Category Archives: polityka

Nadchodzi nowy początek – wybór Donalda Trumpa kolejnym znakiem

donald-trump-white-supremacy-body-image-1476372842

Wybory, wybory i po wyborach. Z jednej stron mamy lęk, a z drugiej poszukiwanie winnych. Wygrana Donalda Trumpa traktowana jest, jak kara, prawdziwy dopust boży. „Okropne” i „złe” elity dostały za swoje, zostały ukarane za swoją ślepotę – to dominująca teraz postawa zarówno po jednej, jak i drugiej stronie barykady, a że barykada rośnie to już chyba nikt nie ma wątpliwości.

Świat jednej oczywistej oczywistości, świat końca historii, międzynarodowych układów i sojuszy, liberalnej demokracji, świat opierający się na spuściźnie lewicowych ruchów i kontrkultury późnych lat 60-tych, świat poprawności politycznej ulega na naszych oczach wyczerpaniu.

Coraz szersze poparcie zyskuje inny świat, świat narodowych interesów, realpolitic, powrotu do konserwatywnych wartości, tzw. demokracji nieliberalnej, która oznacza nierzadko społeczne przyzwolenie na rządy autorytarne, świat, w którym to religia coraz silniej ma wpływ na zasady życia społecznego, a nie oświeceniowe, abstrakcyjne prawo. Świat, w którym poprawność polityczna i prawa człowieka zamieniane są na otwartą wrogość wobec mniejszości religijnych, seksualnych, czy innych narodowości.

Owe “niezrównoważenie”, o którym wcześniej pisałem przemienia się w pęknięcie. Społeczeństwa zachodnie nie tyle znajdują się w sytuacji konfliktu, ile rozpadają się na dwa osobne, coraz mniej przystające do siebie światy. Wybór polityka nie jest motywowany tym, że zgadzamy się z jego poglądami, ile głosuje się na niego tylko po to aby nie wygrał wyborów jego kontrkandydat.

Mimo dynamicznego rozwoju technologii komunikacyjnych coraz trudniej o porozumienie pomiędzy stronami konfliktu. Obie strony coraz mniej nie tylko rozumieją, ale i też wiedzą o tym, jakie potrzeby, czy też problemy mają inni. Taki rozpad nie tylko sprzyja rozniecaniu konfliktu, ale przede wszystkim prowadzi do izolacji. Chęć zrozumienia i zdobycia wiedzy – jedne z kluczowych wyznaczników dobrej komunikacji przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Jeśli, jakakolwiek solidarność grupowa może mieć miejsce to przede wszystkim ta, której podstawą jest wrogość przeciwko jakiemuś wrogowi – INNEMU, a tym innym może teraz być praktycznie każdy z nas: gej, muzułmanin, osoba o innej niż biała kolorze skóry, Latynos, Rom, kobieta, lewak, ateista, czy Żyd. Solidarność w oparciu o postawy ekskluzywne, wykluczające dominują nie tylko wśród osób o poglądach konserwatywnych, ale też liberalnych, czy lewicowych.

Następuje koniec świata płynnej globalizacji, wolnego rynku i demokracji. Nadchodzi świat nowego Ancien regime.

Przyczyn takiego obrotu sprawy jest kilka. I trudno jednoznacznie uznać jedną z nich za kluczową albo nawet jakąkolwiek ich hierarchię ważności. Mamy do czynienia raczej z płynnym ich przenikaniem – takim stanem wzbudzenia i synchroniczności. Żadna z nich osobno pewnie nie miała by takiego znaczenia, jak w otoczeniu pozostałych. W konsekwencji wszystkie prowadzą do powstania świata o zupełnie odmiennej tonacji niż ta, która była obecna jeszcze niewiele dekadę temu.

Ale spróbujmy je wymienić. Jedną z przyczyn było na pewno powolne i trwające już od wielu lat kurczenie się klasy średniej pod względem materialnym, czy też statusowym. To, co z pewnością przyspieszyło ten proces to kryzys finansowy w 2008 roku. Chociaż sytuacja materialna klasy średniej  ulegała pogorszeniu od końca epoki Ronalda Reagana (jeśli oczywiście mamy na myśli sytuację w USA). Równolegle media rozniecały coraz większe aspiracje. Wśród przedstawicieli tej klasy pojawiło się rozdarcie, wewnętrzny konflikt, który prowadził do frustracji, a potem gniewu. Opowieść o tym, że każdy za sprawą własnej pracowitości, przedsiębiorczości może wspiąć się na wyżyny materialnego snu już dawno przestała być dla wielu wiarygodną opowieścią.

Drugą przyczyną, równie ważną jest problem z tożsamością, a gwoli ścisłości z nieustannym „rozmywaniem” się tożsamości. Co powoduje niepewność i brak orientacji. Gdy przypatrzymy się uważnie, co tak naprawdę jest „mówione”, „pisane”, jaki dyskurs obecnie dominuje to zobaczymy, że jego centralnym punktem jest tożsamość, a tak naprawdę tęsknota za jednoznacznie określoną tożsamością. Wyzwanie, jakie ponowoczesne społeczeństwa postawiły swoim członkom aby byli w stanie siebie określić, umieli znaleźć odpowiedź kim są, czego pragną, co jest dla nich ważne stała się dla wielu nie do wytrzymania. Świat, w którym wyznanie religijne wybiera się nieco na podobnej zasadzie, w jaki dokonuje się wyboru produktu w supermarkecie w końcu okazał się pusty i pozbawiony sensu.

Ponowoczesność, w której wszystko miało być płynne, mobilne i tymczasowe okazała się projektem, na który być może były gotowe wykształcone elity i mieszkańcy dużych aglomeracji, ale nie pozostałe grupy, w których narastała frustracja z powodu utraty statusu i dezorientacja, jeśli chodzi o własną tożsamość.

Trzecia przyczyna tkwi w pamięci albo tak naprawdę zaniku pamięci, która dotyczy II wojny światowej, Holocaustu i mroków systemów totalitarnych. Do głosu dochodzi młode pokolenie, które nie pamięta, bo nie może pamiętać tych wszystkich okropieństw, bólu i cierpienia. Figura żołnierza wyklętego okazała się być bardziej bliska i atrakcyjna niż zaangażowanie społeczne, kariera muzyka rockowego, czy przedsiębiorcy.

A gdyby tak całą ową zmianę w kulturze, nową falę, jak można to inaczej określić, napływ i powolną dominację postaw konserwatywnych, ekskluzywnych, czy wzrost pozytywnych uczuć wobec wiary, religii potraktować, jako pewien zespół reakcji i to reakcji o podłożu lękowym. Innymi słowy w ludziach zaczął narastać strach przed „nowym”, przed „nieznanym”.

Szybkość zmian, jakie obserwujemy w obrębie technologii, rozrywanie dotychczas znanych i stabilnych więzi, atrofia wspólnot, zanik wielu zawodów prowadzi do paranoicznego wręcz lęku, który wzbudza nas coraz silniej chęć zatrzymania, zakwestionowania, czy odwrócenia się od owego ślepego pędu w nieznane. Z utęsknieniem poszukujemy wybawienia właśnie w tym, co może i przez ostatni czas traktowane było jako „przaśne”, przykurzone już patyną czasu, ale właśnie było nam dobrze znane, czuliśmy się w tym swojsko i właśnie bezpiecznie.

Warto przeczytać:

Najnowsi barbarzyńcy

Wszystkie boty prezydenta

 

 

 

Reklamy
Otagowane , , , ,

!3 listopad 2015 – Zamach terrorystyczny w Paryżu

paris_13_11_2015_1_newsweekzdjęcia osób, które zginęły w zamachu terrorystycznym w Paryżu, 13 listopa 2015 r., źródło newsweek.pl

Kolejna odsłona owego niezrównoważenia. W Paryżu w wyniku zamachu terrorystycznego zginęło ponad 100 osób, a ok. 300 jest rannych, w tym znaczna część znajduje się w stanie ciężkim. Zginęli zamordowani podczas spotkania, rozmowy z ukochaną/ukochanym/przyjacielem/znajomymi, przypadkowej obecności na ulicy, spaceru, uczestniczenia w koncercie. Dzień wcześniej w podobnym zamachu, do którego doszło w Bejrucie zginęło ponad 200 osób. Do obu zamachów przyznało się tzw. państwo islamskie.

Podczas zarejestrowanych przez dziennikarzy rozmów z mieszkańcami Paryża niedługo po tych tragicznych wydarzeniach dało się odczuć jedno powtarzające się wciąż i dominujące wrażenie: przypadkowości. Tak naprawdę na kilka godzin władzę straciły kontrolę nad miastem. Określony ład, a przynajmniej wrażenie „ładu” tego, że wszystko może się toczyć tak, jak do tej pory się toczyło zostało utracone. Pytanie: czy zostało utracone na jakiś czas, czy już raz na zawsze?

Reakcje mogą być różne. Od uczucia odwetu, potrzeby zaprowadzenia jakiejś formy reżimu policyjnego do wycofania się podszytego paraliżującym lękiem. I rzeczywiście takie reakcje wśród społeczeństwa francuskiego, ale nie tylko francuskiego miały miejsce. Paryż opustoszał, kafejki, kluby, bistra świeciły pustkami, jakby to nie był Paryż, a opustoszałe, wymarłe miasto. Jednocześnie przedstawiciele władz Francji wydały rozkaz rozpoczęcia zmasowanych ataków bombowych kluczowych ośrodków państwa islamskiego. Niedługo potem w Polsce na wrocławskim rynku przedstawiciele skrajnej prawicy palą kukłę przypominającą postać Żyda.

Kolejny etap owej eskalacji. Trudno nie ulec kolejnemu wrażeniu, że dotychczas takie optymistyczne przekonanie o możliwym istnieniu otwartego i praktycznie bezkonfliktowego społeczeństwa konsumpcyjnego rozsypało się, jak domek z kart. Chociaż już wcześniej taką wątpliwość zasiał zamach na wieże World Trade Center, 11 września 2001 roku, a potem wybuch kryzysu finansowego w 2008 roku.

Historia z pewnością nie jest z góry zdeterminowana, ale trudno uciec od myśli, że mamy do czynienia z pewnym już od jakiegoś czasu rozwijającym się procesem o dość wyraźnym kierunku. Następuje powolne odchodzenie od modelu gospodarki liberalnej i państwa demokracji parlamentarnej. Nie chodzi o to, że przestaje on funkcjonować, ile przestaje być atrakcyjny dla coraz większej liczby mieszkańców państw Zachodu.

Zatem, czy i jak można wyjaśnić dotychczasowy przebieg wypadków?

– zamachy organizowane przez radyklany islam to kolejna (obok skrajnej prawicy) odsłona współczesnego konfliktu społecznego (a może nawet klasowego).

– to kolejny etap owej wojny cywilizacji, o której pisał Samuel Huntington: islam kontra chrześcijaństwo. Ta akurat teoria, co pewnie nie powinno dziwić, szczególnie mocno podgrzewana jest przez prawicę.

– spisek – może nie tyle jakaś konkretna grupa trzymająca władzę, ile zakulisowe gry służb specjalnych, czy nawet samych rządów głównych mocarstw o strefy wpływów, czy dostęp do surowców (ropa naftowa, ale też surowce wykorzystywane przez nowoczesne technologie). Chodzi tu także o lokalne mocarstwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, czy Izrael. Taki niejednoznaczny obraz sprawy potwierdzałby w jakimś stopniu wywiad z emerytowanym szefem DIA (Defense Inteligence Agency, czyli Obronna Agencja Wywiadowcza Stanów Zjednoczonych) Michael’em Flynn’em (por. również wywiad z nim zamieszczony na stronach anglojęzycznej wersji serwisu Spiegiel). 

– rozpad dominującej dotychczas narracji „nowoczesności” opartej na wolnorynkowej konkurencji i demokratycznym państwie, czy wierze w pozytywne skutki globalizacji.

A może wszystko po trochu?

Interesy można rozgrywać w oparciu o emocjonalnie uwarunkowane symbole. Nie należy też zapominać o wyczerpujących się źródłach ropy przynajmniej takich, które związane są ze stosunkowo niskimi kosztami wydobycia albo jednocześnie z oporem wobec nowych źródeł energii. Gra tak naprawdę na dobre się rozpoczyna.

Otagowane , , ,

Wielkie niezrównoważenie

78942CDF-E7A2-478D-8001-C6B9BCD09DB3_cx0_cy1_cw0_mw1024_mh1024_s

Oddziały „Boko Haram”, skrajnie fundamentalistycznych wyznawców islamu, dokonujących ataków także na ludność cywilną w północnej Nigerii.

Czy tak wygląda współczesny świat? Nieustanie walczące peryferia i centra zafascynowane nowymi technologiami?

To, co zwykle widzimy to zaledwie kilka centrów technologicznych, których rozwój przyśpiesza, z drugiej strony wiele krajów ocierających się o świat duchów i widm, w których rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość.

Czy w ogóle jest sens odróżniać chwilę obecną od tego, co dopiero nadejdzie? Szczególnie, jeśli patrzymy na przyszłość w kontekście nieustającego postępu, zresztą obojętnie, jak traktowanego, czy w sensie technologicznym, społecznym, moralnym itd. Zgoda, mamy modę na prognozowanie trendów, która tak powoli staje się – można rzec – swoistym workiem najrozmaitszych pojęć-wytrychów – i może poza nielicznymi osobami, które wiedzą o czym mówią nic z tego nie wynika, szczególnie w naszym kraju lub w regionie krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przynajmniej, na razie!

Mamy bardziej do czynienia jedynie z pewną tęsknotą – tęsknotą za nadejściem idealnego świata. Tak, jak kiedyś ludzie wspominali Złoty Wiek – wspaniałe czasy, które dawno minęły, tak teraz tworzą rozmaite opowieści na temat przyszłości. Ale jej przedsmak tak naprawdę może poczuć kilka zaledwie krajów, a coraz więcej stara się, jak tylko może jej umknąć lub ją zatrzymać. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Skrajni fundamentaliści nie robią nic innego, jak wykorzystują starą marketingową zasadę „wyróżnij się lub zgiń„. W ich wykonaniu ta zasada powinna brzmieć raczej „wyróżnij się i zgiń„.

Jeśli Zachód ceni „otwartość”, ale mimo to – nie ukrywajmy – również dokonuje ekspansji kulturowej na inne obszary świata to islam przyjmuję postawę odwrotną, a jego strategią jest obrona swojej kultury przez zmasowany atak.

Można przypuszczać, że im bardziej Zachód będzie podtrzymywał swoją „otwartość” i próbował ją eksportować na inne obszary świata tym ataki islamistów będą narastać.

A gdyby tak uznać, że przyszłość dzieje się teraz, w tej właśnie chwili? Można przytoczyć kilka z brzegu opisów pochodzących z literatury science-fiction i porównać je z tym, co obecnie dzieje się w różnych częściach świata. Zobaczymy wówczas, że ten świat opisywany w książkach jest coraz bardziej niepokojąco zgodny z tym, co dzieje się obecnie. Przyszłość już tu jest. Nieważne o czym będziemy myśleć. Nieważne, jakie możliwe wynalazki sobie wyobrazimy – one już tu są albo zaraz powstaną.

z6572966O

Zdjęcie z filmu „Łowca Androidów”

W takim kontekście prognozowanie przyszłości nie miałoby polegać na próbie wyobrażenia sobie tego, co dopiero „nadejdzie”, a raczej na diagnozie i starannej analizie tego, co dzieje się „teraz”. Ale oczywiście to za mało. Należałoby dokonać porównania wszelkich, z pozoru sprzecznych wobec siebie tendencji i zjawisk, jak np. otwarte społeczeństwa Zachodu, centra innowacji w wybranych miejscach na świecie versus miejsca oporu, sprzeciwu wobec ekspansji kultury Zachodniej, czy też strategii polegających na „odcięciu” się od nowych technologii, czy nawet od powszechnych urządzeń (telefon, samochód, elektryczność). To na styku tego typu napięć tworzy się przyszłość i kierunek rozwoju ludzkich społeczności.

Literary Saturday: Science Fiction is a Genre That Everyone Should Read

The Evolution of Islamic Extremism

Otagowane , , , , , ,

Trudno o tym nie napisać. Co się stanie z Ukrainą?

00s

Wydarzenia na Ukrainie pokazały, że czasy zimnej, bezwzględnej polityki opartej na ochronie własnych strategicznych interesów wcale nie przeszły do historii. Historia się nie skończyła, jak twierdził Francis Fukuyama. Właśnie jesteśmy w samym jej środku. A przekonanie, że dzisiaj wojna w Europie nie jest możliwa okazało się złudzeniem.

Autorzy raportu „Świat w 2025. Scenariusze Narodowej Rady Wywiadu USA„, który ukazał się w 2009 roku, co prawda bardziej obawiali się konfliktów mających miejsce na Bliskim Wschodzie, czy w Azji Centralnej jednak również w Rosji widzieli zagrożenie. Byli zdania, że kraj ten wykorzystując kontrolę nad surowcami energetycznymi, jako środka nacisku i manipulacji może w pewnym momencie sięgnąć także po środki militarne.

Prawdziwej wojny jeszcze nie ma. Ale toczy się inna wojna – informacyjna. Rośnie napięcie i niepewność, zawirowania na rynkach finansowych. Stan bifurkacji, w którym nawet najbardziej banalny gest, drobny ruch, lokalny i z początku mało widoczny konflikt może uruchomić lawinę. Doczekaliśmy się bolesnej odsłony zadającej kłam dotychczas ustalonym regułom i przekonaniom, nie tyle na poziomie działań, ale przede wszystkim na poziomie wyobraźni. Oto nasze wyobrażenia o dotychczasowych regułach, porządku stały się iluzoryczne.

Na razie trwa nieustająca gra wykierowana w stronę naszej wyobraźni, mająca na celu urobienie, ukształtowanie naszych emocji i postaw, czy to pro-ukraińskich, pro-europejskich, czy w końcu pro-rosyjskich. Każda klisza, historia tworzona jest przez określone agendy i centra informacyjne. Mamy do czynienia z przedstawieniem, które rozpoczyna się z wolna, aby potem szybko przejść w stan wzmożonego napięcia, by ponownie rozpłynąć się w morzu innych informacji. Każdy taki ruch, każda zmiana i forma informacji tworzy osobny stan emocjonalny skutkujący oczywiście fluktuacjami na rynkach finansowych, a czasem nawet jest przez nie wyprzedzana.

Jedno jest pewne i bardzo już wyraźne. Dotychczasowe wydarzenia na Ukrainie, a potem spotęgowane działania Rosji wymierzone w ochronę swojej strefy wpływów nie tyle wzbudziły niepokój, ile zdziwienie i totalne zaskoczenie u wielu obserwatorów, polityków, czy intelektualistów, którzy przez długi czas nie mogli dojść po tych wydarzeniach do siebie i odnaleźć się jakby w zupełnie dla nich „nowym świecie”.

Nie było dnia, w którym nie pojawiały się zupełnie nowe i często sprzeczne interpretacje najpierw ukraińskich wydarzeń, a potem akcji para-militarnej Rosji. Odwoływano się do tradycji, historii, zasobów kulturowych, próbowano zrozumieć społeczeństwo ukraińskie dzieląc je na rozmaite, często zupełnie nie istniejące w rzeczywistości segmenty. Porównywano obecne wydarzenia do konferencji w Monachium, nowej Wiosny Ludów, emancypacji ukraińskiego społeczeństwa, czy wieszczono narodziny prawdziwej demokracji na Ukrainie.

A tak naprawdę to nowe rozdanie kart w polityce międzynarodowej. Rosja, jak dotąd nie zrezygnowała i pewnie jeszcze długo nie zrezygnuje ze swojej polityki imperialnej. Ukraina to integralna część jej sfery wpływów. Pytanie, czy też Polska nie będzie kolejnym elementem jej układanki? A może już nim jest?

Na pewno czasy imperiów się nie skończyły. Zaczyna się jedynie kolejny etap w ich historii. Spróbujmy sobie wyobrazić, jakie scenariusze wydarzeń mogą rozegrać się w najbliższej przyszłości na terenie i w najbliższym sąsiedztwie Ukrainy.

Strategia „wczesnej Katarzyny”

Warto sobie przy tej okazji przypomnieć politykę ekspansji Rosji pod koniec XVIII wieku. Dominowały wówczas dwa podejścia. Pierwsze reprezentowane przez ugrupowanie militarystyczne, zakładające militarną inwazję i natychmiastowe wchłonięcie w skład imperium danego kraju, drugie zaś reprezentowane przez Panina – głównego doradcę Carycy Katarzyny w sprawach zagranicznych, który był zwolennikiem bardziej zakonspirowanych reguł gry, która polegała, m.in. na rozbrojeniu rywala obietnicami zapewnienia mu ochrony: „ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku” (por. Norman Davis „Boże Igrzysko. Historia Polski”, wydawnictwo Znak, Kraków 1991, ss. 673-674). W początkowym okresie panowania Katarzyna była zwolenniczką właśnie tego drugiego podejścia.

Właśnie takie podejście zakładam w tym scenariuszu. Rosja bardziej straszy niż prowadzi do rzeczywistego konfliktu o charakterze militarnym. Krym niby uzyskuje autonomię, ale de facto staje się integralną częścią Rosji (taką strategię Rosja już stosowała w innych częściach swojego imperium). Pozostała część Ukrainy, szczególnie ta wschodnia i południowa zaczyna być silnie penetrowana przez rosyjskie służby specjalne. Celem Putina jest utrzymanie politycznej niestabilności i silnej zależności Ukrainy wobec Rosji (przez reglamentacje dostępu do jej surowców). W konsekwencji tak prowadzonych działań powstaje kolejny rząd na Ukrainie zupełnie uzależniony od Moskwy.

Strategia „nadgryzionego jabłka”.

Prócz przyłączenia Krymu Rosja prowadzi do przejęcia rzeczywistej kontroli nad wschodnimi i południowymi częściami Ukrainy. Dokonuje tego albo przez inwazje militarną albo też przygraniczne konflikty i prowokacje. Stosuje przy tym ten sam zabieg propagandowy, co w przypadku Krymu argumentując konieczność interwencji zbrojnej ochroną mniejszości rosyjskiej zamieszkującą ów terytoria. Kolejnym etapem jest przejęcie kontroli nad zachodnią częścią Ukrainy wykorzystując zależności gospodarcze wśród oligarchów ukraińskich (łapówki, korupcja, szantaż) bądź i jednocześnie własną sieć agentów. Równolegle prowadzi działania destabilizujące, prowokuje zamieszki i niepokoje społeczne wykorzystując pogarszającą się sytuację gospodarczą Ukrainy.

Co robi Zachód?

Zachód jak zwykle głośno „krzyczy”, zwołuje konferencje, sympozja, debaty, ale w konsekwencji działania te są kolejną grą pozorów (Zachód oprócz może wyłączenia Rosji z formalnego uczestnictwa z grupy krajów G8 nie może za wiele zrobić, gdyż łączy go z Rosją zbyt wiele zależności gospodarczych). W efekcie z pozoru pozycja Rosji słabnie, ale w rzeczywistości jej pozycja w tej części Europy staje się jeszcze silniejsza. Nie ulega wątpliwości, że kolejnym etapem strategii Rosji będą kraje nadbałtyckie (już coś jest na rzeczy jeśli chodzi o Estonię i Łotwę), a potem może i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, jak Słowacja, Mołdawia, czy nawet Polska.

Jak na razie nie widać też żadnych perspektyw większej integracji w zakresie wspólnych działań państw Europy Środkowo-Wschodniej, por. chociażby neutralna postawa Węgier wobec ekspansywnej polityki Moskwy. W ostatnim okresie można obserwować nawet silniejsze zbliżenie Węgier i Rosji w zakresie polityki energetycznej.

Zdjęcie za Zylat (świetny blog o Ukrainie pisany z Ukrainy, też czasami po angielsku)

Zobacz też:

Wojna będzie i tak   Wywiad z Georgiem Friedmanem

Zmiana reguł gry i co z tego wynika

Czarny łabędź wylądował. Pomyślmy o konsekwencjach

Bełdzikowski: Krym a sprawa polska

Rosyjskie wojsko podnosi się z kolan. Miliardy od Putina, ćwiczenia jak za zimnej wojny

Global Trends 2025: A Transformed World

Global Trends 2030: Alternative Worlds

How The Western Press Is Getting It Terribly Wrong In Ukraine

5 Things You Should Know About Putin’s Incursion Into Crimea

Otagowane , , , , , ,
%d blogerów lubi to: