Monthly Archives: Kwiecień 2010

Wizje Lin’y Ekstrand

TrendLand – serwis poświęcony najnowszym trendom w kulturze, sztuce, designie, modzie i fotografii opublikował prace Lin’y Ekstrand – freelancerki, artystki, graficzki, ilustratorki mody.

Lina Ekstrand zwykle mieszka w Szwecji lub Berlinie. Jednak jest typem nomady. W ciągu ostatnich kilku lat mieszkała i pracowała w Lodynie, Meksyku, czy Nowym Yorku. Pracuje dla rozmaitych klientów, którym pomaga realizować wizje mody, reklam, ale też nierzadko organizuje własne wystawy.

Reklamy

Iconoculture wchodzi na rynki Europy

Vickie Abrahamson (z lewej) i Mary Meehan’s założycielki amerykańskiej firmy Iconoculture zajmującej się badaniem trendów dokonują ekspansji na rynki europejskie. Powołały nową firmę Panoramix Global, która swoją działalnością obejmie państwa wchodzące w skład grupy G-20, w tym także kraje członkowskie Unii Europejskiej.

Podobnie, jak Iconoculture także Panoramix Global ma zajmować się nie tyle badaniem, co identyfikacją i przewidywaniem zmian w postawach i zachowaniach konsumentów.

Jak mówi jeden z kluczowych menedżerów firmy Dan Frawley: „zbudowaliśmy swoją reputację, nie tyle na dostarczaniu wiedzy o tym, co dzieje się z konsumentami, ale przede wszystkim dlaczego tak się dzieje i co to oznacza dla działalności naszych klientów”. Jeszcze bardziej dosadnie wyraża to Vickie Abrahamson : „różnica między Panoramix Global, a innymi firmami badawczymi jest taka, że my badamy zmiany klimatu, podczas gdy pozostali skupiają się prognozowania pogody”.

Abrahamson i Meehan i założyły Iconculture w 1992 roku. Firma od początku była skoncentrowana na badaniach trendów. Techniki badawcze stosowane przez Iconculture w dużej mierze opierają się na podejściu etnograficznym i antropologii kultury. Firma oferuje także doradztwo i szkolenia. Wśród jej klientów znajduje się wiele dużych korporacji i firm międzynarodowych. W 2008 roku obroty firmy wyniosły 17 milionów dolarów.

Katastrofa w Smoleńsku – ofiara, katharsis czy punkt bifurkacji?

Jak to się dzieje, że w momencie sytuacji kryzysowej – a przecież nagła śmierć kluczowych polityków wraz z prezydentem państwa stanowi taką właśnie sytuację kryzysową, która zawiesza wcześniej ustalony porządek – polskie społeczeństwo potrafi się zjednoczyć i nagle zapomnieć o istniejących wcześniej podziałach i konfliktach? Bądź, co bądź w katastrofie lotniczej zginęli politycy może nie tyle kontrowersyjni, ile na pewno bardzo wyraziści stanowiący elitę dwóch ważnych ugrupowań politycznych.

I oto w momencie katastrofy i śmierci nagle my Polacy zapominamy o istniejących wcześniej podziałach, konfliktach i razem ruszamy pod Pałac Prezydencki, zapalamy tysiące lampek, stawiamy tabliczki, zmieniamy ustawienia swoich profili na facebooku, ba nawet ustawiamy się w kolejkach do koszy na śmieci aby móc lepiej upamiętnić poprzez fotografię nasze poczucie wspólnoty.

za blogiem migawki-animatornia.blogspot.com

Nieustannie zastanawiamy się, jak mogło to się wydarzyć, wspieramy się, modlimy. A przecież na co dzień jesteśmy społeczeństwem, w którym poziom zaufania do innych ludzi spoza naszego kręgu przyjaciół lub członków rodziny jest prawie najniższy w Europie i praktycznie od 20-tu lat nie ulega zmianie.

Czy zatem aby móc się zjednoczyć potrzebujemy ofiar? Tak, jak plemienne społeczności aby zażegnać nurtującą je niepewność i lęk? Bo przecież brak zaufania, wrogość, silne konflikty i brak skłonności do kompromisu biorą się właśnie z niepewności i lęku.

Nasza codzienność jest nerwowa, pełna stresu, nieprzewidywalna, nieustannie rodząca nowe afery i skandale. Może nie jest to chaos, ale stan, który zmierza w kierunku entropii. Chcąc utrzymać wrażenie porządku uciekamy się do znanych symboli, snujemy opowieści o bohaterach przeszłości i innych bolesnych wydarzeniach. Czy nasza historia musi ulegać aż takiej multiplikacji aby ci, którzy lecą złożyć hołd ofiarom stalinowskich mordów sami stali się nagle ofiarami lotniczej katastrofy?

Ofiara zawsze potrzebna jest wspólnocie aby uspokoić chaos, w jaki co pewien stan popada. Brak silnie wykształconych w polskim społeczeństwie instytucji mediacji, jakimi mogą być np. niezależne stowarzyszenia lub organizacje, które mimo, że obecne dość słabo jeszcze potrafią wpływać na sferę publiczną i tą znajdująca się poza rodziną i siatką najbliższych przyjaciół oznacza konieczność odwoływania się do pierwotnych, czy wręcz atawistycznych emocji.

A może to nie tylko cecha naszego post-feudalnego społeczeństwa, a potrzeba ogólnoludzka? Bo przecież kiedy zdarzył się zamach na WTC także i amerykańskie społeczeństwo ogarnęło pospolite ruszenie, płonęły znicze, ludzie wylegali na ulice i zrodziła się ekspansywna polityka Busha wymierzona w kraje arabskie. A przecież, Amerykanie stanowią społeczeństwo, gdzie oddolna inicjatywa społeczna kwitnie.

Czy zatem mamy z sytuacją katharsis, po której ulegniemy cudownej przemianie i zaczniemy być dla siebie lepsi, będziemy sobie ufać? Wielu z nas ma taką nadzieje, bo wciąż szukamy sensu w tej nagłej i nieprzewidzianej śmierci. Chcemy być lepsi i choć na krótką chwilę rzeczywiście tacy się stajemy.

Czy to może punkt bifurkacji, w którym ulega zatrzymaniu pewien proces i na krótko niewiadomo, co się stanie.

Spójrzmy chociażby na obecną sytuację polityczną. Praktycznie dwie partie opozycyjne straciły swoich głównych liderów, ba jedna z nich straciła większość swoich kluczowych działaczy.

Obecnie Platforma Obywatelska stoi przed perspektywą skupienia praktycznie całej władzy w swoich rękach. Czy tak się stanie? A jeśli tak to, jakie będą tego konsekwencje? A może będziemy mieć do czynienia z sytuacja wręcz odwrotną – silne emocje odwołujące się do poczucia narodowej wspólnoty, które spowodowała ta katastrofa pozwolą bardzo szybko odbudować siłę PiS-u?

To właśnie nazywam punktem bifurkacji – sytuację zawieszenia, zamrożenia dotychczasowego układu sił, w której nagły incydent może zmienić wszystko.

%d blogerów lubi to: