Monthly Archives: Marzec 2009

2009 rok oczami Lidewij Edelkoort

edelkoort
Lidewij Edelkoort – jedna z bardziej znanych na świecie „przepowiadaczy trendów” (trend forecaster) jest zdania, że w 2009 roku zmieni się wiele, jeśli chodzi o nasze upodobania względem mody, czy też stylu życia. Przewiduje, że:

Nastąpi koniec epoki loftów – nie znaczy to wcale, że nie będziemy chcieli mieszkać w przestronnych miejscach, ale lofty to już będzie dla nas za dużo…

Umięśniony macho odejdzie na razie do lamusa historii. Teraz cool będzie „proporcjonalnie” zbudowany mężczyzna.

To, co już wcześniej w pewnym sensie można było przewidywać – nastąpi spadek tak silnego parcia, z jakim mieliśmy do czynienia w czasach niedawnej prosperity – na autopromocję (inspiracją będzie raczej Greta Garbo niż Paris Hilton).

Czapka z daszkiem – jeszcze do niedawna tak popularna wyjdzie z mody, a powróci moda na turban (znów ten vintage, czyż nie mam racji?)

Edelkort przewiduje, że w 2009 roku wszystko ma być okrągłe, place, skwery, talerze (talerze chyba były zawsze okrągłe do tej pory, czy może się mylę, no chyba, że w niektórych niszowych restauracjach i sklepikach z design’em można było kupić kwadratowe, a nawet trójkątne).

A to chyba nic nowego – zapanuje moda na zieloną pościel. Mamy już green marketing (Tesco na okrągło puszcza spot, jacy to oni są oszczędni) to nic dziwnego, że będziemy chcieli spać w pościeli o wyglądzie trawy.

Po epoce ‘no logo’ pojawi się epoka „małe, dyskretne logo” – czyli, czy to oznacza powrót do łask dużych korporacji, ale w mniejszej skali?

I jedna bardzo ciekawa rzecz – nastąpi prawdziwe szaleństwo na ekscentryków. Ciekawe dlaczego? Edelkort uważa nawet, że w dobrym tonie będzie dekadencja.

Powrót do modernizmu. A tu czyżby wręcz przeciwnie – koniec z eksperymentowaniem i zaczniemy mieć chęć zamieszkania w prostych i funkcjonalnych domkach.

O tym to już, gdzieś słyszałem. Wraz ze wzrostem znaczenia ekologii rośnie znaczenie zwierząt, ale też naturalnego otoczenia. Czyżby jeszcze jeden przejaw resentymentu za upływającym czasem?

Sentyment za naturą według Edelkort przejawiać się będzie jeszcze inaczej, że miasta zaczną upodobniać się do wsi, przynajmniej będą się starać.

I jeden trend, który wprost nawiązuje do czasu kryzysu – koniec epoki nadmiaru. Nic dziwnego trudna sytuacja ekonomiczna wymusi na nas nie tylko konieczność oszczędzania, ale też właśnie „pewną, naturalną skromność”. Pomimo to Edelkort uważa, że nie będą to czasy ponure. Innego zdania jest jednak szefowa amerykańskiej edycji Vouge – Anna Wintour, która twierdzi, że jak kryzys to wszyscy będziemy ubierać się, jak podczas żałoby.

za Wprost i Fast Company

Laptop w stylu retro

Styl vintage, znajduje coraz szersze zastosowanie. W stylu vintage możemy sobie nie tylko zakupić ubrania, ale też różne przedmioty i urządzenia.

Witryna datamacer.net zamieszcza informacje na temat laptopa wystylizowanego na antyczną maszynę do pisania. Robi wrażenie. Dopracowano każdy szczegół. Nawet karta pamięci ma specjalne miejsce na gęsie pióro. Na zdjęciach pokazano także, jak samemu taki laptop wykonać.

datamancerlaptop-open

datamancerlaptop-keys

datamancerlaptop-cdrom-open

quill1

quill2

faceplate7_bent

faceplate8_fitborder

Artystyczne avatary

Trochę już pisałem na temat sposobów ukrywania/nie ukrywania się w internecie. Zdania są podzielone. Jedni uważają, że w sieci jesteśmy nie-autentyczni, fałszujemy obraz samego siebie – inni z kolei twierdzą, że jest wręcz przeciwnie, a takie serwisy, jak facebook, czy nasza-klasa wręcz przymuszają użytkowników do tego aby zamieszczali prawdziwe informacje na swój temat.

A co w takim razie można powiedzieć o działalności Matta Held’a, który jest artystą i ostatnio zajmuje się malowaniem avatarów na zamówienie. Jeśli chcecie mieć oryginalny avatar to możecie się zgłosić do niego, urzęduje pod adresem na facebook’u. A maluję naprawdę niczego sobie. Sami zobaczcie.

37213_5_468
37213_6_468
37213_7_468
37213_8_468

Zaskakująca rozmowa

Wczoraj byłem świadkiem niezwykłej sytuacji. Wieczorem, jak zwykle udałem się do pobliskiego Tesco zakupić parę potrzebnych produktów. Wychodząc ze sklepu zauważyłem kątem oka, że dwie panie, które wcześniej pracowały „na kasie” zbierają się do domu.

Będąc już na ulicy w pewnej chwili usłyszałem za sobą głośną rozmowę:

– Nie masz racji to jest thriller.
– Nie, nie prawda to SF.
– Nie to jest thriller.
– Thriller, jak to?
– Jak może to być thriller skoro jest to historia o świecie, który dopiero może pojawić się w przyszłości?
– O której książce mówisz? O tej, w której zostało opisane to dziwne miasto?
– Tak!!!
– Aaaa, już wiem, o której książce mówisz, no to rzeczywiście jest to SF.

Strasznie byłem ciekaw kim są te osoby, które z takim zacięciem rozmawiają o literaturze w środku nocy nieopodal znanego supermarketu. Na chwilę przystanąłem. Zapaliłem papierosa i zaczekałem, aż znajdę się za nimi. I aż oniemiałem z wrażenia, bo o thrillerach i książkach SF rozmawiały te dwie panie, które wcześniej zauważyłem, jak kończyły swoją pracę w roli kasjerek. Idąc już za nimi usłyszałem jeszcze:

– Wiesz, strasznie bym chciała żyć w takim świecie.
– No i panowała tam pełna harmonią, nie było wojen, a ludziom można było ufać.
– Ahh…

Czyż to nie fascynujące, że panie, które osiem lub nawet czasem więcej godzin pracują za kasą mają jeszcze czas i ochotę czytać książki i to jakie książki – literaturę fantastyczno-naukową.

A jeśli nadejdzie katastrofa, co wtedy z rynkiem badań?

Zastanawia mnie jedno, czy jeśli kryzys przekroczy pewną granicę – stanie się wszechobejmujący, wszech-dominujący, widać go będzie na każdym rogu ulicy, chociażby to, że na ulicach pojawią się kolejki głodnych ludzi po garnek zupy to, czy wtedy jeszcze badacze rynku, poszukiwacze trendów, specjaliści od marketingu będą mieć pracę? To nie jest wcale takie oczywiste, że ją będą mieć lub ją bezpowrotnie stracą.

Czy czasem zajęcie, jakim jest poszukiwanie nowych trendów utraci sens w sytuacji totalnego kryzysu, bo czego tu szukać, co próbować przewidzieć, czy na przykład to, jaki nowy model garnka pojawi się za trzy miesiące? Jeśli tak to, czy cała branża nie legnie w gruzach, bo okaże się, że może ona jedynie istnieć wtedy, kiedy trwa hossa, kiedy ludzie mają pieniądze i gonią za nowinkami?

A może się mylę? Bo może właśnie kryzys jest najlepszym momentem na badania i próbę przewidywania tego, co dopiero może się stać?

Ciekawe strony

W sieci, co jakiś czas można odnaleźć prawdziwe perełki. Niedawno znalzałem stronę, która nazywa się tabbloid i oferuje swoim użytkownikom dostarczanie informacji o nowych pojawiających się wpisach na blogach lub nowych rzeczach, które pojawiły się na innych stronach. Innymi słowy, tabblid działa, jak zwykły RSS tylko, że informacje dostajemy właśnie w formie własnej „gazetki” w formie dokumentu pdf.

Druga strona to wyszukiwarka viewzi . Wyszukiwarka, jak wyszukiwarka z tym, że przeglądając wyniki od razu możemy podejrzeć, jak wyglądają strony, które narzędzie to znalazło po wpisaniu słowa lub frazy i czy treść, zdjęcia, wygląd strony to rzeczywiście to, o co nam chodziło.

Banki powinny upaść

banki1

Proces „przeglądania na oczy”, dekonstrukcji, odmitologizowania, upadku wiary w wolny rynek – jak zwał tak zwał – wciąż postępuję. Ciekawe, czym to się skończy:  nowym socjalizmem, nową lewicą, powrotem komunizmu, odrodzeniem ruchu faszystowskiego? Bo natura przecież nie znosi pustki – zawsze musimy mieć jakieś ideały. Wcześniej dobry był komunizm, a zły kapitalizm, potem było odwrotnie, a teraz?

W ostatnim wydaniu „Europy” dodatku dla intelektualistów ukazującym się razem z sobotnim „Dziennikiem” ukazał się wywiad z amerykańskim socjologiem Richardem Sennettem (autorem m.in. wydanych po polsku takich książek, jak: „Ciało i kamień: człowiek i miasto w cywilizacji Zachodu [1996], „Korozja charakteru” [2004] )

Sennet twierdzi, że „wolny rynek” to kolejny mit. Według niego obecny kryzys dobitnie pokazał, że nie było żadnego wolnego rynku. Gospodarka tak naprawdę była i jest kontrolowana przez:

* niewielką liczbę scentralizowanych firm
* około 20 banków inwestycyjnych
* kilkanaście banków centralnych
* kilka dużych korporacji.

Zdaniem Sennetta to prawda, że nastąpił niebywale szybki rozwój nowych technologii, ale jednocześnie ich rozwój spowodował przepaść między garstką wykształconych specjalistów, a masą ludzi, którzy okazali się zbędni lub za chwilę nie będą nikomu potrzebni.

Wedłu niego, że pomimo, iż mieliśmy do czynienia ze wzrostem liczby nowych patentów, wynalazków to tak naprawdę obecny model kapitalizmu nie okazał się wcale innowacyjnym systemem. Dla Sennetta innowacja to nie tylko tworzenie nowych wynalazków, produktów, ale przede wszystkim umiejętność tworzenia nowych miejsc pracy. Przyjmując taką definicję innowacji Sennett twierdzi, że obecnie bardziej innowacyjne są Indie niż USA.

Głównym rezultatem obecnego kryzysu jest załamanie się kolejnej mitu – wiary w kredyt. Zdaniem amerykańskiego socjologa kredyt okazał się jeszcze jednym z narzędzi globalnej władzy.

Nastąpiło zahamowanie procesów związanych z mobilnością zmiany statusu. Pielęgnowany, szczególnie w USA scenariusz życiowej kariery od pucybuta do milionera okazał się jedynie kolejnym mitem tworzonym na potrzeby legitymizacji całego systemu. Sennet twierdzi, że:

„Nierówność jest podstawową cechą dzisiejszej gospodarki. Przybiera ona wszelkie możliwe formy: gigantycznych premii dla menedżerów, coraz większej nierówności dochodów, stagnacji zarobków w wypadku klasy średniej. A nierównościom materialnym towarzyszy coraz większa nierówność społeczna”

W pewnym momencie Sennet okazuje się do bólu szczery. Stwierdza, że banki powinny upaść, a pieniądze przeznaczone na programy mające za zadanie rozruszanie gospodarki powinny być przeznaczone na tworzenie nowych miejsc pracy i edukację.

I co o tym wszystkim sądzicie?

%d bloggers like this: