Category Archives: obserwacje

Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , ,

!3 listopad 2015 – Zamach terrorystyczny w Paryżu

paris_13_11_2015_1_newsweekzdjęcia osób, które zginęły w zamachu terrorystycznym w Paryżu, 13 listopa 2015 r., źródło newsweek.pl

Kolejna odsłona owego niezrównoważenia. W Paryżu w wyniku zamachu terrorystycznego zginęło ponad 100 osób, a ok. 300 jest rannych, w tym znaczna część znajduje się w stanie ciężkim. Zginęli zamordowani podczas spotkania, rozmowy z ukochaną/ukochanym/przyjacielem/znajomymi, przypadkowej obecności na ulicy, spaceru, uczestniczenia w koncercie. Dzień wcześniej w podobnym zamachu, do którego doszło w Bejrucie zginęło ponad 200 osób. Do obu zamachów przyznało się tzw. państwo islamskie.

Podczas zarejestrowanych przez dziennikarzy rozmów z mieszkańcami Paryża niedługo po tych tragicznych wydarzeniach dało się odczuć jedno powtarzające się wciąż i dominujące wrażenie: przypadkowości. Tak naprawdę na kilka godzin władzę straciły kontrolę nad miastem. Określony ład, a przynajmniej wrażenie „ładu” tego, że wszystko może się toczyć tak, jak do tej pory się toczyło zostało utracone. Pytanie: czy zostało utracone na jakiś czas, czy już raz na zawsze?

Reakcje mogą być różne. Od uczucia odwetu, potrzeby zaprowadzenia jakiejś formy reżimu policyjnego do wycofania się podszytego paraliżującym lękiem. I rzeczywiście takie reakcje wśród społeczeństwa francuskiego, ale nie tylko francuskiego miały miejsce. Paryż opustoszał, kafejki, kluby, bistra świeciły pustkami, jakby to nie był Paryż, a opustoszałe, wymarłe miasto. Jednocześnie przedstawiciele władz Francji wydały rozkaz rozpoczęcia zmasowanych ataków bombowych kluczowych ośrodków państwa islamskiego. Niedługo potem w Polsce na wrocławskim rynku przedstawiciele skrajnej prawicy palą kukłę przypominającą postać Żyda.

Kolejny etap owej eskalacji. Trudno nie ulec kolejnemu wrażeniu, że dotychczas takie optymistyczne przekonanie o możliwym istnieniu otwartego i praktycznie bezkonfliktowego społeczeństwa konsumpcyjnego rozsypało się, jak domek z kart. Chociaż już wcześniej taką wątpliwość zasiał zamach na wieże World Trade Center, 11 września 2001 roku, a potem wybuch kryzysu finansowego w 2008 roku.

Historia z pewnością nie jest z góry zdeterminowana, ale trudno uciec od myśli, że mamy do czynienia z pewnym już od jakiegoś czasu rozwijającym się procesem o dość wyraźnym kierunku. Następuje powolne odchodzenie od modelu gospodarki liberalnej i państwa demokracji parlamentarnej. Nie chodzi o to, że przestaje on funkcjonować, ile przestaje być atrakcyjny dla coraz większej liczby mieszkańców państw Zachodu.

Zatem, czy i jak można wyjaśnić dotychczasowy przebieg wypadków?

– zamachy organizowane przez radyklany islam to kolejna (obok skrajnej prawicy) odsłona współczesnego konfliktu społecznego (a może nawet klasowego).

– to kolejny etap owej wojny cywilizacji, o której pisał Samuel Huntington: islam kontra chrześcijaństwo. Ta akurat teoria, co pewnie nie powinno dziwić, szczególnie mocno podgrzewana jest przez prawicę.

– spisek – może nie tyle jakaś konkretna grupa trzymająca władzę, ile zakulisowe gry służb specjalnych, czy nawet samych rządów głównych mocarstw o strefy wpływów, czy dostęp do surowców (ropa naftowa, ale też surowce wykorzystywane przez nowoczesne technologie). Chodzi tu także o lokalne mocarstwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, czy Izrael. Taki niejednoznaczny obraz sprawy potwierdzałby w jakimś stopniu wywiad z emerytowanym szefem DIA (Defense Inteligence Agency, czyli Obronna Agencja Wywiadowcza Stanów Zjednoczonych) Michael’em Flynn’em (por. również wywiad z nim zamieszczony na stronach anglojęzycznej wersji serwisu Spiegiel). 

– rozpad dominującej dotychczas narracji „nowoczesności” opartej na wolnorynkowej konkurencji i demokratycznym państwie, czy wierze w pozytywne skutki globalizacji.

A może wszystko po trochu?

Interesy można rozgrywać w oparciu o emocjonalnie uwarunkowane symbole. Nie należy też zapominać o wyczerpujących się źródłach ropy przynajmniej takich, które związane są ze stosunkowo niskimi kosztami wydobycia albo jednocześnie z oporem wobec nowych źródeł energii. Gra tak naprawdę na dobre się rozpoczyna.

Otagowane , , ,

Eskalacja imigracji i zamykanie granic

446497-mur-oddzielajacy-zachodni-brzegDaleko nam do stanu bezruchu, zawieszenia, biernego trwania z dnia na dzień, chociaż takie doświadczenie jest nadal bliskie wielu mieszkańcom różnych regionów na świecie. Jednak do niedawna dynamiczny, nieokiełzany niczym ruch, przemieszczanie się, migracje z jednego kraju do drugiego, z jednego regionu do drugiego zaczyna być reglamentowany.

Z jednej strony, eksplozja imigracji, z drugiej strony zamykanie granic. Kolejny symptom niezrównoważenia. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że wielu obserwatorów, polityków, ba zwykłych mieszkańców starego kontynentu nie dostrzega lub nie chce dostrzec, że sytuacja, w której żyli w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ulega wyczerpaniu. Globalizacja rozpaliła nadzieje, jednak nikt nie skalkulował kosztów, jakie ze sobą może przynieść.

Wielka Brytania, Australia w różnym zakresie uszczelniają granice, także w innych krajach Europy Zachodniej podejmuje się próby wprowadzenia rozmaitych form ograniczenia imigracji. Węgry rozpoczęły budowę ogrodzenia o wysokości prawie czterech metrów, którego celem jest zatrzymanie rosnącego napływu nielegalnych imigrantów.

Czyli spełnia się to, o czym pisałem na początku 2014 roku. Nawet w przypadku niekorzystnych trendów demograficznych, z którymi zmaga się wiele krajów wysokorozwiniętych, kurczące się zasoby, czy obawa przed islamskim terroryzmem przyczyniają się do podjęcia zdecydowanych kroków w celu ograniczania napływu najczęściej młodych imigrantów.

Ale ów proces nie rozpoczął się teraz. Problem narastał, chociaż nikt nie chciał go dostrzec. Napływ imigrantów do krajów Europy Zachodniej odbywał się przecież od wielu lat. Można tu widzieć zwykłą chęć polepszenia swojego losu ze strony mieszkańców znacznie biedniejszych krajów niż Europa Zachodnia, ale to z pewnością nie jedyna z przyczyn. Imigranci przybywają z krajów, w których struktury państwowe w większości wypadków są pozorne, często trwa w nich wojna domowa, której najczęściej kontekstem jest walką o surowce eksportowane właśnie do krajów wysokorozwiniętych. Proces ten pogłębiła z pewnością wolny przepływ kapitału, idei, ale przede wszystkim obrazów i wyobrażeń Europy, jako prawdziwego raju na Ziemi.

Obecna eskalacja imigracji jest tylko kolejnym etapem tego procesu. Obok państw czarnej Afryki, które w wielu wypadkach targane są wojną domową pojawiły się nowe państwa widma, w których również toczy się wojna, szerzy się terror, akty przemocy są na porządku dziennym. Syria, Irak, czy Libia to przecież nie tak dawno państwa, które stanowiły dla wielu decydentów z Zachodu wzorzec stabilności. Nieważne, że rządzone były w sposób autorytarny i z przestrzeganiem praw człowieka niewiele miały wspólnego. Mimo to władza była zdolna do sprawowania kontroli nad danym terytorium. Jednak na miejsce upadłych reżimów nie zawitała demokracja, jak niektórzy mieli nadzieje, ale chaos i przemoc. W końcu pojawiają się nowe twory, jak Państwo Islamskie.

Wszystko to przypomina węża, który zjada własny ogon. Europa faworyzowała do nie dawna istniejące reżimy. Poszukiwanie i wydobywanie surowców, tania siła robocza na miejscu, ale też kontrolowana emigracja, zapewniały profity. Ale teraz sytuacja wymknęła się z pod kontroli. Na miejscu nie ma już rządów, które są w stanie zapewnić stabilizację. Kontrolowany napływ imigrantów przemienił się w masową Wędrówkę Ludów.

Dezintegracja i dezorientacja – te słowa chyba najlepiej opisują obecną sytuację. Dezintegracja Unii Europejskiej, bo zdolność do wspólnego rozwiązywania problemów staje się coraz bardziej pozorna, w rzeczywistości mamy do czynienia z luźną federacją skłóconych ze sobą państw, które dbają głównie o swoje partykularne interesy. Jednocześnie dezintegracja ma miejsce w obszarze krajów, z których przybywają imigranci, a które do tej pory – można chyba tak powiedzieć – stanowiły dość stabilne państwa o post-kolonialnym charakterze wobec państw europejskich. Dezorientacja ponieważ obecni decydenci w kluczowych państwach UE nie potrafią znaleźć rozwiązania problemu uchodźców/imigrantów, a wydaje się, że problem będzie wciąż tylko narastał. Ostatnie wydarzenia można także potraktować, jako jeszcze kolejny test sprawności instytucji Unii Europejskiej (wcześniej była to Grecja), który wypada gorzej niż blado.

Otagowane , , , , ,

Wielkie niezrównoważenie

78942CDF-E7A2-478D-8001-C6B9BCD09DB3_cx0_cy1_cw0_mw1024_mh1024_s

Oddziały „Boko Haram”, skrajnie fundamentalistycznych wyznawców islamu, dokonujących ataków także na ludność cywilną w północnej Nigerii.

Czy tak wygląda współczesny świat? Nieustanie walczące peryferia i centra zafascynowane nowymi technologiami?

To, co zwykle widzimy to zaledwie kilka centrów technologicznych, których rozwój przyśpiesza, z drugiej strony wiele krajów ocierających się o świat duchów i widm, w których rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość.

Czy w ogóle jest sens odróżniać chwilę obecną od tego, co dopiero nadejdzie? Szczególnie, jeśli patrzymy na przyszłość w kontekście nieustającego postępu, zresztą obojętnie, jak traktowanego, czy w sensie technologicznym, społecznym, moralnym itd. Zgoda, mamy modę na prognozowanie trendów, która tak powoli staje się – można rzec – swoistym workiem najrozmaitszych pojęć-wytrychów – i może poza nielicznymi osobami, które wiedzą o czym mówią nic z tego nie wynika, szczególnie w naszym kraju lub w regionie krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przynajmniej, na razie!

Mamy bardziej do czynienia jedynie z pewną tęsknotą – tęsknotą za nadejściem idealnego świata. Tak, jak kiedyś ludzie wspominali Złoty Wiek – wspaniałe czasy, które dawno minęły, tak teraz tworzą rozmaite opowieści na temat przyszłości. Ale jej przedsmak tak naprawdę może poczuć kilka zaledwie krajów, a coraz więcej stara się, jak tylko może jej umknąć lub ją zatrzymać. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Skrajni fundamentaliści nie robią nic innego, jak wykorzystują starą marketingową zasadę „wyróżnij się lub zgiń„. W ich wykonaniu ta zasada powinna brzmieć raczej „wyróżnij się i zgiń„.

Jeśli Zachód ceni „otwartość”, ale mimo to – nie ukrywajmy – również dokonuje ekspansji kulturowej na inne obszary świata to islam przyjmuję postawę odwrotną, a jego strategią jest obrona swojej kultury przez zmasowany atak.

Można przypuszczać, że im bardziej Zachód będzie podtrzymywał swoją „otwartość” i próbował ją eksportować na inne obszary świata tym ataki islamistów będą narastać.

A gdyby tak uznać, że przyszłość dzieje się teraz, w tej właśnie chwili? Można przytoczyć kilka z brzegu opisów pochodzących z literatury science-fiction i porównać je z tym, co obecnie dzieje się w różnych częściach świata. Zobaczymy wówczas, że ten świat opisywany w książkach jest coraz bardziej niepokojąco zgodny z tym, co dzieje się obecnie. Przyszłość już tu jest. Nieważne o czym będziemy myśleć. Nieważne, jakie możliwe wynalazki sobie wyobrazimy – one już tu są albo zaraz powstaną.

z6572966O

Zdjęcie z filmu „Łowca Androidów”

W takim kontekście prognozowanie przyszłości nie miałoby polegać na próbie wyobrażenia sobie tego, co dopiero „nadejdzie”, a raczej na diagnozie i starannej analizie tego, co dzieje się „teraz”. Ale oczywiście to za mało. Należałoby dokonać porównania wszelkich, z pozoru sprzecznych wobec siebie tendencji i zjawisk, jak np. otwarte społeczeństwa Zachodu, centra innowacji w wybranych miejscach na świecie versus miejsca oporu, sprzeciwu wobec ekspansji kultury Zachodniej, czy też strategii polegających na „odcięciu” się od nowych technologii, czy nawet od powszechnych urządzeń (telefon, samochód, elektryczność). To na styku tego typu napięć tworzy się przyszłość i kierunek rozwoju ludzkich społeczności.

Literary Saturday: Science Fiction is a Genre That Everyone Should Read

The Evolution of Islamic Extremism

Otagowane , , , , , ,

Prognozowanie przyszłości – listy i historie przypadków

Prognozowanie przyszłości zwykle odbywa się za pomocą kilku metod.

Można przyglądać się wykresom, które pokazują długie kilku, a nawet kilkudziesięcioletnie trendy oparte na systematycznym gromadzeniu danych.

Drugie podejście to planowanie scenariuszowe. Tu nie tyle ważne są dane ilościowe, ile próba dokonania syntezy, zebrania w dość spójną całość wielu zgromadzonych tendencji, obserwacji, zjawisk.

W końcu najprostszym sposobem, którą stosują popularne serwisy od trendów to listy i zestawienia rozmaitych historii, zdarzeń, innowacyjnych produktów, nietypowych budynków i hoteli, mebli, czy ubrań.

Każdego dnia mamy wszyscy z tym do czynienia. Dla niektórych to codzienny rytuał, który daje poczucie, że jest się w stanie zrozumieć świat, ludzi, jest się „na bieżąco” z nowinkami. Dlatego słuchamy wiadomości, czytamy newsy, zbieramy „perełki”, plotki aby potem przy nadarzającej się okazji podzielić się znajomymi przy piwie.

Piszę to wcale nie z myślą aby takie podejście dewaluować, ile bardziej pokazać odwieczną potrzebę rozumienia świata, w którym żyjemy, działamy. Jest to nam potrzebne nie tylko po to aby móc rozmawiać, dzielić się z innymi wszystkim tym, co wiemy, ale jaki mamy obrać kierunek (albo możemy to zrobić), coś zaplanować, tak aby móc poczuć się bezpiecznie, móc przewidzieć, co się stanie za dzień, dwa dni, a może nawet za miesiąc.

Tylko teraz mamy do czynienia z czymś zgoła odmiennym. Zmiany następują coraz szybciej i nasze planowanie w zakresie tygodnia, miesiąca przestaje wystarczać. Potrzebujemy spojrzeć dalej w przyszłość, znacznie dalej.

W internecie , zresztą nie tylko tam, pojawia się coraz więcej zestawień, tablic, diagramów, które pokazują jak może wyglądać przyszłość w perspektywie 20-tu, 30-tu, a nawet 100-tu lat. Czyż samo w sobie to zjawisko nie jest zastanawiające i fascynujące?

Oto jedna z takich tablic (infografik) pokazująca, co może czekać nas w ciągu kolejnych 50-ciu lat.

BBC FUTURE_non-editable-flat

Mamy tu kilkanaście prognoz, co się może wydarzyć w takich obszarach, jak technologia, polityka, społeczeństwo… co rzuca się w oczy to, że „obserwacji” dotyczących zmian społecznych jest najmniej. Autorzy tego zestawienia najmocniej koncentrują się na zmianach w obrębie technologii…

Takie zestawienia ilustrujące poszczególne wynalazki i nowinki technologiczne to swoiste instrukcje obsługi albo plany przyszłości prezentujące zanik różnic między ludzkim ciałem, a maszyną, czy programem. Sztuczne oczy, narządy, modelowanie pracy mózgu, czy nowe technologie implantów, które można będzie wszczepiać do ludzkiego mózgu po to aby nim manipulować albo też doskonalić (pewnie osobne rozwiązania dla elit i mas).

Pozwala to przyzwyczaić się do szybkości zmian i oswoić nowe technologie. Ale nadchodząca przyszłość przedstawiana jest tu w taki sposób, jakby miała się pojawić nagle i znienacka i tak samo szybko zmienić nasze codzienne doświadczenie.

Rzadziej można spotkać scenariusze prezentujące konsekwencje nadchodzących zmian, czyli jak te wszystkie wynalazki będą wpływać na życie społeczne, czy wręcz relacje między-ludzkie w mikroskali. A przecież taki wpływ nie zawsze pojawia się w sposób nagły, często do końca nie wiemy, jak określona technologia wpłynie na pozostałe dziedziny życia. A nawet jeśli, czy zawsze będzie to wpływ przebiegający w zakładanym przez nas kierunku?

Takie zestawienia zakładają również jednolity, całościowy rozwój wypadków w czasie. Wygląda to tak, jakby rozwój miał dotyczyć wszystkich w równym stopniu. Technologia ma zmienić bez wyjątku każdy region, każdą społeczność. A to nie koniecznie musi być prawdą. Dynamiczny rozwój technologii może oznaczać, że niektóre regiony, grupy społeczne nie będą w stanie nadążyć, bądź też nie będą chciały uczestniczyć w tym biegu ku nowym technologiom. Może to tworzyć szereg rozmaitych i sprzecznych ze sobą tendencji rozwojowych skutkujących na przykład tym, że pewne regiony będą ciążyć nie tyle do przyszłości, ale wręcz do przeszłości.

 

Otagowane , ,

Trudno o tym nie napisać. Co się stanie z Ukrainą?

00s

Wydarzenia na Ukrainie pokazały, że czasy zimnej, bezwzględnej polityki opartej na ochronie własnych strategicznych interesów wcale nie przeszły do historii. Historia się nie skończyła, jak twierdził Francis Fukuyama. Właśnie jesteśmy w samym jej środku. A przekonanie, że dzisiaj wojna w Europie nie jest możliwa okazało się złudzeniem.

Autorzy raportu „Świat w 2025. Scenariusze Narodowej Rady Wywiadu USA„, który ukazał się w 2009 roku, co prawda bardziej obawiali się konfliktów mających miejsce na Bliskim Wschodzie, czy w Azji Centralnej jednak również w Rosji widzieli zagrożenie. Byli zdania, że kraj ten wykorzystując kontrolę nad surowcami energetycznymi, jako środka nacisku i manipulacji może w pewnym momencie sięgnąć także po środki militarne.

Prawdziwej wojny jeszcze nie ma. Ale toczy się inna wojna – informacyjna. Rośnie napięcie i niepewność, zawirowania na rynkach finansowych. Stan bifurkacji, w którym nawet najbardziej banalny gest, drobny ruch, lokalny i z początku mało widoczny konflikt może uruchomić lawinę. Doczekaliśmy się bolesnej odsłony zadającej kłam dotychczas ustalonym regułom i przekonaniom, nie tyle na poziomie działań, ale przede wszystkim na poziomie wyobraźni. Oto nasze wyobrażenia o dotychczasowych regułach, porządku stały się iluzoryczne.

Na razie trwa nieustająca gra wykierowana w stronę naszej wyobraźni, mająca na celu urobienie, ukształtowanie naszych emocji i postaw, czy to pro-ukraińskich, pro-europejskich, czy w końcu pro-rosyjskich. Każda klisza, historia tworzona jest przez określone agendy i centra informacyjne. Mamy do czynienia z przedstawieniem, które rozpoczyna się z wolna, aby potem szybko przejść w stan wzmożonego napięcia, by ponownie rozpłynąć się w morzu innych informacji. Każdy taki ruch, każda zmiana i forma informacji tworzy osobny stan emocjonalny skutkujący oczywiście fluktuacjami na rynkach finansowych, a czasem nawet jest przez nie wyprzedzana.

Jedno jest pewne i bardzo już wyraźne. Dotychczasowe wydarzenia na Ukrainie, a potem spotęgowane działania Rosji wymierzone w ochronę swojej strefy wpływów nie tyle wzbudziły niepokój, ile zdziwienie i totalne zaskoczenie u wielu obserwatorów, polityków, czy intelektualistów, którzy przez długi czas nie mogli dojść po tych wydarzeniach do siebie i odnaleźć się jakby w zupełnie dla nich „nowym świecie”.

Nie było dnia, w którym nie pojawiały się zupełnie nowe i często sprzeczne interpretacje najpierw ukraińskich wydarzeń, a potem akcji para-militarnej Rosji. Odwoływano się do tradycji, historii, zasobów kulturowych, próbowano zrozumieć społeczeństwo ukraińskie dzieląc je na rozmaite, często zupełnie nie istniejące w rzeczywistości segmenty. Porównywano obecne wydarzenia do konferencji w Monachium, nowej Wiosny Ludów, emancypacji ukraińskiego społeczeństwa, czy wieszczono narodziny prawdziwej demokracji na Ukrainie.

A tak naprawdę to nowe rozdanie kart w polityce międzynarodowej. Rosja, jak dotąd nie zrezygnowała i pewnie jeszcze długo nie zrezygnuje ze swojej polityki imperialnej. Ukraina to integralna część jej sfery wpływów. Pytanie, czy też Polska nie będzie kolejnym elementem jej układanki? A może już nim jest?

Na pewno czasy imperiów się nie skończyły. Zaczyna się jedynie kolejny etap w ich historii. Spróbujmy sobie wyobrazić, jakie scenariusze wydarzeń mogą rozegrać się w najbliższej przyszłości na terenie i w najbliższym sąsiedztwie Ukrainy.

Strategia „wczesnej Katarzyny”

Warto sobie przy tej okazji przypomnieć politykę ekspansji Rosji pod koniec XVIII wieku. Dominowały wówczas dwa podejścia. Pierwsze reprezentowane przez ugrupowanie militarystyczne, zakładające militarną inwazję i natychmiastowe wchłonięcie w skład imperium danego kraju, drugie zaś reprezentowane przez Panina – głównego doradcę Carycy Katarzyny w sprawach zagranicznych, który był zwolennikiem bardziej zakonspirowanych reguł gry, która polegała, m.in. na rozbrojeniu rywala obietnicami zapewnienia mu ochrony: „ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku” (por. Norman Davis „Boże Igrzysko. Historia Polski”, wydawnictwo Znak, Kraków 1991, ss. 673-674). W początkowym okresie panowania Katarzyna była zwolenniczką właśnie tego drugiego podejścia.

Właśnie takie podejście zakładam w tym scenariuszu. Rosja bardziej straszy niż prowadzi do rzeczywistego konfliktu o charakterze militarnym. Krym niby uzyskuje autonomię, ale de facto staje się integralną częścią Rosji (taką strategię Rosja już stosowała w innych częściach swojego imperium). Pozostała część Ukrainy, szczególnie ta wschodnia i południowa zaczyna być silnie penetrowana przez rosyjskie służby specjalne. Celem Putina jest utrzymanie politycznej niestabilności i silnej zależności Ukrainy wobec Rosji (przez reglamentacje dostępu do jej surowców). W konsekwencji tak prowadzonych działań powstaje kolejny rząd na Ukrainie zupełnie uzależniony od Moskwy.

Strategia „nadgryzionego jabłka”.

Prócz przyłączenia Krymu Rosja prowadzi do przejęcia rzeczywistej kontroli nad wschodnimi i południowymi częściami Ukrainy. Dokonuje tego albo przez inwazje militarną albo też przygraniczne konflikty i prowokacje. Stosuje przy tym ten sam zabieg propagandowy, co w przypadku Krymu argumentując konieczność interwencji zbrojnej ochroną mniejszości rosyjskiej zamieszkującą ów terytoria. Kolejnym etapem jest przejęcie kontroli nad zachodnią częścią Ukrainy wykorzystując zależności gospodarcze wśród oligarchów ukraińskich (łapówki, korupcja, szantaż) bądź i jednocześnie własną sieć agentów. Równolegle prowadzi działania destabilizujące, prowokuje zamieszki i niepokoje społeczne wykorzystując pogarszającą się sytuację gospodarczą Ukrainy.

Co robi Zachód?

Zachód jak zwykle głośno „krzyczy”, zwołuje konferencje, sympozja, debaty, ale w konsekwencji działania te są kolejną grą pozorów (Zachód oprócz może wyłączenia Rosji z formalnego uczestnictwa z grupy krajów G8 nie może za wiele zrobić, gdyż łączy go z Rosją zbyt wiele zależności gospodarczych). W efekcie z pozoru pozycja Rosji słabnie, ale w rzeczywistości jej pozycja w tej części Europy staje się jeszcze silniejsza. Nie ulega wątpliwości, że kolejnym etapem strategii Rosji będą kraje nadbałtyckie (już coś jest na rzeczy jeśli chodzi o Estonię i Łotwę), a potem może i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, jak Słowacja, Mołdawia, czy nawet Polska.

Jak na razie nie widać też żadnych perspektyw większej integracji w zakresie wspólnych działań państw Europy Środkowo-Wschodniej, por. chociażby neutralna postawa Węgier wobec ekspansywnej polityki Moskwy. W ostatnim okresie można obserwować nawet silniejsze zbliżenie Węgier i Rosji w zakresie polityki energetycznej.

Zdjęcie za Zylat (świetny blog o Ukrainie pisany z Ukrainy, też czasami po angielsku)

Zobacz też:

Wojna będzie i tak   Wywiad z Georgiem Friedmanem

Zmiana reguł gry i co z tego wynika

Czarny łabędź wylądował. Pomyślmy o konsekwencjach

Bełdzikowski: Krym a sprawa polska

Rosyjskie wojsko podnosi się z kolan. Miliardy od Putina, ćwiczenia jak za zimnej wojny

Global Trends 2025: A Transformed World

Global Trends 2030: Alternative Worlds

How The Western Press Is Getting It Terribly Wrong In Ukraine

5 Things You Should Know About Putin’s Incursion Into Crimea

Otagowane , , , , , ,

Segregacja i miasto

EstesRichardFoundations08

Natura segregacji

Struktura społeczna zakłada relacje, które budowane są w oparciu o status, umiejętności i kompetencje. Segregacja, procesy segregacyjne są immanentnie wpisane w zmiany struktury społecznej (stygmat, dewiacja, wyznaczanie granic grupy, psychiatria, koncepcje psychologiczne i terapeutyczne, religia, czy poszukiwanie tożsamości).

Na każdym z etapów zmiany struktur społecznych (więzi społecznej), jak na przykład: plemiona, klany, rodzina, system feudalnych powinności, nepotyzm, biurokracja, a w końcu sieć (układ klastrów) segregacja tworzona była w oparciu o inne podłoże: mityczne (magiczne), religijne, ideologiczne (para-naukowe) i w końcu techniczne i rynkowe (redukcja kosztów). Segregacja jest też powiązana z władzą (insygnia, dystans, narzędzia kontroli).

Badacze zajmujący się badaniem i analizą sieci społecznych używają pojęcia segregacji, jako jednego z podstawowych pojęć mających opisywać dynamikę sieci społecznych. Przeprowadzono wiele eksperymentów i komputerowych symulacji, które ukazały, że procesy segregacyjne są naturalnym elementem procesów społecznych, często przebiegają zupełnie spontanicznie, jeśli nie napotkają odgórnie nakładanych regulacji, ale nawet i wtedy potrafią je na swój sposób przebudowywać i modyfikować (por. ilustracja poniżej ukazująca jedną z takich komputerowych symulacji).

spatial model_komputerowa segregacja symulacji

This point is ultimately at the heart of the model: although segregation in real life is amplified by a genuine desire within some fraction of the population to belong to large clusters of similar people either to avoid people who belong to other groups, or to acquire a critical mass of members from one’s own group we see here that such factors are not necessary for segregation to occur. The underpinnings of segregation are already present in a system where individuals simply want to avoid being in too extreme a minority in their own local area.

David Easley, Jon Kleiberg Networks, Crowds, and Markets: Reasoning about a Highly Connected World s.127, Cambridge University Press, 2010.

Jednym z obszarów, na którym możemy obserwować procesy segregacyjne jest współczesne miasto (por. ilustracja pokazująca to na przykładzie miasta Chicago).

segregacja rasowa w przestrzeni miasta Chicago w latach 1940-60

Współczesne miasto i segregacja

Przestrzeń współczesnego miasta podzielona jest coraz bardziej na odseparowane od siebie strefy (zony). Niektóre z nich posiadają fizycznie istniejące granice w postaci płotów, ogrodzeń, murów, ekranów wyciszających szum samochodów, a często system monitoringu, kamer i budek ze strażnikami. Inne oddzielone są od siebie jedynie konwencjonalnie ustalonymi strefami wpływów (terytoria działalności gangów) lub granic istniejących jedynie mentalnie w postaci aspiracji lub skrywanej niechęci (modne dzielnice vs. slumsy).

Segmentacja ta przypomina – coraz bardziej boleśnie odczuwaną przez niektórych, a przez innych nawet preferowaną – segregację. Oto mamy dzielnice handlowe, kompleks biurowców, gdzie siedzibę mają duże korporacje i obsługujące je agencje reklamowe, przestrzeń zajmowaną przez hurtownie i drobną przedsiębiorczość (peryferia), odseparowane i sterylne, monitorowane przez 24 godziny na dobę dzielnice mieszkalne.

Każda zona posiada sobie tylko właściwą strukturę, na którą składają się poszczególne elementy o ściśle przypisanych funkcjach. Na przykład dzielnica mieszkaniowa obejmuje supermarket, bazar, przedszkola i szkoły oraz bogaty repertuar miejsc rozrywki (puby, restauracje, kina).

Taką segregację wzmacnia polityka władz miasta, która steruje m.in. komunikacją, dodając lub odejmując niektóre linie autobusowe i tramwajowe, budując w określonych miejscach linie metra. Tym samym tak naprawdę tworzy krwiobieg współczesnego miasta, który pozwala na rozwój niektórym zonom, a inne z kolei skazuje na wegetacje i zapomnienie.

Innym znaczącym aktorem są lokalne media, które opisują lub skrywają milczeniem określone knajpy, miejsca lub dzielnice. Tym,co kształtuje siatkę dzielnic, preferencji i antypatii na mapie miasta są trendy, które może ostatnio już coraz rzadziej oddolnie i spontanicznie każą budzić podziw lub traktować, jako passe określone miejsca.

Należy jednak pamiętać, że procesy segregacji nie wyznaczają raz na zawsze, bezwzględnych i sztywnych granic, ale bardziej nieustannie je przesuwają, tak, że nierzadko są trudno uchwytne dla nieobeznanego obserwatora, ale tak czy inaczej wciąż istnieją.

Źródła ilustracji: pradella.arte,

David Easley, Jon Kleiberg Networks, Crowds, and Markets: Reasoning about a Highly Connected World

Zob też:

Przyszłość miast

Swoisko-obce miasta i fenomen miejskiej turystyki

Segregacja w szkole

Wirtualne tożsamości i anty-lokalność

——-

Edukacja segregacja

How segregated is your city

Maps of extreme income segregation in us cites 2012

How subway networks evolve

Otagowane , , , , , , , , , ,

Prognozowanie przyszłości – znaczenie historii

Harappa

Do prognozowania przyszłości używa się różnych technik, narzędzi, wykorzystuje się rozmaite podejścia teoretyczne. Jednak prognoza osadzona jest zawsze w tym, co już wiemy na temat przeszłości. Posiadamy określone doświadczenia, nawyki, a nasze myślenie uzależnione jest od określonej perspektywy, według której nauczyliśmy patrzeć się na świat. Najczęściej widzimy to, co jesteśmy w stanie zobaczyć i to, co oczekujemy zobaczyć. W prognozowaniu przyszłości świadomość naszych doświadczeń i wiedza na temat historii odgrywają niebagatelną rolę.

Możemy sobie wyobrazić dwuwymiarowym świat, w którym żyją Płaszczaki. Są to stworzenia, które nauczyły się doświadczać świata jedynie w dwóch wymiarach. Czy kiedykolwiek będą zdolne do tego aby zobaczyć świat w trzech wymiarach? Albo inny przykład, patrzymy na wykres i widzimy, że tendencja przebiega w ściśle określonym kierunku, na przykład wzrostowym. Zakładamy zatem, że również w przyszłości tendencja będzie podobna. Jednak wystarczy, że pojawi się nowa technologia, zdarzy się jakaś katastrofa, powódź, czy nieoczekiwany krach na giełdach, a wszystko nagle, praktycznie w jednej chwili ulega zmianie. Wykres, który do tej pory stanowił dla nas „wyrocznie” przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Oba te przykłady jednak wcale nie muszą dewaluować znaczenia historii. Jest wręcz przeciwnie. Właśnie dobrze znając historię możemy rozumieć to, jaki może mieć wpływ na nasze zachowanie i myślenie teraz i w przyszłości. Historia może być także doskonałą skarbnicą analogii, perspektyw przydatnych lub nie w przygotowywaniu scenariuszy przyszłości.

Stephen M. Millett uważa, że badanie przeszłości i przyszłości mają ze sobą znacznie więcej wspólnego niż się wydaje. Twierdzi, że każdy kto zajmuje się prognozowaniem przyszłości może bardzo dużo nauczyć się od tego, w jaki sposób pracuje historyk. W swoim eseju przedstawił pięć zasad, które warto wziąć pod uwagę podczas naszych wędrówek w przyszłość.

Zasada I Przyszłość to połączenie ciągłości i zmiany.

Analizując jakieś wydarzenie post-factum zwykle poszukujemy jakiś przyczyn, które mają wyjaśnić jego powstanie. Staramy się na nie spojrzeć z perspektywy znacznie dłuższego czasu i próbujemy odnaleźć jakiś odpowiedzialny za taki, a nie innych rozwój wypadków proces. Ale wiemy równie dobrze, że główni aktorzy uczestniczący w tym wydarzeniu mogli podjąć inne decyzje, ba nawet często się nad nimi zastanawiali, mogli równie dobrze nic nie robić. W ten sposób można traktować dane wydarzenie, jako nieuniknione. W rzeczywistości, to nasze podejście zakłada taki determinizm i nie koniecznie stanowi rzeczywistą przyczynę pojawienia się wydarzenia.

Przyszłość zawsze będzie synergią ciągłości i nieciągłości. Zrozumienie, na jakich zasadach takie połączenie funkcjonuje jest niezwykle trudne. Dlatego podczas identyfikacji trendów nigdy nie należy ślepo zakładać, że przyszłość to nic innego, jak powtórzenie i zwielokrotnienie tego wszystkiego, co dzieje się obecnie. Oczywiście należy uwzględnić dotychczasowe trendy i to, co wydarzyło się w przeszłości – to jest nasz punkt wyjścia, nasza baza, innej po prostu nie mamy. Ale jednocześnie należy zastanowić się, jak obecne warunki i na jakich zasadach mogą lub nie odgrywać rolę w przyszłości.  Stephen M. Millett uważa, że analiza tendencji jest „koniecznym, ale niewystarczającym” warunkiem prognozowania przyszłości; to samo odnosi się do wyobrażania sobie tych wszystkich zmian, które mogą lub nie wystąpić w przyszłości.

Zasada II Prognozy są zawsze osadzone w pewnym kontekście.

Chociaż przyszłości nie można dokładnie przewidzieć, można spodziewać się określonych wydarzeń, o różnym stopniu niepewności, w zależności od warunków. Obojętnie, jak będzie wyglądać przyszłość zawsze mamy jakieś względem niej oczekiwania, nawet jeśli są to tylko jakieś magiczne zaklęcia. Wszystkie zdarzenia w przyszłości będą prawie na pewno występować w kontekście określonych warunków.

Możemy nie być w stanie przewidzieć dokładnie wszystkich zdarzeń, ale możemy dobrze przemyśleć nasze oczekiwania wobec przyszłych wyników, uwzględniając określone warunki i scenariusze wydarzeń. Na przykład zadając pytanie: kiedy Polska osiągnie roczny wzrost PKB na poziomie 7% lub więcej? trudno nam będzie sobie dokładnie wyobrazić, że jest to w ogóle możliwe, ale już to samo pytanie, postawione nieco inaczej: w jakich warunkach można byłoby oczekiwać, że w Polsce nastąpi wzrost PKB na poziomie 7% lub więcej? stawia problem zupełnie inaczej, uruchamia inny sposób myślenia, pozwala zobaczyć przyszłość od różnych stron, w kontekście określonych warunków.

dubaj1(1)

Zasada III Przewidywanie przyszłości i tworzenie wizji to różne perspektywy spoglądania na przyszłość, które mogą się wzajemnie uzupełniać.

Należy zawsze pamiętać, że czym innym jest przewidywanie przyszłości, zajmowanie się budowaniem prognoz, a czym innym jest tworzenie wizji przyszłości. Zajmowanie się przewidywaniem przyszłości, czy – bardziej współcześnie należałoby mówić – identyfikacją nowych trendów to poszukiwanie możliwych scenariuszy, które powinny wydawać nam się w jakimś stopniu wiarygodne, prawdopodobne. Staramy się opracować takie scenariusze biorąc pod uwagę określone warunki. Poszukujemy związków, głównych, znaczących aktorów, kluczowych technologii, czy badamy kontekst społeczny, ekonomiczny.

Tworzenie wizji, opiera się bardziej na naszych aspiracjach wobec przyszłości. To jest dokładnie to wszystko, co chcemy zobaczyć w przyszłości, wszystko to, co chcemy aby się zdarzyło, do czego dążymy. Opieramy się tu bardziej na naszym systemie wartości, celach, dążeniach niż na chłodnej analizie obecnie występujących tendencji, czy warunków.

Oczywiście, to, że chcemy pewnej przyszłości wcale nie musi oznaczać, że ona nastąpi.
Niekiedy planowanie strategiczne jest przejawem tworzenia takiej wizji. Jeśli dana organizacja lub firma nie zajmuje się prognozowaniem na bazie rygorystycznych założeń, czy metod, samo planowanie strategiczne może okazać się jedynie pobożnym życzeniem. Firmy często nie umieją odróżnić od siebie tych dwóch podejść i popadają w myślenie życzeniowe. Jednak są to dwie osobne i różniące się od siebie podejścia. Co nie zmienia faktu, że zarówno planowanie przyszłości, jak i tworzenie wizji są równie ważne i powinny iść ręka w rękę, należy tylko być świadomym, czym naprawdę się zajmujemy i dlaczego.

Zasada IV Każda prognoza, scenariusz powinny być dobrze przemyślane, oparte na dobrze udokumentowanych i rzetelnych analizach.

Należy pamiętać, że oprócz różnych metodologii prognozowania trendów istnieją trzy główne obszary, którymi zajmuje się trendwatching. Są to: diagnoza sytuacji, analiza trendu i planowanie scenariuszowe. Diagnoza obecnych zjawisk i tendencji polega na dokładnym zrozumieniu, co z czym się wiąże i dlaczego, skąd w ogóle się to wzięło. Na bazie diagnozy poszukuje się tych wszystkich śladów i znaków, które obrazują (lub mogą obrazować) początki nowych trendów.

W końcu trzecia sprawa: planowanie scenariuszowe, czyli przedstawienie kilku (najczęściej czterech) różnych, często wykluczających się scenariuszy wydarzeń, które w mniejszym stopniu stanowią ilościową prognozę pewnych zjawisk (co oczywiście nie zakłada, że nie mogą takich prognoz zawierać), a bardziej są pewną historią, która dopiero ma się wydarzyć. Szczególnie tu przydatna jest ugruntowana wiedza historyczna, nie koniecznie w tym sensie, że na jej bazie próbujemy przewidzieć przyszłość, ile bardziej, jako właśnie – wspomniany już wcześniej – zbiór analogii, pomysłów, czy inspiracji do naszych opowieści z przyszłości. Zresztą historyczne metody badawcze mogą odgrywać ważną rolę w każdym z tych wymienionych, wyżej obszarów.

Nasze prognozy opierają się zawsze na tym, czym dysponujemy teraz lub tym, co uda nam się odszukać w historii, nie mamy żadnych danych dotyczących przyszłości. Nie możemy wiedzieć, czy nasza prognoza okaże się „prawdziwa”, „dokładna” lub nawet „bliska prawdzie”, lub jakakolwiek inna, ale powinniśmy być dogłębnie świadomi i umieć przekonująco bronić na jakiej podstawie ją „wymyśliliśmy” . Nasze podejście powinno opierać się rzetelnych założeniach i konkretnym podejściu teoretycznym. Ważna jest wiedza na temat praktyk badawczych, wykorzystywanych w naukach społecznych, chociaż możemy poszukiwać inspiracji także w fizyce, czy biologii (np. wiedza na temat powstawania i rozprzestrzeniania się wirusów, czy epidemii).

Zasada V Nie ma czegoś takiego jak niezmienna prognoza

Każda prognoza jest przemyślanym oczekiwaniem określonych wydarzeń w przyszłości, świadomą spekulacją, czy zbiorem hipotez. Jednak zawsze powstaje w określonym czasie, warunkach. Należy zatem traktować prognozowanie przyszłości nie, jako raz na zawsze ustaloną wyrocznie, ale bardziej, jako proces, który podlega nieustannym zmianom. Badania przyszłości podobnie, jak badania przeszłości nigdy nie są zakończone. W miarę upływu czasu coraz więcej wiemy na temat historii, jak i naszej przyszłości.

Znamy dobrze takie powiedzenia, jak historia lubi się powtarzać lub nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Paradoksalnie oba mogą okazać się prawdziwe, zależnie od czasu, zmieniających się warunków, czy kulturowych wzorów.

[…] wiedza o historii jest bardzo silnie powiązana z badaniem przyszłości. Podczas 40 lat pracy, jako historyka wielokrotnie byłem zaangażowany w badanie przyszłości. Używałem przeszłości aby odkrywać przyszłość. Podobnie jak w badaniu historii, przewidywanie przyszłości jest silnie oparte na faktach, dowodach, solidnych badaniach i logice – wbrew pozorom mamy tu znacznie więcej nauki niż science fiction.

Prognozowanie można określić, jako „historię stosowaną”, innymi słowy chodzi o wykorzystanie wiedzy historycznej do rozwiązywania teraźniejszych problemów. Kluczowe jest tu powiązanie odpowiedzi na pytanie „co się stało i dlaczego?” z odpowiedzią na inne pytanie „jak może to wyglądać w przyszłości i jakie będą tego konsekwencje?” Prognozowanie, przynajmniej w kontekście zarządzania, łączy historię stosowaną z innymi dziedzinami nauki: matematyką, czy analizą systemów. Głównym celem jest identyfikacja możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń. W konsekwencji ma nam to pomóc w podejmowaniu takich decyzji, które będą miały pozytywne konsekwencje w przyszłości. W języku biznesu, prognozowanie jest wyrazem należytej staranności w zarządzania ryzykiem.

Historia dostarcza wskazówek co do przyszłości. Identyfikacja trendów historycznych pozwala nam uchwycić i zrozumieć wzory i długoterminowe konstelacje w kulturalnym zachowaniu.

Stephen M. Millett Five Principles of Futuring as Applied  History

Wpis powstał na podstawie tekstu:

Stephen M. Millett Five Principles of Futuring as Applied  History

Zobacz też:

Managning Future Forecasting Strategic Planning

Zmierzch demokracji i średniowiecze 2.0

obrazki ze stron Nowa Atlantyda i sw-extreme

Otagowane , , , , , , , ,

Media społecznościowe jako „największe zagrożenie dla społeczeństwa” – wydarzenia w Turcji

istanbul-protest630

Amerykańska dziennikarka napisała dwa-trzy lata temu (nie pamiętam już dokładnie kiedy czytałem jej tekst, ale pamiętam, że zrobił na mnie wstrząsające wrażenie), że Turcja coraz bardziej przypomina czasy schyłku republiki Weimarskiej przed dojściem Hitlera do władzy. Mieszkając w Turcji już od kilku lat miała wrażenie, że wśród jej znajomych pewnych rzeczy nie wypada mówić, zwłaszcza tych dotyczących władzy. Mimo coraz lepszego poziomu życia i zdawałoby się rozwoju nowoczesnej demokracji na wzór zachodni, miała wrażenie, że w tureckim powietrzu narasta napięcie, a nawet strach. Krążyły plotki, że ktoś kto miał zbyt dług język po prostu znikał, rozpływał się w niebycie.

Ciekawe. Pewnych rzeczy nie można mówić, chociaż wszyscy i tak to wiedzą. Nie da się ukryć informacji w dobie internetu i nieokiełznanych serwisów społecznościowych, czy mikroblogów.  To, co dzieje się obecnie w Turcji to powtórka tego, czego mogliśmy się dowiedzieć w czasie Arabskiej Wiosny. Dzisiejsze rewolucje nie są widoczne w telewizji one są widoczne i rozprzestrzeniają się dzięki mediom społecznościowym. Groźny, nieokiełznany żywioł, który z niewielkiej iskry, lokalnego protestu może wywołać ogólnonarodowe powstanie. To druga strona medalu nowoczesnych technologii, które mogą być używane do infiltracji obywateli, ale mogą być używane przez obywateli do obalania rządów.

tv i social media

Na południu Turcji trwa regularna wojna domowa, panuje chaos – w Syrii rządzonej od kilku dekad przez rodzinę dyktatorów giną ludzie, leje się krew. Turcja chociaż popiera syryjskich rebeliantów to jednak zachowuje się, jak przysłowiowa francuska dziwka: chciałaby, ale się boi, boi się, że protest wykorzystają do swoich celów Kurdowie, których w Syrii jest też całkiem sporo.

A teraz wystarczyła iskra. Pojawiła się nagle i nie wiadomo skąd w samym centrum stolicy Turcji – Stambule. Protest niewielkiej grupki młodych ludzi przeciw zbudowaniu na terenie parku Gezi nowoczesnego centrum handlowego, potem meczetu (nieprawdziwe skreślić) bardzo szybko przekształcił się w prawdziwy pożar. Rząd oskarża młode pokolenie, które nagle poczuło się, że ma „za dobrze” albo „za ciasno” w zbyt konserwatywnej republice. Premier na pewno nie ma miękkiego serca. To przysłowiowy ojciec narodu (miłość ojca to nie cukierek). Ostatnie doniesienia wskazują, że podobnie, jak dyktator Syrii zdolny jest do użycia przemocy i to prawdziwie brutalnej przemocy aby tylko stłumić protest w samym jego zarodku.

A jeśli to nie tylko przejaw niezadowolenia, zbuntowanej, rozpuszczonej młodzieży tylko zapowiedź zupełnie nowych zmian? I zmian nie dotykających tylko Turcji? Starcie różnych, coraz bardziej odmiennych, oddalających się od siebie sposobów przeżywania, poznawania świata. Przecież Erdogan i jego partia dwukrotnie wygrali wybory w Turcji mają za sobą blisko 50% poparcie tureckiego społeczeństwa. W czym rzecz?

Być może w tym, że druga połowa tureckiego społeczeństwa znajduje się już gdzie indziej, ma inne aspiracje, do czego innego dąży. Jej światem nie jest hermetycznie zamknięty islam, a nie mająca granic sieć, swoboda poruszania się, wolność wypowiedzi, poczucie odpowiedzialności i społeczne zaangażowanie.

W pewnym momencie turecki kanał CNN Turkey, pokazywał, pokazy kulinarne i pingwiny, z drugiej strony mieliśmy relacje CNN International na temat protestów w Turcji, ale można rzec dość „ugrzecznioną”. Zupełnie inne obrazy i informacje napływały i wciąż napływają od strony mediów społecznościowych. Niektóre z nich z pewnością nie nadają się do oglądania przez widzów w wieku poniżej 18 lat.

Update: 8 czerwca 2013 r.

Premier Turcji wycofał się z budowy centrum handlowego.

Zob.więcej:

A breakout role for Twitter in the Taksim Square protests?

 

Otagowane , , , , , , ,

Kryzys? A może to już normalność?

415-disaster-day-crisis-wallpaper-1920x1200-customity

Jakiś czas temu prowadziłem warsztat na temat prognozowania trendów, który miał otworzyć nową edycję tego kierunku na Viamodzie – Polskiej Szkole Mody i Designu. Przed moim wystąpieniem głos zabrała znana trend watcherka Zuzanna Skalska. Przyznała, że paradoksalnie ma znacznie więcej pracy niż w czasach prosperity – firmy chcą wiedzieć, co robić w trudnych czasach… po chwili jednak dodała jedną uwagę. Jej zdaniem obecnie nie mamy do czynienia, z jakimś tam kryzysem, spowolnieniem gospodarczym, po którym ponownie nastąpi wzrost. To co dziś obserwujemy to koniec pewnego świata, zupełne i bezpowrotne załamanie się starego systemu. Innymi słowy znajdujemy się w czasach przełomu, zawieszenia…

Takie opinie to nie nowość. Zwykle gdy mamy do czynienia z silnym i to jeszcze przedłużającym się kryzysem, warto tu przypomnieć, że obecne, tak silne wyhamowanie gospodarki trwa tak naprawdę z niewielkimi, co prawda przerwami od 2008 roku, próbujemy nie tylko jakoś zrozumieć zaistniałą sytuację, ale też w jakiejś mierze się do niej „mentalnie” przystosować.

Opinie, że to nie tylko przejściowy wypadek przy pracy, ale tak naprawdę koniec pewnej ery, epoki i początek nowej można było spotkać pewnie dużo wcześniej. Przypomnę, że sam w podobnym tonie wypowiadałem się już na tym blogu: Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia.

Zainteresowanie kryzysem rośnie właśnie w czasach samego kryzysu, a wszelkie głosy, czy analizy w czasach wzrostu wskazujące dopiero możliwość nadejścia załamania są lekceważone, czy wręcz wyśmiewane. Kiedy mieliśmy boom na rynku nieruchomości, większość obserwatorów, analityków była przekonanych, że teraz to norma i ceny będą już rosnąć zawsze, a o wychwalanym modelu gospodarczym stymulowanym przez kredyt już nie wspomnę. Widzimy to co chcemy widzieć, nasze decyzje, strategie (jeśli tak naprawdę jakiekolwiek istnieją) są oparte jedynie na pragnieniu tego, co dobre i przyjemne, unikamy „czarnowidztwa” i pesymizmu, bo to przecież jest takie passe. A dziś? Dziś jesteśmy już może i nawet przytłoczeni ową „literaturą przedmiotu” dotyczącą kryzysu, źródeł kryzysu, modeli teoretycznych kryzysu i tak dalej i tak dalej. Jednak dla mnie to rzecz nadal fascynująca, jak realne wydarzenia w istotny sposób modyfikują, zmieniają całe, wielkie ekonomiczne teorie (por. chociażby artykuł, który podsumowuje 21 książek napisanych zarówno przez ekonomistów, jak i dziennikarzy, a będących próbą diagnozy przyczyn obecnego kryzysu:  Reading About the Financial Crisis: A 21-Book Review).

Dla mnie liczy się kontekst, to, jak patrzymy na świat, gdzie i w jaki sposób zdobywamy doświadczenie, jakie mamy wartości. Sztuką jest szukać własnych teorii i opinii zawsze wbrew opinii tłumu. A jakie to jest trudne pokazują wciąż pojawiające się kryzysy. Kryzys to przecież zawsze w dużej mierze skutek reakcji tłumów, zresztą tak samo, jak i hoss). Czyli oprócz ekonomicznych przyczyn w dużej mierze opiera się na zmianie percepcji i właśnie innym kontekście, według którego oceniane są pewne walory, zachowania, podejmowane są decyzje.

Warto zapoznać się z książką socjolog Jadwigi Staniszkis „Antropologia Władzy”. Punktem wyjścia dla autorki jest Traktat Lizboński, który miał stanowić podstawę do wprowadzenia istotnych zmian w strukturze instytucjonalnej, ale też strategii samej Unii. W międzyczasie wybuchł kryzys, który zawiesił wcześniej ponawiane próby diagnozy, a następnie przebudowy europejskiej federacji.

Kryzys zawsze jest wstrząsem, zawieszeniem lub całkowitą zmianą reguł. Ale autorka „Antropologii Władzy” zastanawia się, czy obecny kryzys nie jest próbą dostosowania gospodarki europejskiej do warunków narastającej globalnej konkurencji, zwłaszcza ze strony Chin. W takim ujęciu obecny kryzys to nie chwilowe załamanie, kolejna faza cyklu, ale trening, dyscyplina. Można go potraktować, jako dość bolesne (to pewnie bardzo mało trafne określenie w tym kontekście) zdyscyplinowanie europejskich społeczeństw i stworzenie zupełnie nowego modelu władzy, ale też zarządzania rynkiem pracy (wzrost wydajności przy jednocześnie bardzo istotnym spadku kosztów związanych z zatrudnieniem pracowników, kosztów transakcyjnych, czy kosztów relacji).

Być może zresztą przyjdzie nam żyć w permanentnym kryzysie i uznać go za sytuacje normalną? Procesy globalne tak się bowiem skomplikowały, że ich logika wymaga równoczesnego podejmowania działań sprzecznych. A już to samo w perspektywie naszych dotychczasowych nawyków myślowych stanowi jeden z symptomów kryzysu. Trudno bowiem dostrzec, w ramach naszej dotychczasowej perspektywy poznawczej, odwołującej się do logiki dwuwartościowej (i pozbawionej „ontologizacji czasu” pozwalającej wyrazić i rozwiązać paradoksy), iż wytwarzanie i realizacja zysków w ramach globalnego matriksu wiąże się z równoczesnym włączaniem rynków znajdujących się w odmiennych stadiach (i formach) kapitalizmu. I że w związku z tym ich wewnętrzne standardy, wyznaczające, co uznaje się za „racjonalne”, nieuchronnie wchodzą ze sobą w kolizje. Jeżeli system nerwowy owego matriksu w postaci ponadnarodowych instytucji finansowych, sieci produkcyjnych i handlowych, firm logistycznych i konsultingowych oraz – instytucji rankingowych, nie dostrzeże naturalności owych kolizji (i dalej będzie konceptualizował procesy w sposób zbyt liniowy, próbując wyeliminować wewnętrzne sprzeczności) to – zamiast skutecznie zarządzać złożonością, będzie tylko transmitował i potęgował szok.

Jadwiga Staniszkis, „Antropologia władzy. Między Traktatem Lizbońskim a kryzysem„, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, str. 151.

Czy zatem wchodzimy na zupełnie nowy poziom, gdzie pewne rzeczy do tej pory dla nas dobre znikną, a te rzeczy dość dla nas bolesne staną się normą? Trochę to przerażające, ale jak przyglądam się narastającej spirali zadłużenia niektórych krajów UE to wciąż nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie możliwe aby ten dług kiedykolwiek mogły one spłacić. Pojawia się błędne koło: takie instytucje, jak np. MFW wymagają drastycznych cięć wydatków, jako jeden z warunków udzielenia kolejnych kredytów. Owe cięcia powodują jednak, że gospodarka zwalnia, a to prowadzi do spadku dochodu np. z podatków, co z kolei powoduje wzrost zadłużenia i konieczność ponownej prośby o pomoc.

Polecam również

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Każda epoka ma swoje słowa

Strach przed nieznanym

Obrazek za www.customity.com

Otagowane , , , , , ,
%d blogerów lubi to: