Category Archives: kryzys

Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Otagowane , , , , , , , , , , ,

Eskalacja imigracji i zamykanie granic

446497-mur-oddzielajacy-zachodni-brzegDaleko nam do stanu bezruchu, zawieszenia, biernego trwania z dnia na dzień, chociaż takie doświadczenie jest nadal bliskie wielu mieszkańcom różnych regionów na świecie. Jednak do niedawna dynamiczny, nieokiełzany niczym ruch, przemieszczanie się, migracje z jednego kraju do drugiego, z jednego regionu do drugiego zaczyna być reglamentowany.

Z jednej strony, eksplozja imigracji, z drugiej strony zamykanie granic. Kolejny symptom niezrównoważenia. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że wielu obserwatorów, polityków, ba zwykłych mieszkańców starego kontynentu nie dostrzega lub nie chce dostrzec, że sytuacja, w której żyli w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ulega wyczerpaniu. Globalizacja rozpaliła nadzieje, jednak nikt nie skalkulował kosztów, jakie ze sobą może przynieść.

Wielka Brytania, Australia w różnym zakresie uszczelniają granice, także w innych krajach Europy Zachodniej podejmuje się próby wprowadzenia rozmaitych form ograniczenia imigracji. Węgry rozpoczęły budowę ogrodzenia o wysokości prawie czterech metrów, którego celem jest zatrzymanie rosnącego napływu nielegalnych imigrantów.

Czyli spełnia się to, o czym pisałem na początku 2014 roku. Nawet w przypadku niekorzystnych trendów demograficznych, z którymi zmaga się wiele krajów wysokorozwiniętych, kurczące się zasoby, czy obawa przed islamskim terroryzmem przyczyniają się do podjęcia zdecydowanych kroków w celu ograniczania napływu najczęściej młodych imigrantów.

Ale ów proces nie rozpoczął się teraz. Problem narastał, chociaż nikt nie chciał go dostrzec. Napływ imigrantów do krajów Europy Zachodniej odbywał się przecież od wielu lat. Można tu widzieć zwykłą chęć polepszenia swojego losu ze strony mieszkańców znacznie biedniejszych krajów niż Europa Zachodnia, ale to z pewnością nie jedyna z przyczyn. Imigranci przybywają z krajów, w których struktury państwowe w większości wypadków są pozorne, często trwa w nich wojna domowa, której najczęściej kontekstem jest walką o surowce eksportowane właśnie do krajów wysokorozwiniętych. Proces ten pogłębiła z pewnością wolny przepływ kapitału, idei, ale przede wszystkim obrazów i wyobrażeń Europy, jako prawdziwego raju na Ziemi.

Obecna eskalacja imigracji jest tylko kolejnym etapem tego procesu. Obok państw czarnej Afryki, które w wielu wypadkach targane są wojną domową pojawiły się nowe państwa widma, w których również toczy się wojna, szerzy się terror, akty przemocy są na porządku dziennym. Syria, Irak, czy Libia to przecież nie tak dawno państwa, które stanowiły dla wielu decydentów z Zachodu wzorzec stabilności. Nieważne, że rządzone były w sposób autorytarny i z przestrzeganiem praw człowieka niewiele miały wspólnego. Mimo to władza była zdolna do sprawowania kontroli nad danym terytorium. Jednak na miejsce upadłych reżimów nie zawitała demokracja, jak niektórzy mieli nadzieje, ale chaos i przemoc. W końcu pojawiają się nowe twory, jak Państwo Islamskie.

Wszystko to przypomina węża, który zjada własny ogon. Europa faworyzowała do nie dawna istniejące reżimy. Poszukiwanie i wydobywanie surowców, tania siła robocza na miejscu, ale też kontrolowana emigracja, zapewniały profity. Ale teraz sytuacja wymknęła się z pod kontroli. Na miejscu nie ma już rządów, które są w stanie zapewnić stabilizację. Kontrolowany napływ imigrantów przemienił się w masową Wędrówkę Ludów.

Dezintegracja i dezorientacja – te słowa chyba najlepiej opisują obecną sytuację. Dezintegracja Unii Europejskiej, bo zdolność do wspólnego rozwiązywania problemów staje się coraz bardziej pozorna, w rzeczywistości mamy do czynienia z luźną federacją skłóconych ze sobą państw, które dbają głównie o swoje partykularne interesy. Jednocześnie dezintegracja ma miejsce w obszarze krajów, z których przybywają imigranci, a które do tej pory – można chyba tak powiedzieć – stanowiły dość stabilne państwa o post-kolonialnym charakterze wobec państw europejskich. Dezorientacja ponieważ obecni decydenci w kluczowych państwach UE nie potrafią znaleźć rozwiązania problemu uchodźców/imigrantów, a wydaje się, że problem będzie wciąż tylko narastał. Ostatnie wydarzenia można także potraktować, jako jeszcze kolejny test sprawności instytucji Unii Europejskiej (wcześniej była to Grecja), który wypada gorzej niż blado.

Otagowane , , , , ,

Wielkie niezrównoważenie

78942CDF-E7A2-478D-8001-C6B9BCD09DB3_cx0_cy1_cw0_mw1024_mh1024_s

Oddziały „Boko Haram”, skrajnie fundamentalistycznych wyznawców islamu, dokonujących ataków także na ludność cywilną w północnej Nigerii.

Czy tak wygląda współczesny świat? Nieustanie walczące peryferia i centra zafascynowane nowymi technologiami?

To, co zwykle widzimy to zaledwie kilka centrów technologicznych, których rozwój przyśpiesza, z drugiej strony wiele krajów ocierających się o świat duchów i widm, w których rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość.

Czy w ogóle jest sens odróżniać chwilę obecną od tego, co dopiero nadejdzie? Szczególnie, jeśli patrzymy na przyszłość w kontekście nieustającego postępu, zresztą obojętnie, jak traktowanego, czy w sensie technologicznym, społecznym, moralnym itd. Zgoda, mamy modę na prognozowanie trendów, która tak powoli staje się – można rzec – swoistym workiem najrozmaitszych pojęć-wytrychów – i może poza nielicznymi osobami, które wiedzą o czym mówią nic z tego nie wynika, szczególnie w naszym kraju lub w regionie krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przynajmniej, na razie!

Mamy bardziej do czynienia jedynie z pewną tęsknotą – tęsknotą za nadejściem idealnego świata. Tak, jak kiedyś ludzie wspominali Złoty Wiek – wspaniałe czasy, które dawno minęły, tak teraz tworzą rozmaite opowieści na temat przyszłości. Ale jej przedsmak tak naprawdę może poczuć kilka zaledwie krajów, a coraz więcej stara się, jak tylko może jej umknąć lub ją zatrzymać. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Skrajni fundamentaliści nie robią nic innego, jak wykorzystują starą marketingową zasadę „wyróżnij się lub zgiń„. W ich wykonaniu ta zasada powinna brzmieć raczej „wyróżnij się i zgiń„.

Jeśli Zachód ceni „otwartość”, ale mimo to – nie ukrywajmy – również dokonuje ekspansji kulturowej na inne obszary świata to islam przyjmuję postawę odwrotną, a jego strategią jest obrona swojej kultury przez zmasowany atak.

Można przypuszczać, że im bardziej Zachód będzie podtrzymywał swoją „otwartość” i próbował ją eksportować na inne obszary świata tym ataki islamistów będą narastać.

A gdyby tak uznać, że przyszłość dzieje się teraz, w tej właśnie chwili? Można przytoczyć kilka z brzegu opisów pochodzących z literatury science-fiction i porównać je z tym, co obecnie dzieje się w różnych częściach świata. Zobaczymy wówczas, że ten świat opisywany w książkach jest coraz bardziej niepokojąco zgodny z tym, co dzieje się obecnie. Przyszłość już tu jest. Nieważne o czym będziemy myśleć. Nieważne, jakie możliwe wynalazki sobie wyobrazimy – one już tu są albo zaraz powstaną.

z6572966O

Zdjęcie z filmu „Łowca Androidów”

W takim kontekście prognozowanie przyszłości nie miałoby polegać na próbie wyobrażenia sobie tego, co dopiero „nadejdzie”, a raczej na diagnozie i starannej analizie tego, co dzieje się „teraz”. Ale oczywiście to za mało. Należałoby dokonać porównania wszelkich, z pozoru sprzecznych wobec siebie tendencji i zjawisk, jak np. otwarte społeczeństwa Zachodu, centra innowacji w wybranych miejscach na świecie versus miejsca oporu, sprzeciwu wobec ekspansji kultury Zachodniej, czy też strategii polegających na „odcięciu” się od nowych technologii, czy nawet od powszechnych urządzeń (telefon, samochód, elektryczność). To na styku tego typu napięć tworzy się przyszłość i kierunek rozwoju ludzkich społeczności.

Literary Saturday: Science Fiction is a Genre That Everyone Should Read

The Evolution of Islamic Extremism

Otagowane , , , , , ,

Trudno o tym nie napisać. Co się stanie z Ukrainą?

00s

Wydarzenia na Ukrainie pokazały, że czasy zimnej, bezwzględnej polityki opartej na ochronie własnych strategicznych interesów wcale nie przeszły do historii. Historia się nie skończyła, jak twierdził Francis Fukuyama. Właśnie jesteśmy w samym jej środku. A przekonanie, że dzisiaj wojna w Europie nie jest możliwa okazało się złudzeniem.

Autorzy raportu „Świat w 2025. Scenariusze Narodowej Rady Wywiadu USA„, który ukazał się w 2009 roku, co prawda bardziej obawiali się konfliktów mających miejsce na Bliskim Wschodzie, czy w Azji Centralnej jednak również w Rosji widzieli zagrożenie. Byli zdania, że kraj ten wykorzystując kontrolę nad surowcami energetycznymi, jako środka nacisku i manipulacji może w pewnym momencie sięgnąć także po środki militarne.

Prawdziwej wojny jeszcze nie ma. Ale toczy się inna wojna – informacyjna. Rośnie napięcie i niepewność, zawirowania na rynkach finansowych. Stan bifurkacji, w którym nawet najbardziej banalny gest, drobny ruch, lokalny i z początku mało widoczny konflikt może uruchomić lawinę. Doczekaliśmy się bolesnej odsłony zadającej kłam dotychczas ustalonym regułom i przekonaniom, nie tyle na poziomie działań, ale przede wszystkim na poziomie wyobraźni. Oto nasze wyobrażenia o dotychczasowych regułach, porządku stały się iluzoryczne.

Na razie trwa nieustająca gra wykierowana w stronę naszej wyobraźni, mająca na celu urobienie, ukształtowanie naszych emocji i postaw, czy to pro-ukraińskich, pro-europejskich, czy w końcu pro-rosyjskich. Każda klisza, historia tworzona jest przez określone agendy i centra informacyjne. Mamy do czynienia z przedstawieniem, które rozpoczyna się z wolna, aby potem szybko przejść w stan wzmożonego napięcia, by ponownie rozpłynąć się w morzu innych informacji. Każdy taki ruch, każda zmiana i forma informacji tworzy osobny stan emocjonalny skutkujący oczywiście fluktuacjami na rynkach finansowych, a czasem nawet jest przez nie wyprzedzana.

Jedno jest pewne i bardzo już wyraźne. Dotychczasowe wydarzenia na Ukrainie, a potem spotęgowane działania Rosji wymierzone w ochronę swojej strefy wpływów nie tyle wzbudziły niepokój, ile zdziwienie i totalne zaskoczenie u wielu obserwatorów, polityków, czy intelektualistów, którzy przez długi czas nie mogli dojść po tych wydarzeniach do siebie i odnaleźć się jakby w zupełnie dla nich „nowym świecie”.

Nie było dnia, w którym nie pojawiały się zupełnie nowe i często sprzeczne interpretacje najpierw ukraińskich wydarzeń, a potem akcji para-militarnej Rosji. Odwoływano się do tradycji, historii, zasobów kulturowych, próbowano zrozumieć społeczeństwo ukraińskie dzieląc je na rozmaite, często zupełnie nie istniejące w rzeczywistości segmenty. Porównywano obecne wydarzenia do konferencji w Monachium, nowej Wiosny Ludów, emancypacji ukraińskiego społeczeństwa, czy wieszczono narodziny prawdziwej demokracji na Ukrainie.

A tak naprawdę to nowe rozdanie kart w polityce międzynarodowej. Rosja, jak dotąd nie zrezygnowała i pewnie jeszcze długo nie zrezygnuje ze swojej polityki imperialnej. Ukraina to integralna część jej sfery wpływów. Pytanie, czy też Polska nie będzie kolejnym elementem jej układanki? A może już nim jest?

Na pewno czasy imperiów się nie skończyły. Zaczyna się jedynie kolejny etap w ich historii. Spróbujmy sobie wyobrazić, jakie scenariusze wydarzeń mogą rozegrać się w najbliższej przyszłości na terenie i w najbliższym sąsiedztwie Ukrainy.

Strategia „wczesnej Katarzyny”

Warto sobie przy tej okazji przypomnieć politykę ekspansji Rosji pod koniec XVIII wieku. Dominowały wówczas dwa podejścia. Pierwsze reprezentowane przez ugrupowanie militarystyczne, zakładające militarną inwazję i natychmiastowe wchłonięcie w skład imperium danego kraju, drugie zaś reprezentowane przez Panina – głównego doradcę Carycy Katarzyny w sprawach zagranicznych, który był zwolennikiem bardziej zakonspirowanych reguł gry, która polegała, m.in. na rozbrojeniu rywala obietnicami zapewnienia mu ochrony: „ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku” (por. Norman Davis „Boże Igrzysko. Historia Polski”, wydawnictwo Znak, Kraków 1991, ss. 673-674). W początkowym okresie panowania Katarzyna była zwolenniczką właśnie tego drugiego podejścia.

Właśnie takie podejście zakładam w tym scenariuszu. Rosja bardziej straszy niż prowadzi do rzeczywistego konfliktu o charakterze militarnym. Krym niby uzyskuje autonomię, ale de facto staje się integralną częścią Rosji (taką strategię Rosja już stosowała w innych częściach swojego imperium). Pozostała część Ukrainy, szczególnie ta wschodnia i południowa zaczyna być silnie penetrowana przez rosyjskie służby specjalne. Celem Putina jest utrzymanie politycznej niestabilności i silnej zależności Ukrainy wobec Rosji (przez reglamentacje dostępu do jej surowców). W konsekwencji tak prowadzonych działań powstaje kolejny rząd na Ukrainie zupełnie uzależniony od Moskwy.

Strategia „nadgryzionego jabłka”.

Prócz przyłączenia Krymu Rosja prowadzi do przejęcia rzeczywistej kontroli nad wschodnimi i południowymi częściami Ukrainy. Dokonuje tego albo przez inwazje militarną albo też przygraniczne konflikty i prowokacje. Stosuje przy tym ten sam zabieg propagandowy, co w przypadku Krymu argumentując konieczność interwencji zbrojnej ochroną mniejszości rosyjskiej zamieszkującą ów terytoria. Kolejnym etapem jest przejęcie kontroli nad zachodnią częścią Ukrainy wykorzystując zależności gospodarcze wśród oligarchów ukraińskich (łapówki, korupcja, szantaż) bądź i jednocześnie własną sieć agentów. Równolegle prowadzi działania destabilizujące, prowokuje zamieszki i niepokoje społeczne wykorzystując pogarszającą się sytuację gospodarczą Ukrainy.

Co robi Zachód?

Zachód jak zwykle głośno „krzyczy”, zwołuje konferencje, sympozja, debaty, ale w konsekwencji działania te są kolejną grą pozorów (Zachód oprócz może wyłączenia Rosji z formalnego uczestnictwa z grupy krajów G8 nie może za wiele zrobić, gdyż łączy go z Rosją zbyt wiele zależności gospodarczych). W efekcie z pozoru pozycja Rosji słabnie, ale w rzeczywistości jej pozycja w tej części Europy staje się jeszcze silniejsza. Nie ulega wątpliwości, że kolejnym etapem strategii Rosji będą kraje nadbałtyckie (już coś jest na rzeczy jeśli chodzi o Estonię i Łotwę), a potem może i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, jak Słowacja, Mołdawia, czy nawet Polska.

Jak na razie nie widać też żadnych perspektyw większej integracji w zakresie wspólnych działań państw Europy Środkowo-Wschodniej, por. chociażby neutralna postawa Węgier wobec ekspansywnej polityki Moskwy. W ostatnim okresie można obserwować nawet silniejsze zbliżenie Węgier i Rosji w zakresie polityki energetycznej.

Zdjęcie za Zylat (świetny blog o Ukrainie pisany z Ukrainy, też czasami po angielsku)

Zobacz też:

Wojna będzie i tak   Wywiad z Georgiem Friedmanem

Zmiana reguł gry i co z tego wynika

Czarny łabędź wylądował. Pomyślmy o konsekwencjach

Bełdzikowski: Krym a sprawa polska

Rosyjskie wojsko podnosi się z kolan. Miliardy od Putina, ćwiczenia jak za zimnej wojny

Global Trends 2025: A Transformed World

Global Trends 2030: Alternative Worlds

How The Western Press Is Getting It Terribly Wrong In Ukraine

5 Things You Should Know About Putin’s Incursion Into Crimea

Otagowane , , , , , ,

Zawód zwycięzca? Liczy się szaleństwo i sztuka żonglerki.

images

To jest dla mnie wielki paradoks. W Stanach Lena Dunham, która stworzyła serial Girls przyszła z ulicy do HBO i powiedziała, że chce zrobić serial. Miała wtedy w dorobku tylko jeden film, który sama zrobiła. – Zobaczcie, co zrobiłam! I oni dają jej szansę. W Polsce poszło dokładnie w drugą stronę! Byliśmy krajem wielkich szans tuż po 89, a teraz się wszystko zabetonowało!

Wywiad z Vadimem Makarenko

Jest dla mnie polskim Malcolm Gladwellem. Piszę o mediach i reklamie – jak się zmieniają, jak wpływają na nasze życie i jak my na nie wpływamy – tak streszcza to, czym się na co dzień zajmuje. Urodził się w 1973 roku w Brześciu na Białorusi, od 1991 mieszka w Polsce, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Vadim Makarenko – od wielu lat dziennikarz Gazety Wyborczej. Dzieli się z czytelnikami wszystkim tym, co dzieje się na rynku mediów. Jego teksty to wnikliwe i rzetelne analizy dotyczące trendów, strategii wielkich koncernów, czy niewielkich, ale prężnych i innowacyjnych firm.

Jako jeden z pierwszych pisał na temat coolhuntingu (Templariusze Coca-Coli), czy technikach badawczych, jak mystery shopping (Szpieg prawdę). Oba teksty dostały nominowane do nagrody GrandPress.

Jako autor książek zadebiutował analizą polskiej sceny badań rynku „Tajne służby kapitalizmu”. To jedna z niewielu dostępnych na polskim rynku opowieści z punktu widzenia dziennikarza o tym, czym wówczas był i jak się zmienił polski rynek badań.

Gorąco zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem z Vadimem Makarenko na temat jego książki pt. „Zawód zwycięzca”.

Co z tego wyszło możecie przeczytać poniżej. Znajdziecie tu wiele ciekawych historii zawiązanych z powstawaniem jego nowej książki. Ale rozmawialiśmy też o trendach na rynku mediów, o przyszłości zawodu dziennikarza i o tym, po co Vadim pojechał studiować do Oksfordu.

Zapraszam.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Czy zmiana narracji ożywi gospodarkę? Czy może to jedynie cisza przed burzą i będziemy mieć kolejne załamanie? O sytuacji gospodarczej słów kilka.

MW-BH149_fomc_r_20130821132850_MG

Ostatnie spotkanie Rezerwy Federalnej USA (FED), Źródło: MarketWatch.com

[…] im bardziej skomplikowany system, tym większa możliwość popełnienia błędu.

George Soros, Alchemia Finansów

Wyszukiwanie oznak poprawy sytuacji gospodarczej coraz bardziej zaczyna przypominać wyłuskiwanie ziarnek piasku z gęstego mułu. Jak inaczej można nazwać pojawiające się ostatnio nagłówki, które oznajmiają, że oto gospodarka odżywa. Zaintrygowany czytelnik klika w jeden z takich nagłówków i dowiaduje się, że PKB w sferze Euro wzrósł 0,3% (sic!), a w krajach, w których od kilku kwartałów produkt narodowy brutto spadał kilka, a nawet kilkanaście procent obserwujemy mniejsze spadki.

Obok danych na temat wzrostu PKB mamy też informacje o pozytywnych tendencjach, jeśli chodzi o zmiany wartości indeksów PMI, czy „dobre” wieści z Grecji, która otrzymała od agencji Fitch wyższy rating (z „CCC” do „B minus”). Agencja uzasadnia to postępem w eliminowaniu deficytu fiskalnego i realizacją zgodnie z planem programu naprawczego. Pozytywny klimat można odczytać również wśród informacji dotyczących gospodarki Hiszpanii, czy Portugalii.

Czasem zastanawiam się, czy nie jest to tylko PR-owy zabieg, którego celem jest wywołanie odpowiedniego klimatu i nastawienia. Tak jakby komuś zależało, że właśnie teraz, w tej właśnie chwili należy rozgłaszać, że gospodarka rusza.

Jeśli być drobiazgowym to należy zwrócić uwagę, że notowane wzrosty dotyczą zmian z kwartału na kwartał tego roku, ale jeśli uwzględnimy dynamikę porównując, na przykład wyniki PKB kwartalnie, ale rok do roku nadal mamy spadki.

PKB Euroland i USA kwartalnie

Zmiany PKB Strefy euro i USA w poszczególnych kwartałach, rok do roku. Od I kwartału 1999 do II kwartału 2013. Żródło: Eurostat, United States Census Bureau

Zanotowany wzrost może być bardziej efektem związany z sezonowością, przepływem kapitału, czy słabą bazą poprzednich kwartałów. Nawet jeśli rzeczywiście mamy oznaki ożywienia to jeden problem wciąż pozostaje − problem gigantycznego zadłużenia, który jak okazuje się wcale nie musi być teraz tak dużym problemem.

Jak chcą niektórzy wystarczy, że zmienia się „narracja”, według której opowiadamy sobie o trudnościach w gospodarce, a problem długu przechodzi na dalszy plan. Priorytetem jest wzrost gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy. Pytanie tylko, czy przybędzie ich w wystarczającej ilości aby państwo mogło znowu zarabiać na podatkach, a przez to ograniczyć zadłużenie?

Co się zatem zmieniło? Moim zdaniem fundamentalnie niewiele. Ale te same problemy zaczynają być przez inwestorów i ekonomistów układane w nieco inną, bardziej korzystną narrację. Nieprzypadkowo używam właśnie słowa „narracja” – dominujący sposób myślenia jest bardzo ważny, ponieważ decyduje o zachowaniu rynków finansowych i tym samym dostępności kapitału. Robert Shiller, znany profesor z Yale, twierdzi, że narracje mają ogromny wpływ na realne procesy gospodarcze.”

W narracji opisującej mechanizm niemożności obniżenia długu publicznego brakowało dwóch elementów, które są obecne teraz. Przede wszystkim większa jest tolerancja dla wzrostu długu. Państwo to nie firma, nie zabezpiecza swojego długu aktywami, więc nie można analitycznie określić, w jakim momencie staje się niewypłacalne. Decydentem jest rynek, który zmienia opinie częściej niż panna na wydaniu. Rynki finansowe najwyraźniej uznały, że jeżeli Włochom i Hiszpanii dług publiczny będzie rósł jeszcze kilka lat, to krzywda nikomu się nie stanie. Przykład Japonii pokazuje, że przy dużych oszczędnościach krajowych dług może rosnąć niemal w nieskończoność. Jeżeli Japonia może wytrzymać z długiem na poziomie 250 proc. PKB, to Włochy poradzą sobie z 13-150 proc. A Hiszpania nie pęknie przy 100 proc. Ważne, żeby kraje te najpierw odzyskały wzrost gospodarczy, wtedy łatwiej będzie im w przyszłości wejść na ścieżkę redukcji długu.

Ponadto – i to jest element, który odegrał kluczową rolę w uruchomieniu pozytywnego myślenia – Europejski Bank Centralny dał sygnał, że jest gotowy bronić integralności strefy euro. A z bankiem centralnym się nie walczy.

Strefa Euro Zrobiła krok w tyłu znad przepaści, Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości

Wystarczy zmienić nastawienie, a kryzys zniknie? Postrzeganie jest na pewno ważne, słowa, które używamy do opisu rzeczywistości są równie ważne, ale nowa nawet bardzo optymistyczna historia nagle nie zmieni trendu. Przypomina to analizy produkowane przed załamaniem się rynku nieruchomości w USA, których autorzy byli przekonani, że ceny domów będą rosły bez końca (sic!). Wygląda to trochę tak, jak zachowanie małego dziecka, które wierzy, że jak zamknie oczy to niebezpieczeństwo zniknie. A przecież dług publicznych krajów Eurolandu nie spada, a nadal rośnie.

Przyglądając się sytuacji na rynku walut można zauważyć stan wyczekiwania. Zmiany kursów są niewielkie i szybko wchodzą w stan konsolidacji (co de facto oznacza dużą nerwowość i zmienność kursów w krótkich okresach). Nic dziwnego skoro zmiany realnej gospodarki są również niewielkie, a do tego niejednoznaczne. Jedne wskaźniki pokazują niewielki wzrost, z kolei inne spadek.

Więcej tu płonnych nadziej, spekulacji, nieustannej uwagi, którą skupia na sobie FED, czy inne banki centralne. Czy to cisza przed burzą? A może jednak niedługo będziemy świadkami rzeczywistego odreagowania i silnych wzrostów? Zwykle wyjście z kryzysu obok samej zmiany „narracji” wymaga jednak też jakiegoś pretekstu w postaci nowej technologii lub wojny. Czy takim bodźcem będzie szybkie upowszechnienie się technologii łupkowej stosowanej przy wydobycia gazu i ropy?

Jednocześnie mamy do czynienia z nieco inną „narracją”. Wielu analityków wypatruje kolejnego załamania, tym razem amerykańskich indeksów giełdowych. Rośnie obawa, że jeśli Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych (FED) zrezygnuje z zakupów aktywów w ramach trzeciej rundy ilościowego luzowania polityki monetarnej (QE3) − a zrobi to w momencie kiedy amerykańska gospodarka wejdzie w fazę stałego wzrostu −  to nastąpi krach i masowa ucieczka inwestorów z giełdy. Taki scenariusz może nie nastąpi szybko, bo sytuacja gospodarki USA wciąż nie jest zbyt jednoznaczna. Jednak zachowanie indeksów amerykańskiej giełdy może budzić niepokój.

big.chart

Zmiany dzienne indeksu tzw. szerokiego rynku SP 500 od 2004 r do 2013 r (sierpień).
„W sumie od wyznaczonego w marcu 2009 r. dna, S&P 500 wzrósł już o 146 proc. Skumulowane zyski spółek wchodzących w skład indeksu wzrosły w tym samym czasie o niewiele ponad 70 proc. Po raz ostatni ceny akcji wyprzedzały „fundamenty” tak mocno w 1999 r., kiedy walory spółek S&P500 wyceniane były na 30-krotność raportowanych zysków. Rok później na Wall Street zawitała bessa, a główny indeks stracił 49 proc. Podobnie było w 1987 r., kiedy skończyło się na 34-procentowej przecenie.” por. Wall Street co raz dalej od rzeczywistości, Bankier.pl

Tak naprawdę konsekwencje luźnej polityki monetarnej są nieznane nawet członkom Rezerwy Federalnej. Wskaźnik bezrobocia spadł jedynie o pół punktu procentowego niżej od momentu startu skupu aktywów. Fed nie jest nawet pewny, czy dane na temat wysokości bezrobocia są rzetelne.  Podejrzewa, że kryzys wypchnął na stałe sporą grupę ludzi poza rynek pracy, której nie uwzględniają już statystyki.

Obawy, że Fed zdecyduje się zrezygnować lub nawet ograniczyć drukowanie dolarów spowodowały silne spadki walut rynków wschodzących. Tak było w Brazylii, Indiach, czy Turcji. Rządy tych państw postanowiły zainterweniować na rynku broniąc swoich walut przed nagłym spadkiem wartości, co było skutkiem ucieczki kapitału szukającego wyższych zysków w momencie wzrostu stóp procentowych USA.

Na pewno jesteśmy spragnieni owej potencjalnie „ożywczej” narracji. Pytanie jednak pozostaje, czy ta „ożywcza” narracja pozwoli zniwelować problem słabych fundamentów wciąż widocznych w gospodarce, czy stanie się jedynie okazją do krótkotrwałych wzrostów, z których skorzystają duzi gracze (smart money), a „owce” obejdą się jak zwykle jedynie smakiem?

Zob. też

Dlaczego doszło do kryzysu na Cyprze?

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia

A Bubble Continues To Form In The Stock Market

Is the S&P 500 ‘crashing’ now?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,

Teorie spiskowe i społeczeństwo sieci

araneomorphae3

Manuel Castells w swojej wielkiej trylogii „Społeczeństwo sieci” przyjmował, że:

[…] społeczeństwa są zorganizowane wokół procesów, w które zaangażowani są ludzie, strukturowanych przez historycznie zdeterminowane stosunki produkcji, doświadczenia i władzy.

Produkcja jest oddziaływaniem rodzaju ludzkiego na materię (naturę) w celu przywłaszczenia jej i przekształcenia dla zawartych w niej pożytków przez otrzymanie produktu, konsumowanie (w nierówny sposób) jego części i akumulowanie nadwyżki dla inwestycji. Zgodnie z rozmaitymi społecznie zdefiniowanymi celami.

Doświadczenie (relacje) jest oddziaływaniem ludzkich podmiotów na samych siebie determinowanych przez interakcje między biologicznymi i kulturowymi tożsamościami i w relacji z ich społecznym i naturalnym środowiskiem.

Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej.

Instytucje społeczeństwa są budowane tak, by wzmocnić stosunki władzy istniejące w każdym historycznym okresie włączając to kontrolę, ograniczenia i społeczne umowy osiągnięte w walkach o władze.

Manuel Castells Społeczeństwo sieci, PWN, Warszawa 2007

Każdy z tych procesów ulega obecnie usieciowieniu i jest zdeterminowany przez rozwój technologii. Produkcja sama w sobie staje się coraz bardziej wirtualna, zautomatyzowana i  tak naprawdę niewidoczna. Punkt ciężkości przenosi się coraz bardziej na wytwarzanie wiedzy i innowacji.

W kontekście doświadczenia (relacji) wiele badań pokazuje, że funkcjonowanie w internetowych sieciach społecznościowych jedynie reprodukuje już istniejący kapitał społeczny i sieć relacji istniejącą offline. Inne pokazują, że relacje społeczne ulegają atrofii, rośnie tymczasowość wchodzenia w związki. Mamy w końcu trendy demograficzne i społeczne, które zupełnie zmieniają do niedawna funkcjonujący model rodziny (wzrost liczby rozwodów, separacji, wzrost liczby gospodarstw jedno-osobowych, zaś związki między partnerami tej samej płci w wielu krajach ulegają uprawomocnieniu).

Sieciowe relacje nie pozostają także bez wpływu na to, jak postrzegamy siebie i jakie stawiamy sobie cele. Prawdziwym wyzwaniem staję się określenie tożsamości. Nie mamy już jasnej wizji, jak ma przebiegać nasze życie, która wcześniej wypływała na przykład z tradycji i doświadczeń wcześniejszych pokoleń. Rodzi to narastające napięcie i chaos. Ludzie albo są gotowi nieustannie przyjmować nowe tożsamości albo nie są w stanie tego udźwignąć (wzrost przypadków zachorowania na depresje) albo też chcą utrzymać za wszelką cenę dawne tożsamości (nacjonalizm, fundamentalizm religijny).

Jeśli natomiast chodzi o procesy związane z władzą to na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest coraz bardziej w rękach samych uczestników (użytkowników) sieci. To użytkownicy (klienci, obywatele) obecnie dzierżą władzę i mają coraz silniejszy wpływ na firmy, czy nawet rządy. Wystarczy iskra aby niezadowolenie niewielkiej grupy użytkowników zamieniło się w prawdziwy tajfun mogący wywołać poważny kryzys w firmie, czy też silne antyrządowe protesty.

Jednak są to tylko pozory.

Władza staje się coraz bardziej niewidoczna i zdecentralizowana. Co z tego, że użytkownicy mogą się dziś zorganizować i wywrzeć istotny wpływ na to, w jaki sposób postrzega się działania rządów, czy firm. Wszystko dzieje się na „terenie” prywatnym. Działania użytkowników są przecież tylko możliwe za sprawą takich platform internetowych, jak: Facebook, Twitter, czy Google. Czy zawsze są to działania, za którym stoi rzeczywiste niezadowolenie użytkowników, czy też czasem są one inspirowane przez konkurencje, inne organizacje lub firmy?

Rośnie wpływ rozmaitych agend, organizacji, które działają w sposób niejawny lub zupełnie ukryty przed opinią publiczną (jak np. służby specjalne). Sama władza zatem zaczyna przyjmować formę sieciową i tak, jak sieć rozgałęziać się na wszystkie strony bez widocznego centrum (centrum może cały czas istnieć tylko za każdym razem przybiera inną formę i zmienia swoje położenie). Wystarczy podać tu przykłady takich nieformalnych stowarzyszeń i koalicji, jak na przykład Grupa Bilderberg, Grupa Frankfurcką, czy Grupa AAA.

Skoro władza staje się coraz bardziej niewidoczna (coraz trudniej zlokalizować jej centrum, czy nawet jej główne agendy) rośnie znaczenie „tajemnicy”. W efekcie na popularności zyskują rozmaite teorie spiskowe. Zresztą ich przedstawiciele mają sporo przesłanek potwierdzających „prawdziwość” ich teorii, a przynajmniej znaczne prawdopodobieństwo ich prawdziwości.

Grupa Bilderberg poważnie utrudnia dostęp niezależnych dziennikarzy, ukrywając się pod zasłoną „tajemnicy”. Poniżej ciekawy reportaż dziennikarza radia BBC, który próbował się czegoś dowiedzieć, co tak naprawdę się dzieje podczas spotkań Grupy Bilderberg.

zob. też Grupa Frankfurcka, Bilderberg, klub AAA, czyli kto tak naprawdę rządzi Europą

Otagowane , , , , ,

A kryzys pojawia się i … nie znika

kryzys-ptaki

Jedno nie ulega wątpliwości. Wszelkie trendy, zmiany trendów, kryzysy gospodarcze, odwrócenie się cykli koniunkturalnych nie zmieniają się według prostego wzorca typu: „bodziec-reakcja”, czy „przyczyna-skutek”.

Na początku możemy dostrzec słabe sygnały, które mogą zapowiadać nadchodzące zmiany. Jednak w końcu nastaje czas kryzysu, rewolucja, czy koniec „pewnej epoki”, po czym ponownie wszystko wydaje się wracać do równowagi. Przełamania jakby odwracają swój kierunek. Ale po upływie pewnego okresu następuję ponownie uaktywnienie się wcześniej zaobserwowanych tendencji (tzw. echo).

Większość zjawisk zależy nie tyle od jednej, czy nawet kilku jednoznacznie zidentyfikowanych przyczyn, a bardziej od pewnego „pola”, systemu, który −  z początku w sposób niezauważalny – zmienia warunki brzegowe. To one pozwalają się rozwinąć lub nie większym, czy mniejszym trendom. Jeśli owe warunki brzegowe ulegną zmianie wszystko inne również odwraca swój bieg. Obserwujemy narastające, kumulujące się jedna za drugą perturbacje, problemy dotykają wielu dziedzin życia społecznego i to nie tylko w kontekście gospodarczym. Przypomina to kulę śniegową, która z czasem staje się coraz większa i większa i niszczy wszystko, co spotka na drodze.

Weźmy na przykład media. Wcześniej przed nastaniem internetu media stanowiły zrozumiały dla wszystkich eko-system. Mieliśmy telewizje, radio, czy w końcu prasę. Często można usłyszeć formułowane w wielkim przekonaniem stwierdzenie, że internet nie spowoduje zaniku prasy drukowanej, tak, jak wcześniej nie zrobiło to radio, czy telewizja. To prawda, po pojawieniu się telewizji radio funkcjonowało nadal, podobnie zresztą drukowana prasa. Ale tylko dlatego, że media funkcjonowały w określonych warunkach brzegowych. Pojawienie jednego medium nie powodowało atrofii, czy zaniku innego, ile co najwyżej jego ewolucję, zmianę. Jednak internet to nie tyle kolejne medium. Może warto powiedzieć: Internet to nie tylko medium. To środowisko, system, który ustanawia zupełnie nowe warunki brzegowe. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia wszystko, co do tej pory funkcjonowało w wersji analogowej w wersje cyfrową, a wszystko, co było „realne” staje się teraz wirtualne.

Kryzysy gospodarcze przed okresem internetu trwały relatywnie krótko po czym ponownie mieliśmy powrót do wzrostu gospodarczego. Dziś powrót do równowagi może i następuje dość szybko jednak po okresie czterech lat mamy do czynienia ze stagnacją (na rynku walut nazywa się to konsolidacją, wystarczy spojrzeć na wykres notowań euro w relacji do dolara, a zobaczymy, że od 2008 roku, czyli od momentu wybuchu kryzysu wykres przypomina coraz bardziej prostującego się węża) czy nawet groźbą ponownego załamania (indeksy amerykańskiej giełdy obijają się o „sufit – pytanie, czy zdołają go w końcu przebić, czy też ulegną załamaniu). Do tego dochodzą szybko następujące zmiany w obrębie technologii, które zupełnie zmieniają zasady funkcjonowania wielu branż, czy życia społecznego w ogólności.

Otagowane , , , , , ,

Kryzys? A może to już normalność?

415-disaster-day-crisis-wallpaper-1920x1200-customity

Jakiś czas temu prowadziłem warsztat na temat prognozowania trendów, który miał otworzyć nową edycję tego kierunku na Viamodzie – Polskiej Szkole Mody i Designu. Przed moim wystąpieniem głos zabrała znana trend watcherka Zuzanna Skalska. Przyznała, że paradoksalnie ma znacznie więcej pracy niż w czasach prosperity – firmy chcą wiedzieć, co robić w trudnych czasach… po chwili jednak dodała jedną uwagę. Jej zdaniem obecnie nie mamy do czynienia, z jakimś tam kryzysem, spowolnieniem gospodarczym, po którym ponownie nastąpi wzrost. To co dziś obserwujemy to koniec pewnego świata, zupełne i bezpowrotne załamanie się starego systemu. Innymi słowy znajdujemy się w czasach przełomu, zawieszenia…

Takie opinie to nie nowość. Zwykle gdy mamy do czynienia z silnym i to jeszcze przedłużającym się kryzysem, warto tu przypomnieć, że obecne, tak silne wyhamowanie gospodarki trwa tak naprawdę z niewielkimi, co prawda przerwami od 2008 roku, próbujemy nie tylko jakoś zrozumieć zaistniałą sytuację, ale też w jakiejś mierze się do niej „mentalnie” przystosować.

Opinie, że to nie tylko przejściowy wypadek przy pracy, ale tak naprawdę koniec pewnej ery, epoki i początek nowej można było spotkać pewnie dużo wcześniej. Przypomnę, że sam w podobnym tonie wypowiadałem się już na tym blogu: Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia.

Zainteresowanie kryzysem rośnie właśnie w czasach samego kryzysu, a wszelkie głosy, czy analizy w czasach wzrostu wskazujące dopiero możliwość nadejścia załamania są lekceważone, czy wręcz wyśmiewane. Kiedy mieliśmy boom na rynku nieruchomości, większość obserwatorów, analityków była przekonanych, że teraz to norma i ceny będą już rosnąć zawsze, a o wychwalanym modelu gospodarczym stymulowanym przez kredyt już nie wspomnę. Widzimy to co chcemy widzieć, nasze decyzje, strategie (jeśli tak naprawdę jakiekolwiek istnieją) są oparte jedynie na pragnieniu tego, co dobre i przyjemne, unikamy „czarnowidztwa” i pesymizmu, bo to przecież jest takie passe. A dziś? Dziś jesteśmy już może i nawet przytłoczeni ową „literaturą przedmiotu” dotyczącą kryzysu, źródeł kryzysu, modeli teoretycznych kryzysu i tak dalej i tak dalej. Jednak dla mnie to rzecz nadal fascynująca, jak realne wydarzenia w istotny sposób modyfikują, zmieniają całe, wielkie ekonomiczne teorie (por. chociażby artykuł, który podsumowuje 21 książek napisanych zarówno przez ekonomistów, jak i dziennikarzy, a będących próbą diagnozy przyczyn obecnego kryzysu:  Reading About the Financial Crisis: A 21-Book Review).

Dla mnie liczy się kontekst, to, jak patrzymy na świat, gdzie i w jaki sposób zdobywamy doświadczenie, jakie mamy wartości. Sztuką jest szukać własnych teorii i opinii zawsze wbrew opinii tłumu. A jakie to jest trudne pokazują wciąż pojawiające się kryzysy. Kryzys to przecież zawsze w dużej mierze skutek reakcji tłumów, zresztą tak samo, jak i hoss). Czyli oprócz ekonomicznych przyczyn w dużej mierze opiera się na zmianie percepcji i właśnie innym kontekście, według którego oceniane są pewne walory, zachowania, podejmowane są decyzje.

Warto zapoznać się z książką socjolog Jadwigi Staniszkis „Antropologia Władzy”. Punktem wyjścia dla autorki jest Traktat Lizboński, który miał stanowić podstawę do wprowadzenia istotnych zmian w strukturze instytucjonalnej, ale też strategii samej Unii. W międzyczasie wybuchł kryzys, który zawiesił wcześniej ponawiane próby diagnozy, a następnie przebudowy europejskiej federacji.

Kryzys zawsze jest wstrząsem, zawieszeniem lub całkowitą zmianą reguł. Ale autorka „Antropologii Władzy” zastanawia się, czy obecny kryzys nie jest próbą dostosowania gospodarki europejskiej do warunków narastającej globalnej konkurencji, zwłaszcza ze strony Chin. W takim ujęciu obecny kryzys to nie chwilowe załamanie, kolejna faza cyklu, ale trening, dyscyplina. Można go potraktować, jako dość bolesne (to pewnie bardzo mało trafne określenie w tym kontekście) zdyscyplinowanie europejskich społeczeństw i stworzenie zupełnie nowego modelu władzy, ale też zarządzania rynkiem pracy (wzrost wydajności przy jednocześnie bardzo istotnym spadku kosztów związanych z zatrudnieniem pracowników, kosztów transakcyjnych, czy kosztów relacji).

Być może zresztą przyjdzie nam żyć w permanentnym kryzysie i uznać go za sytuacje normalną? Procesy globalne tak się bowiem skomplikowały, że ich logika wymaga równoczesnego podejmowania działań sprzecznych. A już to samo w perspektywie naszych dotychczasowych nawyków myślowych stanowi jeden z symptomów kryzysu. Trudno bowiem dostrzec, w ramach naszej dotychczasowej perspektywy poznawczej, odwołującej się do logiki dwuwartościowej (i pozbawionej „ontologizacji czasu” pozwalającej wyrazić i rozwiązać paradoksy), iż wytwarzanie i realizacja zysków w ramach globalnego matriksu wiąże się z równoczesnym włączaniem rynków znajdujących się w odmiennych stadiach (i formach) kapitalizmu. I że w związku z tym ich wewnętrzne standardy, wyznaczające, co uznaje się za „racjonalne”, nieuchronnie wchodzą ze sobą w kolizje. Jeżeli system nerwowy owego matriksu w postaci ponadnarodowych instytucji finansowych, sieci produkcyjnych i handlowych, firm logistycznych i konsultingowych oraz – instytucji rankingowych, nie dostrzeże naturalności owych kolizji (i dalej będzie konceptualizował procesy w sposób zbyt liniowy, próbując wyeliminować wewnętrzne sprzeczności) to – zamiast skutecznie zarządzać złożonością, będzie tylko transmitował i potęgował szok.

Jadwiga Staniszkis, „Antropologia władzy. Między Traktatem Lizbońskim a kryzysem„, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, str. 151.

Czy zatem wchodzimy na zupełnie nowy poziom, gdzie pewne rzeczy do tej pory dla nas dobre znikną, a te rzeczy dość dla nas bolesne staną się normą? Trochę to przerażające, ale jak przyglądam się narastającej spirali zadłużenia niektórych krajów UE to wciąż nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie możliwe aby ten dług kiedykolwiek mogły one spłacić. Pojawia się błędne koło: takie instytucje, jak np. MFW wymagają drastycznych cięć wydatków, jako jeden z warunków udzielenia kolejnych kredytów. Owe cięcia powodują jednak, że gospodarka zwalnia, a to prowadzi do spadku dochodu np. z podatków, co z kolei powoduje wzrost zadłużenia i konieczność ponownej prośby o pomoc.

Polecam również

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Każda epoka ma swoje słowa

Strach przed nieznanym

Obrazek za www.customity.com

Otagowane , , , , , ,

Teoria trzech kręgów – zmiany Unii Europejskiej

Obecnie Unia Europejska coraz bardziej oddala się od swoich ideałów. Najbardziej widoczne zmiany zaczęły mieć miejsce w momencie wybuchu kryzysu gospodarczego na przełomie 2007 i 2008 roku. Co prawda były widoczne wcześniej, ale to dziś ich konsekwencje powoli prowadzą do zupełnej przebudowy europejskiej wspólnoty.

Unia nie przypomina już tej, do której dążono na samym początku jej istnienia. Różni się też od tej, która w jakimś stopniu funkcjonowała w latach 90-tych, czy na początku XXI wieku.

Projekt Unii zakładał, z jednej strony zrównoważony rozwój wszystkich państw członkowskich, a z drugiej działanie na zasadzie wspólnoty i pomoc silniejszych państw państwom słabszym. Obecnie jest to organizacja, w której coraz widoczniej rysują się różnice w poziomie rozwoju, naturze i zakresie problemów, a na pewno, co raz wyraźniej sprzecznych interesów poszczególnych państw.

Paradoksalnie problemy zaczęły się w momencie przyjęcia wspólnej waluty. Uwidocznił się wówczas rosnący dystans pomiędzy bogatymi krajami północy, jak Niemcy, Holandia, czy Luksemburg lub Norwegia, a krajami południa, jak Hiszpania, Portugalia, czy Grecja.

Wbrew powszechnej opinii, że przyjęcie wspólnej waluty okazało się być dodatkowym bodźcem wzrostu szczególnie dla słabiej rozwiniętych państw, dostępne dane wskazują na coś innego. Wiele państw odczuło nawet spadek swojego PKB, tak było na przykład w Hiszpanii, we Włoszech, czy Francji, a w Portugalii PKB był nawet ujemny, spadły inwestycje i w niektórych krajach w niewielkim stopniu wzrosła także inflacja. Poziom bezrobocia praktycznie się nie zmienił.

To, co się rzeczywiście stało to niejako „sprasowanie” dynamik rozwoju. Kraje, które przed przyjęciem euro notowały dość wysoki wzrost produktu krajowego brutto (co prawda nie był on stabilny) zrównały swoje tempo rozwoju wobec krajów bardziej rozwiniętych, w których PKB rośnie zazwyczaj jedynie 1-2% rocznie. Taka na przykład Hiszpania przed wprowadzeniem euro rozwijała się nawet w tempie 4-5% rocznie, po przyjęciu euro PKB tego kraju zaczął rosnąć już dużo wolniej, bo 2-3% rocznie. W niektórych krajach, jak na przykład Francja, spadek był jeszcze większy, bo spadł z 3% do 1-1,5%, czy Holandia, w której PKB zjechał z poziomu 4% do 1,5%.

Jednak kiedy wybuchł kryzys widoczne już wcześniej różnice w poziomie rozwoju poszczególnych państw, a przez to konsekwencje przyjęcia wspólnej waluty praktycznie podzieliły Europę na zupełnie osobne kręgi. Podział ten mimo, że mocno skrywany już dużo wcześniej – pod dyskursem poprawności politycznej – ukazał prawdziwe oblicze UE, która tak naprawdę nigdy nie była jednolitym organizmem. Niektórzy mówią o Europie dwóch prędkości (kraje północy skoncentrowane wokół Niemiec vs. kraje południa), ale nie jest to pełna prawda. Możemy wyróżnić kilka różniących się między sobą grup państw. Nazywam je tu wykorzystując pewną metaforę – trzema kręgami. (dystrykty)

Pierwszy krąg, nazwijmy go tu Centrum lub Core Unii Europejskiej to przede wszystkim Niemcy i ich niemieckojęzyczni sąsiedzi lub kraje posiadające dość podobną kulturę (kraje protestanckie), czyli Holandia, Luksemburg, Austria, czy w jakiejś mierze też Norwegia. Oprócz Norwegii wszystkie te państwa przyjęły w 2002 roku wspólną walutę. Grupa ta charakteryzuje się niskim, bo będącym na poziomie poniżej 5% poziomem bezrobocia i dość wysokim, jak na czasy kryzysu wzrostem PKB, bo w granicach od 1,5% do 2,5%.  Niemcy i Holandia to także prawdziwe potęgi eksportowe (dynamika ich eksportu zaczęła wyraźnie rosnąć po przyjęciu euro).

Drugi krąg – nazywam go Semi-peryferia – składa się z Belgii, Danii, Wielkiej Brytanii, Finlandii, Szwecji, Czech w części też Francji i Włoch (tym ostatnim coraz bardziej grozi spadek do niższego kręgu). Kraje te charakteryzują się już znacznie wyższym poziomem bezrobocia od 7% do 12%, ich wzrost gospodarczy waha się od 0,5% do 2%.

Trzeci krąg to kraje z grupy tzw. PIGS, czyli Portugalia, Irlandia, Grecja i Hiszpania, ale też w jakimś zakresie na pewno kraje Europy Środkowo-Wschodniej i kraje nadbałtyckie. Jest jeszcze Słowenia. Grupa ta najdotkliwiej odczuła kryzys, bezrobocie jest tu na poziomie od 13% do 26%,  są to kraje, które borykają się już z prawdziwą recesją, narastającym długiem publicznym przekraczającym 100% PKB (Grecja ma dług publiczny sięgający już 170% PKB) i deficytem budżetowym sięgającym nawet 10% PKB.

W obu ostatnich kręgach obserwujemy nie tylko wysokie bezrobocie, ale też jego wzrost w przeciwieństwie do Centrum, gdzie bezrobocie w przeciągu ostatnich kilku lat wyraźnie spadało ( w takich Niemczech bezrobocie spadło z 11,5% w 2005 roku do 5,3% w 2013 (styczeń).

bezrobocie_ver1

Trzy kręgi Unii Europejskiej – poziom bezrobocia, dane Eurostat 2012.

Rozwiązania problemów „poszkodowanej kryzysem części Europy” szuka się we zwiększonej centralizacji i dyscyplinie budżetowej. Co prawda wprowadzono euro, jako wspólną walutę, a nawet bank centralny, ale nie wprowadzono wspólnej polityki fiskalnej. Miało to powodować brak kontroli nad dyscypliną budżetową, szczególnie krajów południa, a przez to gigantyczny wzrost zadłużenia.

Jednak tak naprawdę nie tu kryje się problem. Główna przyczyna tkwi w zbyt dużych różnicach kulturowych między osobnymi segmentami Unii. Różnice dotyczą bardzo szerokiego zakresu spraw, od stylu podejmowania decyzji, definiowania autorytetu, zarządzania czasem, aspiracji, czy kultury pracy do sposobów nauczania, zdobywania wiedzy i wychowania. Inaczej traktowany jest pieniądz, inaczej też podchodzi się do kredytu i kwestii oszczędzania. Jakie konsekwencje mogą rodzić te różnice podczas  „odgórnie” przyjętego i realizowanego modelu polityki gospodarczej można zobaczyć na przykładzie np. Bułgarii, która od dłuższego już czasu próbowała wzorować się na modelu niemieckim.

Moment wprowadzenia euro był momentem przełomowym. Karty zostały odkryte. Kraje do tej pory marginalizowane zapragnęły szybko zmodernizować swoje gospodarki. Nie posiadając przy tym wystarczających zasobów finansowych oparły stymulacje gospodarki na kredycie.

Z jednej strony, główne instytucje Unii obecnie starają się zwiększyć kontrolę nad rozbieżnościami poszczególnych państw. Wchodzą w rolę policjanta mając nadzieję, że dzięki temu uzyskają większą sterowność w przyszłości (pakt fiskalny). Jednak z drugiej strony kraje peryferyjne tracą kontrolę nad własnym zadłużeniem, bo decyzje dotyczące ich polityki fiskalnej zaczynają być podejmowane gdzie indziej.

W najbardziej dramatycznej sytuacji znajdują się osoby młode. Poniżej prezentuje dane zmian w poziomie bezrobocia wśród młodzieży w wybranych krajach Unii. Oprócz tego, że i tu widać bardzo wyraźnie różnicę pomiędzy np. krajami z „Centrum” (Niemcy, czy Austria), a krajami peryferii (jak Hiszpania, czy Portugalia) to wstrząsający jest poziom bezrobocia w krajach peryferyjnych, w takiej Hiszpanii, czy Portugalii nie ma pracy już ponad 55% ludzi w wieku poniżej 25 lat. Można oczywiście się spierać, że jest to grupa wiekowa, która jeszcze w jakimś zakresie się uczy lub studiuje, ale poniższe dane na pewno wskazują na potencjalne problemy, z jakimi ci młodzi ludzie zetkną się lub już stykają się chcąc wejść na rynek pracy.

in-spain-the-epicenter-of-europes-youth-unemployment-crisis-the-rate-has-soared-to-556

spain-is-second-only-to-greece-where-576-of-those-under-25-are-unemployed

portugals-youth-unemployment-rate-has-followed-a-similar-pattern-but-edged-down-slightly-in-december-to-383

finally-there-is-germany-which-doesnt-really-have-a-youth-unemployment-problem-only-80-of-those-under-25-are-jobless

źródło danych: Eurostat, wykresy pochodzą ze strony Businessinsider, por. artykuł Europe’s Youth Unemployment Nightmare In 18 Charts

Zob. więcej:

European economy guide

Rezygnacja z niezależnej polityki pieniężnej może dużo kosztować

 

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: