Category Archives: globalizacja

Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Otagowane , , , , , , , , , , ,

!3 listopad 2015 – Zamach terrorystyczny w Paryżu

paris_13_11_2015_1_newsweekzdjęcia osób, które zginęły w zamachu terrorystycznym w Paryżu, 13 listopa 2015 r., źródło newsweek.pl

Kolejna odsłona owego niezrównoważenia. W Paryżu w wyniku zamachu terrorystycznego zginęło ponad 100 osób, a ok. 300 jest rannych, w tym znaczna część znajduje się w stanie ciężkim. Zginęli zamordowani podczas spotkania, rozmowy z ukochaną/ukochanym/przyjacielem/znajomymi, przypadkowej obecności na ulicy, spaceru, uczestniczenia w koncercie. Dzień wcześniej w podobnym zamachu, do którego doszło w Bejrucie zginęło ponad 200 osób. Do obu zamachów przyznało się tzw. państwo islamskie.

Podczas zarejestrowanych przez dziennikarzy rozmów z mieszkańcami Paryża niedługo po tych tragicznych wydarzeniach dało się odczuć jedno powtarzające się wciąż i dominujące wrażenie: przypadkowości. Tak naprawdę na kilka godzin władzę straciły kontrolę nad miastem. Określony ład, a przynajmniej wrażenie „ładu” tego, że wszystko może się toczyć tak, jak do tej pory się toczyło zostało utracone. Pytanie: czy zostało utracone na jakiś czas, czy już raz na zawsze?

Reakcje mogą być różne. Od uczucia odwetu, potrzeby zaprowadzenia jakiejś formy reżimu policyjnego do wycofania się podszytego paraliżującym lękiem. I rzeczywiście takie reakcje wśród społeczeństwa francuskiego, ale nie tylko francuskiego miały miejsce. Paryż opustoszał, kafejki, kluby, bistra świeciły pustkami, jakby to nie był Paryż, a opustoszałe, wymarłe miasto. Jednocześnie przedstawiciele władz Francji wydały rozkaz rozpoczęcia zmasowanych ataków bombowych kluczowych ośrodków państwa islamskiego. Niedługo potem w Polsce na wrocławskim rynku przedstawiciele skrajnej prawicy palą kukłę przypominającą postać Żyda.

Kolejny etap owej eskalacji. Trudno nie ulec kolejnemu wrażeniu, że dotychczas takie optymistyczne przekonanie o możliwym istnieniu otwartego i praktycznie bezkonfliktowego społeczeństwa konsumpcyjnego rozsypało się, jak domek z kart. Chociaż już wcześniej taką wątpliwość zasiał zamach na wieże World Trade Center, 11 września 2001 roku, a potem wybuch kryzysu finansowego w 2008 roku.

Historia z pewnością nie jest z góry zdeterminowana, ale trudno uciec od myśli, że mamy do czynienia z pewnym już od jakiegoś czasu rozwijającym się procesem o dość wyraźnym kierunku. Następuje powolne odchodzenie od modelu gospodarki liberalnej i państwa demokracji parlamentarnej. Nie chodzi o to, że przestaje on funkcjonować, ile przestaje być atrakcyjny dla coraz większej liczby mieszkańców państw Zachodu.

Zatem, czy i jak można wyjaśnić dotychczasowy przebieg wypadków?

– zamachy organizowane przez radyklany islam to kolejna (obok skrajnej prawicy) odsłona współczesnego konfliktu społecznego (a może nawet klasowego).

– to kolejny etap owej wojny cywilizacji, o której pisał Samuel Huntington: islam kontra chrześcijaństwo. Ta akurat teoria, co pewnie nie powinno dziwić, szczególnie mocno podgrzewana jest przez prawicę.

– spisek – może nie tyle jakaś konkretna grupa trzymająca władzę, ile zakulisowe gry służb specjalnych, czy nawet samych rządów głównych mocarstw o strefy wpływów, czy dostęp do surowców (ropa naftowa, ale też surowce wykorzystywane przez nowoczesne technologie). Chodzi tu także o lokalne mocarstwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, czy Izrael. Taki niejednoznaczny obraz sprawy potwierdzałby w jakimś stopniu wywiad z emerytowanym szefem DIA (Defense Inteligence Agency, czyli Obronna Agencja Wywiadowcza Stanów Zjednoczonych) Michael’em Flynn’em (por. również wywiad z nim zamieszczony na stronach anglojęzycznej wersji serwisu Spiegiel). 

– rozpad dominującej dotychczas narracji „nowoczesności” opartej na wolnorynkowej konkurencji i demokratycznym państwie, czy wierze w pozytywne skutki globalizacji.

A może wszystko po trochu?

Interesy można rozgrywać w oparciu o emocjonalnie uwarunkowane symbole. Nie należy też zapominać o wyczerpujących się źródłach ropy przynajmniej takich, które związane są ze stosunkowo niskimi kosztami wydobycia albo jednocześnie z oporem wobec nowych źródeł energii. Gra tak naprawdę na dobre się rozpoczyna.

Otagowane , , ,

Eskalacja imigracji i zamykanie granic

446497-mur-oddzielajacy-zachodni-brzegDaleko nam do stanu bezruchu, zawieszenia, biernego trwania z dnia na dzień, chociaż takie doświadczenie jest nadal bliskie wielu mieszkańcom różnych regionów na świecie. Jednak do niedawna dynamiczny, nieokiełzany niczym ruch, przemieszczanie się, migracje z jednego kraju do drugiego, z jednego regionu do drugiego zaczyna być reglamentowany.

Z jednej strony, eksplozja imigracji, z drugiej strony zamykanie granic. Kolejny symptom niezrównoważenia. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że wielu obserwatorów, polityków, ba zwykłych mieszkańców starego kontynentu nie dostrzega lub nie chce dostrzec, że sytuacja, w której żyli w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ulega wyczerpaniu. Globalizacja rozpaliła nadzieje, jednak nikt nie skalkulował kosztów, jakie ze sobą może przynieść.

Wielka Brytania, Australia w różnym zakresie uszczelniają granice, także w innych krajach Europy Zachodniej podejmuje się próby wprowadzenia rozmaitych form ograniczenia imigracji. Węgry rozpoczęły budowę ogrodzenia o wysokości prawie czterech metrów, którego celem jest zatrzymanie rosnącego napływu nielegalnych imigrantów.

Czyli spełnia się to, o czym pisałem na początku 2014 roku. Nawet w przypadku niekorzystnych trendów demograficznych, z którymi zmaga się wiele krajów wysokorozwiniętych, kurczące się zasoby, czy obawa przed islamskim terroryzmem przyczyniają się do podjęcia zdecydowanych kroków w celu ograniczania napływu najczęściej młodych imigrantów.

Ale ów proces nie rozpoczął się teraz. Problem narastał, chociaż nikt nie chciał go dostrzec. Napływ imigrantów do krajów Europy Zachodniej odbywał się przecież od wielu lat. Można tu widzieć zwykłą chęć polepszenia swojego losu ze strony mieszkańców znacznie biedniejszych krajów niż Europa Zachodnia, ale to z pewnością nie jedyna z przyczyn. Imigranci przybywają z krajów, w których struktury państwowe w większości wypadków są pozorne, często trwa w nich wojna domowa, której najczęściej kontekstem jest walką o surowce eksportowane właśnie do krajów wysokorozwiniętych. Proces ten pogłębiła z pewnością wolny przepływ kapitału, idei, ale przede wszystkim obrazów i wyobrażeń Europy, jako prawdziwego raju na Ziemi.

Obecna eskalacja imigracji jest tylko kolejnym etapem tego procesu. Obok państw czarnej Afryki, które w wielu wypadkach targane są wojną domową pojawiły się nowe państwa widma, w których również toczy się wojna, szerzy się terror, akty przemocy są na porządku dziennym. Syria, Irak, czy Libia to przecież nie tak dawno państwa, które stanowiły dla wielu decydentów z Zachodu wzorzec stabilności. Nieważne, że rządzone były w sposób autorytarny i z przestrzeganiem praw człowieka niewiele miały wspólnego. Mimo to władza była zdolna do sprawowania kontroli nad danym terytorium. Jednak na miejsce upadłych reżimów nie zawitała demokracja, jak niektórzy mieli nadzieje, ale chaos i przemoc. W końcu pojawiają się nowe twory, jak Państwo Islamskie.

Wszystko to przypomina węża, który zjada własny ogon. Europa faworyzowała do nie dawna istniejące reżimy. Poszukiwanie i wydobywanie surowców, tania siła robocza na miejscu, ale też kontrolowana emigracja, zapewniały profity. Ale teraz sytuacja wymknęła się z pod kontroli. Na miejscu nie ma już rządów, które są w stanie zapewnić stabilizację. Kontrolowany napływ imigrantów przemienił się w masową Wędrówkę Ludów.

Dezintegracja i dezorientacja – te słowa chyba najlepiej opisują obecną sytuację. Dezintegracja Unii Europejskiej, bo zdolność do wspólnego rozwiązywania problemów staje się coraz bardziej pozorna, w rzeczywistości mamy do czynienia z luźną federacją skłóconych ze sobą państw, które dbają głównie o swoje partykularne interesy. Jednocześnie dezintegracja ma miejsce w obszarze krajów, z których przybywają imigranci, a które do tej pory – można chyba tak powiedzieć – stanowiły dość stabilne państwa o post-kolonialnym charakterze wobec państw europejskich. Dezorientacja ponieważ obecni decydenci w kluczowych państwach UE nie potrafią znaleźć rozwiązania problemu uchodźców/imigrantów, a wydaje się, że problem będzie wciąż tylko narastał. Ostatnie wydarzenia można także potraktować, jako jeszcze kolejny test sprawności instytucji Unii Europejskiej (wcześniej była to Grecja), który wypada gorzej niż blado.

Otagowane , , , , ,

Wielkie niezrównoważenie

78942CDF-E7A2-478D-8001-C6B9BCD09DB3_cx0_cy1_cw0_mw1024_mh1024_s

Oddziały „Boko Haram”, skrajnie fundamentalistycznych wyznawców islamu, dokonujących ataków także na ludność cywilną w północnej Nigerii.

Czy tak wygląda współczesny świat? Nieustanie walczące peryferia i centra zafascynowane nowymi technologiami?

To, co zwykle widzimy to zaledwie kilka centrów technologicznych, których rozwój przyśpiesza, z drugiej strony wiele krajów ocierających się o świat duchów i widm, w których rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość.

Czy w ogóle jest sens odróżniać chwilę obecną od tego, co dopiero nadejdzie? Szczególnie, jeśli patrzymy na przyszłość w kontekście nieustającego postępu, zresztą obojętnie, jak traktowanego, czy w sensie technologicznym, społecznym, moralnym itd. Zgoda, mamy modę na prognozowanie trendów, która tak powoli staje się – można rzec – swoistym workiem najrozmaitszych pojęć-wytrychów – i może poza nielicznymi osobami, które wiedzą o czym mówią nic z tego nie wynika, szczególnie w naszym kraju lub w regionie krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przynajmniej, na razie!

Mamy bardziej do czynienia jedynie z pewną tęsknotą – tęsknotą za nadejściem idealnego świata. Tak, jak kiedyś ludzie wspominali Złoty Wiek – wspaniałe czasy, które dawno minęły, tak teraz tworzą rozmaite opowieści na temat przyszłości. Ale jej przedsmak tak naprawdę może poczuć kilka zaledwie krajów, a coraz więcej stara się, jak tylko może jej umknąć lub ją zatrzymać. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Skrajni fundamentaliści nie robią nic innego, jak wykorzystują starą marketingową zasadę „wyróżnij się lub zgiń„. W ich wykonaniu ta zasada powinna brzmieć raczej „wyróżnij się i zgiń„.

Jeśli Zachód ceni „otwartość”, ale mimo to – nie ukrywajmy – również dokonuje ekspansji kulturowej na inne obszary świata to islam przyjmuję postawę odwrotną, a jego strategią jest obrona swojej kultury przez zmasowany atak.

Można przypuszczać, że im bardziej Zachód będzie podtrzymywał swoją „otwartość” i próbował ją eksportować na inne obszary świata tym ataki islamistów będą narastać.

A gdyby tak uznać, że przyszłość dzieje się teraz, w tej właśnie chwili? Można przytoczyć kilka z brzegu opisów pochodzących z literatury science-fiction i porównać je z tym, co obecnie dzieje się w różnych częściach świata. Zobaczymy wówczas, że ten świat opisywany w książkach jest coraz bardziej niepokojąco zgodny z tym, co dzieje się obecnie. Przyszłość już tu jest. Nieważne o czym będziemy myśleć. Nieważne, jakie możliwe wynalazki sobie wyobrazimy – one już tu są albo zaraz powstaną.

z6572966O

Zdjęcie z filmu „Łowca Androidów”

W takim kontekście prognozowanie przyszłości nie miałoby polegać na próbie wyobrażenia sobie tego, co dopiero „nadejdzie”, a raczej na diagnozie i starannej analizie tego, co dzieje się „teraz”. Ale oczywiście to za mało. Należałoby dokonać porównania wszelkich, z pozoru sprzecznych wobec siebie tendencji i zjawisk, jak np. otwarte społeczeństwa Zachodu, centra innowacji w wybranych miejscach na świecie versus miejsca oporu, sprzeciwu wobec ekspansji kultury Zachodniej, czy też strategii polegających na „odcięciu” się od nowych technologii, czy nawet od powszechnych urządzeń (telefon, samochód, elektryczność). To na styku tego typu napięć tworzy się przyszłość i kierunek rozwoju ludzkich społeczności.

Literary Saturday: Science Fiction is a Genre That Everyone Should Read

The Evolution of Islamic Extremism

Otagowane , , , , , ,

Zawód zwycięzca? Liczy się szaleństwo i sztuka żonglerki.

images

To jest dla mnie wielki paradoks. W Stanach Lena Dunham, która stworzyła serial Girls przyszła z ulicy do HBO i powiedziała, że chce zrobić serial. Miała wtedy w dorobku tylko jeden film, który sama zrobiła. – Zobaczcie, co zrobiłam! I oni dają jej szansę. W Polsce poszło dokładnie w drugą stronę! Byliśmy krajem wielkich szans tuż po 89, a teraz się wszystko zabetonowało!

Wywiad z Vadimem Makarenko

Jest dla mnie polskim Malcolm Gladwellem. Piszę o mediach i reklamie – jak się zmieniają, jak wpływają na nasze życie i jak my na nie wpływamy – tak streszcza to, czym się na co dzień zajmuje. Urodził się w 1973 roku w Brześciu na Białorusi, od 1991 mieszka w Polsce, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Vadim Makarenko – od wielu lat dziennikarz Gazety Wyborczej. Dzieli się z czytelnikami wszystkim tym, co dzieje się na rynku mediów. Jego teksty to wnikliwe i rzetelne analizy dotyczące trendów, strategii wielkich koncernów, czy niewielkich, ale prężnych i innowacyjnych firm.

Jako jeden z pierwszych pisał na temat coolhuntingu (Templariusze Coca-Coli), czy technikach badawczych, jak mystery shopping (Szpieg prawdę). Oba teksty dostały nominowane do nagrody GrandPress.

Jako autor książek zadebiutował analizą polskiej sceny badań rynku „Tajne służby kapitalizmu”. To jedna z niewielu dostępnych na polskim rynku opowieści z punktu widzenia dziennikarza o tym, czym wówczas był i jak się zmienił polski rynek badań.

Gorąco zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem z Vadimem Makarenko na temat jego książki pt. „Zawód zwycięzca”.

Co z tego wyszło możecie przeczytać poniżej. Znajdziecie tu wiele ciekawych historii zawiązanych z powstawaniem jego nowej książki. Ale rozmawialiśmy też o trendach na rynku mediów, o przyszłości zawodu dziennikarza i o tym, po co Vadim pojechał studiować do Oksfordu.

Zapraszam.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Teorie spiskowe i społeczeństwo sieci

araneomorphae3

Manuel Castells w swojej wielkiej trylogii „Społeczeństwo sieci” przyjmował, że:

[…] społeczeństwa są zorganizowane wokół procesów, w które zaangażowani są ludzie, strukturowanych przez historycznie zdeterminowane stosunki produkcji, doświadczenia i władzy.

Produkcja jest oddziaływaniem rodzaju ludzkiego na materię (naturę) w celu przywłaszczenia jej i przekształcenia dla zawartych w niej pożytków przez otrzymanie produktu, konsumowanie (w nierówny sposób) jego części i akumulowanie nadwyżki dla inwestycji. Zgodnie z rozmaitymi społecznie zdefiniowanymi celami.

Doświadczenie (relacje) jest oddziaływaniem ludzkich podmiotów na samych siebie determinowanych przez interakcje między biologicznymi i kulturowymi tożsamościami i w relacji z ich społecznym i naturalnym środowiskiem.

Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej.

Instytucje społeczeństwa są budowane tak, by wzmocnić stosunki władzy istniejące w każdym historycznym okresie włączając to kontrolę, ograniczenia i społeczne umowy osiągnięte w walkach o władze.

Manuel Castells Społeczeństwo sieci, PWN, Warszawa 2007

Każdy z tych procesów ulega obecnie usieciowieniu i jest zdeterminowany przez rozwój technologii. Produkcja sama w sobie staje się coraz bardziej wirtualna, zautomatyzowana i  tak naprawdę niewidoczna. Punkt ciężkości przenosi się coraz bardziej na wytwarzanie wiedzy i innowacji.

W kontekście doświadczenia (relacji) wiele badań pokazuje, że funkcjonowanie w internetowych sieciach społecznościowych jedynie reprodukuje już istniejący kapitał społeczny i sieć relacji istniejącą offline. Inne pokazują, że relacje społeczne ulegają atrofii, rośnie tymczasowość wchodzenia w związki. Mamy w końcu trendy demograficzne i społeczne, które zupełnie zmieniają do niedawna funkcjonujący model rodziny (wzrost liczby rozwodów, separacji, wzrost liczby gospodarstw jedno-osobowych, zaś związki między partnerami tej samej płci w wielu krajach ulegają uprawomocnieniu).

Sieciowe relacje nie pozostają także bez wpływu na to, jak postrzegamy siebie i jakie stawiamy sobie cele. Prawdziwym wyzwaniem staję się określenie tożsamości. Nie mamy już jasnej wizji, jak ma przebiegać nasze życie, która wcześniej wypływała na przykład z tradycji i doświadczeń wcześniejszych pokoleń. Rodzi to narastające napięcie i chaos. Ludzie albo są gotowi nieustannie przyjmować nowe tożsamości albo nie są w stanie tego udźwignąć (wzrost przypadków zachorowania na depresje) albo też chcą utrzymać za wszelką cenę dawne tożsamości (nacjonalizm, fundamentalizm religijny).

Jeśli natomiast chodzi o procesy związane z władzą to na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest coraz bardziej w rękach samych uczestników (użytkowników) sieci. To użytkownicy (klienci, obywatele) obecnie dzierżą władzę i mają coraz silniejszy wpływ na firmy, czy nawet rządy. Wystarczy iskra aby niezadowolenie niewielkiej grupy użytkowników zamieniło się w prawdziwy tajfun mogący wywołać poważny kryzys w firmie, czy też silne antyrządowe protesty.

Jednak są to tylko pozory.

Władza staje się coraz bardziej niewidoczna i zdecentralizowana. Co z tego, że użytkownicy mogą się dziś zorganizować i wywrzeć istotny wpływ na to, w jaki sposób postrzega się działania rządów, czy firm. Wszystko dzieje się na „terenie” prywatnym. Działania użytkowników są przecież tylko możliwe za sprawą takich platform internetowych, jak: Facebook, Twitter, czy Google. Czy zawsze są to działania, za którym stoi rzeczywiste niezadowolenie użytkowników, czy też czasem są one inspirowane przez konkurencje, inne organizacje lub firmy?

Rośnie wpływ rozmaitych agend, organizacji, które działają w sposób niejawny lub zupełnie ukryty przed opinią publiczną (jak np. służby specjalne). Sama władza zatem zaczyna przyjmować formę sieciową i tak, jak sieć rozgałęziać się na wszystkie strony bez widocznego centrum (centrum może cały czas istnieć tylko za każdym razem przybiera inną formę i zmienia swoje położenie). Wystarczy podać tu przykłady takich nieformalnych stowarzyszeń i koalicji, jak na przykład Grupa Bilderberg, Grupa Frankfurcką, czy Grupa AAA.

Skoro władza staje się coraz bardziej niewidoczna (coraz trudniej zlokalizować jej centrum, czy nawet jej główne agendy) rośnie znaczenie „tajemnicy”. W efekcie na popularności zyskują rozmaite teorie spiskowe. Zresztą ich przedstawiciele mają sporo przesłanek potwierdzających „prawdziwość” ich teorii, a przynajmniej znaczne prawdopodobieństwo ich prawdziwości.

Grupa Bilderberg poważnie utrudnia dostęp niezależnych dziennikarzy, ukrywając się pod zasłoną „tajemnicy”. Poniżej ciekawy reportaż dziennikarza radia BBC, który próbował się czegoś dowiedzieć, co tak naprawdę się dzieje podczas spotkań Grupy Bilderberg.

zob. też Grupa Frankfurcka, Bilderberg, klub AAA, czyli kto tak naprawdę rządzi Europą

Otagowane , , , , ,

Media społecznościowe jako „największe zagrożenie dla społeczeństwa” – wydarzenia w Turcji

istanbul-protest630

Amerykańska dziennikarka napisała dwa-trzy lata temu (nie pamiętam już dokładnie kiedy czytałem jej tekst, ale pamiętam, że zrobił na mnie wstrząsające wrażenie), że Turcja coraz bardziej przypomina czasy schyłku republiki Weimarskiej przed dojściem Hitlera do władzy. Mieszkając w Turcji już od kilku lat miała wrażenie, że wśród jej znajomych pewnych rzeczy nie wypada mówić, zwłaszcza tych dotyczących władzy. Mimo coraz lepszego poziomu życia i zdawałoby się rozwoju nowoczesnej demokracji na wzór zachodni, miała wrażenie, że w tureckim powietrzu narasta napięcie, a nawet strach. Krążyły plotki, że ktoś kto miał zbyt dług język po prostu znikał, rozpływał się w niebycie.

Ciekawe. Pewnych rzeczy nie można mówić, chociaż wszyscy i tak to wiedzą. Nie da się ukryć informacji w dobie internetu i nieokiełznanych serwisów społecznościowych, czy mikroblogów.  To, co dzieje się obecnie w Turcji to powtórka tego, czego mogliśmy się dowiedzieć w czasie Arabskiej Wiosny. Dzisiejsze rewolucje nie są widoczne w telewizji one są widoczne i rozprzestrzeniają się dzięki mediom społecznościowym. Groźny, nieokiełznany żywioł, który z niewielkiej iskry, lokalnego protestu może wywołać ogólnonarodowe powstanie. To druga strona medalu nowoczesnych technologii, które mogą być używane do infiltracji obywateli, ale mogą być używane przez obywateli do obalania rządów.

tv i social media

Na południu Turcji trwa regularna wojna domowa, panuje chaos – w Syrii rządzonej od kilku dekad przez rodzinę dyktatorów giną ludzie, leje się krew. Turcja chociaż popiera syryjskich rebeliantów to jednak zachowuje się, jak przysłowiowa francuska dziwka: chciałaby, ale się boi, boi się, że protest wykorzystają do swoich celów Kurdowie, których w Syrii jest też całkiem sporo.

A teraz wystarczyła iskra. Pojawiła się nagle i nie wiadomo skąd w samym centrum stolicy Turcji – Stambule. Protest niewielkiej grupki młodych ludzi przeciw zbudowaniu na terenie parku Gezi nowoczesnego centrum handlowego, potem meczetu (nieprawdziwe skreślić) bardzo szybko przekształcił się w prawdziwy pożar. Rząd oskarża młode pokolenie, które nagle poczuło się, że ma „za dobrze” albo „za ciasno” w zbyt konserwatywnej republice. Premier na pewno nie ma miękkiego serca. To przysłowiowy ojciec narodu (miłość ojca to nie cukierek). Ostatnie doniesienia wskazują, że podobnie, jak dyktator Syrii zdolny jest do użycia przemocy i to prawdziwie brutalnej przemocy aby tylko stłumić protest w samym jego zarodku.

A jeśli to nie tylko przejaw niezadowolenia, zbuntowanej, rozpuszczonej młodzieży tylko zapowiedź zupełnie nowych zmian? I zmian nie dotykających tylko Turcji? Starcie różnych, coraz bardziej odmiennych, oddalających się od siebie sposobów przeżywania, poznawania świata. Przecież Erdogan i jego partia dwukrotnie wygrali wybory w Turcji mają za sobą blisko 50% poparcie tureckiego społeczeństwa. W czym rzecz?

Być może w tym, że druga połowa tureckiego społeczeństwa znajduje się już gdzie indziej, ma inne aspiracje, do czego innego dąży. Jej światem nie jest hermetycznie zamknięty islam, a nie mająca granic sieć, swoboda poruszania się, wolność wypowiedzi, poczucie odpowiedzialności i społeczne zaangażowanie.

W pewnym momencie turecki kanał CNN Turkey, pokazywał, pokazy kulinarne i pingwiny, z drugiej strony mieliśmy relacje CNN International na temat protestów w Turcji, ale można rzec dość „ugrzecznioną”. Zupełnie inne obrazy i informacje napływały i wciąż napływają od strony mediów społecznościowych. Niektóre z nich z pewnością nie nadają się do oglądania przez widzów w wieku poniżej 18 lat.

Update: 8 czerwca 2013 r.

Premier Turcji wycofał się z budowy centrum handlowego.

Zob.więcej:

A breakout role for Twitter in the Taksim Square protests?

 

Otagowane , , , , , , ,

Kryzys? A może to już normalność?

415-disaster-day-crisis-wallpaper-1920x1200-customity

Jakiś czas temu prowadziłem warsztat na temat prognozowania trendów, który miał otworzyć nową edycję tego kierunku na Viamodzie – Polskiej Szkole Mody i Designu. Przed moim wystąpieniem głos zabrała znana trend watcherka Zuzanna Skalska. Przyznała, że paradoksalnie ma znacznie więcej pracy niż w czasach prosperity – firmy chcą wiedzieć, co robić w trudnych czasach… po chwili jednak dodała jedną uwagę. Jej zdaniem obecnie nie mamy do czynienia, z jakimś tam kryzysem, spowolnieniem gospodarczym, po którym ponownie nastąpi wzrost. To co dziś obserwujemy to koniec pewnego świata, zupełne i bezpowrotne załamanie się starego systemu. Innymi słowy znajdujemy się w czasach przełomu, zawieszenia…

Takie opinie to nie nowość. Zwykle gdy mamy do czynienia z silnym i to jeszcze przedłużającym się kryzysem, warto tu przypomnieć, że obecne, tak silne wyhamowanie gospodarki trwa tak naprawdę z niewielkimi, co prawda przerwami od 2008 roku, próbujemy nie tylko jakoś zrozumieć zaistniałą sytuację, ale też w jakiejś mierze się do niej „mentalnie” przystosować.

Opinie, że to nie tylko przejściowy wypadek przy pracy, ale tak naprawdę koniec pewnej ery, epoki i początek nowej można było spotkać pewnie dużo wcześniej. Przypomnę, że sam w podobnym tonie wypowiadałem się już na tym blogu: Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia.

Zainteresowanie kryzysem rośnie właśnie w czasach samego kryzysu, a wszelkie głosy, czy analizy w czasach wzrostu wskazujące dopiero możliwość nadejścia załamania są lekceważone, czy wręcz wyśmiewane. Kiedy mieliśmy boom na rynku nieruchomości, większość obserwatorów, analityków była przekonanych, że teraz to norma i ceny będą już rosnąć zawsze, a o wychwalanym modelu gospodarczym stymulowanym przez kredyt już nie wspomnę. Widzimy to co chcemy widzieć, nasze decyzje, strategie (jeśli tak naprawdę jakiekolwiek istnieją) są oparte jedynie na pragnieniu tego, co dobre i przyjemne, unikamy „czarnowidztwa” i pesymizmu, bo to przecież jest takie passe. A dziś? Dziś jesteśmy już może i nawet przytłoczeni ową „literaturą przedmiotu” dotyczącą kryzysu, źródeł kryzysu, modeli teoretycznych kryzysu i tak dalej i tak dalej. Jednak dla mnie to rzecz nadal fascynująca, jak realne wydarzenia w istotny sposób modyfikują, zmieniają całe, wielkie ekonomiczne teorie (por. chociażby artykuł, który podsumowuje 21 książek napisanych zarówno przez ekonomistów, jak i dziennikarzy, a będących próbą diagnozy przyczyn obecnego kryzysu:  Reading About the Financial Crisis: A 21-Book Review).

Dla mnie liczy się kontekst, to, jak patrzymy na świat, gdzie i w jaki sposób zdobywamy doświadczenie, jakie mamy wartości. Sztuką jest szukać własnych teorii i opinii zawsze wbrew opinii tłumu. A jakie to jest trudne pokazują wciąż pojawiające się kryzysy. Kryzys to przecież zawsze w dużej mierze skutek reakcji tłumów, zresztą tak samo, jak i hoss). Czyli oprócz ekonomicznych przyczyn w dużej mierze opiera się na zmianie percepcji i właśnie innym kontekście, według którego oceniane są pewne walory, zachowania, podejmowane są decyzje.

Warto zapoznać się z książką socjolog Jadwigi Staniszkis „Antropologia Władzy”. Punktem wyjścia dla autorki jest Traktat Lizboński, który miał stanowić podstawę do wprowadzenia istotnych zmian w strukturze instytucjonalnej, ale też strategii samej Unii. W międzyczasie wybuchł kryzys, który zawiesił wcześniej ponawiane próby diagnozy, a następnie przebudowy europejskiej federacji.

Kryzys zawsze jest wstrząsem, zawieszeniem lub całkowitą zmianą reguł. Ale autorka „Antropologii Władzy” zastanawia się, czy obecny kryzys nie jest próbą dostosowania gospodarki europejskiej do warunków narastającej globalnej konkurencji, zwłaszcza ze strony Chin. W takim ujęciu obecny kryzys to nie chwilowe załamanie, kolejna faza cyklu, ale trening, dyscyplina. Można go potraktować, jako dość bolesne (to pewnie bardzo mało trafne określenie w tym kontekście) zdyscyplinowanie europejskich społeczeństw i stworzenie zupełnie nowego modelu władzy, ale też zarządzania rynkiem pracy (wzrost wydajności przy jednocześnie bardzo istotnym spadku kosztów związanych z zatrudnieniem pracowników, kosztów transakcyjnych, czy kosztów relacji).

Być może zresztą przyjdzie nam żyć w permanentnym kryzysie i uznać go za sytuacje normalną? Procesy globalne tak się bowiem skomplikowały, że ich logika wymaga równoczesnego podejmowania działań sprzecznych. A już to samo w perspektywie naszych dotychczasowych nawyków myślowych stanowi jeden z symptomów kryzysu. Trudno bowiem dostrzec, w ramach naszej dotychczasowej perspektywy poznawczej, odwołującej się do logiki dwuwartościowej (i pozbawionej „ontologizacji czasu” pozwalającej wyrazić i rozwiązać paradoksy), iż wytwarzanie i realizacja zysków w ramach globalnego matriksu wiąże się z równoczesnym włączaniem rynków znajdujących się w odmiennych stadiach (i formach) kapitalizmu. I że w związku z tym ich wewnętrzne standardy, wyznaczające, co uznaje się za „racjonalne”, nieuchronnie wchodzą ze sobą w kolizje. Jeżeli system nerwowy owego matriksu w postaci ponadnarodowych instytucji finansowych, sieci produkcyjnych i handlowych, firm logistycznych i konsultingowych oraz – instytucji rankingowych, nie dostrzeże naturalności owych kolizji (i dalej będzie konceptualizował procesy w sposób zbyt liniowy, próbując wyeliminować wewnętrzne sprzeczności) to – zamiast skutecznie zarządzać złożonością, będzie tylko transmitował i potęgował szok.

Jadwiga Staniszkis, „Antropologia władzy. Między Traktatem Lizbońskim a kryzysem„, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, str. 151.

Czy zatem wchodzimy na zupełnie nowy poziom, gdzie pewne rzeczy do tej pory dla nas dobre znikną, a te rzeczy dość dla nas bolesne staną się normą? Trochę to przerażające, ale jak przyglądam się narastającej spirali zadłużenia niektórych krajów UE to wciąż nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie możliwe aby ten dług kiedykolwiek mogły one spłacić. Pojawia się błędne koło: takie instytucje, jak np. MFW wymagają drastycznych cięć wydatków, jako jeden z warunków udzielenia kolejnych kredytów. Owe cięcia powodują jednak, że gospodarka zwalnia, a to prowadzi do spadku dochodu np. z podatków, co z kolei powoduje wzrost zadłużenia i konieczność ponownej prośby o pomoc.

Polecam również

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Każda epoka ma swoje słowa

Strach przed nieznanym

Obrazek za www.customity.com

Otagowane , , , , , ,

Europa ulega podziałowi

15357958-stock-market-chart

Następuje ucieczka kapitału z krajów południa, czyli Grecji, Włoch i Hiszpanii. Giełdy w tych krajach notują spadki – w przypadku Grecji nawet od lutego tego roku. Natomiast indeksy giełd w Hiszpanii, czy Włoch zaczęły wyraźnie obsuwać się w dół od 18 marca, czyli od początku „cypryjskiej historii”. Najsilniej „dołuje” giełda grecka, która traci już ponad 5%.

Z kolei giełdy krajów północy, czyli przede wszystkim Niemiec, Norwegii, czy Holandii zyskują. Zatem mamy tranzyt kapitału, z krajów, których sytuacja jest nie pewna do krajów o znacznie większym zaufaniu inwestorów.

Podział Europy jest coraz bardziej widoczny, z jednej strony mamy kraje skoncentrowane wokół Niemiec, z drugiej „odstające”, niestabilne kraje południa, a teraz – wierzycieli i dłużników. Niesie to poważne konsekwencje, jeśli chodzi o obecny kształt Unii Europejskiej. To już nie federacja, której celem są działania na rzecz wszystkich państw wspólnoty, ale raczej grupa instytucji, które wykorzystywane są do budowy sfery wpływów (Niemiec).

Podział krajów UE widać również w zakresie wydatków na innowacje (Europa dwóch prędkości), por. artykuł w money.pl

Otagowane , , ,

Gdzie się podziało 100 m i l i onów kobiet?

„W ciągu ostatnich 50 lat na całym świecie więcej kobiet zginęło z powodu swojej płci niż mężczyzn we wszystkich bitwach XX wieku… w każdym z wyliczeń wielkości globalnej populacji powtarza się zdumiewająca prawidłowość, którą łatwo wziąć za błąd statystyczny. Kobiety żyją przeciętnie dłużej od mężczyzn, a więc powinno ich być więcej na świecie. A jednak z jakichś powodów w niektórych regionach świata to wyliczenie się nie zgadza. Wygląda to tak, jakby na pewnych obszarach kobiety po prostu znikały.”

– tak napisał Ed Pilkington w brytyjskim Guardianie. Szokujące, prawda?

No bo jak to? Co rusz czytamy, że sytuacja kobiet się poprawia, ba, że jest nawet lepsza niż mężczyzn. W w krajach rozwiniętych w wyniku kryzysu to przede wszystkim mężczyźni tracili pracę. Pozycja kobiet  na rynku pracy zaczęła się umacniać. Nie tylko pod względem zarobków, ale także dlatego, że coraz częściej zaczęły obejmować stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji.

Jak pisał na swoim blogu Edwin Bendyk:

„W USA zatrudnienie kobiet w kategorii “professionals” osiągnęło już 51 proc. Od dawna już także kobiety dominują jeśli chodzi o aspiracje edukacyjne: 60 proc. dyplomów uczelni wyższych w Europie i USA zdobywają kobiety, podobnie jest w krajach takich jak Iran i Turcja. Kryzys ujawnił, że gospodarki krajów rozwiniętych coraz mniej potrzebują mężczyzn (czy raczej tzw. “męskich” kompetencji), na cztery osoby tracące pracę w USA trzy były mężczyznami. Z kolei jeśli chodzi o przyszłość amerykańskie Bureau of Labour Statististics stwierdza, że kobiety będą zajmować dwie trzecie miejsc pracy w 10 z 15 kategorii zawodowych notujących najszybszy rozwój. W końcu w 2011 USA przewaga kobiet studiujących na uniwersytetach nad mężczyznami osiągnie 2,6 mln.”

Sam pisałem, że na skutek rosnącej pozycji kobiet już niedługo możemy mieć do czynienia z wielką rzeszą sfrustrowanych, zniechęconych i agresywnych mężczyzn. Metaforyczną ilustracją tego zjawiska miała być, według mnie powieść Stiega Larsona „Millennium”.

Ale jak się okazuje to tylko cześć prawdy. I nie tylko dlatego, że inne trendy obserwujemy w krajach wysokorozwiniętych – gdzie sytuacja kobiet rzeczywiście uległa poprawie, a inne w krajach rozwijających się – gdzie dzięki silnie ugruntowanej tradycji kobiety wciąż nie mogą rozwinąć skrzydeł. Za ich trudną sytuację odpowiadają przede wszystkim wzory kulturowe, które większą wartość przypisują mężczyznom niż kobietom.

„Na przykład w Indiach matki dużo rzadziej szczepią córki niż synów, a badania przeprowadzone w instytucjach medycznych wykazały, że dziewczynki są zabierane do szpitala dopiero, kiedy ich stan zdrowia jest gorszy od przeciętnego stanu przyjmowanych na leczenie chłopców. Ryzyko śmierci dziewczynki w Indiach jest o 50% większe od ryzyka zgonu chłopca w tym samym wieku.”

„Każdego tygodnia w Chinach umiera na wskutek braku opieki lekarskiej 800 małych dziewczynek (dokładnie tylu demonstrantów zginęło podczas protestów na placu Tiananmen)”

Poprawia się sytuacja jedynie części kobiet – tych dobrze wykształconych, mobilnych, nastawionych na robienie kariery. Organizacja Social Watch, śledząca przestrzeganie praw człowieka na całym świecie, stworzyła system oceny różnic w traktowaniu płci. Wskaźnik GEI (Gender Equity Index) mierzy dysproporcje pomiędzy sytuacją kobiet i mężczyzn. Im mniejsza wartość indeksu, tym bardziej upośledzone są kobiety w danym kraju. Z badań Social Watch wynika, że rzeczywiście pewien postęp się dokonuje, ale jest on obecny jedynie w tych krajach, w których różnice w traktowaniu płci były niewielkie już kilkanaście lat temu.

Korzystna sytuacja kobiet w krajach rozwiniętych okupiona jest dramatyczną sytuacją kobiet w innych częściach świata. To stamtąd przywozi się – trochę na podobnych zasadach, jak importuje się surowce – młode dziewczyny, które zadłużone rodziny sprzedały pośrednikom trudniącym się handlem „żywym towarem”. Trafiają potem do domów publicznych znajdujących się w Amsterdamie, Londynie, Hamburgu, czy Atenach.

Według ostatniego raportu Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC  „Trafficking in persons to Europe for sexual exhibition”) w samej Europie zorganizowane grupy przestępcze zarabiają rocznie 3 miliardy dolarów zmuszając do prostytucji i niewolniczej pracy około 140 tys. osób (80% z nich to kobiety).

 

Z danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych wynika, że liczba prostytutek w Zjednoczonym Królestwie wzrosła od lat 90-tych ubiegłego wieku z 80 tys. do ponad 800 tys. Na skutek znacznego spadku cen „egzotycznych uciech” w okresie ostatnich pięciu lat liczba mężczyzn płacących za seks wzrosła dwukrotnie. Powyższe dane obrazują rosnące zapotrzebowanie na usługi seksualne wśród mieszkańców Europy. Rekordzistą jest tu Hiszpania, gdzie aż 39% mężczyzn mogło korzystać z usług płatnego seksu.

Profesor Amaryta Sen – zdobywca nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii wyliczył, że możemy mówić aż o 107 milionach kobiet, które „wyparowały” za sprawą: morderstw, bo zhańbiły swoje rodziny, przez brak troski ze strony rodziców, w wyniku gwałtów, czy przymusowej prostytucji, która dziś wiąże się zwykle z zarażeniem wirusem HIV, co oznacza najczęściej również śmierć.

Możemy mówić o prawdziwym „kobietobójstwie” twierdzą Sheryl WuDunn i Nicholas Kristof, autorzy książki o znamiennym tytule „Half the Sky”.

„W szczytowym okresie handlu niewolnikami, czyli w latach 80 XVIII wieku, z Afryki do Nowego Świata przetransportowano 80 tysięcy niewolników. Dziś przez granice przewozi się dziesięć razy tyle kobiet.”

– twierdzi WuDunn. 

Wygląda na to, że sytuacja kobiet na świecie mogła ulec nawet pogorszeniu, a nie poprawie. Zdaniem autorów książki „Half the Sky” oprócz znaczenia tradycji przyczynił się do tego upadek komunizmu, globalizacja (łatwość podróżowania) oraz paradoksalnie lęk przed AIDS – klienci wolą teraz młodsze dziewczynki, bo wierzą, że mają mniejszą szansę się zarazić.

więcej w Half the Sky: how the trafficking of women today is on a par with genocide

%d bloggers like this: