Tag Archives: kryzys

Czy zmiana narracji ożywi gospodarkę? Czy może to jedynie cisza przed burzą i będziemy mieć kolejne załamanie? O sytuacji gospodarczej słów kilka.

MW-BH149_fomc_r_20130821132850_MG

Ostatnie spotkanie Rezerwy Federalnej USA (FED), Źródło: MarketWatch.com

[…] im bardziej skomplikowany system, tym większa możliwość popełnienia błędu.

George Soros, Alchemia Finansów

Wyszukiwanie oznak poprawy sytuacji gospodarczej coraz bardziej zaczyna przypominać wyłuskiwanie ziarnek piasku z gęstego mułu. Jak inaczej można nazwać pojawiające się ostatnio nagłówki, które oznajmiają, że oto gospodarka odżywa. Zaintrygowany czytelnik klika w jeden z takich nagłówków i dowiaduje się, że PKB w sferze Euro wzrósł 0,3% (sic!), a w krajach, w których od kilku kwartałów produkt narodowy brutto spadał kilka, a nawet kilkanaście procent obserwujemy mniejsze spadki.

Obok danych na temat wzrostu PKB mamy też informacje o pozytywnych tendencjach, jeśli chodzi o zmiany wartości indeksów PMI, czy „dobre” wieści z Grecji, która otrzymała od agencji Fitch wyższy rating (z „CCC” do „B minus”). Agencja uzasadnia to postępem w eliminowaniu deficytu fiskalnego i realizacją zgodnie z planem programu naprawczego. Pozytywny klimat można odczytać również wśród informacji dotyczących gospodarki Hiszpanii, czy Portugalii.

Czasem zastanawiam się, czy nie jest to tylko PR-owy zabieg, którego celem jest wywołanie odpowiedniego klimatu i nastawienia. Tak jakby komuś zależało, że właśnie teraz, w tej właśnie chwili należy rozgłaszać, że gospodarka rusza.

Jeśli być drobiazgowym to należy zwrócić uwagę, że notowane wzrosty dotyczą zmian z kwartału na kwartał tego roku, ale jeśli uwzględnimy dynamikę porównując, na przykład wyniki PKB kwartalnie, ale rok do roku nadal mamy spadki.

PKB Euroland i USA kwartalnie

Zmiany PKB Strefy euro i USA w poszczególnych kwartałach, rok do roku. Od I kwartału 1999 do II kwartału 2013. Żródło: Eurostat, United States Census Bureau

Zanotowany wzrost może być bardziej efektem związany z sezonowością, przepływem kapitału, czy słabą bazą poprzednich kwartałów. Nawet jeśli rzeczywiście mamy oznaki ożywienia to jeden problem wciąż pozostaje − problem gigantycznego zadłużenia, który jak okazuje się wcale nie musi być teraz tak dużym problemem.

Jak chcą niektórzy wystarczy, że zmienia się „narracja”, według której opowiadamy sobie o trudnościach w gospodarce, a problem długu przechodzi na dalszy plan. Priorytetem jest wzrost gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy. Pytanie tylko, czy przybędzie ich w wystarczającej ilości aby państwo mogło znowu zarabiać na podatkach, a przez to ograniczyć zadłużenie?

Co się zatem zmieniło? Moim zdaniem fundamentalnie niewiele. Ale te same problemy zaczynają być przez inwestorów i ekonomistów układane w nieco inną, bardziej korzystną narrację. Nieprzypadkowo używam właśnie słowa „narracja” – dominujący sposób myślenia jest bardzo ważny, ponieważ decyduje o zachowaniu rynków finansowych i tym samym dostępności kapitału. Robert Shiller, znany profesor z Yale, twierdzi, że narracje mają ogromny wpływ na realne procesy gospodarcze.”

W narracji opisującej mechanizm niemożności obniżenia długu publicznego brakowało dwóch elementów, które są obecne teraz. Przede wszystkim większa jest tolerancja dla wzrostu długu. Państwo to nie firma, nie zabezpiecza swojego długu aktywami, więc nie można analitycznie określić, w jakim momencie staje się niewypłacalne. Decydentem jest rynek, który zmienia opinie częściej niż panna na wydaniu. Rynki finansowe najwyraźniej uznały, że jeżeli Włochom i Hiszpanii dług publiczny będzie rósł jeszcze kilka lat, to krzywda nikomu się nie stanie. Przykład Japonii pokazuje, że przy dużych oszczędnościach krajowych dług może rosnąć niemal w nieskończoność. Jeżeli Japonia może wytrzymać z długiem na poziomie 250 proc. PKB, to Włochy poradzą sobie z 13-150 proc. A Hiszpania nie pęknie przy 100 proc. Ważne, żeby kraje te najpierw odzyskały wzrost gospodarczy, wtedy łatwiej będzie im w przyszłości wejść na ścieżkę redukcji długu.

Ponadto – i to jest element, który odegrał kluczową rolę w uruchomieniu pozytywnego myślenia – Europejski Bank Centralny dał sygnał, że jest gotowy bronić integralności strefy euro. A z bankiem centralnym się nie walczy.

Strefa Euro Zrobiła krok w tyłu znad przepaści, Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości

Wystarczy zmienić nastawienie, a kryzys zniknie? Postrzeganie jest na pewno ważne, słowa, które używamy do opisu rzeczywistości są równie ważne, ale nowa nawet bardzo optymistyczna historia nagle nie zmieni trendu. Przypomina to analizy produkowane przed załamaniem się rynku nieruchomości w USA, których autorzy byli przekonani, że ceny domów będą rosły bez końca (sic!). Wygląda to trochę tak, jak zachowanie małego dziecka, które wierzy, że jak zamknie oczy to niebezpieczeństwo zniknie. A przecież dług publicznych krajów Eurolandu nie spada, a nadal rośnie.

Przyglądając się sytuacji na rynku walut można zauważyć stan wyczekiwania. Zmiany kursów są niewielkie i szybko wchodzą w stan konsolidacji (co de facto oznacza dużą nerwowość i zmienność kursów w krótkich okresach). Nic dziwnego skoro zmiany realnej gospodarki są również niewielkie, a do tego niejednoznaczne. Jedne wskaźniki pokazują niewielki wzrost, z kolei inne spadek.

Więcej tu płonnych nadziej, spekulacji, nieustannej uwagi, którą skupia na sobie FED, czy inne banki centralne. Czy to cisza przed burzą? A może jednak niedługo będziemy świadkami rzeczywistego odreagowania i silnych wzrostów? Zwykle wyjście z kryzysu obok samej zmiany „narracji” wymaga jednak też jakiegoś pretekstu w postaci nowej technologii lub wojny. Czy takim bodźcem będzie szybkie upowszechnienie się technologii łupkowej stosowanej przy wydobycia gazu i ropy?

Jednocześnie mamy do czynienia z nieco inną „narracją”. Wielu analityków wypatruje kolejnego załamania, tym razem amerykańskich indeksów giełdowych. Rośnie obawa, że jeśli Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych (FED) zrezygnuje z zakupów aktywów w ramach trzeciej rundy ilościowego luzowania polityki monetarnej (QE3) − a zrobi to w momencie kiedy amerykańska gospodarka wejdzie w fazę stałego wzrostu −  to nastąpi krach i masowa ucieczka inwestorów z giełdy. Taki scenariusz może nie nastąpi szybko, bo sytuacja gospodarki USA wciąż nie jest zbyt jednoznaczna. Jednak zachowanie indeksów amerykańskiej giełdy może budzić niepokój.

big.chart

Zmiany dzienne indeksu tzw. szerokiego rynku SP 500 od 2004 r do 2013 r (sierpień).
„W sumie od wyznaczonego w marcu 2009 r. dna, S&P 500 wzrósł już o 146 proc. Skumulowane zyski spółek wchodzących w skład indeksu wzrosły w tym samym czasie o niewiele ponad 70 proc. Po raz ostatni ceny akcji wyprzedzały „fundamenty” tak mocno w 1999 r., kiedy walory spółek S&P500 wyceniane były na 30-krotność raportowanych zysków. Rok później na Wall Street zawitała bessa, a główny indeks stracił 49 proc. Podobnie było w 1987 r., kiedy skończyło się na 34-procentowej przecenie.” por. Wall Street co raz dalej od rzeczywistości, Bankier.pl

Tak naprawdę konsekwencje luźnej polityki monetarnej są nieznane nawet członkom Rezerwy Federalnej. Wskaźnik bezrobocia spadł jedynie o pół punktu procentowego niżej od momentu startu skupu aktywów. Fed nie jest nawet pewny, czy dane na temat wysokości bezrobocia są rzetelne.  Podejrzewa, że kryzys wypchnął na stałe sporą grupę ludzi poza rynek pracy, której nie uwzględniają już statystyki.

Obawy, że Fed zdecyduje się zrezygnować lub nawet ograniczyć drukowanie dolarów spowodowały silne spadki walut rynków wschodzących. Tak było w Brazylii, Indiach, czy Turcji. Rządy tych państw postanowiły zainterweniować na rynku broniąc swoich walut przed nagłym spadkiem wartości, co było skutkiem ucieczki kapitału szukającego wyższych zysków w momencie wzrostu stóp procentowych USA.

Na pewno jesteśmy spragnieni owej potencjalnie „ożywczej” narracji. Pytanie jednak pozostaje, czy ta „ożywcza” narracja pozwoli zniwelować problem słabych fundamentów wciąż widocznych w gospodarce, czy stanie się jedynie okazją do krótkotrwałych wzrostów, z których skorzystają duzi gracze (smart money), a „owce” obejdą się jak zwykle jedynie smakiem?

Zob. też

Dlaczego doszło do kryzysu na Cyprze?

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia

A Bubble Continues To Form In The Stock Market

Is the S&P 500 ‘crashing’ now?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,

Kryzys? A może to już normalność?

415-disaster-day-crisis-wallpaper-1920x1200-customity

Jakiś czas temu prowadziłem warsztat na temat prognozowania trendów, który miał otworzyć nową edycję tego kierunku na Viamodzie – Polskiej Szkole Mody i Designu. Przed moim wystąpieniem głos zabrała znana trend watcherka Zuzanna Skalska. Przyznała, że paradoksalnie ma znacznie więcej pracy niż w czasach prosperity – firmy chcą wiedzieć, co robić w trudnych czasach… po chwili jednak dodała jedną uwagę. Jej zdaniem obecnie nie mamy do czynienia, z jakimś tam kryzysem, spowolnieniem gospodarczym, po którym ponownie nastąpi wzrost. To co dziś obserwujemy to koniec pewnego świata, zupełne i bezpowrotne załamanie się starego systemu. Innymi słowy znajdujemy się w czasach przełomu, zawieszenia…

Takie opinie to nie nowość. Zwykle gdy mamy do czynienia z silnym i to jeszcze przedłużającym się kryzysem, warto tu przypomnieć, że obecne, tak silne wyhamowanie gospodarki trwa tak naprawdę z niewielkimi, co prawda przerwami od 2008 roku, próbujemy nie tylko jakoś zrozumieć zaistniałą sytuację, ale też w jakiejś mierze się do niej „mentalnie” przystosować.

Opinie, że to nie tylko przejściowy wypadek przy pracy, ale tak naprawdę koniec pewnej ery, epoki i początek nowej można było spotkać pewnie dużo wcześniej. Przypomnę, że sam w podobnym tonie wypowiadałem się już na tym blogu: Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia.

Zainteresowanie kryzysem rośnie właśnie w czasach samego kryzysu, a wszelkie głosy, czy analizy w czasach wzrostu wskazujące dopiero możliwość nadejścia załamania są lekceważone, czy wręcz wyśmiewane. Kiedy mieliśmy boom na rynku nieruchomości, większość obserwatorów, analityków była przekonanych, że teraz to norma i ceny będą już rosnąć zawsze, a o wychwalanym modelu gospodarczym stymulowanym przez kredyt już nie wspomnę. Widzimy to co chcemy widzieć, nasze decyzje, strategie (jeśli tak naprawdę jakiekolwiek istnieją) są oparte jedynie na pragnieniu tego, co dobre i przyjemne, unikamy „czarnowidztwa” i pesymizmu, bo to przecież jest takie passe. A dziś? Dziś jesteśmy już może i nawet przytłoczeni ową „literaturą przedmiotu” dotyczącą kryzysu, źródeł kryzysu, modeli teoretycznych kryzysu i tak dalej i tak dalej. Jednak dla mnie to rzecz nadal fascynująca, jak realne wydarzenia w istotny sposób modyfikują, zmieniają całe, wielkie ekonomiczne teorie (por. chociażby artykuł, który podsumowuje 21 książek napisanych zarówno przez ekonomistów, jak i dziennikarzy, a będących próbą diagnozy przyczyn obecnego kryzysu:  Reading About the Financial Crisis: A 21-Book Review).

Dla mnie liczy się kontekst, to, jak patrzymy na świat, gdzie i w jaki sposób zdobywamy doświadczenie, jakie mamy wartości. Sztuką jest szukać własnych teorii i opinii zawsze wbrew opinii tłumu. A jakie to jest trudne pokazują wciąż pojawiające się kryzysy. Kryzys to przecież zawsze w dużej mierze skutek reakcji tłumów, zresztą tak samo, jak i hoss). Czyli oprócz ekonomicznych przyczyn w dużej mierze opiera się na zmianie percepcji i właśnie innym kontekście, według którego oceniane są pewne walory, zachowania, podejmowane są decyzje.

Warto zapoznać się z książką socjolog Jadwigi Staniszkis „Antropologia Władzy”. Punktem wyjścia dla autorki jest Traktat Lizboński, który miał stanowić podstawę do wprowadzenia istotnych zmian w strukturze instytucjonalnej, ale też strategii samej Unii. W międzyczasie wybuchł kryzys, który zawiesił wcześniej ponawiane próby diagnozy, a następnie przebudowy europejskiej federacji.

Kryzys zawsze jest wstrząsem, zawieszeniem lub całkowitą zmianą reguł. Ale autorka „Antropologii Władzy” zastanawia się, czy obecny kryzys nie jest próbą dostosowania gospodarki europejskiej do warunków narastającej globalnej konkurencji, zwłaszcza ze strony Chin. W takim ujęciu obecny kryzys to nie chwilowe załamanie, kolejna faza cyklu, ale trening, dyscyplina. Można go potraktować, jako dość bolesne (to pewnie bardzo mało trafne określenie w tym kontekście) zdyscyplinowanie europejskich społeczeństw i stworzenie zupełnie nowego modelu władzy, ale też zarządzania rynkiem pracy (wzrost wydajności przy jednocześnie bardzo istotnym spadku kosztów związanych z zatrudnieniem pracowników, kosztów transakcyjnych, czy kosztów relacji).

Być może zresztą przyjdzie nam żyć w permanentnym kryzysie i uznać go za sytuacje normalną? Procesy globalne tak się bowiem skomplikowały, że ich logika wymaga równoczesnego podejmowania działań sprzecznych. A już to samo w perspektywie naszych dotychczasowych nawyków myślowych stanowi jeden z symptomów kryzysu. Trudno bowiem dostrzec, w ramach naszej dotychczasowej perspektywy poznawczej, odwołującej się do logiki dwuwartościowej (i pozbawionej „ontologizacji czasu” pozwalającej wyrazić i rozwiązać paradoksy), iż wytwarzanie i realizacja zysków w ramach globalnego matriksu wiąże się z równoczesnym włączaniem rynków znajdujących się w odmiennych stadiach (i formach) kapitalizmu. I że w związku z tym ich wewnętrzne standardy, wyznaczające, co uznaje się za „racjonalne”, nieuchronnie wchodzą ze sobą w kolizje. Jeżeli system nerwowy owego matriksu w postaci ponadnarodowych instytucji finansowych, sieci produkcyjnych i handlowych, firm logistycznych i konsultingowych oraz – instytucji rankingowych, nie dostrzeże naturalności owych kolizji (i dalej będzie konceptualizował procesy w sposób zbyt liniowy, próbując wyeliminować wewnętrzne sprzeczności) to – zamiast skutecznie zarządzać złożonością, będzie tylko transmitował i potęgował szok.

Jadwiga Staniszkis, „Antropologia władzy. Między Traktatem Lizbońskim a kryzysem„, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, str. 151.

Czy zatem wchodzimy na zupełnie nowy poziom, gdzie pewne rzeczy do tej pory dla nas dobre znikną, a te rzeczy dość dla nas bolesne staną się normą? Trochę to przerażające, ale jak przyglądam się narastającej spirali zadłużenia niektórych krajów UE to wciąż nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie możliwe aby ten dług kiedykolwiek mogły one spłacić. Pojawia się błędne koło: takie instytucje, jak np. MFW wymagają drastycznych cięć wydatków, jako jeden z warunków udzielenia kolejnych kredytów. Owe cięcia powodują jednak, że gospodarka zwalnia, a to prowadzi do spadku dochodu np. z podatków, co z kolei powoduje wzrost zadłużenia i konieczność ponownej prośby o pomoc.

Polecam również

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Każda epoka ma swoje słowa

Strach przed nieznanym

Obrazek za www.customity.com

Otagowane , , , , , ,

Teoria trzech kręgów – zmiany Unii Europejskiej

Obecnie Unia Europejska coraz bardziej oddala się od swoich ideałów. Najbardziej widoczne zmiany zaczęły mieć miejsce w momencie wybuchu kryzysu gospodarczego na przełomie 2007 i 2008 roku. Co prawda były widoczne wcześniej, ale to dziś ich konsekwencje powoli prowadzą do zupełnej przebudowy europejskiej wspólnoty.

Unia nie przypomina już tej, do której dążono na samym początku jej istnienia. Różni się też od tej, która w jakimś stopniu funkcjonowała w latach 90-tych, czy na początku XXI wieku.

Projekt Unii zakładał, z jednej strony zrównoważony rozwój wszystkich państw członkowskich, a z drugiej działanie na zasadzie wspólnoty i pomoc silniejszych państw państwom słabszym. Obecnie jest to organizacja, w której coraz widoczniej rysują się różnice w poziomie rozwoju, naturze i zakresie problemów, a na pewno, co raz wyraźniej sprzecznych interesów poszczególnych państw.

Paradoksalnie problemy zaczęły się w momencie przyjęcia wspólnej waluty. Uwidocznił się wówczas rosnący dystans pomiędzy bogatymi krajami północy, jak Niemcy, Holandia, czy Luksemburg lub Norwegia, a krajami południa, jak Hiszpania, Portugalia, czy Grecja.

Wbrew powszechnej opinii, że przyjęcie wspólnej waluty okazało się być dodatkowym bodźcem wzrostu szczególnie dla słabiej rozwiniętych państw, dostępne dane wskazują na coś innego. Wiele państw odczuło nawet spadek swojego PKB, tak było na przykład w Hiszpanii, we Włoszech, czy Francji, a w Portugalii PKB był nawet ujemny, spadły inwestycje i w niektórych krajach w niewielkim stopniu wzrosła także inflacja. Poziom bezrobocia praktycznie się nie zmienił.

To, co się rzeczywiście stało to niejako „sprasowanie” dynamik rozwoju. Kraje, które przed przyjęciem euro notowały dość wysoki wzrost produktu krajowego brutto (co prawda nie był on stabilny) zrównały swoje tempo rozwoju wobec krajów bardziej rozwiniętych, w których PKB rośnie zazwyczaj jedynie 1-2% rocznie. Taka na przykład Hiszpania przed wprowadzeniem euro rozwijała się nawet w tempie 4-5% rocznie, po przyjęciu euro PKB tego kraju zaczął rosnąć już dużo wolniej, bo 2-3% rocznie. W niektórych krajach, jak na przykład Francja, spadek był jeszcze większy, bo spadł z 3% do 1-1,5%, czy Holandia, w której PKB zjechał z poziomu 4% do 1,5%.

Jednak kiedy wybuchł kryzys widoczne już wcześniej różnice w poziomie rozwoju poszczególnych państw, a przez to konsekwencje przyjęcia wspólnej waluty praktycznie podzieliły Europę na zupełnie osobne kręgi. Podział ten mimo, że mocno skrywany już dużo wcześniej – pod dyskursem poprawności politycznej – ukazał prawdziwe oblicze UE, która tak naprawdę nigdy nie była jednolitym organizmem. Niektórzy mówią o Europie dwóch prędkości (kraje północy skoncentrowane wokół Niemiec vs. kraje południa), ale nie jest to pełna prawda. Możemy wyróżnić kilka różniących się między sobą grup państw. Nazywam je tu wykorzystując pewną metaforę – trzema kręgami. (dystrykty)

Pierwszy krąg, nazwijmy go tu Centrum lub Core Unii Europejskiej to przede wszystkim Niemcy i ich niemieckojęzyczni sąsiedzi lub kraje posiadające dość podobną kulturę (kraje protestanckie), czyli Holandia, Luksemburg, Austria, czy w jakiejś mierze też Norwegia. Oprócz Norwegii wszystkie te państwa przyjęły w 2002 roku wspólną walutę. Grupa ta charakteryzuje się niskim, bo będącym na poziomie poniżej 5% poziomem bezrobocia i dość wysokim, jak na czasy kryzysu wzrostem PKB, bo w granicach od 1,5% do 2,5%.  Niemcy i Holandia to także prawdziwe potęgi eksportowe (dynamika ich eksportu zaczęła wyraźnie rosnąć po przyjęciu euro).

Drugi krąg – nazywam go Semi-peryferia – składa się z Belgii, Danii, Wielkiej Brytanii, Finlandii, Szwecji, Czech w części też Francji i Włoch (tym ostatnim coraz bardziej grozi spadek do niższego kręgu). Kraje te charakteryzują się już znacznie wyższym poziomem bezrobocia od 7% do 12%, ich wzrost gospodarczy waha się od 0,5% do 2%.

Trzeci krąg to kraje z grupy tzw. PIGS, czyli Portugalia, Irlandia, Grecja i Hiszpania, ale też w jakimś zakresie na pewno kraje Europy Środkowo-Wschodniej i kraje nadbałtyckie. Jest jeszcze Słowenia. Grupa ta najdotkliwiej odczuła kryzys, bezrobocie jest tu na poziomie od 13% do 26%,  są to kraje, które borykają się już z prawdziwą recesją, narastającym długiem publicznym przekraczającym 100% PKB (Grecja ma dług publiczny sięgający już 170% PKB) i deficytem budżetowym sięgającym nawet 10% PKB.

W obu ostatnich kręgach obserwujemy nie tylko wysokie bezrobocie, ale też jego wzrost w przeciwieństwie do Centrum, gdzie bezrobocie w przeciągu ostatnich kilku lat wyraźnie spadało ( w takich Niemczech bezrobocie spadło z 11,5% w 2005 roku do 5,3% w 2013 (styczeń).

bezrobocie_ver1

Trzy kręgi Unii Europejskiej – poziom bezrobocia, dane Eurostat 2012.

Rozwiązania problemów „poszkodowanej kryzysem części Europy” szuka się we zwiększonej centralizacji i dyscyplinie budżetowej. Co prawda wprowadzono euro, jako wspólną walutę, a nawet bank centralny, ale nie wprowadzono wspólnej polityki fiskalnej. Miało to powodować brak kontroli nad dyscypliną budżetową, szczególnie krajów południa, a przez to gigantyczny wzrost zadłużenia.

Jednak tak naprawdę nie tu kryje się problem. Główna przyczyna tkwi w zbyt dużych różnicach kulturowych między osobnymi segmentami Unii. Różnice dotyczą bardzo szerokiego zakresu spraw, od stylu podejmowania decyzji, definiowania autorytetu, zarządzania czasem, aspiracji, czy kultury pracy do sposobów nauczania, zdobywania wiedzy i wychowania. Inaczej traktowany jest pieniądz, inaczej też podchodzi się do kredytu i kwestii oszczędzania. Jakie konsekwencje mogą rodzić te różnice podczas  „odgórnie” przyjętego i realizowanego modelu polityki gospodarczej można zobaczyć na przykładzie np. Bułgarii, która od dłuższego już czasu próbowała wzorować się na modelu niemieckim.

Moment wprowadzenia euro był momentem przełomowym. Karty zostały odkryte. Kraje do tej pory marginalizowane zapragnęły szybko zmodernizować swoje gospodarki. Nie posiadając przy tym wystarczających zasobów finansowych oparły stymulacje gospodarki na kredycie.

Z jednej strony, główne instytucje Unii obecnie starają się zwiększyć kontrolę nad rozbieżnościami poszczególnych państw. Wchodzą w rolę policjanta mając nadzieję, że dzięki temu uzyskają większą sterowność w przyszłości (pakt fiskalny). Jednak z drugiej strony kraje peryferyjne tracą kontrolę nad własnym zadłużeniem, bo decyzje dotyczące ich polityki fiskalnej zaczynają być podejmowane gdzie indziej.

W najbardziej dramatycznej sytuacji znajdują się osoby młode. Poniżej prezentuje dane zmian w poziomie bezrobocia wśród młodzieży w wybranych krajach Unii. Oprócz tego, że i tu widać bardzo wyraźnie różnicę pomiędzy np. krajami z „Centrum” (Niemcy, czy Austria), a krajami peryferii (jak Hiszpania, czy Portugalia) to wstrząsający jest poziom bezrobocia w krajach peryferyjnych, w takiej Hiszpanii, czy Portugalii nie ma pracy już ponad 55% ludzi w wieku poniżej 25 lat. Można oczywiście się spierać, że jest to grupa wiekowa, która jeszcze w jakimś zakresie się uczy lub studiuje, ale poniższe dane na pewno wskazują na potencjalne problemy, z jakimi ci młodzi ludzie zetkną się lub już stykają się chcąc wejść na rynek pracy.

in-spain-the-epicenter-of-europes-youth-unemployment-crisis-the-rate-has-soared-to-556

spain-is-second-only-to-greece-where-576-of-those-under-25-are-unemployed

portugals-youth-unemployment-rate-has-followed-a-similar-pattern-but-edged-down-slightly-in-december-to-383

finally-there-is-germany-which-doesnt-really-have-a-youth-unemployment-problem-only-80-of-those-under-25-are-jobless

źródło danych: Eurostat, wykresy pochodzą ze strony Businessinsider, por. artykuł Europe’s Youth Unemployment Nightmare In 18 Charts

Zob. więcej:

European economy guide

Rezygnacja z niezależnej polityki pieniężnej może dużo kosztować

 

Otagowane , , , , , , , , , ,

Dlaczego doszło do kryzysu na Cyprze?

domino

Nieudolne zarządzanie finansami, rozrost administracji, niska dyscyplina i swoista lokalna kultura pracy to z pewnością przyczyny cypryjskiej zapaści finansowej. Ale nie jedyne i chyba nawet nie najważniejsze.

Nierzadko silne powiązania gospodarcze są dobrodziejstwem, na Cyprze okazały się przekleństwem. Silne związki gospodarcze z Grecją i Rosją to istotny kontekst bez którego trudno zrozumieć sytuacji na Cyprze.

W przypadku powiązań z Grecją mieliśmy prawdziwy efekt domina. Inwestycje, powiedzmy to sobie, bardzo duże inwestycje i zakupy papierów wartościowych w greckich bankach, które już wcześniej miały poważne problemy finansowe musiały w końcu również doprowadzić do zapaści sfery bankowej na Cyprze.

Druga sprawa. Silne związki z Rosją, z której pochodziła znaczna część klientów cypryjskich banków. Rosjanie skorzy do konsumpcji lub zamrażania swoich kapitałów niż do inwestycji, traktowali wyspę bardziej, jako swój własny, prywatny kurort lub bezpieczną przystań dla swoich pieniędzy, pochodzących z rozmaitych nie zawsze krystalicznie czystych interesów.

W końcu brak dywersyfikacji dochodów − oparcie gospodarki tylko na jednym segmencie biznesu, jakim były banki, doprowadziło to do utraty elastyczności, a wręcz sytuacji patowej kiedy banki zaczęły mieć problemy.

Uważam jednak, że powiązania z Grecją i Rosją to tylko wierzchołek góry lodowej całego systemu powiązań, w której funkcjonowała cypryjska gospodarka. Cypr spełniał bowiem w systemie europejskiej gospodarki bardzo poważną rolę. Stanowił swoisty bufor przed rozdmuchaną europejską biurokracją i szeregiem regulacji, zwłaszcza w obrębie przepływów kapitałowych. Pytanie tylko, czy jego – tak przecież bolesny – upadek nie spowoduje teraz poważnych perturbacji w innych obszarach europejskich instytucji, jak całej sfery gospodarczej.

Trudno podejrzewać, że kryzys cypryjski rozleje się na inne kraje. W tym kontekście efekt domina jest już mało prawdopodobny. Żaden inny kraj europejski nie miał tak silnych powiązań z Cyprem, jak Grecja, czy Rosja. Natomiast podmuch może nadejść z innej strony i mieć wymiar bardziej psychologiczny niż bezpośrednio wynikać z powiązań między bankami – wiele mieszkańców niektórych krajów Europy (szczególnie chodzi o kraje z tzw. grupy PIGS) może ulec panice i zacząć likwidować konta w bankach w obawie przed utratą swoich zasobów finansowych.

1032523

Cały czas w poważnym zagrożeniu jest status samego Cypru. Mimo, że rząd robi co może aby zabezpieczyć się przed skutkami ewentualnej paniki (zmasowany transfer aktywów) to tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarzy kiedy banki zostaną otwarte.

Grafika za GW i inbrevi.blox.pl, pensamentos-sincronizados.blogspot.com

Otagowane , , , , , , , ,

Europa ulega podziałowi

15357958-stock-market-chart

Następuje ucieczka kapitału z krajów południa, czyli Grecji, Włoch i Hiszpanii. Giełdy w tych krajach notują spadki – w przypadku Grecji nawet od lutego tego roku. Natomiast indeksy giełd w Hiszpanii, czy Włoch zaczęły wyraźnie obsuwać się w dół od 18 marca, czyli od początku „cypryjskiej historii”. Najsilniej „dołuje” giełda grecka, która traci już ponad 5%.

Z kolei giełdy krajów północy, czyli przede wszystkim Niemiec, Norwegii, czy Holandii zyskują. Zatem mamy tranzyt kapitału, z krajów, których sytuacja jest nie pewna do krajów o znacznie większym zaufaniu inwestorów.

Podział Europy jest coraz bardziej widoczny, z jednej strony mamy kraje skoncentrowane wokół Niemiec, z drugiej „odstające”, niestabilne kraje południa, a teraz – wierzycieli i dłużników. Niesie to poważne konsekwencje, jeśli chodzi o obecny kształt Unii Europejskiej. To już nie federacja, której celem są działania na rzecz wszystkich państw wspólnoty, ale raczej grupa instytucji, które wykorzystywane są do budowy sfery wpływów (Niemiec).

Podział krajów UE widać również w zakresie wydatków na innowacje (Europa dwóch prędkości), por. artykuł w money.pl

Otagowane , , ,

Dzisiejszej nocy mieszkańcom Cypru będzie śnił się koszmar

To już nie stan zawieszenia, ale prawdziwy pat. Wygląda na to, że obojętnie jakie rozwiązanie wybierze cypryjski rząd Cypr i tak wpadnie w otchłań.

Dotychczas zaproponowane rozwiązania polegające m.in. na nacjonalizacji funduszy emerytalnych i restrukturyzacji sfery bankowej zostały odrzucone przez trojkę. Wciąż trwają rozmowy, ale przedstawiciele grupy euro i MFW stawiają ostre warunki – Cypr nie ma innego wyjścia, jak opodatkować depozyty.

cypruschart

Zmiany struktury cypryjskich depozytów według pochodzenia

Na wyspie zaczyna brakować gotówki. Do tej pory mimo, że banki były zamknięte można było wypłacać niewielkie sumy pieniędzy do 200 euro. Dziś mieszkańcy mogą pobrać jedynie do 100 euro.

Ludzie koczują przed bankomatami. Można się spodziewać, że w poniedziałek lub we wtorek kiedy mogą zostać otwarte bankomaty wybuchnie panika. Wciąż trwają demonstracje przeciwko opodatkowaniu depozytów i w obawie przed utratą pracy. Znaczna część mieszkańców Cypru pracuje w sektorze bankowym, a wiadomo już, że banki będą zmuszone dokonać masowych zwolnień.

Należy podejrzewać, że nawet jeśli strony dojdą do porozumienia znaczna cześć funduszy kiedy tylko zostaną otwarte banki wyparuje za granicę. Sytuacje podsumował Prof. Hubert Faustmann, profesor nadzwyczajny w Uniwersytecie w Nikozji (katedra historii oraz nauk politycznych) oraz dyrektor Fundacji Friedricha-Eberta na Cyprze:

Bardzo trudno powiedzieć, co będzie dalej. Pewne jest tylko jedno – Cypr jest gospodarczym trupem i teraz pozostało mu już tylko zdecydować, jaką śmierć wybiera.

 Natomiast Fabrizio Goria, włoski dziennikarz finansowy ujął całą sprawę następującymi słowy:

Dobra wiadomość jest taka, że Cypr może być uratowany tej nocy, zaś zła wiadomość − kryzys w strefie euro pokazał kruchość projektu sfery euro.

Bankructwo Cypru zatem będzie szybkie albo kraj będzie konał w długich i męczących konwulsjach. Cały czas aktualne pozostaje pytanie, czy zapalnik odpali? Jak zareagują rynki w poniedziałek rano na oba te warianty przebiegu wypadków na Cyprze? Czy zapanuje chaos, czy też po kilku silnych konwulsjach i wahaniach kursów wszystko wróci do normy? Oczywiście „norma” w tym kontekście oznacza powolne spadanie na dno.

Otagowane , , , , , ,

Przed ostatnim rozdaniem kart – ciąg dalszy cypryjskiego eksperymentu

Protests Outside The Cypriot Parliament Building As Bailout Debate Continues

Zapalnik jednak nie wypalił. Jeszcze.

Jeden test mamy już za sobą. Cypr nie otrzyma pomocy ze strony Rosji. Wynika z tego jasno, że władze w Nikozji nie mają jednak innego wyjścia, jak nadal rozmawiać z przedstawicielami Komisji Europejskiej, MFW i Europejskiego Banku Centralnego inaczej Cypr stanie się bankrutem.

Zapalnik jeszcze nie wypalił, ale czasu zostało też już bardzo niewiele. Rząd Cypru do poniedziałku musi znaleźć 5,8 miliardów euro inaczej nie otrzyma pomocy w wysokości 10 mld euro ze strony sfery euro i MFW. Czyli mamy ponownie stan zawieszenia?

Dopóki dopóty rozmowy trwają rynki powróciły – można tak rzec – do stanu równowagi, ale bardziej jest to stan wyczekiwania niż – jak to w zwyczaju się mówi – korekta. Nadal aktualne jest pytanie, w jaki sposób uda się Cyprowi wygospodarować te 5,8 miliardów. Wczoraj rząd w Nikozji przyjął pakiet ustaw, który m.in. zakłada utworzenie tzw. funduszu solidarnościowego opartego głównie na funduszach emerytalnych i plan restrukturyzacji największych cypryjskich banków.

Powrócił pomysł opodatkowania depozytów o wartości powyżej 100 tys. euro. tym razem w wysokości bagatela 25%! Do wtorku na Cyprze banki i giełda pozostaną zamknięte, zatem wszystkie konta są nadal zamrożone. Przed nami jeszcze drugi test. Co się stanie, gdy banki zostaną otwarte?

Dostępne zdjęcia ukazujące to, co obecnie dzieje się na Cyprze zaczynają przypominać objawy paniki. Tysiące ludzi demonstruje, niektórzy koczują nieopodal zamkniętych bankomatów. W oczach Cypryjczyków widać strach, gniew, rozpacz, czy wręcz desperacje. Oliwy do ognia dodały też ostatnie informacje o planowanej restrukturyzacji dwóch największych cypryjskich banków: Laiki Popular Bank oraz Bank of Cyprus, które zapewne przestaną istnieć. Na ich gruzach ma powstać jedna centralna instytucja finansowa oczyszczona z tzw. złych aktywów. Wystarczy powiedzieć, że sam Laiki Popular Bank zatrudnia na Cyprze ponad 8 tys. osób, czyli 1 proc. mieszkańców wyspy.

Co może przynieść najbliższa przyszłość? Można wyobrazić sobie dwie ścieżki rozwoju wydarzeń.

Pierwsza to bankructwo i wyjście Cypru ze sfery euro, a pewnie też i z UE. Oznacza to gwałtowny spadek wartości wspólnej waluty. Teoretycznie do pewnego momentu korzyści z tego scenariusza mogą czerpać Niemcy, dla których tania waluta oznacza wzrost eksportu i znaczne umocnienie pozycji na rynkach globalnych zwłaszcza wobec Japonii. Ale jeśli uruchomi się efekt domina może to oznaczać prawdziwą eskalacje kryzysu, który również wstrząśnie niemiecką gospodarką. Jednak ten scenariusz wydaje się być mało prawdopodobny. Niedługo w Niemczech odbędą się wybory, co pozwala przypuszczać, że obecny rząd tego kraju zapewne wcześniej nie będzie ryzykował i wszelkimi możliwymi sposobami (jeśli takowe jeszcze istnieją) będzie starał się uniknąć krachu.

Druga droga to „uratowanie” Cypru i powrót do sytuacji chwiejnej równowagi, która zapewne będzie znacznie bardziej chwiejna niż dotychczas. Oznacza to dość bolesne zawieszenie zaufania wobec europejskiego systemu bankowego, zwłaszcza w tych krajach, które stoją już praktycznie na granicy swoich możliwości finansowych (Hiszpania, Portugalia, czy Włochy o Grecji nie wspominając). Co w dłuższej perspektywie na pewno znacznie utrudni wychodzenie sfery euro z recesji.

Otagowane , , ,
%d bloggers like this: