Monthly Archives: Kwiecień 2009

Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia

Wciąż nurtuje mnie kilka pytań związanych z obecnym kryzysem gospodarczym.

  1. Co wywołało tak naprawdę obecny kryzys, który przybrał takie rozmiary – dzisiaj prawie każdy kraj na świecie boryka się z problemami gospodarczymi.
  2. Dlaczego tak niewielu uczonych, analityków, dziennikarzy, ludzi związanych z branżą finansową było w stanie go w ogóle przewidzieć?
  3. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywały i nadal odgrywają media?
  4. Jakie rozmiary ów kryzys może przybrać i jakie konsekwencje wywoła wobec współczesnego systemu instytucji politycznych i społecznych?
  5. Czy obecny kryzys to tak naprawdę brak równowagi pomiędzy systemem władzy (szeroko rozumianym), a dynamicznymi zmianami w technologii?

Takich pytań na pewno można postawić sobie jeszcze więcej.

Próby odpowiedzi na te i podobne pytania (znalezione w sieci)

„Global Finanicial Crisis / Summary of the media’s coverage of the timline, causes, implication, impast and recommended path forward” /December 1 2008./ Grail research

Jakiś czas temu znalazłem na slideshare fascynują prezentacje opracowana przez firmę grail research (zachęcam bardzo do odwiedzenia strony tej firmy, bo można znaleźć na niej wiele bardzo ciekawych prezentacji dotyczących różnych rynków i branż).

Prezentacja ta jest krótkim, ale bardzo treściwym sprawozdaniem.

Jest to wynik tytanicznej pracy – prawdziwie wzorowo wykonany desk research. Autorzy prezentacji przeczytali blisko sto artykułów na temat kryzysu, które ukazały się w takich tytułach, jak: Economist, FT, Wall Street Journal, uwzględniono także opracowania i raporty 8 think tanków, nie pominięto nawet materiałów, które ukazały się w innych mediach (radio).

Co z niej wynika?

Wspomnę tutaj jedynie o tym, gdzie autorzy dopatrują się źródeł kryzysu.

Pierwsza, chyba najbardziej rozpowszechniona, opinia na temat głównych źródeł kryzysu, to zapaść na rynku kredytów hipotecznych w USA (tzw. sub prime). Uważa się, że do owej zapaści przyczyniło się równocześnie kilka czynników, jak:

  1. Łatwy dostęp do kredytu.
  2. Rozluźnienie standardów dotyczących udzielania pożyczek.
  3. Nie adekwatne regulacje prawne, nieuwzględniające szybkich zmian na rynku usług finansowych.
  4. Skomplikowany i wciąż ulegający komplikacji system przeniesienia odpowiedzialności (w końcu nikt nie wiedział kto jest tym ostatnim dłużnikiem).

Jednak analiza pokazuje, że można też spotkać alternatywne wyjaśnienia przyczyn kryzysu:

  1. Zmiany w regulacjach dotyczących rynków finansowych, które przyczyniły się do tego, że banki mogły dysponować większym kapitałem, co prowadziło do podejmowania bardziej ryzykownych decyzji.
  2. Ambiwalentna rola agencji ratingowych, które przestały być zdolne do adekwatnej oceny wiarygodności głównych graczy na rynku. Jeszcze przed wybuchem kryzysu agencje ratingowe zyskały bardzo silny wpływ na rynek. Dokonywana przez nie ocena jednak coraz bardziej zaciemniała obraz sytuacji niż rozjaśniała.
  3. Złe i nieadekwatne podejmowanie decyzji przez banki podczas trwania kryzysu.
  4. Problemy z oceną wiarygodności firm i ich sytuacji finansowej.
  5. Manipulacja danymi przez administrację rządową w celu uzyskania pozytywnego wizerunku.

Zarówno w przypadku pierwszej próby wyjaśnienia, a jeszcze mocniej w przypadku drugiej widać, że jedną z poważnych przyczyn obecnego kryzysu jest załamanie się systemu władzy (kontroli), który nie jest już w stanie zapanować nad dynamicznymi zmianami na rynku (dynamiczny rozwój nowych technologii, które pośrednio przycyzniają się do powstawania innowacji na rynku usług finansowych).

Nie mam na myśli tego, że system władzy przestaje w ogóle funkcjonować, ale tego, że traci swoją moc sprawczą. Informacji jest tak dużo i zmieniają się one tak szybko, że decydenci nie są w stanie ich zaanalizować, a przez co nie potrafią trafnie przewidywać konsekwencji swoich decyzji.

W oczekiwaniu na wybuch pandemii

Informacje na temat wybuchu nowej pandemii grypy zaczynają przypominać samą pandemię. Rozchodzą się błyskawicznie.

Ale, że coś jest na rzeczy i nie są to żarty pokazują poniższe zdjęcia zamieszczone niedawno na filickr.com, a zrobione w stolicy Meksyku.

3473770021_bc6204aeea_b

3474792896_3228b985a9_b

3474793858_7bd3695404

3473760481_f5d85501a5_b

3474045897_c03b039dd1_b

Pandemia grypy jednak wybuchnie !!!

day501
day901
day1301

Już w listopadzie 2008 roku Światowa Organizacja Zdrowia twierdziła, że pandemia grypy jest nieunikniona. Wśród naukowców istnieje duża zgodność, że wybuch pandemii jest pewny – ważniejsze są zatem odpowiedzi na inne pytania: kiedy nastąpi? Jaki podtyp wirusa ją wywoła? Jak bardzo będzie zjadliwy? Jak szybko się rozprzestrzeni? Ile spowoduje ofiar śmiertelnych?

I oto mamy informacje, że pojawił się nowy wirus, który jest mieszanką świńskich, ludzkich i ptasich wirusów grypy – który zabił już do 68 ludzi w Meksyku, a także zaraził osiem osób w USA. W Meksyku liczba podejrzanych o zarażenie się tym wirusem przekracza tysiąc.

Dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Margaret Chan uznała, że ów szczep wirusa może wywołać epidemie grypy o światowym zasięgu. Twierdzi też, że nie wiadomo, jak duża będzie skala takiej epidemii. Mówi tylko „ sytuacja szybko się zmienia”.

Światowa Organizacja Zdrowia jest zdania, że mamy do czynienia z trzecią fazą zagrożenia oznacza to, że nowy wirus powoduje infekcje, ale nie jest w stanie szybko rozprzestrzeniać się z jednej osoby na drugą, jeśli nabierze takich zdolności rozpocznie się pandemia.

Wybuch pandemii oznacza, że na grypę może zachorować od 5% do 25% światowej populacji. Prawdziwy pomór miał miejsce podczas sławetnej „hiszpanki” w latach 1918-1920 – cytuje za Wikipedią: [Hiszpanka – przyp. autora] pochłonęła ona jak się ocenia od 50 do 100 mln ofiar śmiertelnych na całym świecie. Była to jedna z największych pandemii w historii ludzkości, w przebiegu której zachorowało ok. 500 mln ludzi, co stanowiło wówczas 1/3 ludzkości.

Ostatnia duża epidemia grypy wydarzyła się w 1968 roku – nazwano ją wówczas „grypą z Hongkongu” i przyczyniła się do śmierci ponad 1 miliona osób na całym świecie.

Ale zupełnie, nie tak dawno mieliśmy ponowne oznaki, że szykuje się coś groźnego – wszyscy pamietamy tzw. pogłoski o „ptasiej grypie”. Jedni twierdzili, że jest to wynik sprytnie zaplanowanej akcji PR koncernów farmaceutycznych, inni byli zdania, że to właśnie jeden z pierwszych symptomów zbliżającej się katastrofy. I chyba ci drudzy mieli racje – obecnie uważa się, że nowy typ wirusa, który wywoła epidemię będzie kolejną mutacją H5N1 – wirusa odpowiedzialnego za „ptasią grypę”.

Oglądając dostępne w internecie symulacje rozprzestrzeniania się pandemii można się przerazić – to prawdziwy pogrom. Najczęściej dotyczą krajów wysoko-rozwiniętych, które posiadają specjalne programy minimalizujące zagrożenie związane z wybuchem i rozprzestrzenianiem się zachorowań. Nie znalazłem podobnych modeli dotyczących tempa rozprzestrzeniania się grypy w Polsce.

Warto też śledzić Google flu trends – strona ta przygotowana została specjalnie aby móc obserwować i pewnie też w pewnym stopniu także przewidywać rozwój wirusów grypy. Także ta strona dotyczy tylko USA.

Poniżej zamieszczam też kilka linków do stron na temat pandemii:

Krótkie przypomnienie, jak to było podczas „hiszpanki” w USA w latach w 1918-1919.

map_of_flu_in_1918

Na fali nadchodzących nowych informacji powstał też blog „Pandemic Information News A daily chronicle of ongoing events pertaining to infectious diseases„.

Drugi blog, ale tym razem śledzący rozwój wirusa H5N1.

Czy w czasie kryzysu widać smutne twarze?

3127503431_63e1a3ca28_o

Czy kryzys już widać na ulicach naszych miast?

Dziś miałem niezwykłą rozmowę z moim młodszym synem Kubą (mam dwóch synów: jeden w wieku ośmiu lat, a drugi – jedenastu). Czekaliśmy na metro i Kuba powiedział w pewnej chwili coś takiego:

– Jaki ten świat jest smutny.
– Dlaczego – zapytałem.
– Ci wszyscy ludzie, jacy oni mają smutne twarze.
– Jak myślisz, dlaczego?
– To pewnie ten KRYZYS – odpowiedział.

Rozmowa zachęciła mnie abym zwrócił uwagę na otaczających mnie ludzi.
I rzeczywiście – tak, jak Kuba zauważył – na twarzach wielu osób można było dostrzec smutek. Może nie był on bardzo widoczny, może nie rzucał się w oczy, ale po uważnym przyjrzeniu można było go dostrzec. Może lepiej powiedzieć: dopiero się jakby wyłaniał, stawiał pierwsze kroki.

Ludzie, którzy nas otaczali nie mieli na twarzy rozpaczy, ale jakby brak było w nich pewnego „luzu”, takiej akceptacji tego, co jest, co się dzieje. Przeważało skupienie – trochę tak jak podczas pogrzebu. Kuba nawet to w pewnym momencie dokładnie wyartykułował:

– Jakby wszyscy szli na pogrzeb albo na ścięcie.

Może nie wszyscy się smucimy. Może nie wszyscy się obawiamy, ale nawet dziecko potrafi dostrzec, że dzieje się coś nie dobrego. Powoli i dotkliwie. Może są to jedynie moje subiektywne odczucia, ale może nie i mamy początek narastającego niepokoju, czy właśnie smutku.

Wszystkim i sobie życzyłbym oczywiście aby były to jedynie dziecinne fantazje, a nie rzeczywistość.

Szał na Susan Boyle

susan-boyle

I oto mamy nową gwiazdę. Pytanie: czy tak samo szybko, jak się pojawiła zniknie i ulegnie zapomnieniu? Chyba żadna bohaterka lub bohater, których w ostatnich latach próbowała wylansować któraś z polskich stacji telewizyjnych (może nie tylko zresztą polskich) nie wzbudziła tak w krótkim okresie tak dużego zainteresowania, jak Susan Boyle.

Jeszcze wczoraj zastanawiałem się, jaka postać może stać się symbolem czasów kryzysu. Jeśli taka postać się objawi – pisałem – będzie przypuszczalnie bardzo trafną metaforą naszych tęsknot, pragnień i lęków.

Kim tak naprawdę jest Susan Boyle?

Z pozoru niczym się nie wyróżnia. Jej wygląd, zachowanie, ubiór wpisuje się świetnie w stereotyp gospodyni domowej. Trochę zaniedbana, nieśmiała i zagubiona. Ma 47 lat, czyli jest w wieku, w którym już raczej czeka się na spokojną emeryturę, w którym nadrzędnym celem jest obrona wypracowanej w trudach życia stabilizacji.

Jak pisze Dziennik: Susan Boyle „mieszka w środkowej Szkocji, w górniczym mieście Blackburn. Jak sama wyznała jednej z brytyjskich bulwarówek, nigdy się nawet nie całowała”.

Ale po jej występie w brytyjskim „Mam Talent!” nastało prawdziwe szaleństwo. Nazwisko Susan Boyle było wszędzie: CNN, strony internetowych dzienników i magazynów, setki blogów – wszyscy o niej mówili i pisali. Ten szał prawdopodobnie został wywołan przez klip video, który ktoś zamieścił na Youtube, a który w ciągu tygodnia uzyskał oglądalność ponad 1 miliona wyświetleń – co jest rekordem w historii tego serwisu.

Przed domem Susan Boyle czatują dziennikarze, a blogerzy, którzy zwykle nie zajmują się życiem gwiazd piszą z uniesieniem, że oto ich życie się odmieniło, że możliwy jest cud, że pozory mylą.

Nawet na stronach poświęconych biznesowi możemy przeczytać artykuły analizujące fenomen nagłej popularności Susan Boyle. Znany magazyn poświęcony reklamie Advertisng Age zamieszcza długi artykuł pt. „Everything I Know About Marketing I Learned From Susan Boyle” autorstwa Simon Dumenco, który próbuje już post factum zrozumieć fenomen nowego o takiej skali spontanicznie rozwijającego się viral-video. A znany polityczny dziennikarz Gazety Wyborczej Bartosz Węglarczyk na swoim blogu pisze: ” Susan, która natychmiast stała się moją idolką, udzieliła wywiadu lokalnej gazecie. Jest przeurocza i bardzo, bardzo skromna. To, że dojdzie do finału, jest pewne, ale mam nadzieję, że wygra cały program.

Co się stało i dlaczego? Dlaczego Susan Boyle i dlaczego właśnie teraz? Przecież nie raz mieliśmy do czynienia z gwiazdami, gwiazdkami, które nagle objawiały światu swój fenomenalny talent, ale chyba żadna z nich nie zyskała takiego rozgłosu.

Czyżby rzeczywiście Susan Boyle to pierwszy bohaterów naszych czasów – czasów światowego kryzysu? Nie jest atrakcyjna, nie jest też młoda, ale jest skromna i pokazuję, że właśnie takie cechy mogą także stać się atutem, że pomimo wielu niepowodzeń przychodzi w końcu upragnione wybawienie i sukces. Czyli co? Zaciskajmy zęby, ciężko pracujmy, bądźmy skromni i wszystko będzie dobrze. Trzeba mieć nadzieję i wierzyć w swoją szczęśliwa gwiazdę. Czyżby zwiastun tego, o czym piszę w swoim świetnym tekście „Generacja milczenia i pokory” Tomasz Wróblewski.

Nachodzą czasy dla maleńkich laptopów

acer_aspire_one1_500x333
Czy to sprawka kryzysu, czy może potrzeby oszczędzania energii? Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że niedrogie i małych rozmiarów laptopy już w niedługim czasie zawojują rynek.

Te małe cudeńka potocznie zwane, jako netbooki jeszcze w zeszłym roku posiadały jedynie 7% udział w globalnym rynku laptopów, ale uważa się, że już w tym roku ich udział wyniesie 12%. Wzrost ich popularności szczególnie widoczny jest na rynku europejskim.

Historia ich rozwoju przypomina klasyczny cykl rozwoju każdej innowacji. Z początku produkowano je w wersji tylko dla wymagających i bogatych klientów – ale to przecież oni stanowią obok gwiazd estrady, artystów, stylistów mody jeszcze jedną grupę, która najbardziej spragniona jest wszelkiego typu nowinek.

Gdy netbooki już na dobre zadomowiły się na rynku dóbr luksusowych stworzono tańsze wersje dla rynku masowego. Jedną ze strategii ich upowszechnienia był projekt sygnowany przez firmy technologiczne z Tajwanu pod szczytną nazwą „Jeden laptop dla każdego dziecka”. Akcja ta miała na celu ułatwienia dostępu do internetu rodzinom, które z przyczyn finansowych nie byłyby do tego zdolne.

Każdy netbook posiada klawiaturę, nieduży ekran i przede wszystkim dostęp do internetu. To właśnie na funkcje ułatwiające dostęp do internetu położono szczególny nacisk. Urządzenie posiada szczególnie ułatwienia do przesyłania i agregowania fotografii zsynchronizowane na przykład z popularnym serwisem udostępniającym zdjęcia w internecie – flickr.com. Wszelkie inne funkcjonalności urządzenia ograniczono lub sprowadzono do niezbędnego minimum.

Jednym z najbardziej popularnych netbooków jest Acer Aspire One, który waży nieco ponad dwa funty i posiada 10-calowy monitor. Jego cena aktualnie waha się od 300 do 600 dolarów.

Harry Potter, jako metafora współczesnego kapitalizmu

harry-potter

Zawsze pociągały mnie inspirujące metafory. Metafora pozwala zrozumieć i jednocześnie skupić myśli na jednym spójnym obrazie. Pozwala wyjść poza skomplikowany język pojęć i nie zawsze jasnych spekulacji.

Niemiecki filozof Peter Sloterdijk w wywiadzie, który ukazał się w magazynie Forum (nr 14-15 2009) przywołuję Harry Pottera, jako metaforę świata współczesnego kapitalizmu twierdząc, że to właśnie Harry Potter, jako symbol czarownika świetnie opisuje nasze pragnienia przekraczania wszelkich ograniczeń.

Sloterdijk uważa, że stąd obecny kryzys: chcieliśmy bogacić się bez żadnych ograniczeń, nasze potrzeby zamieniliśmy na pragnienie, czy wręcz pożądanie nieograniczonego niczym bogactwa. I tak, jak bohater powieści Joanne Rowlling ma czarodziejskie moce i może używać je aby przechodzić przez ściany, wpływać na zachowania innych ludzi, podróżować na dalekie odległości (jednym słowem móc przekraczać własne fizyczne i społeczne ograniczenia) tak i my chcieliśmy wyczarować czarodziejski świat za pomocą kredytu. Ale okazało się znowu, że życie to nie bajka.

Zatem niesłychana popularność powieści angielskiej pisarki mogła wynikać właśnie z naszych marzeń o świecie wiecznej konsumenckiej szczęśliwości, a nie tylko, jak wówczas niektórzy twierdzili z tęsknoty za nowym mitem. Ale pewnie te dwie potrzeby nie musiały się wcale wykluczać. Czyż nie?

Ciekawe jaka metafora najlepiej będzie opisywać obecne czasy? Czy znów to będzie czarodziej, który przywróci stan równowagi i porządek, czy też pielgrzym, który wyprowadzi nas z mrocznego piekła niedoboru? Czyżby wszystko sprowadzało się do chęci posiadania i błyszczenia nowym samochodem przed sąsiadami? A może w końcu kryzys stanie się tak głęboki, że wejrzymy w siebie i zobaczymy tam jedynie pustkę?

Warto zatem śledzić wszelkie nowości wydawnicze na rynku książki, czy też filmu i patrzeć, która z nowych pozycji zyskuje niesłychany rozgłos i popularność, bo, a nóż to właśnie bohaterka lub bohater przez nie opisywany stanie się nowym symbolem obecnych „kryzysowych” czasów.

%d blogerów lubi to: