Tag Archives: trendy

Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , ,

Prognozowanie przyszłości – listy i historie przypadków

Prognozowanie przyszłości zwykle odbywa się za pomocą kilku metod.

Można przyglądać się wykresom, które pokazują długie kilku, a nawet kilkudziesięcioletnie trendy oparte na systematycznym gromadzeniu danych.

Drugie podejście to planowanie scenariuszowe. Tu nie tyle ważne są dane ilościowe, ile próba dokonania syntezy, zebrania w dość spójną całość wielu zgromadzonych tendencji, obserwacji, zjawisk.

W końcu najprostszym sposobem, którą stosują popularne serwisy od trendów to listy i zestawienia rozmaitych historii, zdarzeń, innowacyjnych produktów, nietypowych budynków i hoteli, mebli, czy ubrań.

Każdego dnia mamy wszyscy z tym do czynienia. Dla niektórych to codzienny rytuał, który daje poczucie, że jest się w stanie zrozumieć świat, ludzi, jest się „na bieżąco” z nowinkami. Dlatego słuchamy wiadomości, czytamy newsy, zbieramy „perełki”, plotki aby potem przy nadarzającej się okazji podzielić się znajomymi przy piwie.

Piszę to wcale nie z myślą aby takie podejście dewaluować, ile bardziej pokazać odwieczną potrzebę rozumienia świata, w którym żyjemy, działamy. Jest to nam potrzebne nie tylko po to aby móc rozmawiać, dzielić się z innymi wszystkim tym, co wiemy, ale jaki mamy obrać kierunek (albo możemy to zrobić), coś zaplanować, tak aby móc poczuć się bezpiecznie, móc przewidzieć, co się stanie za dzień, dwa dni, a może nawet za miesiąc.

Tylko teraz mamy do czynienia z czymś zgoła odmiennym. Zmiany następują coraz szybciej i nasze planowanie w zakresie tygodnia, miesiąca przestaje wystarczać. Potrzebujemy spojrzeć dalej w przyszłość, znacznie dalej.

W internecie , zresztą nie tylko tam, pojawia się coraz więcej zestawień, tablic, diagramów, które pokazują jak może wyglądać przyszłość w perspektywie 20-tu, 30-tu, a nawet 100-tu lat. Czyż samo w sobie to zjawisko nie jest zastanawiające i fascynujące?

Oto jedna z takich tablic (infografik) pokazująca, co może czekać nas w ciągu kolejnych 50-ciu lat.

BBC FUTURE_non-editable-flat

Mamy tu kilkanaście prognoz, co się może wydarzyć w takich obszarach, jak technologia, polityka, społeczeństwo… co rzuca się w oczy to, że „obserwacji” dotyczących zmian społecznych jest najmniej. Autorzy tego zestawienia najmocniej koncentrują się na zmianach w obrębie technologii…

Takie zestawienia ilustrujące poszczególne wynalazki i nowinki technologiczne to swoiste instrukcje obsługi albo plany przyszłości prezentujące zanik różnic między ludzkim ciałem, a maszyną, czy programem. Sztuczne oczy, narządy, modelowanie pracy mózgu, czy nowe technologie implantów, które można będzie wszczepiać do ludzkiego mózgu po to aby nim manipulować albo też doskonalić (pewnie osobne rozwiązania dla elit i mas).

Pozwala to przyzwyczaić się do szybkości zmian i oswoić nowe technologie. Ale nadchodząca przyszłość przedstawiana jest tu w taki sposób, jakby miała się pojawić nagle i znienacka i tak samo szybko zmienić nasze codzienne doświadczenie.

Rzadziej można spotkać scenariusze prezentujące konsekwencje nadchodzących zmian, czyli jak te wszystkie wynalazki będą wpływać na życie społeczne, czy wręcz relacje między-ludzkie w mikroskali. A przecież taki wpływ nie zawsze pojawia się w sposób nagły, często do końca nie wiemy, jak określona technologia wpłynie na pozostałe dziedziny życia. A nawet jeśli, czy zawsze będzie to wpływ przebiegający w zakładanym przez nas kierunku?

Takie zestawienia zakładają również jednolity, całościowy rozwój wypadków w czasie. Wygląda to tak, jakby rozwój miał dotyczyć wszystkich w równym stopniu. Technologia ma zmienić bez wyjątku każdy region, każdą społeczność. A to nie koniecznie musi być prawdą. Dynamiczny rozwój technologii może oznaczać, że niektóre regiony, grupy społeczne nie będą w stanie nadążyć, bądź też nie będą chciały uczestniczyć w tym biegu ku nowym technologiom. Może to tworzyć szereg rozmaitych i sprzecznych ze sobą tendencji rozwojowych skutkujących na przykład tym, że pewne regiony będą ciążyć nie tyle do przyszłości, ale wręcz do przeszłości.

 

Otagowane , ,

Kilka znamiennych metafor na temat trendów

mgla2

Metafora „mgły” obrazująca początek trendu. Kiedy wchodzimy w mgłę nie od razu czujemy wilgoć. Tak samo jest z rozwojem trendu. Często nawet nie jesteśmy świadomi tego, że coś się zmieniło. Wszystko wydaje się być bez zmian. Nieraz jest to tak oczywiste, że nie jesteśmy nawet w stanie dostrzec, że żyjemy już w innym świecie.

Metafora „pociągu” obrazująca początek i koniec trendu.

Każdy pociąg jadący nawet z niewielką prędkością musi mieć jakąś drogę hamowania. Tym bardziej pociąg, który rozwijał bardzo dużą prędkość – jego droga hamowania jest znacznie dłuższa niż pociągu jadącego wolno (odnośnie bardzo silnego i rozwijającego się z dużą dynamiką trendu).

Podobnie jest z początkowym okresem rozwoju trendu. Pociągi wpierw się rozpędzają, jadą z określoną prędkością i hamują, by następnie ponownie wyruszyć w podróż. Tak samo jest z trendami. Najpierw nieraz bardzo powoli się rozwijają, zwiększa się ich dynamika, osiągają szczyt i wygasają. Nie zawsze muszą koniecznie zupełni zaniknąć, po pewnym czasie ponownie mogą się objawić. Może w innym miejscu, kontekście, przybierając już inny kształt.

Metafora „korekty na giełdzie”, jako przykład kont-trendu. Każdy trend ma swoje przeciwieństwo. Najpierw jeden z nich dominuje, z czasem traci na znaczeniu, po czym drugi się umacnia. Im pierwszy rozwija się bardziej dynamicznie tym większe jest prawdopodobieństwo, że po pewnym czasie również i drugi z takim samym, a nawet silniejszym impetem będzie się rozwijał. Ale nie zawsze tak musi być.

Niektóre kont-trendy mogą na bardzo długo pozostać w niszy. Zatem trudno przypuszczać aby ostatnio widoczny trend Slowly-Life mógł zdominować szybki rozwój nowych technologii, wielkie ambicje, pogoń za karierą. Nowe technologie rozwijają się w sposób wykładniczy. Każda innowacja przyspiesza rozwój technologiczny. Ruch Slowly jest pewną reakcją (właśnie taką korektą) na bardzo dynamiczny rozwój trendów związanych z rozwojem digitalizacji wszelkich dziedzin gospodarki i życia społecznego w ogólności.

Otagowane , , , , , , , ,

10 totalnych trendów

Oto dziesięć trendów, które nie tylko rządzą ale i będą rządzić naszym życiem w przyszłości. Należy się spodziewać ich intensyfikacji, rozmaitych, często nie zawsze przyjemnych konsekwencji i wpływu na rozmaite dziedziny społecznego i gospodarczego życia.

Wszystko we własnych rękach.

majsterkowanie_1

Początki tego trendu nikną w pomrokach dziejów. Pewnie dobrym przykładem jest tu Ikea, ale można znaleźć przykłady innych firm, które postanowiły część pracy potrzebnej na wytworzenie produktów przerzucić na klientów. Alexander Bard zauważył kiedyś, że być może początkiem oddania tak dużej  kontroli (naprawdę dość pozornej) w ręce konsumentów był dość pragmatyczny manewr firm telekomunikacyjnych, które poszukiwały nowego źródła contentu (treści tworzone przez użytkowników to przecież prawie zupełny brak kosztów, a dodatkowe przychody z reklamy).

Media ulegają indywidualizacji, blogi, serwisy społecznościowe to nie tymczasowe zjawiska, ale przejaw znacznie większego trendu. Mamy tu też drukarki 3D, zrób to sam (DIY), self-publishing, pochwała roweru jako środka komunikacji miejskiej, a na rynku usług turystycznych wzrost zainteresowania wyjazdami indywidualnymi, czy pojawienia się „mody” na nomadyzm.

Czy to czasem nie kolejna odsłona prywatyzacji? Próba przeniesienia kosztów? Jakie są tego konsekwencje? Wystarczy spojrzeć, co się dzieje z rynkiem pracy. Obok postępującej automatyzacji i robotyzacji podobnie, jak inne dziedziny ulega też wirtualizacji. Wraz zanikaniem całych branż znikają miejsca pracy, a wśród modeli biznesowych zaczynają mieć znaczenie: wszystko za darmo lub freemium.

Jak to przekłada się na zawody? Znany serwis rekrutacyjny pracuj.pl stwierdził, że teraz najbardziej poszukiwanymi na rynku pracy są takie profesje, jak: content designer, bloger, specjalista od nowoczesnych technologii, trendsetter, sex coach. Prawie wszystkie są związane internetem lub eksplorują tereny związane z ludzkimi przyjemnościami (dogadzanie, które widać też w popularności serwisów i blogów kulinarnych, seks), albo też są odpowiedzią na rosnący clutter reklamowy (trendsetter). A zatem jeśli już to w sieci możemy pracować, poza nią potrzebni są zawodowcy od umilania życia (couching).

Nasz status społeczny budowany jest już teraz w dużym zakresie na bazie naszej aktywności online. Pisałem już o tym na blogu. Piszę o tym także Marina Gorbis, dziennikarka Fast Company w artykule Your Reputation Will Be The Currency Of The Future. Bardzo „nowoczesne” i „przerażające” zarazem! Bo trudno mi sobie wyobrazić, że wszyscy pewnego dnia osiągniemy status internetowego celebryty, sławnego blogera, czy vlogera (w 2020 roku 40% Amerykanów ma pracować w charakterze freelansera).

Wieczna tymczasowość. Gdy wyschło źródło utrzymania stabilne i przewidywalne konieczna jest zmiana perspektywy, ruszenie się z miejsca. Przemieszczanie się z miasta do miasta, z kraju do kraju tam gdzie jest praca. Internet, urządzenia mobilne także stymulują ruch i wieczną migrację nie tylko zresztą za pracą. Małe mieszkania stają się cool. Tymczasowe staje się też to z kim mieszkamy, co robimy, przebieg kariery, który przestaje być liniowy, a przyjmuje postać rozmaitą: cyklów, wzlotów i upadków, zmiany profesji, intensywnej pracy przeplatanej z okresami bezczynności, spokoju, odpoczynku.

W krajach wysokorozwiniętych do niedawna powodem była chęć poszukiwania „nowego”, spełnienia w samej podróży teraz w niektórych państwach mamy zjawisko „zwijania się klasy średniej”, rośnie liczba emigrantów, którzy podróżują z konieczności, za pracą, aby utrzymać swoje rodziny. Dobrym przykładem jest Hiszpania, gdzie widać migracje w odwrotnym kierunku niż bywało to kiedyś, tym razem z metropolii do dawnych kolonii (Ameryka Południowa).

Wszystko musi zostać sfotografowane. Piękne zdjęcia, piękne widoki. Twórcy serwisu Pinterest wyczuli to idealnie. Nie tylko następuje skrócenie wypowiedzi tekstowych (twitter, czy facebook), ale słowa zastępują obrazy i infografiki.

foto_n

Dzisiaj fotografia to nie tylko efekt kolekcjonerskich pasji i rejestracja rodzinnych wydarzeń, pamiątek, ale „upiększanie życia”, propagowanie określonego stylu, czy postaw. Fotografia, która kiedyś poszukiwała inspiracji w malarstwie teraz zapożycza narracje i rozmaite figury z reklamy. Jest zapisem rozmaitych projektów artystycznych, fetyszyzuje codzienne przyjemności (design jedzenia), ale przede wszystkim stanowi źródło danych (techniki rozpoznawania twarzy). Stanowi cyfrowy zapis naszych emocji przeżywanych nie tylko w sytuacjach ważnych, ale nawet w najdrobniejszych chwilach każdego dnia (zdjęcia wyrażające zdziwienie, smutek, dumę i wiele innych emocji).

Tęsknota za starymi dobrymi czasami i… spokojem. W stronę minimalizmu i ograniczenia konsumpcji. To vintage, styl retro, czy szerzej idealizowanie dawnych czasów. To opozycja do dynamicznie rozwijającego się świata cyfrowych technologii, szybkiego życia w wielkich aglomeracjach. Kryje się tu tęsknota za spokojem, zwolnieniem, zawieszenia potrzeby ciągłego biegu, presji uzyskiwania coraz to wyższego statusu materialnego.

Zbliżone znaczenie mają tu takie zjawiska, jak: Slowly Life, Slowly Fashion, Slowly Food.  Paradoksalnie ta sama cyfrowa rzeczywistość daje nam do rąk coraz więcej narzędzi, które pozwalają nam obcować z przeszłością (archiwalne zdjęcia, filmy, blogi koncentrujące się na przeszłości) – nie tylko mix tego, co rzeczywiste i wirtualne, ale też tego, co obecne i przeszłe. Pisał o tym Manuel Castells, bezczasowy czas, wszystko dzieje się tu i teraz, w tym samym momencie: jesteśmy „tutaj” i jednocześnie gdzieś indziej w innych czasach.

Skrawki, wycinki, skanowanie rzeczywistości. Konsekwencje przyjęcia hipertekstu i jego wpływ na kulturę staje się coraz bardziej widoczny. To już nie tylko, jak czytamy, co czytamy, ale też co i jak piszemy. Przykłady można mnożyć. O tym m.in pisze Ewa Stusińska w swoim tekście Książka po książce .

Budzą się obawy, że niedługo nie będziemy zdolni przeczytać jakiegokolwiek dłuższego tekstu. Potwierdzają to także badania pokazujące zmiany w naszych mózgach, jakie w ostatnich latach miało spowodować częste korzystanie z internetu.

Trudno nie zauważyć pewnej dozy lęku w tych komentarzach, obserwacjach i przypuszczeniach. Czy czasem nie są to obawy przed zmianą, która z pewnością ma miejsce, ale która nie koniecznie musi przyjmować tylko jeden określony kierunek (narastanie debilizmu), a być jedynie przejawem jakiś większych i znacznie szerszych zmian w sposobie, w jaki przyswajamy dziś wiedzę i które mogą na przykład polegać bardziej na większym zróżnicowaniu pewnych kompetencji i zdolności, których przebieg może teraz odbywać się zupełnie odmiennie w różnych grupach społecznych.

Coraz bardziej widać, że hipertekst staje się też matrycą naszej tożsamości, jest mapą nie tylko tego, jak poruszamy się w sieci, czy nawet już po jakimkolwiek tekście (kartkowanie, skanowanie, a nie dogłębna lektura), ale też jak zaczynamy poruszać się w tzw. rzeczywistości. Nasze „ja” zawsze składało się z jakiś cząstkowych tożsamości, ale były one bardziej związane z funkcją, pełnioną rolą teraz jest to raczej pastisz, czy bricolage.

Nasze tożsamości mogą składać się z dowolnych elementów, wcześniej nawet sobie przeciwstawnych, nie spójnych, jak na przykład młode eleganckie dziewczyny przyjmujące poglądy konserwatywne. Nie jest jednak to już ten, klasyczny, „sędziwy” konserwatyzm to raczej pewien sztafaż potrzebny aby się na zagubić w tym coraz bardziej płynnym, i nie określonym świecie, funkcjonujący tak samo i na podobnych zasadach, jak feminizm, magia, new age, czy okultyzm. Zresztą grupy aktywnie poszukujące swojej tożsamości, a zwykle są to młodzi ludzie, wzajemnie się przenikają, ich relacje są tymczasowe, ale wzorce i zasady funkcjonowania wobec siebie na wzajem, czy wobec świata bardzo podobne.

Cyfrowa osmoza, internet rzeczy, Big Data.

Podglądamy i jesteśmy podglądani. Społeczny wojeryzm stał się naszym naturalnym środowiskiem. Nie musimy już zaczajać się w krzakach aby zobaczyć ukradkiem zakochanych. Każdego dnia każdy nasz ruch rejestrują coraz bardziej inteligentne kamery, które już nie tylko potrafią rejestrować obraz ale też przewidywać nasze zachowanie.

Cyfrowa osmoza  definiuje prawie każdą relację pomiędzy ludźmi, ich doświadczenia z przedmiotami, czy też  komunikacje w świecie przedmiotów i rozmaitych urządzeń. To nie tyle epoka Wielkiego Brata, ale ekosystem, którego nośniki naturalnej komunikacji (zapachy, feromony) przyjmują cyfrową postać. Nasz system nerwowy, układ odpornościowy, czy wręcz relacje społeczne reprodukowane są w cyberprzestrzeni.

Świat staje się pozbawiony centrum. Stąd wzrost popularności rozmaitych teorii spiskowych, które próbują uchwycić, odnaleźć główne ośrodki władzy. Metafora Wielkiego Brata jest coraz mniej adekwatna do opisu obecnych zmian w zakresie kontroli i władzy, zakłada bowiem istnienie jakiegoś wyraźnego centrum. Natomiast władza staje się doraźna, zależna od kontekstu, zmienna i płynna, podobnie tak jak cała sieć.

Obraz 000

Sublimacja przemocy

Już od bardzo długiego czasu obserwujemy w krajach Zachodu lub innych wysokorozwiniętych państwach systematyczny spadek przemocy, szczególnie, tej która jest związana ze śmiercią. Pokazują to także statystki związane z liczbą zabójstw w dużych aglomeracjach wskazujące systematyczny spadek liczby takich przestępstw. Oczywiście jest to wynik szeregu czynników i uwarunkowań związanych z procesami cywilizacyjnymi (pisali m.in. o tym Norman Elias, Michel Foucault), na pewno znaczenie ma tu szereg strategii zapobiegania przestępczości, czy narastający proces monitoringu i nadzoru.

Należy spodziewać się kontynuacji tego trendu. Na przykład gry komputerowe często oskarża się za stymulowanie przemocy, szczególnie tej o brutalnym charakterze. Jednak w dłuższej perspektywie prawdziwa przemoc przyjmować będzie właśnie postać fantazji, co wcale nie oznacza, że nasz świat stanie się jej pozbawiony. Stanie się ona nieuchwytna, precyzyjna albo wręcz spektakularna. Dlatego też mimo spadających statystyk dotyczących zabójstw będziemy świadkami kolejnych głośnych masowych morderstw z użyciem broni palnej (często wzorowanej na bohaterach gier komputerowych, czy innych postaci znanych z mediów, czy filmów). Równolegle odbywać się będzie cichy, niewidoczny proces śmierci zadawanej przy użyciu komputerów i zdalnie sterowanych dronów.

Lęk przed starością

Fakt demograficznego starzenia się społeczeństw oraz wydłużania się życia ludzkiego, zauważalny niemal we wszystkich krajach europejskich, uznaje się za jedno z palących wyzwań współczesności. Badacze szacują, iż w 2020 roku liczba ludzi starych osiągnie blisko 30% całej populacji. W tym samym roku w Polsce, zgodnie z prognozami Głównego Urzędu Statystycznego, około 24% mieszkańców przekroczy 60 rok życia, stanowiący umowną granicę między średnią a późną dorosłością. Okres późnej dorosłości charakteryzuje się wieloma zmianami, zachodzącymi we wszystkich obszarach funkcjonowania osoby: fizycznym, intelektualnym, emocjonalnym, społecznym, religijnym, moralnym i duchowym.

Konferencja „Oblicza starości we współczesnym świecie” 15 czerwca 2013 r., Lublin

Mamy różne obrazy starości, a ściślej lęku przed starością. Ten najdłużej panujący to zdjęcia twarzy celebrytów sukcesywnie wypełnianych botoxem. Inne to starsi panowie udający nastolatków, czy starsze panie ubierające w stylu przedstawicielek młodzieżowych subkultur. Niektórzy mówią o zacieraniu widocznej granicy, która oddziela poszczególne kategorie wiekowe pod względem dopuszczalnych (lub nie) symboli, insygniów, czy wzorów zachowania. Tak się działo w czasach kiedy jeszcze społeczeństwa były pełne optymizmu i radosnej konsumpcji. Niedługo będą pojawiać się inne obrazy. Nie tylko lęk przed zniedołężniałym i pomarszczonym ciałem, ale też obawa przed upadkiem systemu ubezpieczeń społecznych i emerytalnych, brakiem dostępu do służby zdrowia i rynku pracy.

Na pewno na zasadzie kont-trendu wciąż będzie widać obrazy propagujące akceptacje starości i promowanie samorealizacji w podeszłym wieku.

Media stają się światem samym dla siebie. Światłem odbitym.

Dziennikarstwo śledcze zamienia się na dziennikarstwo interacyjne  oparte tylko i wyłącznie na materiałach opublikowanych w innych mediach bez należytej weryfikacji. Dopiero w momencie protestów, czy pojawienia się nowych, innych informacji dokonuje się zmiany, redefinicji, updatów itd. Totalne PR – przyjmuje się, że już 60-80% zawartości niektórych tytułów prasowych to materiały tworzone przez agencje Public Relations, storytelling, treść dla wydawców tworzona przez marki (sic!), przechodzenie dziennikarzy do agencji PR.

Przy niebywałym wręcz wzroście dywersyfikacji kanałów dostępu do rozmaitych treści obserwujemy wciąż rosnącą konsolidację na rynku mediów.

Wojny walutowe

currency-wars-chart

stały się obok hackerskich napadów i bitew rozgrywanych w cyberprzestrzeni, wywiadu online i szpiegostwa stałym elementem współczesnej globalnej polityki. System finansowy stał się wirtualny: platformy transakcyjne działające 24 godziny na dobę, programy komputerowe zastępujące ludzi w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.  Spekulacja na własnej walucie w celu, chociażby krótkotrwałego i minimalnego jej osłabienia jest tylko kolejnym przykładem wirtualizacji polityki gospodarczej. Tu liczy się każdy pips, delikatna, mało uchwytna zmiana powoduje echo trwające znacznie dłużej w sferze tzw. realnej gospodarki.

Rozmaite sfery kultury nowoczesnych społeczeństw coraz słabiej funkcjonują jako autonomiczne obszary, a coraz częściej stają się sumą wypadkową strategii i decyzji podejmowanych przez „niewidocznych”, jak hackerzy inwestorów.

Wojny walutowe były prawdopodobnie jedną z ważniejszych przyczyn wybuchu I i II wojny światowej.

Zobacz też:

Iluzja wyboru

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta?

Starość już przeżywana inaczej niż dawniej

Otagowane , , , , , , , , , , , , , ,

Trzy sposoby na książkę (według Ideo)

Trzy różne spojrzenia na przyszłość książki. Film pokazuje rozmaite możliwości edycji cyfrowej. Czytanie na „ekranach” niekoniecznie musi być mniej przyjemne niż czytanie wersji drukowanej.

Otagowane

Nie da się zadusić piractwa, nigdy!!!

Jak kopiować to na całego, co wcale nie oznacza, że jestem za bezczelnym żerowaniu na czyjejś pracy.

Ale może nie będę się usprawiedliwiał, jak hipokryta jakiś. To chyba nie ma zbytniego sensu. Po prostu nie mogłem się opanować i postanowiłem skopiować tu słowa, które przytaczam za arcyciekawym serwisem Magivanga.

Jest to fragment eseju napisanego przez autora owej strony, niejakiego Conradino Beb’a, pod znamiennym tytułem ”Chaos, magia i mitologia nowych mediów”. Słowa niezwykle trafnie opisują kierunek, w którym zmierza obecnie nasz świat.

Mark Pesce, w swojej książce Hyperpeople: Świat nie zmieni się tylko po to, żeby dostosować się do wymagań ekonomicznych, stawianych przez przemysł muzyczny czy filmowy; żaden rodzaj targów prawnych, kupowania politycznych wpływów czy też straszenia artystyczną apokalipsą nie spowolni trendu zmierzajacego ku coraz szerszej dystrybucji cyfrowych mediów. Dobra te będą kopiowane raz po raz, ponieważ ludzie pożądają doświadczeń, które one wyrażają, a także dlatego iż esencja natury cyfrowego medium pozwala na niezwykle łatwe spełnianie tych pożądań. W jaki więc sposób artyści mogą zaadaptować się do nowego świata, w którym modele ekonomiczne, wynalezione w Erze Industrialnej, przestały pełnić swoją rolę? Rozwiązanie jest proste: rzućcie się w objęcia piractwa.

Nie muszę chyba dodawać, że z owymi słowami całkowicie się zgadzam.

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: