Category Archives: media

Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , ,

Co się wydarzy w 2014 roku? Kilka uwag na początek.

How-depression-feels-b3r5n

Mamy tu więcej pytań niż jasnych, klarownych odpowiedzi. Zwykle pod koniec roku i na początku następnego pojawiają się podsumowania i prognozy. Mam jednak wrażenie (może mylne, ale na pewno bardzo subiektywne), że tym razem więcej mamy podsumowań aniżeli prognoz. Zawsze łatwiej pisać o tym, co już było niż próbować przewidzieć to, co dopiero nadejdzie.

Prognoza czasem zakłada jakiś okruch optymizmu, a niekiedy pełne nadziei spojrzenie w przyszłość. Prócz wyliczanki najrozmaitszych zjawisk, trendów traktowanych, jako kolejny krok w kierunku „nowego wspaniałego świata” super-nowoczesnych technologii pojawiają się też pytania i wątpliwości, na które coraz trudniej znaleźć jednoznaczne odpowiedzi.

Gospodarka Nibylandii

Oto zwykle hurraoptymistyczny Witold Gadomski, dziennikarz Gazety Wyborczej pisze esej „Witajcie w czasach nowej normalności” (płatny dostęp) o czasach niby-normalności (trochę tak jakby pisał o Nibylandii), w których nic już nie jest „normalne” ani też nie przypomina starych dobrych zasad ekonomii.

Gavyn Davies z Financial Times stawia pytania, o dalsze koleje polityki FED, o to, czy Chinom uda się zastopować narastające ryzyko krachu na rynku nieruchomości i czy sfera Euro nie pogrąży się w nieustannym stanie stagflacji (spadające ceny i rosnące bezrobocie), a w konsekwencji nie ulegnie rozpadowi? Przytacza też dość niejednoznaczne opinie innych komentatorów i ekonomistów.

Internet nie jest cool

Pełen lukru i umiłowania idei postępu świat innowacji, nowoczesności, krystalicznie sterylnych i ułatwiających życie technologii, wiara w „wolny Internet” mający minimalizować różnice społeczne, szczególnie te dotyczące dostępu do wiedzy powoli stanie się passe. Zaczynają pojawiać się opisy niebywałej koncentracji kapitału i władzy,  rzadziej optymistyczne manifesty. Historia totalnej inwigilacji rozdmuchana przez Snowdena pokazała zupełnie inne, pytanie, czy bardziej „prawdziwe oblicze” Internetu?

„Środowisko Doliny Krzemowej” zaczyna być postrzegane podobnie, jak bohema z Wall Street. Ruchy Ocuppy, czy Anonymous nie przypominające dawnych zhierarchizowanych organizacji, a bardziej chaotyczny rój, rozsiewają tu i ówdzie wirus niezadowolenia, a nawet buntu − tym razem rodzącego się i rozrastającego się w cyberprzestrzeni. Rodzi się protest nie tylko skierowany wobec finansjery, banków, ale również technologicznych bossów.

Kapitalizm przynajmniej w ultraliberalnym wydaniu nie jest już taki cool, jak był jeszcze kilka lat temu. Coraz wyraźniej do świadomości przedostaje się fakt, że bez zadbania o sferę publiczną demokracja nie przetrwa. A sfera publiczna to również myślenie wspólnotowe i dbanie o najuboższych. Co dla wielu aktywnych i umiejących sobie radzić w świecie kapitalistycznym ludzi może być bardzo trudne do zaakceptowania.

Prywatność w centrum uwagi

Ochrona prywatności coraz bardziej staje się problemem. Snowden tylko to rozdmuchał. Na popularności zyskują techniki kryptografii. Mamy do czynienia z rosnącym napięciem. Pojawiają się książki. Wcześniej Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu, autorstwa, Julian Assange, a teraz podobną wydaje Wojciech Orliński. Jego książka nosi tytuł: Internet. Czas się bać. Oba teksty dewaluują dawne postrzeganie Internetu, jako oazy wolności. Rok 2014 będzie tylko kolejnym rozdziałem takich opowieści.

Europejskie zony

W Europie rodzi się opór wobec imigrantów. To już nie tylko partie narodowe, nacjonalistyczne, ale również umiarkowane centrum, czy konserwatyści szczególnie brytyjscy nawołują do poważnych ograniczeń związanych z imigracją. Nie tylko nawołują, ale swoje idee wprowadzają w życie. I wygląda na to, że w nowym roku takich pomysłów będzie znacznie, ale to znacznie więcej. Europa zaczyna podążać w nowym kierunku. Odwraca się od wolnej niczym nie skrępowanej przestrzeni, a zaczyna wprowadzać różne warianty segregacji i limity dostępu. Czy ma inny wybór? Przy kurczących się rynkach pracy, szczególnie w takich krajach, jak Hiszpania, czy Grecja pozostawienie otwartych na oścież wszystkich furtek zrodzi tylko nowe napięcia i konflikty.

W 2014 roku 40% światowej populacji będzie miało możliwość udziału w wyborach. Odbędą się pierwsze wybory od wybuchu kryzysu finansowego do Parlamentu Europejskiego, będziemy mieć wybory samorządowe w Polsce, a poza tym w kilkudziesięciu państwach na świecie odbędą się wybory do parlamentu lub wybory prezydenckie.

Biorąc pod uwagę rosnącą popularność takich ugrupowań, jak SYRIZA i Złotego Świtu w Grecji, Beppe Grillo we Włoszech, czy Partii Niepodległości w Wielkiej Brytanii może to zupełnie zmienić oblicze świata nie tylko w 2014 roku, ale też na kolejne kilka lat. Prawdopodobieństwo wyraźnej „zmiany warty” jest tym razem większe nie tylko przez zmęczenie obecnymi elitami, które dało się odczuć zwłaszcza przez kryzys, ale przede wszystkim przez to, że generalnie poparcie dla demokracji jest coraz słabsze.

the economist_spadek liczby wyborcow

źródło: The Economist

Wszystko w ruchu – ekspansja urządzeń mobilnych

W 2013 roku na świecie sprzedano blisko miliard smartfonów, w porównaniu do 2011 roku liczba ta wzrosła zatem o ponad 100 proc. W 2016 roku ma być w użyciu ponad 2 miliardy smartfonów, zaś w 2018 blisko 3 miliardy. Już w 2011 roku sprzedano więcej tego typu urządzeń niż komputerów osobistych. Równie szybko rośnie rynek tabletów. W 2013 roku sprzedano ich 226 milionów sztuk, w porównaniu do 2011 roku to wzrost rzędu 107%. W 2015 roku liczba ta ma wynieść ponad 414 milionów i przekroczy sprzedaż urządzeń typu desktop (385 milionów sztuk).

unnamed

Przypomina to wszystko dynamikę rozwoju Internetu w pierwszym okresie. Jakie będą tego konsekwencje? Czy wszyscy są gotowi, dostrzegają ten trend i będą potrafić go wykorzystać? Czy też stanie się tak, jak w początkach rozwoju Internetu, że niektórzy zupełnie zignorują raptownie rodzące się zmiany i potem będą musieli w wielkich bólach odrabiać straty?

Nie chodzi pewnie tylko i wyłącznie o gotowość, otwartość na zmiany, ale też szybkie nabycie umiejętności tworzenia i zarządzania treścią na rozmaitych urządzeniach mobilnych. A to, że wcale nie jest to takie łatwe pokazują przykłady wielu firm, które nie tylko mają już witryny mobilne, ale też aplikacje dostępne na wielu urządzeniach. Nie zawsze wszystko sprawnie i szybko działa, oj nie!

48% wszystkich maili w USA jest wysyłanych za pomocą urządzeń mobilnych. Jednocześnie 63% Amerykanów przyznaje, że kasuje maile, które nie mogą dobrze odczytać na swoim urządzeniu mobilnym.

Podobnie, jak Internet, tak samo urządzenia mobilne coraz bardziej będą zmieniać to, jak dokonujemy zakupy. W wielu krajach nie tylko księgarnie, ale małe sklepy, czy nawet kawiarnie i restauracje zaczynają mieć problemy. Sklepy internetowe oferują nie tylko niższe ceny, ale ich szybkość działania jest niewspółmierna do możliwości wyboru. Korzystanie z technologii mobilnych znacznie przyspieszy ten proces.

RAMKA

Aby przetrwać w nowym otoczeniu tradycyjne sklepy będą zmuszone zintegrować sprzedaż off-line ze światem online i mobile, nierzadko też zmniejszyć rozmiary sklepu (bardziej show-room), wprowadzić lub też ujednolicić dostępność kuponów rabatowych online i przez urządzenia mobilne, wprowadzić personalizacje, wykorzystać sprzedaż w modelach outlet lub też limitowany dostęp, pozwolić na wykorzystanie telefonu komórkowego w roli portfela (wirtualizacja półki sklepowej), eksperymentować z analizą danych (skorzystać z technik big-data?) w celu optymalizacji sprzedaży, podwyższeniu marży, zarządzaniu ceną i personalizacją.

oprac. własne na podstawie: 10 Trends Changing How You’ll Shop in 2014

Big data jest, jak kokaina

Big data is like cocaine (Big data jest, jak kokaina, ponieważ czujesz się inteligentny, seksy i mówisz dużo gównianych rzeczy), Big data is like teenage sex (Big data jest jak seks wśród nastolatków, ponieważ wszyscy o tym mówią, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak to robić, wszyscy myślą, że każdy to robi, a zatem każdy mówi, że też to robi), Big data is like Brussels sprouts (Big data jest, jak brukselka ponieważ im częściej jej próbujesz tym bardziej jej pragniesz). Oto tytuły przykładowych artykułów, które ukazują nie tylko nadzieję związane z tym tematem, ale też nieco już pewne zniecierpliwienie.

Na pewno temat big data był jednym z tych tematów, które z jednej strony budziły fascynację, z drugiej trwogę i strach.

Wydaje się nieuniknione, że tak duża dostępność różnorodnych danych, która wciąż rośnie zmieni to, jak będzie prowadzony biznes w kolejnych latach. Z pewnością nie tylko biznes, ale też sfera publiczna, czy techniki kontroli obywateli.

big_data_1

źródło: Wikibon blog (http://wikibon.org/blog/)

Rozwój big data będzie miał miejsce równocześnie na trzech obszarach: technologii, ekosystemu i zastosowań. Technologie to przede wszystkim bazy danych, narzędzia analityczne, służące do wizualizacji danych, oprogramowanie, techniki integrowania danych rozmaitego typu (pochodzące z połączeń i rozmów telefonicznych, mediów społecznościowych, ruchu na stronach internetowych, systemów geo-lokalizacyjnych, transakcyjnych, czy w końcu dane biomedyczne i te pochodzące z monitoringu ulic i budynków). To wzrost szybkości przetwarzania danych, rozwój modeli analitycznych lub narzędzi pozwalających na pracę w chmurzę, czy na urządzeniach mobilnych.

Rozwój w ramach ekosystemu to przede wszystkim wzrost liczby firm, dostawców i konsultantów, czy pracowników posiadających odpowiednie kompetencje (data scienists, czyli osób łączących umiejętności myślenia biznesowego, społecznego i sprawnie poruszające się w ramach różnych języków programowania).

Szacuje się, że obecnie rynek usług big data tworzy 70 większych lub mniejszych firm. Jego wartość w 2012 roku wyniosła 11,59 miliarda dolarów, zaś w 2013 roku wzrosła o 61% do 18,1 miliardów dolarów. Prognozuje się wzrost rynku w kolejnych latach na poziomie 31% rocznie.

Ostatni obszar to zastosowania, czyli w jaki sposób i jak szybko technologie big data zmienią różne dziedziny życia społecznego i biznesu. Głośne stały się historie takich tuzów internetu, jak Netflix i Amazon. Obie firmy wykorzystały dostępne dane na temat ruchu na swoich witrynach i poddały je drobiazgowej analizie w celu wyboru konkretnych aktorów do swoich produkcji telewizyjnych. Żmudne castingi przegrały z tajnikami data science.

Big data to kolejne narzędzie kontroli społeczeństwa, które tym razem będzie kontrolowane w sposób permanentny, a jednocześnie niewidoczny. Agendy takiej kontroli to nie tylko agendy rządowe, firmy, czy instytucje, ale również my sami. Głównym cool topic w 2014 roku stanie się wearable technology, setki drobnych urządzeń, gadżetów, zegarków, czy wręcz części garderoby podłączonych do sieci, które umożliwią nam ciągły monitoring tego, jak chodzimy, ile spożywamy kalorii, czy z naszym organizmem jest wszystko w porządku, nie mamy w sobie żadnych niebezpiecznych wirusów, czy nasz sen jest prawidłowy itd., itp.

Blogsfery i nowa odsłona dziennikarstwa

W 2013 roku dało się już zauważyć pierwsze symptomy zmęczenia Facebookiem. Liczba użytkowników nie tylko przestaje dynamicznie rosnąć, ale też ci, którzy korzystają robią to coraz rzadziej. Rośnie zapotrzebowanie na serwisy, które przywiązują uwagę do ochrony prywatności.

W 2014 roku przyspieszy proces profesjonalizacji i komercjalizacji blogów, szczególnie w Polsce, bo w USA jest to doskonale widoczne. Zresztą o gwiazdach blogsfery coraz trudniej mówić, jako o blogerach. Zaczynają tworzyć grupę nowych, sprawnych graczy w obrębie mediów. Właściwe to bardziej pasuje do nich określenie twórcy, eksperci, czy cybernetyczni celebryci. A ostatnio również: działacze (kilku polskich blogerów postanowiło założyć stowarzyszenie). Te i podobne określenia na pewno pasują do wybranych, najbardziej znanych. Poza tym coraz trudniej jest mówić o jednej blogsferze.

Nadal będzie postępować ewolucja i adaptacja do nowych warunków „tradycyjnych” dziennikarzy. Wystarczy przypomnieć o dość udanym (podobno, bo na pewno tego nie wiemy) wprowadzeniu kolejnego modelu płatności za treści przez NYT, czy pojawienie się nowej formy długich, pogłębionych artykułów pisanych specjalnie do internetu i na urządzenia mobilne. Takie teksty, jak opublikowany na internetowych stronach New York Times „Snow fall” , „The Lobotomy Files pokazany na stronach Wall Street Journal, czy też ostatnia produkcja Gazety Wyborczej w tym stylu: „Boskie Światło”. pokazują, że „tradycyjne” dziennikarstwo nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i zaczyna coraz lepiej rozumieć, jak można wykorzystać internet do pokazania swojej przewagi nad nowymi graczami.

Także wymagające sporego wsparcie dziennikarstwo śledcze nie ustaje w wysiłkach tworzenia nowych form organizacji i modeli finansowania, szczególnie tworząc niezależne organizacje non-profit. Na pewno w 2014 roku takich inicjatyw, jak: Pro Publica, Center for Investigative Reporting w USA, czy The Bureau of Investigative Journalism w Wielkiej Brytanii pojawi się znacznie więcej w różnych częściach świata (por. Global Investigative Journalism: Strategies for Support).

Podkreślana do tej pory wyraźna opozycja między blogerami, a dziennikarzami powoli będzie zanikać. Zmierzać będziemy w kierunku nowego modelu funkcjonowania profesjonalnych treści (płatności albo obniżanie kosztów, por. praca blogerów lub serwisów blogowych).

Por.więcej

10 totalnych trendów

Czy zmiana narracji ożywi gospodarkę, czy może to jedynie cisza przed burzą i będziemy mieć kolejne załamanie -o sytuacji gospodarczej słów kilka

Big Data – mapa jest tym samym, co terytorium

Trendy technologiczne 2014 – komentarz do raportu Gartnera

A Different Outlook For 2014

The 2014 ballot boxes

2013 review the biggest disappointments

Wikibons big data research agenda technology ecosystem and application

 

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Zawód zwycięzca? Liczy się szaleństwo i sztuka żonglerki.

images

To jest dla mnie wielki paradoks. W Stanach Lena Dunham, która stworzyła serial Girls przyszła z ulicy do HBO i powiedziała, że chce zrobić serial. Miała wtedy w dorobku tylko jeden film, który sama zrobiła. – Zobaczcie, co zrobiłam! I oni dają jej szansę. W Polsce poszło dokładnie w drugą stronę! Byliśmy krajem wielkich szans tuż po 89, a teraz się wszystko zabetonowało!

Wywiad z Vadimem Makarenko

Jest dla mnie polskim Malcolm Gladwellem. Piszę o mediach i reklamie – jak się zmieniają, jak wpływają na nasze życie i jak my na nie wpływamy – tak streszcza to, czym się na co dzień zajmuje. Urodził się w 1973 roku w Brześciu na Białorusi, od 1991 mieszka w Polsce, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Vadim Makarenko – od wielu lat dziennikarz Gazety Wyborczej. Dzieli się z czytelnikami wszystkim tym, co dzieje się na rynku mediów. Jego teksty to wnikliwe i rzetelne analizy dotyczące trendów, strategii wielkich koncernów, czy niewielkich, ale prężnych i innowacyjnych firm.

Jako jeden z pierwszych pisał na temat coolhuntingu (Templariusze Coca-Coli), czy technikach badawczych, jak mystery shopping (Szpieg prawdę). Oba teksty dostały nominowane do nagrody GrandPress.

Jako autor książek zadebiutował analizą polskiej sceny badań rynku „Tajne służby kapitalizmu”. To jedna z niewielu dostępnych na polskim rynku opowieści z punktu widzenia dziennikarza o tym, czym wówczas był i jak się zmienił polski rynek badań.

Gorąco zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem z Vadimem Makarenko na temat jego książki pt. „Zawód zwycięzca”.

Co z tego wyszło możecie przeczytać poniżej. Znajdziecie tu wiele ciekawych historii zawiązanych z powstawaniem jego nowej książki. Ale rozmawialiśmy też o trendach na rynku mediów, o przyszłości zawodu dziennikarza i o tym, po co Vadim pojechał studiować do Oksfordu.

Zapraszam.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

A kryzys pojawia się i … nie znika

kryzys-ptaki

Jedno nie ulega wątpliwości. Wszelkie trendy, zmiany trendów, kryzysy gospodarcze, odwrócenie się cykli koniunkturalnych nie zmieniają się według prostego wzorca typu: „bodziec-reakcja”, czy „przyczyna-skutek”.

Na początku możemy dostrzec słabe sygnały, które mogą zapowiadać nadchodzące zmiany. Jednak w końcu nastaje czas kryzysu, rewolucja, czy koniec „pewnej epoki”, po czym ponownie wszystko wydaje się wracać do równowagi. Przełamania jakby odwracają swój kierunek. Ale po upływie pewnego okresu następuję ponownie uaktywnienie się wcześniej zaobserwowanych tendencji (tzw. echo).

Większość zjawisk zależy nie tyle od jednej, czy nawet kilku jednoznacznie zidentyfikowanych przyczyn, a bardziej od pewnego „pola”, systemu, który −  z początku w sposób niezauważalny – zmienia warunki brzegowe. To one pozwalają się rozwinąć lub nie większym, czy mniejszym trendom. Jeśli owe warunki brzegowe ulegną zmianie wszystko inne również odwraca swój bieg. Obserwujemy narastające, kumulujące się jedna za drugą perturbacje, problemy dotykają wielu dziedzin życia społecznego i to nie tylko w kontekście gospodarczym. Przypomina to kulę śniegową, która z czasem staje się coraz większa i większa i niszczy wszystko, co spotka na drodze.

Weźmy na przykład media. Wcześniej przed nastaniem internetu media stanowiły zrozumiały dla wszystkich eko-system. Mieliśmy telewizje, radio, czy w końcu prasę. Często można usłyszeć formułowane w wielkim przekonaniem stwierdzenie, że internet nie spowoduje zaniku prasy drukowanej, tak, jak wcześniej nie zrobiło to radio, czy telewizja. To prawda, po pojawieniu się telewizji radio funkcjonowało nadal, podobnie zresztą drukowana prasa. Ale tylko dlatego, że media funkcjonowały w określonych warunkach brzegowych. Pojawienie jednego medium nie powodowało atrofii, czy zaniku innego, ile co najwyżej jego ewolucję, zmianę. Jednak internet to nie tyle kolejne medium. Może warto powiedzieć: Internet to nie tylko medium. To środowisko, system, który ustanawia zupełnie nowe warunki brzegowe. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia wszystko, co do tej pory funkcjonowało w wersji analogowej w wersje cyfrową, a wszystko, co było „realne” staje się teraz wirtualne.

Kryzysy gospodarcze przed okresem internetu trwały relatywnie krótko po czym ponownie mieliśmy powrót do wzrostu gospodarczego. Dziś powrót do równowagi może i następuje dość szybko jednak po okresie czterech lat mamy do czynienia ze stagnacją (na rynku walut nazywa się to konsolidacją, wystarczy spojrzeć na wykres notowań euro w relacji do dolara, a zobaczymy, że od 2008 roku, czyli od momentu wybuchu kryzysu wykres przypomina coraz bardziej prostującego się węża) czy nawet groźbą ponownego załamania (indeksy amerykańskiej giełdy obijają się o „sufit – pytanie, czy zdołają go w końcu przebić, czy też ulegną załamaniu). Do tego dochodzą szybko następujące zmiany w obrębie technologii, które zupełnie zmieniają zasady funkcjonowania wielu branż, czy życia społecznego w ogólności.

Otagowane , , , , , ,

Media społecznościowe jako „największe zagrożenie dla społeczeństwa” – wydarzenia w Turcji

istanbul-protest630

Amerykańska dziennikarka napisała dwa-trzy lata temu (nie pamiętam już dokładnie kiedy czytałem jej tekst, ale pamiętam, że zrobił na mnie wstrząsające wrażenie), że Turcja coraz bardziej przypomina czasy schyłku republiki Weimarskiej przed dojściem Hitlera do władzy. Mieszkając w Turcji już od kilku lat miała wrażenie, że wśród jej znajomych pewnych rzeczy nie wypada mówić, zwłaszcza tych dotyczących władzy. Mimo coraz lepszego poziomu życia i zdawałoby się rozwoju nowoczesnej demokracji na wzór zachodni, miała wrażenie, że w tureckim powietrzu narasta napięcie, a nawet strach. Krążyły plotki, że ktoś kto miał zbyt dług język po prostu znikał, rozpływał się w niebycie.

Ciekawe. Pewnych rzeczy nie można mówić, chociaż wszyscy i tak to wiedzą. Nie da się ukryć informacji w dobie internetu i nieokiełznanych serwisów społecznościowych, czy mikroblogów.  To, co dzieje się obecnie w Turcji to powtórka tego, czego mogliśmy się dowiedzieć w czasie Arabskiej Wiosny. Dzisiejsze rewolucje nie są widoczne w telewizji one są widoczne i rozprzestrzeniają się dzięki mediom społecznościowym. Groźny, nieokiełznany żywioł, który z niewielkiej iskry, lokalnego protestu może wywołać ogólnonarodowe powstanie. To druga strona medalu nowoczesnych technologii, które mogą być używane do infiltracji obywateli, ale mogą być używane przez obywateli do obalania rządów.

tv i social media

Na południu Turcji trwa regularna wojna domowa, panuje chaos – w Syrii rządzonej od kilku dekad przez rodzinę dyktatorów giną ludzie, leje się krew. Turcja chociaż popiera syryjskich rebeliantów to jednak zachowuje się, jak przysłowiowa francuska dziwka: chciałaby, ale się boi, boi się, że protest wykorzystają do swoich celów Kurdowie, których w Syrii jest też całkiem sporo.

A teraz wystarczyła iskra. Pojawiła się nagle i nie wiadomo skąd w samym centrum stolicy Turcji – Stambule. Protest niewielkiej grupki młodych ludzi przeciw zbudowaniu na terenie parku Gezi nowoczesnego centrum handlowego, potem meczetu (nieprawdziwe skreślić) bardzo szybko przekształcił się w prawdziwy pożar. Rząd oskarża młode pokolenie, które nagle poczuło się, że ma „za dobrze” albo „za ciasno” w zbyt konserwatywnej republice. Premier na pewno nie ma miękkiego serca. To przysłowiowy ojciec narodu (miłość ojca to nie cukierek). Ostatnie doniesienia wskazują, że podobnie, jak dyktator Syrii zdolny jest do użycia przemocy i to prawdziwie brutalnej przemocy aby tylko stłumić protest w samym jego zarodku.

A jeśli to nie tylko przejaw niezadowolenia, zbuntowanej, rozpuszczonej młodzieży tylko zapowiedź zupełnie nowych zmian? I zmian nie dotykających tylko Turcji? Starcie różnych, coraz bardziej odmiennych, oddalających się od siebie sposobów przeżywania, poznawania świata. Przecież Erdogan i jego partia dwukrotnie wygrali wybory w Turcji mają za sobą blisko 50% poparcie tureckiego społeczeństwa. W czym rzecz?

Być może w tym, że druga połowa tureckiego społeczeństwa znajduje się już gdzie indziej, ma inne aspiracje, do czego innego dąży. Jej światem nie jest hermetycznie zamknięty islam, a nie mająca granic sieć, swoboda poruszania się, wolność wypowiedzi, poczucie odpowiedzialności i społeczne zaangażowanie.

W pewnym momencie turecki kanał CNN Turkey, pokazywał, pokazy kulinarne i pingwiny, z drugiej strony mieliśmy relacje CNN International na temat protestów w Turcji, ale można rzec dość „ugrzecznioną”. Zupełnie inne obrazy i informacje napływały i wciąż napływają od strony mediów społecznościowych. Niektóre z nich z pewnością nie nadają się do oglądania przez widzów w wieku poniżej 18 lat.

Update: 8 czerwca 2013 r.

Premier Turcji wycofał się z budowy centrum handlowego.

Zob.więcej:

A breakout role for Twitter in the Taksim Square protests?

 

Otagowane , , , , , , ,

Dawne reguły już nie obowiązują!

Mam dla Was pytanie. Czy jak widzicie szybką zmianę trendu to zwykle uważacie, że ta tendencja będzie się jeszcze utrzymywać, czy też jesteście zdania, że to już koniec i za chwilę nastąpi zwrot w drugą stronę?

W analizie trendów pojawiają się trzy ważne słowa: nasycenie, przełamanie i kontynuacja (tendencji trendu).

Mary Meeker, partner w firmie Kleiner Perkins Caulfield & Byers zaprezentowała na konferencji D11 kilka kluczowych trendów na temat internetu i ich konsekwencji dla światowej gospodarki. O wielu z nich wiedzieliśmy już dużo wcześniej (nawet dobrych klika lat wcześniej), że nadchodzą. Mimo to, że wydawałoby się, że już niedługo mogą osiągnąć stan nasycenia to, jak pokazuje Meeker w swojej prezentacji wciąż zyskują na znaczeniu.

Liczba użytkowników sieci wciąż rośnie, liczba telefonów komórkowych też, a nowe typy urządzeń, jak tablet, czy smartfon nie tylko sprzedają się coraz lepiej, ale wywracają reguły gry na rynku IT. Następuje istotne przetasowanie głównych graczy. Firm, które do nie dawna odgrywały rolę liderów już praktycznie nie ma, a ich miejsce zajęły firmy do niedawana mające znaczenie – delikatnie mówiąc – niszowe.

Druga rzecz, na co warto zwrócić uwagę to, że wraz ze wzrostem nasycania naszego świata technologią rośnie coraz mocniej znaczenie liderów rynkowych. Takie firmy, jak Facebook, czy Google od początku funkcjonujące w sieci uzyskują coraz większy zasięg na innych rynkach. Mimo, że ich pozycja na rodzimym amerykańskim rynku jest nadal bardzo silna to najwięcej użytkowników pozyskują w innych krajach czyszcząc rynek z lokalnej konkurencji. Dzieje się to trochę na zasadach kuli śniegowej: im jesteś większy tym szybciej stajesz się jeszcze większy!

Prezentacja Mary Meeker pokazuje na przykład, że liczba treści (dokumentów tekstowych, filmów, plików audio) pojawiających się w sieci wzrosła 9-krotnie w ciągu ostatnich pięciu lat i nadal rośnie. Zmienia się jeszcze jedno. W porównaniu do początków rozwoju sieci kiedy internauci mogli pozostać anonimowi dziś widać nie tylko każdy nasz ruch, ale i naszą tożsamość. Bardzo dobrze ilustruje to jeden ze slajdów prezentacji Mary Meeker.

427080_10151471699987005_1025833210_n

Zmieniają się warunki brzegowe funkcjonowania nie tylko różnych segmentów rynkowych, ale też wszelkich dziedzin naszego życia. Na naszych oczach powstają nie tylko nowe reguły gry. Mamy do czynienia z punktem przełamania. Jesteśmy zmuszeni porzucić nasze dotychczasowe doświadczenie i wiedzę, bo świat, który nadchodzi (a tak naprawdę ten świat już nadszedł) wymusza na nas zupełnie inne spojrzenie i strategie.

Przy okazji prezentacji Mary Meeker warto sobie przypomnieć inną prezentacje, którą w 2010 roku opublikował znany bank inwestycyjny Morgan Stanley (znamienne, że wśród jego autorów znajdowała się także Mary Meeker). Analitycy banku już wtedy trafnie prognozowali kierunek tych zjawisk i ich natężenie, o których mówi najnowsza prezentacja Meeker. Ale nie tylko to jest ciekawe. Wykazali równocześnie, że rozwój każdej technologii tworzy kolejne technologie, które nie tylko wywołują gigantyczne zmiany na rynkach (punkt przełamania), ale rozwijają się coraz szybciej (zarówno pod względem liczby użytkowników, ale też generowanych przychodów).

Tylko to ostatnie zjawisko dotyczy też głównych liderów. Nie tylko jest ich coraz mniej, ale coraz szybciej stają się coraz więksi.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Trend Big Data – mapa jest tym samym, co terytorium

data-center-13

Nowa farma serwerów i baz danych firmy Facebook

Trend zwany BIG DATA staje się coraz bardziej nośnym tematem w mediach, podczas zażartych dyskusji w serwisach społecznościowych, trendbooków, czy też rozmaitych konferencji. Obok trendu CLOUD COMPUTING, który swoje chwile chwały przeżywał jakieś dwa-trzy lata temu, BIG DATA to na pewno jeden z ważniejszych obecnie cool-topic. Wzrost zainteresowania tym tematem potwierdzają też dane uzyskane na bazie google trends (czerowna linia – zainteresowanie cloude computning, niebieskia – big data).

trend big data_cloud computing

Liczba zapytań w wyszukiwarce google słów: „Big Data” i „Cloud Computing” w latach 2004-2013

Wielkie hurtownie i bazy istniały już w latach 90-tych. Idea aby integrować i analizować wiele różnych rodzajów danych, na przykład dotyczących sprzedaży, relacji z klientami, zmian cen i wykorzystać je w trakcie procesu decyzyjnego pojawiła się pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku [1]. Rozwój rynku komputerów osobistych i dedykowanego oprogramowania służącego do analiz dużych zbiorów danych wykreował w latach 90-tych praktycznie nową dziedzinę wiedzy – data mining (eksploracja danych). Obok zaawansowanych technik statystycznych zaczęto wykorzystywać sieci neuronowe, algorytmy genetyczne, czy nawet sztuczną inteligencję.

To co wyróżnia trend BIG DATA to sposób, w jaki dane obecnie są zbierane i analizowane. Wcześniej dane były pozyskiwane dzisiaj powstają w każdej sekundzie. Rozwój technologii cyfrowych wykreował świat, w którym każda nasza czynność, podejmowana decyzja, kupowane produkty, oglądane strony www, filmy, czy zmiany w naszym położeniu stanowią gotowy zbiór danych. Nasze zachowanie, czy w końcu całe życie zostawia ślady, w postaci ciągłego i nieustannie odnawialnego strumienia danych.

Big Data często określany jest, jako tzw. 3V: Volume, Velocity, Variety:

  1. Volume (rozmiar) – każdego dnia na świecie powstaje 2,5 kwintylionów bytów danych, szacuje się, że od 1980 roku pojemność danych podwaja się co trzy lata. Tak szybki wzrost ilości danych wyprzedza możliwości obliczeniowe i analityczne obecnych działów IT nawet największych korporacji. Liczba danych ma rosnąć w kolejnych latach w tempie 40%, zaś wzrost inwestycji w IT na poziomie 5%.
  2. Velocity (szybkość) – danych przybywa coraz szybciej. Wraz z przyrostem sieci internetowej, ilości urządzeń mobilnych, nowych modeli biznesowych, zmian w zachowaniu potencjalnych klientów konieczne jest przyjęcie zupełnie nowych technik zbierania i analizowania danych i to najlepiej takich, które umożliwiają to w czasie rzeczywistym.
  3. Variety (różnorodność) – wraz z przyrostem liczby danych rośnie ich różnorodność. To nie tylko dane z terminali transakcyjnych, dane sprzedażowe, ale też obejmujące informacje o poruszaniu się na stronach www, wypowiedzi na mediach społecznościowych, pliki video i audio. Ale też informacje o ruchu drogowym, rejestracja obrazów za pomocą kamer, dane biometryczne itd. itp.

Źródła trendu BIG DATA

Wszystkiemu winna jest szeroko pojęta digitalizacja. Zamiana analogowego świata na bity. Krok po kroku postać cyfrową przyjmują: handel, usługi, produkcja, media, systemy wspierające zarządzanie (nie tylko firm, ale organizacji, miast, czy rynków finansowych i państw).  Nawet jeśli wzrost liczby użytkowników internetu w niektórych krajach już zwalnia to nadal rośnie czas jaki spędzamy w sieci, czy liczba rozmaitych usług, z których możemy korzystać dzięki sieci.

Jednak kluczowym driverem przyspieszającym rozwój i wzrost popularności modelu BIG DATA są dwa silnie wpływające na siebie zjawiska. Pierwsze to dynamiczny wzrost popularności urządzeń mobilnych (tablety, smartfony, e-czytniki, czy też inne urządzenia z dostępem do sieci, jak GPS-y itd.). Drugie to rozwój mediów społecznych (serwisy społecznościowe, blogi).

Oba te zjawiska praktycznie w czasie rzeczywistym pozwalają zbierać i analizować olbrzymi zasób danych zarówno dotyczących naszych poglądów, opinii, ale też relacji i związków z innymi. Dane uzyskane dzięki korzystaniu z urządzeń mobilnych pozwalają na wgląd, jak nasze życie cyfrowe przekłada się na życie offline, jak to, co piszemy w sieci odnosi się do zachowania i podejmowanych decyzji poza siecią (dane geo-lokalizacyjne, sieci znajomych, połączenia telefoniczne, dokonywane zakupy).

Rośnie moc obliczeniowa, powstają nowe modele i techniki analityczne, następuje rozwój oprogramowania do zbierania i analizowania nowych rodzajów danych (Brand24, Sotrender). Na pewno bardzo dużą rolę odgrywa tu także cloud computing pozwalający na gromadzenie i analizowanie rosnącej liczby danych.

Nie tylko ilość ale jakość

Obok dostępności i różnorodności rośnie jakość danych. Oprócz danych transakcyjnych, informacji ze strony klientów mamy do dyspozycji dane semantyczne (aktywność w mediach społecznych), dane na temat połączeń telefonicznych, historii rachunków bankowych, czy nawet informacje pochodzące z baz danych instytucji pożytku publicznego (elektrownie, gazownie, spółdzielnie mieszkaniowe).

Obecnie dane tworzone są w czasie rzeczywistym (real-time), są dobrowolne, tworzone przez samych użytkowników (voluntary), wiarygodne (credible), opisujące zachowanie, będące bezpośrednim wskaźnikiem zachowania (behavioral), kontekstowe (contextual), dużym stopniu złożoności (complex).

diagram2_2_pop_zm

Dywersyfikacja rodzajów danych: od danych strukturalnych do danych nie-strukturalnych, od danych transakcyjnych (ale też danych opartych na deklaracjach) do danych behawioralnych.

BIG DATA – główne problemy, wyzwania

Wszystko to może wygląda dość przerażająco. Niektórzy już wieszczą nadejście epoki, w którym antyutopie w rodzaju powieści Rok 1984 Orwela będą jedynie bladym odbiciem rzeczywistości. Jednak nie jest to tak proste i oczywiste. Możliwości śledzenia, analizowania, czy w końcu podglądania naszego prywatnego życia są na pewno zatrważające. Wciąż to jednak bardziej wielkie ambicje działów marketingu, czy rządów niż realne możliwości.

Zagrożenie rosnącym chaosem i brakiem stabilności

Olbrzymia liczba danych może prowadzić do chaosu i paraliżu decyzyjnego. Rodzi brak stabilności rozmaitych systemów (bańki finansowe, memy, wirusy, wojny cybernetyczne). Kluczowe jest posiadanie spójnej strategii, pozyskiwania danych i ich wykorzystania. Waga posiadania takiego planu jest dzisiaj ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Kłania się stara prawda: „jeśli wrzucimy śmieci na wejściu do uzyskamy również śmieci na wyjściu”.

Strategia pozyskiwania danych musi zostać w pełni zintegrowana z ogólną strategią firmy. Już teraz wykorzystuje się wiele elementów modelu BIG DATA jednak znaczna część firm gubi się w szumie danych i podejmuje jedynie działania ad-hoc. Bardzo ważna jest odpowiedź na pytanie, czy koszty wprowadzenia strategii BIG DATA przyniosą rzeczywiste korzyści firmie, a przede wszystkim jej klientom? Czy koniecznie musimy korzystać z wszystkich możliwych do pozyskania danych? Czego tak naprawdę chcemy się dowiedzieć? Czy chcemy zwiększyć przychody dzięki pozyskaniu nowych, precyzyjnie zdefiniowanych grup klientów, czy też zwiększyć prawdopodobieństwo spłaty zobowiązań kredytowych lub też lojalność obecnych klientów dzięki poprawie jakości obsługi? Bez precyzyjnych odpowiedzi na te i podobne pytania firma może utonąć w prawdziwej inflacji danych.

Wzrost znaczenia kontekstu, rozumienia danych

Nawet dane mające te samo źródło (szczególnie dotyczy to wypowiedzi na serwisach społecznościowych) mogą znacznie się różnić w zależności od lokalnych uwarunkowań, trendów kulturowych, czy społecznych. Decydujące znaczenie ma tu kontekst – te same słowa, frazy mogą co innego znaczyć w innym czasie, podczas dyskusji na temat przebiegu meczu piłkarskiego, czy też opinii związanych z konkretną książką, czy filmem. Szczególną rolę odgrywają wypowiedzi odnoszące się do emocji. Wiele firm zajmujących się monitoringiem mediów społecznych ogranicza się do automatycznej klasyfikacji dzieląc je na wypowiedzi pozytywne, negatywne, czy neutralne, a przecież istnieje znacznie więcej emocji, a każda może mieć swoje indywidualne natężenie, kierunek, czy w końcu znaczenie.

Moc obliczeniowa i integracja danych

Aby móc wykorzystać w pełni możliwości trendu BIG DATA konieczny jest model ich integracji, czy później także analizy. Często na przeszkodzie stoi moc obliczeniowa komputerów, wykorzystywane oprogramowanie, przyzwyczajenia i firmowa rutyna.

Ograniczenia w pozyskiwaniu danych

Tu na pewno duże znaczenie mają kwestie prawne związane z dostępem do danych. Regulacje pod tym względem są inne w Europie, w Stanach Zjednoczonych, czy w takich krajach, jak Indie, czy Chiny. Podczas gdy w państwach europejskich dostęp do wielu baz danych chronią ustawy związane z ochroną danych osobowych (m.in. ostatni wprowadzony wymóg informowania użytkowników o tym, że strony www zbierają cookies) to w USA, czy w innych częściach świata takich regulacji nie ma. Szacuje się na przykład, że około 75% danych zbieranych przez amerykańskie serwisy internetowe jest potem odsprzedawanych innym firmom.

Ograniczenia mają też charakter biznesowy. Niektóre firmy z racji działania akurat w takiej, a nie innej branży mają naturalny dostęp do pewnego rodzaju danych (np. banki i informacje o aktywności kredytowej), a nie mają do dostępu do innych ich rodzajów (supermarkety i dane o transakcjach).

Konsekwencje trendu BIG DATA

Wzrost znaczenia ochrony prywatności

Największe obawy związane z rozwojem trendu BIG DATA na pewną są związane z ochroną prywatności użytkowników. Powstają różnego rodzaju instytucje, które monitorują i próbują nadzorować niepokojące zjawiska (jak np. międzynarodowa organizacja Privacy International, czy polska fundacja Panoptykon), powstaje też wiele inicjatyw, projektów artystycznych, społecznych, czy nawet produktów chroniących prywatność. Pojawiają się pomysły stworzenia specjalnych programów edukacyjnych związanych z budowaniem świadomości po stronie użytkowników i klientów w zakresie technik i umiejętności związanych z ochroną własnej prywatności. Chociaż nadal wielu użytkowników jest gotowych na rezygnacje z własnej prywatności w zamian za wzrost jakości rozmaitych produktów, czy usług.

Przetasowania w obrębie sektorów rynkowych

Możemy także spodziewać się rosnącej fuzji lub wchodzenia w rozmaitego rodzaju partnerstwa, czy porozumienia. Firmy, które do tej pory działały w różnych, często dalekich od siebie branżach, jak na przykład firmy telekomunikacyjne i banki lub nawet supermarkety będą dążyć do pozyskania dostępnych źródeł danych (dane finansowe i dane o zakupach plus dane dotyczące połączeń i rozmów telefonicznych).

Za rozwojem wdrażania strategii opartej na wykorzystaniu Big Data kryje się zmiana modeli biznesowych na rynku bankowym (odchodzenie od rynku detalicznego w kierunku korporacyjnego, koncentracja na wąskich, bardzo dokładnie wyselekcjonowanych segmentach klientów, od sprzedaży usług bankowych off-line do sprzedaży online i coraz częściej mobile). W związku z tym postępuje przetasowanie struktury zawodowej (badania pokazują, że mimo, iż polski rynek bankowy przeżył ostatnio silną falę zwolnień to jednak była to w mniejszym stopniu redukcja etatów, a bardziej mierze migracja z jednych do innych stanowisk).

Redefinicja i zanik w dotychczasowym kształcie branży badań rynkowych

Zanik branży badań rynku, przynajmniej istniejącej w dotychczasowym kształcie (badania ankietowe, dane deklaratywne), takie profesje, jak badacz rynku, czy ankieter staną się zbędne lub mało istotne.  Coraz więcej danych będzie miało charakter obserwacyjny (dane z kamer), behawioralny (dane na temat naszego poruszania się po sieci, czy w rzeczywistym świecie), tekstowy (dane z wypowiedzi zostawianych przez nas w cyfrowym świecie), neuronalny (dane na temat pracy naszego mózgu), czy w końcu nawet biologiczny (kod genetyczny, dane biometryczne).

Skoro coraz więcej danych będzie zbieranych praktycznie w czasie rzeczywistym i w czasie rzeczywistym będą mogły być analizowane wzrośnie znaczenie umiejętności zawiązanych z analizą danych lub nawet kompetencji programistycznych. Na znaczeniu będą zyskiwać zawody analityka, programisty, językoznawcy, lingwisty, czy specjalisty od neuromarketingu, nie wspominając już o rosnącym znaczeniu fizyków i matematyków.

Powstaną zupełnie nowe rodzaje firm zajmujących się pozyskiwaniem danych na temat konsumentów (firmy analizujące szum na temat marek w sieci, wykorzystujące analizy sieci społecznych, agencje monitoringu przestrzeni publicznej), firm wyspecjalizowanych tylko i wyłącznie w pogłębionych analizach danych, czy dostarczających technologie cloud computing.

Redefinicja modelu konsumenta

Na początku rola konsumenta była znikoma, liczył się produkt, który kierowany był do szerokiej masy odbiorców, później pojawiły się różnego rodzaju podejścia definiowania grup docelowych i modele segmentacji, w końcu na popularności zyskał marketing oparty na relacjach, czy pojęcie prosumenta. Na kanwie rodzącego się trendu big data konsument sprowadzony zostanie do wzorców zachowania i preferencji, roli, jaką odgrywa w sieci społecznej, czy nawet – jak prezentują to dane neuro-marketingu – wiązki impulsów.

Nadchodzi świat, w którym dane rodzą się w każdym ułamku sekundy. Świat, w którym nie będzie już żadnej różnicy między mapą a terytorium.

Na podstawie raportu Grail Research Big Data Just Got Bigger

oraz tekstów na serwisie McKinsey: Making Data Analytics Work

Zobacz także:

Nie masz jeszcze swojego hobby – kup sobie drona i szpieguj sąsiadów

Nowoczesne technologie w służbie badań rynkowych

Co to znaczy wirtualnie – wyłanianie się nowego porządku społecznego

iPhone i etnografia

Wywiad z Dominikiem Batorskim

Chmury, magia i śmierć pecetów

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Polskie dwie wizje państwa i świata – to samo pragnienie władzy

dwa pingwiny

W Polsce mamy nie tyle dwa przeciwstawne wobec siebie „obozy”, które w mniejszym lub większym stopniu próbują reprezentować osobne grupy społeczne. Mamy też dwa porządki, strategie myślenia o polityce i państwie.

Porządek, który reprezentuje „obóz” związany z PO odwołuje się do „gołych”, czy też czysto technicznych instytucji funkcjonujących w ramach abstrakcyjnego prawa. Obóz związany z PiS i ugrupowaniami, które określają siebie, jako patriotów, czy też „narodowców” odwołuje się do porządku „naturalnego”, który budowany jest w oparciu o instytucje „ubrane” w resentyment i uczuciowość. Odwołuje się do „historii” i ceni „ciągłość tradycji”.

Konflikt pomiędzy tymi dwoma obozami oprócz wielu innych kwestii polega też na tym, że pierwszy obóz próbuje narzucić i jednocześnie spacyfikować drugi obóz uznając swój „porządek” za jedynie słuszny. Drugi obóz natomiast zaciekle broni się przed tym atakiem uznając porządek reprezentowany przez pierwszy obóz, jako zupełnie jemu obcy, a przez to nawet i wrogi. Mamy zatem do czynienia z konfliktem iście egzystencjalnym. Oba obozy, chociaż mogą posługiwać się podobnymi, czy wręcz takimi samymi słowami, czy pojęciami jednak znaczenia, jakie im przypisują są kompletnie do siebie nie przystające, odległe i obce.

Mamy dwa języki próbujące opisać i wyjaśnić naszą polską (ale pewnie nie tylko) rzeczywistość. Używając konkretnego języka możemy próbować go przetłumaczyć na inny. W przypadku opisywanych obozów używane przez nie języki są praktycznie nie tylko nie zrozumiałe i obce względem siebie, ale też nieprzetłumaczalne.

To co łączy te dwa obozy to silne pragnienie władzy, rozbudowa biurokracji, chęć kontroli oraz nadzoru nad obywatelami. Paradoksalnie oba środowiska nie są przygotowane do sprawnego zarządzania, tworzenia strategii i jej realizacji. Pierwszy z obozów nie jest w stanie opanować narzędzi w ramach cenionego przez siebie porządku, tak samo drugi nie umie skutecznie wykorzystać tworzonych przez siebie „gorących” instytucji.  W dłuższym okresie prowadzi to do zawłaszczenia instytucji państwa, gdzie jedynym nadrzędnym celem jest sprawowanie władzy dla niej samej, a nie dla konkretnych, wymiernych celów.

Obrazek ze strony rockglamprincess.blogspot.com  (modyfikacja: Trend Scout)

Zobacz także:

Katastrofa w Smoleńsku − ofiara czy punkt bifurkacji?

Przypadek kataryny – konflikt dwóch kultur?

Echa kryzysu na Cyprze w mediach

7f05931c-96a6-11e2-a77c-00144feabdc0.img

Ciekawi mnie nie tylko rozwój i sekwencją wydarzeń związanych z kryzysem na Cyprze (negocjacje między Eurogrupą, a cypryjskim rządem, reakcje rynków finansowych, czy mieszkańców wyspy, czy też reakcje mieszkańców w innych krajach).

Interesuje mnie również, jak mówi, piszę się na temat tego kryzysu. Uważam, że to również jest istotne (jeśli nie bardziej istotne) aby dobrze zrozumieć rozwój wydarzeń. Nie jest to proste bowiem media poruszają się według swoistej dla siebie logiki (opisywanie świata poprzez kontekst rozmaitych uwikłań i nacisków grup interesów, odwoływanie się do zwykłego interesu na zasadzie, że silne emocje zawsze zwiększają sprzedaż).

Można wyróżnić cztery główne postawy, czy sposobu opisywania sytuacji na Cyprze. Nazywam je tu: (1) Cypr jest sam sobie winien, (2) Nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale rozumiem, że musicie zabrać moje pieniądze, (3) Złodzieje, nie macie prawa ruszać prywatnych pieniędzy i czwarte, o najbardziej analitycznym charakterze podejście: (4) Cypr to tylko wierzchołek góry lodowej, a następstwa będą jeszcze bardziej bolesne od przyjętego rozwiązania.

Dwa pierwsze podejścia są charakterystyczne dla mediów o orientacji centro-lewicowej, najczęściej mocno sprzyjającej polityce Unii Europejskiej. Wśród polskich dziennikarzy najbardziej skrajną postawę w tym zakresie zaprezentował Jacek Żakowski, który bez pardonu napisał, że dobrze tak Cypryjczykom, którzy kryli kapitał niewiadomego pochodzenia i nie przedstawiali obywatelskiej postawy. Zatem rozwiązania przyjęte przez Eurogrupę na pewno oczyszczą atmosferę i wyraźnie pokażą, że na takie postępowanie w UE nie ma już miejsca. „Koniec kropka pl” – jak zwykł mówić mój syn.

Drugie podejście, nieco mniej skrajane, reprezentują analitycy, na pewno też pro-unijni, którzy są przekonani, że nie było lepszego rozwiązania i de facto jest to powrót do normalności. Może bolesny, ale konieczny zabieg związany z obcięciem, zbędnej dysfunkcjonalnej nadwyżki – „niezdrowych aktywów”.

Trzecią postawa najczęściej spotkać można wśród dziennikarzy, czy blogerów o orientacji konserwatywnej, czy liberalnej, którzy przyznają, że UE cierpi na rozrost regulacji, a chęć odebrania części zasobów finansowym zgromadzonym na prywatnych kontach to dalszy rozrost tej unijnej biurokracji. Cała UE jest bytem przeregulowanym, nieefektywnym, prowadzącym do rozrostu biurokracji i do nieustannego ograniczania wolnego rynku. Czyli UE to samo zło. Tu w jakimś stopniu najwyraźniej kryje się lęk i obawa, a czasem też zupełny upadek zaufania do sfery bankowej (nastały takie czasy, że pieniądze najlepiej teraz jest trzymać w skarpecie).

Czwarte natomiast ujęcie, obecne zwykle w mediach amerykańskich mniej odwołuje się do moralnych aspektów przyjętego rozwiązania, a bardziej zastanawia się nad jego dalszymi, możliwymi konsekwencjami. Nie chodzi tu tylko o potencjał wywołania paniki wśród mieszkańców innych krajów zagrożonych zapaścią finansową, ale przede wszystkim o zatory w przepływach gotówki (np. przez ograniczenie zagranicznych przelewów w obawie przed ucieczką kapitału), co według niektórych obserwatorów może już teraz sztucznie wartościować potencjał samego euro ze względu na kraj pochodzenia (cypryjskie euro jest np. mniej warte niż euro niemieckie). Prowadzić może to w dłuższym okresie do jeszcze częstszych podobnych „wypadków przy pracy”, przedłużającej się recesji, wzrostu różnic w dynamice rozwoju pomiędzy poszczególnymi krajami, a w dłuższej perspektywie do dezintegracji całej Unii Europejskiej.

photo_1364244889537-1-0_0

W dłuższym okresie sam sposób pisania o kryzysie może okazać się samospełniającą się przepowiednią. W zależności, która z powyższej przedstawionych definicji sytuacji zacznie dominować możliwe są zatem różne dalsze scenariusze wydarzeń. Całe szczęście, że mamy mnogość kanałów, z których możemy czerpać treści i informacje.

Jak przedstawiłem to wyżej, na chwilę obecną można zidentyfikować, co najmniej cztery główne sposoby opisywania tej sytuacji kryzysowej. Pewnie żaden z nich nie jest w stanie przyciągnąć uwagi szerokiego audytorium. Jednak można traktować je w pewnym sensie, jako symptomy przyszłych postaw i strategii (racjonalizacji) radzenia  sobie z kryzysem.

Źródło pochodzenia obrazka http://www.ft.com

Otagowane , , ,

Banki na Cyprze zostały otwarte…

Scientist fingers holding a glass test tube in a research lab

Klocki domina nie zaczęły się przewracać, przynajmniej na Cyprze i przynajmniej nie teraz. Banki zostały otwarte. Najwięcej zamieszania pochodziło od licznie zgromadzonych w pobliżu banków dziennikarzy, którzy zaczaili się w oczekiwaniu na chaos, mając nadzieje na naprawdę „gorącego” newsa.

Oprócz nich w kolejkach stali zwykle starsi ludzie chcący wypłacić gotówkę na codzienne zakupy. Pojawiły się też i takie informacje, że sporo mieszkańców jednak próbowało wszelkimi możliwymi sposobami wypłacić jak najwięcej pieniędzy.

Na pewno poskutkowały: silne ograniczenia wysokości wypłat, przelewów i transferu kapitału zagranicę oraz zapewnienie rządu, że posiadaczom kont poniżej 100 tys. euro nic nie grozi.

Rynki wytraciły impet. Pojawiła się korekta na euro i złotym. Co prawda wcześniej zareagowały mocno nerwowo. Obserwowaliśmy gwałtowne wahania kursów, szczególnie na samym początku cypryjskiej historii, a zaraz potem po wywiadzie z szefem eurogrupy. Czy zatem była to przedwczesna reakcja?

Cypr powoli przestaje być tematem numer jeden dla mediów. Dla mieszkańców wyspy to jednak dopiero początek. Już dzisiaj na Cyprze niektóre firmy zbliżyły się do krawędzi bankructwa w związku z wprowadzonym limitem wysokości przelewów. Bank Laiki przestał praktycznie istnieć, a jego złe aktywa, czyli nie ubezpieczone depozyty w wysokości powyżej 100 tys. euro zostały przejęte do wysokości 40%.

zainteresowanie kryzysem na cyprze google trends

Zainteresowanie kryzysem na Cyprze – wyniki google trends

Sytuacja mieszkańców na pewno zacznie się dopiero pogarszać. Uważa się, że naprawdę bolesne konsekwencje Cypryjczycy odczują po okresie kilku tygodni, czy nawet miesięcy – kiedy nastąpi fala bankructw cypryjskich firm i wzrost bezrobocia.

Ale czy to już tylko historia Cypru? Czy tego typu wstrząsy mamy już za sobą? Mam wrażenie, że to nie koniec całej historii. Można przypuszczać, że Cypr był rodzajem testu, za pomocą którego sprawdzano, co się stanie kiedy depozyty w bankach wykorzysta się do ratowania zadłużonego państwa. Czy rynki ogarnie panika, czy mieszkańcy rzucą się gwałtownie do wypłacania swoich oszczędności z banków?

Nic takiego się nie stało, nie w takim zakresie, o jakim pisały media i przynajmniej na razie. Czy zatem oznacza to otwartą drogę dla realizacji tego typu strategii w przypadku innych, europejskich państw, które borykają się z rosnącym zadłużeniem? Cypr to nieduży kraj i można się zastanowić, czy tego typu rozwiązanie uda się przeprowadzić na znacznie większym organizmie? Ale może właśnie dlatego świetnie nadawał się, jako obiekt testów?

Otagowane , , ,
%d blogerów lubi to: