Tag Archives: obserwacje

Komórka wygrywa z dziećmi

Jeszcze jedna zastanawiająca obserwacja. W ostatnią niedzielę byłem z rodziną na spacerze na Polach Mokotowskich (duży park w Warszawie). Trochę się tak po prostu szwendaliśmy, trochę pograłem z synami w piłkę, a dokładnie z jednym z synów. I właśnie podczas gry zauważyłem dość zastanawiające „zjawisko”.


Graliśmy nieopodal placyku zabaw, na którym, jak to zwykle w takim miejscu tłoczył się dość liczny tłumek, że tak się wyrażę, młodych, pięknych i bogatych rodziców z rodzącej się polskiej klasy średniej. Zwykle ta grupa przedstawiana jest, jako „zdrowa i porządna” część społeczeństwa, ale… No właśnie jednocześnie zwykle jest to najbardziej zapracowana i żądna sukcesów grupa, która tak silnie identyfikuje się z własną pozycją zawodową, że nie jest w stanie się na moment oderwać od pracy.Tak też było i teraz. W czasie gdy graliśmy w piłkę, a było to dość nie długo, bo przypuszczam, że spędziliśmy na tym zajęciu jakieś 20-30 minut zauważyłem, co najmniej dwie osoby, które zamiast zajmować się swoimi pociechami zajęte były rozmową przez telefon komórkowy. Na pewno jedna z tych osób rozmawiała na tematy związane z pracą zawodową.Przyznać się musze, że sam czasem dość długo rozmawiam przez telefon, ale nigdy do tej pory nie zdarzyło mi się prowadzić rozmów dłużej niż 5-10 minut. A tu patrzę i patrzę i na dziwić się nie mogę. Jedna z mam, która, co prawda dość bacznie obserwowała swojego synka i podążała za nim krok w krok mówiła do swojej komórki na pewno, co najmniej 15 minut. Drugą osobą był mężczyzna, który zupełnie nie interesował się swoim dzieckiem, a za to z wielkim przejęciem prowadził rozmowę na temat prowadzenia interesów w USA, co wiem, bo usłyszałem fragmenty jego rozmowy. Nie podsłuchiwałem – przyznaje się bez bicia, ale tak był zajęty, że mnie po prostu nie zauważył.

Czy na podstawie tej jednej obserwacji można coś powiedzieć na temat obecnych relacji rodzice-dzieci? Na pewno nie można wnioskować, że są one złe, że rodzice nie interesują się swoimi dziećmi.

Uważam jednak, że coś jest na rzeczy. Mimo, że chcemy mieć dzieci to czujemy się z tym nie pewnie. Chcemy posiadać potomstwo i jednocześnie zachować „siebie”. Nasza potrzeba samorozwoju jest silniejsza niż nasze zaangażowanie w relacje z dziećmi. Chociaż „powołaliśmy” je do życia to trochę nam one uwierają, jakby czasem chcielibyśmy zapomnieć o ich istnieniu. Czyżby owo napięcie rodziło się z tego, że mimo, że tak do końca nie jesteśmy przekonani do bycia rodzicem, to nadal po prostu „wypada” posiadać dzieci po trzydziestce (większość obserwowanych rodziców było akurat w tym wieku, a że decyzję o posiadaniu dzieci podjęli oni nie dawno mogę wnioskować po tym, że dzieci, które bawiły się na owym placyku były w wieku od dwóch do pięciu lat)?

Reklamy
Otagowane , , , ,

Emil Zola na warszawskiej ulicy

Parę dni temu zaobserwowałem pewne, dziwne spotkanie dwóch mężczyzn. Cała sytuacja miała miejsce w tramwaju. Wpierw zauważyłem pierwszego mężczyznę. Był to pan w średnim wieku, dość niedbale ubrany, w kraciastą koszulę, która miała rozpięty kołnierzyk, dżinsy, nie ogolony, miał rozbiegamy wzrok, dość mało starannie uczesane włosy, blondyn. Na jego ramieniu wisiała niedbale duża, czarna torba. Kogoś mi bardzo przypominał: aktora, znajomego, osobę, którą kiedyś spotkałem na jakimiś przyjęciu, imprezie – tego już nie pamiętam.

Nie mogłem od niego oderwać wzroku; wciąż patrzyłem i patrzyłem. Oczywiście robiłem to w miarę delikatnie, aby ów mężczyzna tego nie spostrzegł. I w pewnej chwili zaczął do kogoś wołać po imieniu, a następnie skierował się na koniec wagonu.

Skierowałem swoje spojrzenie w tamtą stronę i zauważyłem, że stoi tam drugi mężczyzna, który jest ciemnoskóry, też dość niedbale ubrany, zdecydowanie niższego wzrostu. Panowie się chyba znali, bo zaczęli ze sobą rozmawiać.

Akurat gdy wysiadałem ów czarnoskóry znajomy także wysiadł. Jeszcze przez chwilę szedłem za nim i wtedy zauważyłem, że trzyma on w ręku anglojęzyczne wydanie jednej z powieści Emila Zoli. Niestety, jaki był jej tytuł już nie udało mi się dostrzec.

Otagowane , , , ,

Nie tylko ja obserwuje

Niesamowite. Właśnie przeczytałem, że dokładnie dzień wcześniej przed napisaniem przeze mnie poprzedniego wpisu podobne obserwacje prowadził jeden z blogerów, który piszę pasjonujący blog poświęcony etnografii, antropologii kulturowej i wykorzystaniu tych dziedzin w badaniach rynkowych (ale nie tylko o tym).

Może nie były to dokładnie takie same obserwacje takie jak moje, bo bloger ten przeprowadzał wywiady z przypadkowo napotkanymi kobietami i jeszcze jedno: prowadził je w różnych, niekiedy bardzo od siebie oddalonych miejscach San Francisco. Zresztą sami zobaczcie.

Otagowane , , , , , ,
%d blogerów lubi to: