Category Archives: gadżety

Dawne reguły już nie obowiązują!

Mam dla Was pytanie. Czy jak widzicie szybką zmianę trendu to zwykle uważacie, że ta tendencja będzie się jeszcze utrzymywać, czy też jesteście zdania, że to już koniec i za chwilę nastąpi zwrot w drugą stronę?

W analizie trendów pojawiają się trzy ważne słowa: nasycenie, przełamanie i kontynuacja (tendencji trendu).

Mary Meeker, partner w firmie Kleiner Perkins Caulfield & Byers zaprezentowała na konferencji D11 kilka kluczowych trendów na temat internetu i ich konsekwencji dla światowej gospodarki. O wielu z nich wiedzieliśmy już dużo wcześniej (nawet dobrych klika lat wcześniej), że nadchodzą. Mimo to, że wydawałoby się, że już niedługo mogą osiągnąć stan nasycenia to, jak pokazuje Meeker w swojej prezentacji wciąż zyskują na znaczeniu.

Liczba użytkowników sieci wciąż rośnie, liczba telefonów komórkowych też, a nowe typy urządzeń, jak tablet, czy smartfon nie tylko sprzedają się coraz lepiej, ale wywracają reguły gry na rynku IT. Następuje istotne przetasowanie głównych graczy. Firm, które do nie dawna odgrywały rolę liderów już praktycznie nie ma, a ich miejsce zajęły firmy do niedawana mające znaczenie – delikatnie mówiąc – niszowe.

Druga rzecz, na co warto zwrócić uwagę to, że wraz ze wzrostem nasycania naszego świata technologią rośnie coraz mocniej znaczenie liderów rynkowych. Takie firmy, jak Facebook, czy Google od początku funkcjonujące w sieci uzyskują coraz większy zasięg na innych rynkach. Mimo, że ich pozycja na rodzimym amerykańskim rynku jest nadal bardzo silna to najwięcej użytkowników pozyskują w innych krajach czyszcząc rynek z lokalnej konkurencji. Dzieje się to trochę na zasadach kuli śniegowej: im jesteś większy tym szybciej stajesz się jeszcze większy!

Prezentacja Mary Meeker pokazuje na przykład, że liczba treści (dokumentów tekstowych, filmów, plików audio) pojawiających się w sieci wzrosła 9-krotnie w ciągu ostatnich pięciu lat i nadal rośnie. Zmienia się jeszcze jedno. W porównaniu do początków rozwoju sieci kiedy internauci mogli pozostać anonimowi dziś widać nie tylko każdy nasz ruch, ale i naszą tożsamość. Bardzo dobrze ilustruje to jeden ze slajdów prezentacji Mary Meeker.

427080_10151471699987005_1025833210_n

Zmieniają się warunki brzegowe funkcjonowania nie tylko różnych segmentów rynkowych, ale też wszelkich dziedzin naszego życia. Na naszych oczach powstają nie tylko nowe reguły gry. Mamy do czynienia z punktem przełamania. Jesteśmy zmuszeni porzucić nasze dotychczasowe doświadczenie i wiedzę, bo świat, który nadchodzi (a tak naprawdę ten świat już nadszedł) wymusza na nas zupełnie inne spojrzenie i strategie.

Przy okazji prezentacji Mary Meeker warto sobie przypomnieć inną prezentacje, którą w 2010 roku opublikował znany bank inwestycyjny Morgan Stanley (znamienne, że wśród jego autorów znajdowała się także Mary Meeker). Analitycy banku już wtedy trafnie prognozowali kierunek tych zjawisk i ich natężenie, o których mówi najnowsza prezentacja Meeker. Ale nie tylko to jest ciekawe. Wykazali równocześnie, że rozwój każdej technologii tworzy kolejne technologie, które nie tylko wywołują gigantyczne zmiany na rynkach (punkt przełamania), ale rozwijają się coraz szybciej (zarówno pod względem liczby użytkowników, ale też generowanych przychodów).

Tylko to ostatnie zjawisko dotyczy też głównych liderów. Nie tylko jest ich coraz mniej, ale coraz szybciej stają się coraz więksi.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Trend Scout znowu w akcji!

Upływa już prawie siedem miesięcy od ostatniego wpisu na tym blogu. Czy to dużo, czy mało? Niektórzy blogerzy zamieszczają kilka wpisów dziennie, inni piszą systematycznie raz na miesiąc, a z kolei jeszcze inni piszą jakim wypadnie.

Nie przywykłem się tłumaczyć. Ale…

Przez ostatnich kilka miesięcy nie próżnowałem. Z roli obserwatora trendów stałem się praktykiem – postanowiłem wykorzystać trend, jakim jest digitalizacja książki do prowadzenia własnego biznesu.

I tak powstała firma Inpingo, która dostarcza innowacyjne oprogramowanie dla wydawców, ale nie tylko – bo równie dobrze mogą z niego korzystać niezależni autorzy, self-publisherzy, studia graficzne, blogerzy.

Oferujemy rzecz, która jest czymś unikalnym na polskim rynku. Każdy kto chce przygotować książkę, broszurę, katalog, czy jakikolwiek inny dokument dostępny nie tylko w „papierze” ale też na dowolnym urządzeniu cyfrowym (mam tu na myśli e-czytniki , tablety, laptopy, smartfony itp.) może tego dokonać wykorzystując nasze oprogramowanie.

Do tej pory aby przygotować książkę dostępną np. na Kindle (czytnik elektronicznych książek oferowany przez Amazon) trzeba było dokonywać konwersji. Może to nie był zbyt duży problem, ale zawsze trzeba było takie oprogramowanie wpierw odnaleźć, no i efekt nie zawsze był zadowalający.

Możliwości Inpingo są dużo większe. Oferujemy także automatyczną dystrybucję do wielu serwisów zajmujących się sprzedażą treści elektronicznych zarówno w kraju, jak i na świecie. Udostępnimy narzędzia, które pozwalają zapanować nad wciąż rosnącymi zasobami treści. Cała zabawa odbywa się w tzw. „chmurze”.

Wszystkich zainteresowanych naszym projektem zapraszam do odwiedzenia naszej strony www.inpingo.pl Tam także prowadzę bloga, który jest poświęcony technologiom cyfrowym na rynku wydawniczym, jak też rozwiązaniom oferowanym przez naszą firmę.

Czy zagoszczę tu na dobre i zacznę systematycznie pisać? Nie obiecuję, ale postanowiłem, że spróbuję. Poczułem  pragnienie pisania. Jednak wciąż największym moim wyzwaniem jest, jak zwykle N.B.K (czytaj: notoryczny brak czasu).

Trzy sposoby na książkę (według Ideo)

Trzy różne spojrzenia na przyszłość książki. Film pokazuje rozmaite możliwości edycji cyfrowej. Czytanie na „ekranach” niekoniecznie musi być mniej przyjemne niż czytanie wersji drukowanej.

Otagowane

iPhone i etnografia

Elastyczność etnografii

Jedną z cech badań etnograficznych jest ich elastyczność polegająca m.in. na tworzeniu rozmaitych technik badawczych i podejść w interpretacji danych. Najczęściej centralnym punktem każdej etnografii jest obserwacja, ale już sposób zbierania danych, zasady ich interpretacji są bardzo różne.

Mamy etnografię realistyczną (etnografia akademicka), etnografię interpretatywną, powieściową, auto-etnografię, czy post-etnografię (etnografia posmodernistyczna). Każda inaczej traktuje relację badacz-badany, uzyskane dane, jak i możliwości poznania badanego świata (efekt pracy badawczej to obiektywny opis zastanej rzeczywistości, czy wręcz przeciwnie – określony sposób opowiadania  o terenie badań posiadający podobne cechy i ograniczenia, jak inne teksty: historie, opowieści, powieści, czy poezja).

Nowe technologie w służbie etnografii

Jakiś czas temu pisałem o wykorzystaniu nowych technologii w badaniach społecznych (por. kieszonkowe badania etnograficzne). Obecnie istnieje cała masa rozmaitych urządzeń, które można wykorzystać do rejestrowania i obserwacji ludzkich zachowań. Niektóre urządzenia powstały bezpośrednio do celów badawcych (rejestracja i pomiar), inne zaś bardzo łatwo można wykorzystać do prowadzenia tego typu badań.

W 2009 roku na rynku ukazała się specjalna aplikacja o nazwie edlAPP, dostępna za niewielką opłatą na serwisie iTunes (koszt zaledwie 14,99 USD). Jej pomysłodawcą i twórcą jest EverydayLives – firma specjalizująca się w badaniach etnograficznych. Głównym celem powstania aplikacji było skrócenie czasu i kosztów realizacji projektów etnograficznych, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości zebrania bogatych  i różnorodnych danych.

Aplikacja edlAPP pozwala każdy projekt badawczy opisać pod kątem czasu realizacji, badaczy, którzy biorą udział w projekcie (zakres odpowiedzialności), celów i tematyki badań, lokalizacji oraz specyfiki badanej grupy. Ponadto pozwala na filmowanie (rejestrowanie), pisanie notatek, wysyłanie zebranych materiałów, szybką i łatwą prezentację zebranego materiału.

Każdy projekt wykorzystujący edlAPP składa się z kilku etapów:

(1) dokładne zrozumienie celów badawczych;

(2) rekrutacja osób badanych lub miejsc, które zostaną poddane obserwacji;

(3) rejestracja, co dzieje się w terenie (filmowanie, prowadzenie notatek);

(4) warsztat z klientem – poszukiwanie nowych, ciekawych tropów;

(5) osoby badane proszone są o skomentowanie nagranych obserwacji (wywiady);

(6) ponowne spotkanie ze zleceniodawcą badań i dyskusja nad wynikami.

Zalety i ograniczenia etnografii na iPhonie

Aplikacja edlAPP pozwala zapanować nad różnymi elamentami projektu badawczego i ułatwia udział różnych osób, czy zapewnia prosty i łatwy dostęp do zebranych materiałów.

Ograniczeniem jest określony schemat postępowania, który narzuca. Cele badania mogą być przecież bardzo różne, nie wspominając już, o dostępności badanej grupy. W wielu przypadkach konieczne jest zaplanowanie dedykowanego podejścia, zarówno w przypadku technik związanych z pozyskiwaniem i rejsestracją obserwacji (dostępność grupy badanych, jej zgoda na jawną obserwację itd.)

Pomijając powyższe ograniczenia edlAPP wyraźnie wskazuje, że nowe technologię mogą być wykorzystywane również do prowadzenia badań jakościowych i nie tylko w kontekście analizy zebranych wyników (por. oprogramowanie typu Atlast.ti), ale również w kontekście wielu innych etapów badań (planowanie badania, realizacja i zarządzanie projektem, zbieranie danych, interpretacja, prezentacja wyników).


Graffiti 2.0

Graffiti analysis pozwala na tworzenie wzorów i przenoszenie ich do świata wirtualnego. Przestrzeń miasta zastąpiona zostaje tutaj przestrzenią ekranu komputera lub iPhona.

Projekt został stworzony przez Evan’a Roth’a, który jest artystą i badaczem koncentrującym się na nowych technologiach, rozwoju programów open source i kulturze popularnej. Jest autorem takich prac, jak: L.A.S.E.R. Tag and LED Throwies (razem z Graffiti Research Lab), White Glove Tracking, EyeWriter, Explicit Content Only.

Graffiti analysis jest rozwinięciem i udoskonaleniem graffiti 1.0 polegającym przede wszystkim na rzutowaniu szablonów przy wykorzystaniu projektora.

Obecny projekt umożliwia aktualizacje, śledzenie, odtwarzanie, kontrolę i tworzenie wszelkiego typu elementów graficznych wykorzystywanych przy tworzeniu graffiti. Oparty jest na otwartym kodzie źródłowym, co umożliwia rozwój własnych autorskich projektów (pliki do pobrania dla systemów Windows, Mac i Linux). Podłączony jest do otwartej bazy danych zawierającej wzory przygotowane przez znanych writerów.

Dla zainteresowanych został opracowany praktyczny przewodnik.

Graffiti – niechciany wirus miasta

Graffiti pojawiło się w momencie kiedy pojawiła się farba w spray’u. Od początku było cichym protestem wobec oficjalnych definicji sytuacji, pozornie ugładzonemu spokojowi mieszczańskiego życia, ludzkiej próżności, karykaturą uznanych autorytetów. Bardziej ukryte niż widoczne. Znaczyło granice przestrzeni, wydzielonych rewirów miast, pojawiało się, jako sygnał ostrzegawczy dla niechcianych nuworyszy.

Historia zmian postaw wobec graffiti pozwala prześledzić powolny, ale systematyczny proces komercjalizacji przestrzeni i ludzkich relacji. Proces ten objawia się oprócz tworzeniem zamkniętych osiedli także „sterylizacją” i czyszczeniem – swoistą higieną stosowaną wobec miejskiego życia. Głównym wrogiem, bakterią, niechcianym wirusem jest właśnie graffiti wobec którego stosuje się rozmaite strategie kontroli i nadzoru. Od karania, komercjalizacji, próby „legalizacji”, wirtualizacji (graffiti wyświetlane z rzutników) – wszystkie one mają jeden cel: całkowite przejęcie kontroli nad ostatnim wolnym skrawkiem miejskiego świata, jakimi są mury budynków, parkany, bramy kamienic.

Podobnie, jak w świecie wirtualnym, gdzie trwa nieustanna wojna pomiędzy tymi, którzy pragną utrzymać kontrolę, a tymi, którzy chcą wolności wypowiedzi, tak samo w świecie miast trwa wojna pomiędzy tymi, którzy pragną „czystych murów”, a tymi, którzy pragną znaczyć swoją przestrzeń i miejsce pobytu.

Wszędzie tam, gdzie pojawia się graffiti mamy do czynienia albo z miejscem, które „spisano na straty” i pozostawiono samemu sobie albo też ze swoistą „międzysferą” (Inter-zone), na którego terytorium trwa wojna o władzę. Jego losy wciąż się ważą i albo przewagę uzyskają ci, którzy postawią ogrodzenie, kamery, czyste i sterylne mury wyznaczając jednocześnie standardy dla ludzkiego oka albo banda nieokrzesanych chuliganów, którzy wprowadzą chaos i bezprawie. Do tego dochodzi centrum miasta z jego nieustanną kakofonią reklam i handlu, prezentacją własnego statusu i hałasem zakorkowanych ulic.

Coś takiego, jako przestrzeń wspólna, publiczna, wolna od dominacji jakiejkolwiek strony powoli przestaje istnieć. Nie tyczy się to tylko przestrzeni, ale wszelkich ludzkich relacji. Jak piszę Paul Virilio: „… przestrzeń reklamowa nie mieści się już w przerwach w nadawanych filmach i nie wyczerpuje się w spotach telewizyjnych, lecz staje się rzeczywistą czasoprzestrzenią wszelkiej komunikacji.” Tak też dzieje się z graffiti, które przestaje być jedynie swobodnym środkiem wyrazu, a staje się zaplanowaną grą dla osiągnięcia zysków.

Alicja w Krainie Czarów – inspiracje

Alicja w Krajnie Czarów – nowy film w reżyserii Tima Burtona. Artyści i projektanci już szukają w nim nowych, często zupełnie zaskakujących inspiracji.

Surrealistyczne fotografie autorstwa Flux Fotography. Departament produktów wytwórni Disneya we współpracy z austryjacką fabryką przygotował serię „zakręconej”biżuterii”.

Inne fotograficzne inspiracje tym razem autorstwa Elen Kalis.

W historii o Alicji w Krainie Czarów nowych pomysłów poszukują też projektanci mebli.

Propozycję cukierników i jubilerów.

Millennium – metafora czasów kryzysu?

Peter Sloterdijk stwierdził, że Harrego Pottera można potraktować, jako metaforę neoliberalizmu. Tak, jak Harry Potter używał czarów aby osiągnąć swoje cele, tak konsumenci uwierzyli w to, że mogą wyczarować przy pomocy kredytu, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki wszystko to, czego pragną.

Harry Potter to dla Sloterdijk’a swoisty elementarz, który:

…nakłaniał całe pokolenie czytelników, by odkryło w sobie czarodzieja. Nawiasem mówiąc, angielskie słowo potter znaczy „garncarz”, a to rzemieślnik wytwarzający puste naczynia. Dziś tylko nieudacznicy wierzą jeszcze w pracę, pozostali uprawiają garncarską magię i puszczają w ruch swe produkty pochodne.

Rzesze ludzi chciały wyrwać się z realnego świata, w którym za 40 godzin pracy tygodniowo uzyskuje się zaledwie przeciętne wynagrodzenie, podczas gdy dzięki kilku godzinom magii można dołączyć do grona arcybogatych. Wynaleźliśmy niebezpieczne rachunki. Miejsce prozaicznych równań zajęła cudaczna arytmetyka. Rujnuje to poczucie adekwatności.

Potem nastał kryzys i okazało się, że życie to jednak nie bajka.

Millennium – metafora czasów kryzysu?

Z pewnością trylogia autorstwa przedwcześnie zmarłego szwedzkiego dziennikarza Stieg’a Larsson’a nie może się równać z sagą o Harrym Potterze, jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy. W 2007 roku łączna sprzedaż wszystkich części Harego Pottera osiągnęła poziom 325 milionów, zaś powieści „Millennium” sprzedano do tej pory „zaledwie” ponad 22 miliony.

Jednak sukces obu książek trudno porównywać. Autorka Harrego Pottera miała szczęście, bo dożyła wielkiego sukcesu, jaki odniósł pierwszy tom historii o młodym czarodzieju. Szwedzki autor zmarł kilka miesięcy przed pierwszym wydaniem swojej trylogii. Mimo, że popularność „Millennium” powoli przygasa to jednak półki w księgarniach nadal uginają się pod stertą rozmaitych wydań dzieła szwedzkiego pisarza.

Historię Lisbeth Salander można przeczytać, co najmniej w 25 językach, prawa do publikacji kupiło ponad 40 krajów, a w kolejce czekają następne. W małej, pięciomilionowej Dani sprzedano prawie 1 milion egzemplarzy powieści Larsson’a.  Prawdziwy efekt Millennium przeżył także Sztokholm, gdzie liczba turystów wzrosła w 2008 roku o 20%. Władze miasta umożliwiły zwiedzanie miasta śladami bohaterów sławnej już trylogii.

Tak jak Harry Potter trafił na podany grunt także podobnie „Millennium” trafiła na określone nastroje i uczucia: rozczarowania i nieufności wobec obietnic wielkiego biznesu, pragnienia rozliczeń i poszukiwania winnych, czy może nawet gniewu i chęci zemsty. Można przypuszczać, że odpowiedziała na wiele innych emocji, aspiracji, leków – stąd jej sukces.

Zamiast magii nowe technologie

Bohaterowie Stieg Larsson’a żyją w świecie odmiennym niż bajka o Harrym Potterze. Zostają zmuszeni do zmierzenia się z matactwami właścicieli korporacji, popełniają błędy, szamoczą się z własną przeszłością i są bezsilni wobec tzw. „autorytetów” i biurokratów.

Zamiast magii mamy tu nowoczesne technologie i gadżety, które ułatwiają realizację celów, wzajemne relację, czy też odnajdowanie informacji. Bo podstawowym towarem, którym operuje się w „Millennium” jest informacja na temat firm, ludzi, kontaktów, słabych i ciemnych stron przeciwnika.

Zmierzch bogów i powrót do podstaw

Widzimy bezsilność wielkich konglomeratów przemysłowych wobec nowoczesnych technologii. Dynamiczny rozwój tych ostatnich stwarzać może poważne zagrożenie nieustannej inwigilacji, ale z drugiej strony – jak pokazuję to w swojej książce Larsson – mogą być skutecznym narzędziem kontroli poczynań biznesu. Mimo, że firmy starają się wiele spraw ukryć to dla Lisbeth Salander nie ma tajemnic, których nie jest w stanie poznać.

Czy zatem obecnie biznes aby mógł zyskać zaufanie wśród konsumentów będzie zmuszony do totalnej otwartości i czy będzie do tego zdolny? Jeśli nie, to co wtedy? Czy działania ukryte pod płaszczykiem rozmaitych sztuczek marketingowych nadal będą miały taką skuteczność, jak dotychczas?

Media – drugi gracz obok wielkich korporacji, który zdobył nieopisaną potęgę i wpływy coraz częściej zaczyna wpadać w tarapaty. Silnie powiązany ze światem korporacji zostaje – świadomie, czy nie – uwikłany w afery, bezbronny wobec działań zakulisowych lobbystów.

Z jednej strony musi się zmierzyć z wciąż spadającym zaufaniem do „bezstronności” dziennikarzy, z drugiej z systematycznym spadkiem znaczenia tradycyjnych kanałów sprzedaży na rzecz rosnącej popularności tych sieciowych preferujących darmowy dostęp. Nic dziwnego, że wielcy baronowie medialni więcej wysiłku ostatnio wkładają w politykę niż tworzenie wysokiej jakości treści.

Jeden z bohaterów powieści Mikael Blomqvist jest przypadkiem dziennikarzem. Jego kariera stoi pod znakiem zapytania. Korzysta z oferty nieznajomego zleceniodawcy aby skryć się w zaciszu prowincji. Zmuszony do zmiany swojej strategii zaczyna pracować podobnie, jak bloger w samotności posiłkując się własnym rozsądkiem, a dzięki wsparciu Lisbeth Salander w końcu odnosi sukces.

Postać dziennikarza to jednocześnie zapowiedź poszukiwań innego stylu życia, opartego nie na gonitwie za zarabianiem pieniędzy, ale odnalezieniem wewnętrznej równowagi, harmonii, skupienia. To także jeszcze jeden element powieści, który tworzy jej niepowtarzalny klimat.

Powrót do podstaw, samowystarczalność – sposób, w jaki żyje Blomqvist po „swojej przemianie” może być odczytana tak właśnie, jako zmierzenie się z samym sobą wybierając życie w prostej chacie, pielęgnowanie relacji opartych na zaufaniu.

Wraz ze wzrostem znaczenia nowoczesnych technologii rośnie siła małych, dynamicznych firm opartych na wiedzy. Główna bohaterka trylogii Millenium pracuję właśnie dla takiej niedużej firmy, która zajmuje się pozyskiwaniem informacji.

Rośnie znaczenie kobiet ale…

Jest coś jeszcze. Laresen kreuje specyficzny wizerunek kobiety, nie tylko jeśli chodzi o jej cechy charakteru, jak: : samodzielność, zdecydowanie, niezależność, odwagę, czy konsekwencja w działaniu, a nierzadko też brutalność i bezwzględność. Lisbeth Salander występuję w rolach, można by rzec zupełnie „nie-kobiecych”. Pracuje, jako researcher, świetnie porusza się w męskim dotąd świecie hackerów.

Także i tu Larsen trafia na podatny grunt. Wzrost siły i znaczenia kobiet jest jednym z ważniejszych trendów obserwowanych już od kilkunastu lat. Kobiety coraz częściej zajmują kluczowe stanowiska i wchodzą na tereny dotychczas zajmowane przez mężczyzn (nauki przyrodnicze i techniczne).

Ale szwedzki pisarz pokazuje to zjawisko też w innym kontekście, bo wraz z rosnącą pozycją kobiet rośnie jednocześnie frustracja, gniew, a w końcu też i agresja mężczyzn. Pytanie tylko, czy to drugie zjawisko w pewnym momencie nie przybierze tak destrukcyjnych rozmiarów, jak przykłady opisane w powieści Millennium?

Inna Szwecja – inna estetyka

Zdaniem Paul’a Bogaard’a, szefa wydawnictwa Knopf

[Stieg Larsson] pokazał nam inną, ciemą stronę Szwecji. Wielu Amerykanów, do tej pory, gdy myślało o Szwecji miało przed oczami Saab’a i Volvo oraz Absolut. Ale teraz zobaczyli wiele dużo ciemniejszych i dotąd nie pokazywanych zakamarków szwedzkiego społeczeństwa.

Ów klimat „ciemnej strony” świetnie wpisuje się w sukces powieści Millennium. Nie chodzi tylko o Szwecję bowiem wiąże się tu także estetyka Emo i Dark oraz wiele jeszcze innych tendencji, które narodziły się przed i podczas trwania kryzysu.

Obok trylogii szwedzkiego pisarza wielką popularność zyskał „Zmierzch” autorstwa Stephenie Meyer, czy w końcu ostatnie produkty niemieckiej literatury, jak powieść Juli Zeh „Instynkt Gry”, czy ostatnio przyjęta z mieszanymi uczuciami historia 17-letniej Helene Hegemann Axolotl Roadkill”..

Chmury, magia i śmierć pecetów

Jestem ciekaw, czy wiecie skąd pochodzi poniższy fragment?

——————————————————————————————

Hollis założyła maskę. Mogła przez nią patrzeć, ale wszystko było nie wyraźne. Spojrzała w stronę skrzyżowania Clark i Sunsetu, skupiając się na reklamie whisky. Alberto podszedł do niej i delikatnie podłączył kabel do bocznej części maski.

– Tędy – powiedział, prowadząc ją chodnikiem wprost na niską, pozbawioną okien czarną ścianę.

Zerknęła w górę, na szyld. The Viper Room

– Teraz – rzucił i usłyszała, że uderza w klawisze laptopa. Coś zadrżało w polu widzenia. – Patrz. Tam.

Odwróciła się w stronę, którą wskazał, i zobaczyła szczupłego mężczyznę o ciemnych włosach leżącego twarzą w dół na chodniku.

– ‚Alloween 1993’ – powiedział Odile.

Hollis podeszła do ciała. Nie było go tutaj. Ale je widziała. Alberto szedł za nią, niosąc laptopa i uważając na kabel. Czuła, że Latynos wstrzymuje oddech. Ona też to robiła.

Wydatna kość policzkowa nadawała twarzy martwego chłopaka ptasi wygląd, wysunięta do przodu rzucała nawet niewielki cień. Miał bardzo ciemne włosy Nosił czarne spodnie w prążki i równie mroczną koszulkę.

– Kto to? – zapytała, odzyskując oddech.

River Phoenix – odparł cicho Albeto

Spojrzała w górę, na reklamę whisky, potem znów w dół, zadziwiona kruchością białej szyi.

– River Phoenix był blondynem – powiedziała.

– Przefarbował włosy – wyjaśnił Alberto – na potrzeby roli.”

——————————————————————————————

To oczywiście fragment „Spook Country” Williama Gibsona. Po co go tutaj przytaczam? Bo uważam, że jest proroczy; zresztą, jak wszystkie książki Gibsona. Warto czytać książki autorstwa niektórych pisarzy science-fiction aby dowiedzieć się, co czeka nas w niedalekiej przyszłości.

Problemy z rzeczywistością

Co dziś tak naprawdę oznacza rzeczywistość? Coraz więcej naszych relacji z przedmiotami, otoczeniem, z innymi ludźmi „dzieje się” w wielu różnych „światach„.

Określenie wirtualna rzeczywistość zmienia powoli swój sens. Jeszcze niedawno traktowana była w wyraźnej opozycji do „świata realnego”, kojarzona z czymś „nierzeczywistym”. Obecnie staje się zaledwie jednym z wielu możliwych światów. Albo inaczej – obok niej zaczynają pojawiać się kolejne rodzaje rzeczywistości.

Kilka dni temu spotkałem się ze starym znajomym. Po chwili podszedł do nas ktoś z jego znajomych, którego wcześniej nie znałem. Na drugi dzień był już wśród moich znajomych na facebooku. Takich sytuacji można wyobrazić sobie znacznie więcej.

Na przykład, podczas oczekiwania na autobus jakiś mężczyzna prosi nas o ogień, rozmawiamy z nim o pogodzie lub innych błahych sprawach. Rozmowa może toczyć się dalej lub szybko się zakończyć, ale po kilku dniach stajemy się znajomymi na jakimś serwisie społecznościowym. Dzięki temu bardzo szybko dowiadujemy się na swój temat znacznie więcej niż podczas rozmowy w oczekiwaniu na autobus.

Jak o tym myślę odczuwam nieprzyjemne zimno na plecach – oto granica pomiędzy światem online i światem offline praktycznie przestaje istnieć. Spotkania w świecie „realnym” mogą być krótkie i zdawkowe, podczas ich trwania niewiele możemy dowiedzieć się o innej osobie, w świecie online zyskujemy możliwość zdobycia znacznie większej liczby informacji.

Kilka dodatkowych rzeczywistości – proroctwa na 2010 rok

Jakiś czas temu serwis CNN zamieścił tekst autorstwa Pete Cashmore, który jest szefem bloga Mashable poświęconego serwisom społecznościowych. Cashmore wymienia 10 kluczowych trendów, które, według niego, zdominują internet w 2010 roku. To, co zwróciło moją uwagę w tekście znanego blogera to konsekwencje, jakie wynikają z niektórych trendów, jeśli chodzi o nasz sposób doświadczania rzeczywistości.

Here and NOW! (1)

Już nie musimy czekać aby coś opublikować. Wystarczy wpisać tekst do swojego telefonu lub zrobić zdjęcie – po zaledwie kilku sekundach nasz przekaz ukaże się na facebooku, twitterze i innych podobnych serwisach w tej samej chwili.

Coraz więcej firm oferuje narzędzia, które pozwalają mieć dostęp do informacji w czasie rzeczywistym. Wyszukiwarka collecta nie tylko dostarcza wyników, które na bieżąco się aktualizują, ale oferuję też coś znacznie więcej. Po wpisaniu zapytania późnym wieczorem ukazują się naszym oczom newsy, które dotyczą wydarzeń następnego dnia w Stanach Zjednoczonych.

Ale także google nie pozostaje na to obojętne. Wprowadzenie google wave, ale także zmiana zakresu prezentacji wyników wyszukiwania pokazuje, że wszechwiedzący gigant podąża także w tym kierunku.

HERE and now! (2)

Przekroczenie dyktatu czasu wiąże się z przekroczeniem ograniczeń związanych z miejscem. Dzięki technologii GPS obok wędrówek po sieci jesteśmy w stanie widzieć (oczywiście nie tylko my) położenie i trajektorie przedmiotów, czy ludzi w „świecie realnym”. Następuje prawdziwa synergia pomiędzy technologią dostarczania informacji i identyfikacją przestrzeni.

Serwisy takie, jak: Foursquare, Gowalla, Brightkite i Google Latitude pozwalają śledzić położenie ludzi, przedmiotów i ich rozmaite konfigurację w przestrzeni.

Augemented reality – kolejny rodzaj rzeczywistości

Augemented reality, czyli rozszerzona rzeczywistość staje się kolejnym tematem, który przykuwa uwagę mediów. Możemy obserwować liczne próby jej zastosowania w medycynie, reklamie, handlu detalicznym, wojsku, czy nawet sztuce (lokativ media. – to własnie o tym pisał Gibson w swojej książce).

Augemented reality to wykorzystanie technologii do tworzenia obrazów, filmów, które znajdują się w ścisłej relacji ze światem rzeczywistym, z budynkami, przedmiotami. To nowe możliwości kontaktu między rzeczami i ludźmi.

Za ojca rozszerzonej rzeczywistości uznaje się Mortona Heiliga, który w 1954 roku zbudował Sensoramę – pierwszą maszynę imitującą rzeczywistość wirtualną. Przy pomocy wiatraków, specjalnie umieszczonych głośników oraz trójwymiarowego filmu jej użytkownik miał doznawać iluzji jazdy na motocyklu. Od tego czasu augemented reality przeszła drogę wielu prób i mniej lub bardziej udanych eksperymentów.

Niektórzy traktują augemented reality, jako kolejną modę, która równie szybko zniknie, jak szybko się pojawiła. Odwołują się do przykładu Second Life, które też miało zrewolucjonizować świat internetu, a okazało się być jedynie kolejną wirtualną zabawką.

Augemented reality to kolejna obok Second Life próba przekroczenia granic naszej codziennej egzystencji. Obie stanowią odpowiedź na nasze ukryte marzenia i pragnienia związane z lepszym i ciekawszym życiem. Nie koniecznie zatem należy spodziewać się szybkiego końca ich kariery.

Praca w chmurach i śmierć pecetów

Już teraz wiele czynności, takich, jak wysyłanie poczty, tworzenie dokumentów przechowywanie i przesyłanie dużych zbiorów danych możemy wykonywać bez użycia pamięci naszego komputera.

Największe firmy technologiczne, jak Google, IBM, Apple rozpoczynają wojnę o wciąż rosnący rynek usług związanych z tzw. pracą w chmurze. Rozwój tego rodzaju technologii może bowiem zrewolucjonizować układ sił na rynkach IT. Przede wszystkim oznacza słabszą pozycję Mircosoftu, który mocno uzależniony jest od rynku pecetów. Rośnie popularność urządzeń mobilnych, smartfonów, notebooków, które wcale nie muszą posiadać szczególnie dużej pamięci, czy też jakiegoś rozbudowanego systemu operacyjnego. Dzieki nim wiekszość czynności można wykonywać posiłkując się danymi, czy nawet oprogramowaniem znajdującymi się w sieci.

Czy to oznacza śmierć pecetów? Na pewno mamy do czynienia z odwróceniem dotychczasowej logiki rozwoju rynku urządzeń służących do analizy i archiwizowania danych. Do niedawna rynek komputerów rozwijał się od wielkich maszyn typu mainframe przez minikomputery do domowych komputerów osobistych. Teraz mamy do czynienia z odwróceniem tego procesu, bo chmurowe centra danych są w gruncie rzeczy ogromnymi publicznymi serwerami.

Duży, ciężki, napchany oprogramowaniem komputer osobisty przestaje być konieczny aby funkcjonować w sieci. Wystarczy iphone, notebook abyśmy mogli wykonać to, co chcemy i nie ważne, gdzie akurat się znajdujemy, w domu, w kawiarni, na wycieczce, u znajomych – miejsce przestaje mieć znaczenie.

Nowy wspaniały świat magii

Można powiedzieć, że to, co łączy wszystkie te trendy jest powolne „rozrzedzanie się” rzeczywistości opisywanej za pomocą pojęcia czasu i przestrzeni.

Do tej pory żyliśmy w rzeczywistości, która była „kanciasta”, „pokawałkowana”, temporalna, posiadała wyraźną strukturę. Każde nasza czynność miała miejsce w określonym miejscu i trwała przez dłuższy lub krótszy czas. Chcąc coś zrobić lub gdzieś się udać potrzebowaliśmy czasu i musieliśmy przebyć określoną drogę. Niedługo wszystko może dziać się natychmiast i to w każdym, dowolnym miejscu. Jedynym ograniczeniem będzie dostęp do sieci i nasza wyobraźnia. Czy to czasem nie jest już prawdziwa magia?

Ale na razie jesteśmy…

w momencie przejściowym. Gadżet przyszłości będzie niematerialny, w stałym połączeniu z Internetem, i na nasze życzenie przybierze każdą postać i spełni różne funkcje naraz. Będzie naszym dowodem tożsamości, polisą ubezpieczeniową, kartą kredytową, aparatem fotograficznym, odtwarzaczem MP3 itd.

Zuzanna Skalska – trendwatcher w holenderskiej agencji VanBerlo Design Strategy + Product Development


Limitowany dostęp – z serii trendy 2010

Limitowany dostęp to tak naprawdę sub-trend związany z tym, co dzieje się w obrębie rynku towarów i usług luksusowych. To jedna z możliwych strategii stosowanych przez niektóre marki aby wciąż wyróżniać się z tłumu i być odbieranym, że przynależy się do świata luksusu.

Strategia ta jest na pewno w opozycji do dostatniej decyzji Appla aby umieścić swoje produkty w sieci sprzedaży Tesco i polega na świadomym ograniczeniu dystrybucji swoich towarów. To nie skala dystrybucji jest tu źródłem sukcesu, ale pomysłowa strategia, umiejętny PR i zarządzanie, czy polityka cenowa. Na pewno łatwiej jest umieścić produkt w ruchliwym miejscu lub zrealizować masową kampanię reklamową w telewizji, a o wiele trudniej jest wymyślić, zorganizować i potem zarządzać inspirującym projektem, którego wszystkie elementy muszą do siebie pasować, jak najlepsza układanka lub tworzyć kod zrozumiały tylko dla wybranych.

Największy wysiłek pojawia się już na samym początku, bo kluczem do sukcesu jest staranne rozpoznanie i  zrozumienie odbiorców, do których zamierzamy kierować strategię limitowanego dostępu, ale potem zabawy jest na pewno, co nie miara. Dla sprzedających i dla kupujących, którzy czują się wyróżnieni, że „mogą wiedzieć” i mają dostęp do tajemnej wiedzy, gdzie można kupić unikalne produkty.

Wykorzystuje się tu emocje, które czujemy wówczas gdy znamy tajemnicę (pojawia się wówczas niezwykły dreszczyk emocji), mamy poczucie, że przynależymy do grupy nielicznych, przez to możemy być dumni ze swojej uniklaności, oryginalności, czujemy się wyróżnieni.

Ale zjawisko nie jest już nowe. Wystarczy przypomnieć strategię sieci sklepów japońskiej artystki Rei Kawakubo Comme des Garçons, które stosowały partyzancki marketing (guerilla) polegający na tworzeniu „sklepów” w wybranych i zarazem dziwnych miejscach, jak: masarnia, pracownia szklarska, filary mostu, apteka, sprzedając jednocześnie ubrania na pewno nie dla każdego i nie na każdą kieszeń. Nie tylko te dziwne miejsca były znakiem rozpoznawczym tej marki, ale też to, że prowadzono tam sprzedaż jedynie przez rok aby potem zniknąć i pojawić się zupełnie w innym miejscu.

Ale przykładów można podać na pewno więcej (przytaczam za trendwatching):

  • działania odzieżowej marki Bape, która prowadzi limitowaną sprzedaż w wybranych sklepach w takich miastach, jak Kagoshima, Harajuku, Nagoya i regiony Matsuyama Tokio;
  • marka Burberry, która stworzyła specjalną linię odzieży Burberry’s Blue Label przeznaczoną tylko i wyłącznie na rynek japoński;
  • Le Labo, która posiada butiki w Nowym Jorku, Los Angeles i Tokio, czy też mini-sklepy w domach towarowych w dużych miastach, jak Londyn, Las Vegas i Berlinie, gdzie sprzedaje się zapachy specjalnie stworzone dla każdego z tych miast.

Wiele podobnych projektów powstaje także w Polsce, por. banana blog

Już dla przypomnienia, zobacz też:

Wallpaper,  New York Times



%d bloggers like this: