcze bardziej skonsoliduje polski rynek badań. W 2007 roku wartość przychodów uzyskiwanych przez pięciu największych graczy stanowiła ponad 51% wartości całego rynku. Fuzja TNS i Gfk sprawi, że teraz podobny udział w rynku uzyskają w sumie tylko cztery firmy, jak: Gfk-TNS, MillwardBrown SMG/KRC, AC Nielsen Polska oraz grupa IPSOS.

 

→ No CommentsKategorie: badania rynku

Blogi nie dają za wygraną

maj 19, 2008 · Brak komentarzy

To już tyle czasu. Pojawiły się gdzieś 2003-2004 i nadal się rozwijają i to jak. Blogi, bo o nich mowa. Swój szczyt popularności miały na przełomie 2005/2006. To wtedy wyszły z pod strzechy zwykłych użytkowników internetu – zapalonych pamiętnikarzy codziennego życia, czasem ekspertów, pasjonatów na prawdziwe salony. W Polsce blogi zaczęła wówczas pisać elita: dziennikarze, politycy, ekonomiści.

Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że to chwilowa moda, która może trwać będzie 2, a może 3 lata, ale ostatnie dane ze Stanów Zjednoczonych pokazują jednak zupełnie coś innego. To już nie moda, krótkotrwała anomalia ale pełnowartościowe medium, nowy sposób przekazu, który chyba dobrze zadomowił się w pejzażu mediów.

Według raportu firmy eMarketer (który korzystał badania zrealizowanego przez serwis BlogHer i firmę badawczą Compass Partners) ponad jedna trzecia kobiet w USA w okresie tygodnia aktywnie uczestniczy w życiu amerykańskiej blogsfery, 21% z nich czyta i/lub komentuje teksty blogerów, zaś 15% z nich co najmniej raz w tygodniu aktualizuje swojego bloga.

To nie koniec. Blogi stanowią dla amerykańskich kobiet istotne źródło informacji na temat oferty handlowej i jednocześnie mają silny wpływ na podejmowane przez nich decyzje o zakupie bądź rezygnacji z danego produktu lub usługi. Wśród czytelniczek blogów blisko jedna trzecia deklaruje, że podjęła decyzję związaną z zakupem po przeczytaniu informacji o danym produkcie lub usłudze właśnie na blogu, zaś podobny odsetek kobiet - bo 28% twierdzi, że zrezygnowało z dokonania zakupu właśnie pod takim wpływem. Jednak nadal połowa uważa, że blogi nie wpływają na ich decyzje zakupowe.

Jeszcze bardziej wyczulone na treści prezentowane są blogerki. Chodź same piszą to nie są obojętne na to, co piszą inni. Blisko dwie piąte z nich deklaruję, że podjęło decyzję związane z zakupem po przeczytaniu informacji na blogu, zaś jedna trzecia z takiego zakupu zrezygnowała. Ale nadal dominuje wśród nich grupa (41%), która jest zdania, że treści przeczytane na blogach nie przyczyniają się w żaden sposób do podjęcia ich decyzji zakupowych.

→ No CommentsKategorie: blogi
Otagowane:

film 2.0 ???

maj 13, 2008 · Brak komentarzy

Znany nam świat filmu może odejść już niedługo w przeszłość. Sposób, w jaki się porozumiewamy dzięki serwisom społecznościowym tworzy nową jakość innych obszarów rzeczywistości.

Spike Lee reżyser, który, jako pierwszy czarnoskóry reżyser, a także jako jeden z nielicznych reżyserów w ogóle wywalczył sobie niezależność w świecie Hollwóod pokazuje swoje nowe oblicze i zamierza nakręcić pierwszy „film społecznościowy” przy użyciu telefonów komórkowych. Patronem całego przedsięwzięcia jest firma Nokia.

Film będzie kręconych nie przez kogo innego, jak właśnie przez „użytkowników”. To oni będą autorami filmu i to oni będą wybierać poszczególne jego sekwencje. Jego tematyka dotyczyć będzie muzyki i tego, w jaki sposób tworzy ona historię ludzkości.

Cały projekt będzie składał się z trzech części. Tematyka każdej będzie ogłaszana w Internecie, zaś zainteresowani nią użytkownicy będą mieć cztery tygodnie na zgłoszenie swoich filmowych propozycji.

Nie jest może to zupełnie projekt Web 2.0 bowiem decydujący głos będą posiadać przedstawiciele Nokii – to oni wybiorą spośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń 25 propozycji poczym poproszą internautów aby zagłosowali na 10 ich zdaniem najlepszych. Ostateczny głos będzie miał Sike Lee, który wybierze 3 ostateczne części, z których składać się będzie cały film.

„Jesteście świadkami demokratyzacji filmu. Osoby marzące o kręceniu filmów nie muszą już uczęszczać do szkoły filmowej. Przy pomocy zwyczajnego telefonu komórkowego prawie każdy może dziś zostać reżyserem” - powiedział Spike Lee.

por. więcej TMC net

→ No CommentsKategorie: sztuka
Otagowane:

Nadchodzi nowa generacja…

kwiecień 24, 2008 · Brak komentarzy

generacja Y.

w majowym numerze Manager Magazine można przeczytać artykuł o nowej generacji młodych, ambitnych ludzi, którzy wkraczają teraz na rynek pracy. Urodzeni w latach 1982-1988, zwani generacją Y albo generacją millenium, charakteryzują się zupełnie innym podejściem do życia i pracy niż ich rodzice, czy pokolenie, które rozpoczynało karierę w latach 90-tych ubiegłego wieku.

W porównaniu do swoich poprzedników, którzy byli przede wszystkim żądni sławy i pieniędzy millennialsi prócz ciekawej pracy chcą mieć jeszcze czas dla siebie, a jednocześnie poszukują sensu w tym, co robią. To co ich motywuje do działania to nie tyle kariera zawodowa, wielkie pieniądze i praca od świtu do nocy dla wielkiej korporacji ale rozwój własnych kompetencji, samorealizacja i poczucie uczestnictwa w czymś ważnym i sensownym.

Autorzy tekstu wspominają też o takich atutach przedstawicieli generacji Y, jak:

  • niezwykle wysokie umiejętności obchodzenia się z nowymi technologiami – internet, komunikatory, telefony komórkowe to dla nich wręcz naturalne środowisko, w którym czują się, jak ryby w wodzie;
  • silne poczucie sprawstwa - czują, że gdy tylko będą widzieć sens swoich działań są w stanie dokonać bardzo wiele
  • są nastawieni optymistycznie szukają rozwiązań, a nie przeszkód;
  • są niezwykle ambitni, mają wysokie wymagania wobec siebie i innych, nie uznają czegoś jedynie za wystarczająco dobre – wówczas to nie jest dla nich do przyjęcia, nie znoszą braku kompetencji
  • są kreatywni;
  • w swoim działaniu kierują się etyką.
  • same liczby też są imponujące, jak piszą autorzy wspomnianego artykułu, w Stanach Zjednoczonych grupa przedstawicieli generacji Y liczy 30 milionów, zaś w Europie 51 milionów.

Tekst porusza sprawę nowej generacji w kontekście rynku pracy, ale może warto też przyjrzeć się jej także od strony zachowań konsumenckich? Na pewno warto.

Warto też chyba rozejrzeć się za materiałami w sieci na ten temat. Tu podaje link do bloga, który może nie dotyczy polskich millenialsów, ale tematykę nowej generacji omawia niezwykle drobiazgowo z punktu widzenia różnych sfer życia.

→ No CommentsKategorie: life-style
Otagowane:

Cohousing - tęsknota za wspólnotą

luty 22, 2008 · Brak komentarzy

Według Trendcentral pojawiają się oznaki, że możemy mieć do czynienia z powrotem zjawiska, które dominowało jeszcze w latach 60-tych, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, ale nie tylko. Mowa o życiu w komunie, wspólnocie.

Coraz częściej ludzie mają dosyć życia w zamkniętych osiedlach, izolacji, pragną żyć bliżej swoich sąsiadów. Może żyją we własnych domach, a nie jak w czasie rewolucji młodzieżowej w komunach, ale organizują się w lokalne stowarzyszenia, spotykają się, rozmawiają, po prostu otwierają drzwi i wychodzą ze swoich mieszkań otwierając się na innych. To zjawisko, ten trend zwany jest Cohousing.

Powstają też strony internetowe stowarzyszeń, które przedstawiają zasady nowej formy samoorganizacji, jak: co-housing, Brooklyn Cohousing Group.

Można się tylko zastanawiać kiedy ten trend zawita do Polski? Bo jak na razie nadal populany jest u nas zupełnie inny trend, nazwany w swoim czasie przez Faith Popcorm, jako: życie w kokonie, który objawia się m.in w prawdziwej pladze zamkniętych osiedli.

→ No CommentsKategorie: life-style
Otagowane: