Monthly Archives: Lipiec 2008

Kim dzisiaj jesteśmy?

Gdy rozmawiam z różnymi osobami nieraz słyszę, że internet jest zbiorem fikcyjnych postaci, nadesłanych sprzedawców, fantastów, którzy ukrywają swoje prawdziwe ja pod wykreowanymi nickami, że nie ma sensu zajmować się jego badaniem, obserwacją, że to wszystko to jedna wielka bujda i stek bzdur.

To prawda, ale tylko w połowie, a może nawet mniej niż w połowie. Wiele osób ukrywa swoją tożsamość pod przybranym nickiem, awatarem, ale czy jest w stanie ukryć wszystko? Internet kusi swoją anonimowością, ale właśnie dlatego znajdziemy tam wypowiedzi, których nie usłyszelibyśmy od najbliższego przyjaciela przy sobotnim piwie. To raz, a dwa, czy rzeczywiście internauci są aż tak anonimowi, a goldenline, a nasza klasa, przecież tam nie znajdziemy fikcyjnych nicków, ale najprawdziwsze imiona i nazwiska, historie życia, zajmowane stanowiska – dzięki tym śladom możemy wręcz pokusić się o prześledzenie, śmiem twierdzić większej części historii życia najrozmaitszych osób.

Zgadzam się z tym, co pisze Tebe Gada na swoim blogu, że mamy raczej do czynienia z odchodzeniem od anonimowości i odkrywamy prawie wszystkie karty o sobie. Czyżby z czasem ludzie tak oswoili się ze światem internetu, że czują się w nim tak bezpiecznie, że zapominają nawet o minimum bezpieczeństwa? A jak, do tego wszystkiego ma się ustawa o danych osobowych, czy w kontekście postępujących zmian sama nie staje się bytem wirtualnym, podobnie zresztą, jak ustawa o prawach autorskich?

Ale czy nie ważniejszym pytaniem jest to, jak kształtowana jest w ogóle tożsamość dzisiaj, jak obecność internetu wpływa na nasze sposoby postrzegania siebie i prezentacji nas samych wobec innych, czy te dwa obszary: internet i owa „rzeczywistość” czasem coraz bardziej na siebie nie zachodzą, nie zazębiają się? Czy nie jest czasem tak, że obecność świata wirtualnego nie tylko jest pod wpływem tego, co robimy i kim chcemy być poza nim ale też nasze własne strategie prezentacji ulegają wpływom świata wirtualnego?

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , ,

Inspirujący design

Dziś już wszystko musi mieć swój design. Dla wszystkich ciekawych i poszukujących nowych inspiracji, jaki design wybrać załączam link do inspirującej strony o też jakże inspirującej nazwie: The Inspiration.

Otagowane ,

Nie da się zadusić piractwa, nigdy!!!

Jak kopiować to na całego, co wcale nie oznacza, że jestem za bezczelnym żerowaniu na czyjejś pracy.

Ale może nie będę się usprawiedliwiał, jak hipokryta jakiś. To chyba nie ma zbytniego sensu. Po prostu nie mogłem się opanować i postanowiłem skopiować tu słowa, które przytaczam za arcyciekawym serwisem Magivanga.

Jest to fragment eseju napisanego przez autora owej strony, niejakiego Conradino Beb’a, pod znamiennym tytułem ”Chaos, magia i mitologia nowych mediów”. Słowa niezwykle trafnie opisują kierunek, w którym zmierza obecnie nasz świat.

Mark Pesce, w swojej książce Hyperpeople: Świat nie zmieni się tylko po to, żeby dostosować się do wymagań ekonomicznych, stawianych przez przemysł muzyczny czy filmowy; żaden rodzaj targów prawnych, kupowania politycznych wpływów czy też straszenia artystyczną apokalipsą nie spowolni trendu zmierzajacego ku coraz szerszej dystrybucji cyfrowych mediów. Dobra te będą kopiowane raz po raz, ponieważ ludzie pożądają doświadczeń, które one wyrażają, a także dlatego iż esencja natury cyfrowego medium pozwala na niezwykle łatwe spełnianie tych pożądań. W jaki więc sposób artyści mogą zaadaptować się do nowego świata, w którym modele ekonomiczne, wynalezione w Erze Industrialnej, przestały pełnić swoją rolę? Rozwiązanie jest proste: rzućcie się w objęcia piractwa.

Nie muszę chyba dodawać, że z owymi słowami całkowicie się zgadzam.

Otagowane , , , , , , , , , ,

Widmo kryzysu

Czy grozi nam nowy kryzys gospodarczy o nieznanej wcześniej sile? Zdania są podzielone.

Wystarczy włączyć wieczorne wiadomości lub zajrzeć do gazety, czy też otworzyć dowolny serwis internetowy, na którym publikowane są najnowsze newsy aby spotkać się z czarnymi wizjami na temat grożącej gospodarczej zapaści.

FORUM zamieszcza (za El Pais) tekst niemieckiego socjologa Ulricha Becka, którego książka „Społeczeństwo ryzyka” jest często uznawana za jedną z ważniejszych prac socjologicznych, które ukazały się w ostatnich dziesięcioleciach. Beck zauważa, że prezesi największych banków na świecie gromadnie zwracają się do instytucji państwowych o wsparcie finansowe, zaś ich silna i niewzruszona dotąd wiara w wolny rynek rozpada się, jak domek z kart. Co się dzieje – zastanawia się Beck skoro światowa elita finansowa wyraża przekonanie, że bez interwencji państwa się nie obędzie.

Niemiecki socjolog twierdzi, że już niedługo grożą nam poważne konsekwencje nawet poważniejsze niż te, z którymi mieliśmy do czynienia podczas kryzysu w okresie lat 30-tych. Idzie nawet dalej, przewiduje bowiem, że może być zagrożona stabilność instytucji i struktur demokratycznych, grożą nam poważne niepokoje społeczne, a gdy dodać jeszcze do tego wciąż narastające zagrożenia związane z ociepleniem klimatu i problemami ekologicznymi to przyszłość nie rysuje się zbyt optymistycznie.

Druga znana osobistość, która z niepokojem podchodzi do rozwoju wydarzeń to George Soros – znany finansista, który zbił majątek, jakby nie było na dewaluacji brytyjskiego funta. W swojej nowej książce „The New Paradigm for Financial Markets” stawia tezę, że bez bardziej zdecydowanych regulacji rynki finansowe sobie nie poradzą i możemy spodziewać się silnego załamania gospodarczego o nie znanych nam dotąd skutkach. Twierdzi, że już teraz załamanie na rynku nieruchomości w Stanach zjednoczonych jest najgorsze od czasu strasznego w skutkach kryzysu w latach 30-tych.

Można sobie zadać pytanie, czy owe znane osobistości mogą się mylić? Czy ich poglądy na temat tego, co się teraz dzieje i co może stać się w niedalekiej przyszłości nie są czasem stronnicze i nie służą interesom określonych grup społecznych? Bo przecież można dojść do wniosku, że to dość oczywiste dlaczego przedstawiciele międzynarodowej finansjery zaczynają panikować i proszą o wsparcie instytucje państwowe o pomoc. Zwykle tak się dzieje, że jak ktoś sobie nie radzi na rynku to szuka pomocy i wsparcia na zewnątrz. A co może dać większe poczucie stabilności, jak bycie na garnuszku państwa?

Można też twierdzić, jak czyni to, na przykład Robert Gwiazdowski (prezydent Centrum im. Adama Smitha), że to, całe czarnowidztwo i straszenie kryzysem to jakieś nieporozumienie związane z myleniem zasad wolnego rynku z wolnymi żartami, że George Soros i jemu podobni stawiają całą rzecz na głowie uważając, że jest potrzebny wzrost roli państwa, bo to właśnie wzrost znaczenia państwa, a nie wolny rynek prowadzi do kryzysu.

Ale coś musi być narzeczy – stwierdzi w końcu podejrzliwy obserwator, skoro coraz częściej możemy przeczytać o kryzysie, zbliżającym się kryzysie, czy wręcz katastrofie. Czy czasem to nie jest jedną z głównych przyczyn tego, że w końcu wywołamy wilka z lasu i nie będziemy mieć do czynienia z jedynie z widmem ale już nagą prawdą, czyli znajdziemy się w samym centrum kryzysowego cyklonu?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Nie tylko ja obserwuje

Niesamowite. Właśnie przeczytałem, że dokładnie dzień wcześniej przed napisaniem przeze mnie poprzedniego wpisu podobne obserwacje prowadził jeden z blogerów, który piszę pasjonujący blog poświęcony etnografii, antropologii kulturowej i wykorzystaniu tych dziedzin w badaniach rynkowych (ale nie tylko o tym).

Może nie były to dokładnie takie same obserwacje takie jak moje, bo bloger ten przeprowadzał wywiady z przypadkowo napotkanymi kobietami i jeszcze jedno: prowadził je w różnych, niekiedy bardzo od siebie oddalonych miejscach San Francisco. Zresztą sami zobaczcie.

Otagowane , , , , , ,

Codzienne obserwacje

Jazda metrem – czy może oferować coś ciekawego? Na pewno gdy jest elementem naszego codziennego rozkładu zajęć staje się zwykle czymś rutynowym, wręcz niezauważalnym. Wchodzimy na peron, czekamy aż przyjedzie pociąg, wsiadamy, zajmujemy miejsce – jeśli takowe się znajdzie, jedziemy i tak dzień za dniem, aż w końcu nawet możemy nie zauważyć, że takie miejsce, jak metro w ogóle istnieje.

A gdyby tak spróbować dyskretnie rozejrzeć się wokół i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Kto jeszcze oprócz nas znajduje się w wagonie, jak jest ubrany, co robi, czy śpi, czyta, czy też tak, jak my obserwuje współpasażerów, kim jest, w jakim jest nastroju? Dzisiaj spróbowałem, owej zabawy w domorosłego etnografa, jeśli można to nazwać w ogóle zabawą.

Wracając ze spotkania, wszedłem na peron, w ręku trzymałem, jak zwykle mój ulubiony baton. Była, o ile dobrze pamiętam 16 z minutami, może trochę później. Już na peronie spróbowałem bardziej niż zwykle rozejrzeć się wokół siebie. Zobaczyłem grupkę ludzi, którzy wpatrzeni byli w duży monitor znajdujący się na ścianie po przeciwnej stronie peronu.

Od niedawna na wybranych stacjach warszawskiego metra zostały zainstalowane przez firmę Stroer, specjalizującą się w reklamie zewnętrznej, tzw. infoscreen’y. W czasie przerw między nadjeżdżającymi pociągami na ekranach wielkości 3 m x 1,7 m o rozdzielczości obrazu 1280 x 720 pikseli można obejrzeć reklamy, wiadomości ogólnokrajowe, biznesowe, miejskie, ale też prognozę pogody, poznać najnowsze plotki na temat gwiazd. Materiał ukazujący się na ekranach jest pozbawiony dźwięku, ze względu na bezpieczeństwo oczekujących.

Zwykle na peronach, w miejscach najbliżej ekranów, zbiera się niewielka grupa osób. Udało mi się policzyć, że jedna z takich grup liczyła 15 osób, przy czym siedmioro z nich z uwagą śledziło to, co dzieje się na monitorze, 4 osoby zajęte były rozmową, a 4 pozostałe ze znudzoną miną oczekiwało nadjeżdżającego pociągu.

Gdy pociąg nadjechał wsiadłem do jednego z wagonów i nadal prowadziłem swoją obserwację. Moją uwagę przykuło to, że prawie każdy mężczyzna ma na ręku zegarek i to nie tylko go ma ale wręcz wyraźnie zaznacza, stara się pokazać innym, jaki to jest zegarek. Niestety nie znam się dobrze na markach zegarków (sam nie noszę zegarka na ręku, a gdy chcę sprawdzić, która jest godzina po prostu sięgam po komórkę), ale zauważyłem, że były to, że tak powiem dość „widoczne” zegarki, zazwyczaj w złotej oprawie, duże z białym czytelnym cyferblatem. Nie wszystkie były okrągłe. Jeden mężczyzna miał, na przykład zegarek w kształcie prostokąta o zaokrąglonych bokach, co sprawiało trochę wrażenie, że miał on bardziej sportowy charakter.

Mężczyzn w metrze można podzielić na kilka grup. Prawie zawsze znajdzie się wśród nich chociaż jeden, który ubrany jest w garnitur, a pod szyją ma krawat. Zwykle nie jest to strój niezwykle elegancki, raczej dość skromny, ale jednocześnie schludny – taki codzienny mundurek zakładany do pracy.

Drugi typ to „młodzieniec” mający na sobie t-shirt, jeansy, sportowe buty słuchający odtwarzacza typu mp3. Spotkać możemy też mężczyzn w średnim wieku, być może pracujących w tej samej pracy już 20 lub nawet 30 lat. Na ich twarzach zazwyczaj maluje się znudzenie, a w oczach nie można odczytać nic poza zmęczeniem i żalem za minionym życiem.

W metrze można spotkać również nastolatków, jak głośno ze sobą rozmawiają gdy jest mało pasażerów, a z kolei, jak jest dużo osób cicho się podśmiewują – trudno określić z czego. Jednak podczas mojej podróży nie zauważyłem akurat żadnej młodzieży. Może godzina była nie odpowiednia, a może po prostu nie było ich w tym wagonie, w którym się znajdowałem.

Potem spojrzałem na kobiety. Większość pasażerek było w średnim wieku. Niektóre były nieco młodsze, ale nie miały mniej niż trzydzieści lat. Zwróciłem uwagę na ich buty. Żadna z pasażerek nie nosiła szpilek. Widziałem mokasyny, balerinki rzadko buty sportowe. Ich ubrane trudno nazwać oryginalnie, chociaż nie było to byle co. Lato w pełni, a zatem nie zdziwiło mnie, że zwykle były to sukienki. Jedna z kobiet, na która spojrzałem akurat wtedy gdy wychodziła miała na sobie czerwoną sukienkę, sięgającą prawie do kostek, z niedużym kołnierzem, zapinaną na nieduże guziki na całej długości. Inna z kolei, siedząca na przeciw mnie ubrana była w jedwabną bluzkę i rozkloszowaną, powiewną spódnicę.

Żadna z osób nie patrzyła na siebie wprost, za wszelką cenę unikając wzroku innych. Dostrzec było można jedynie krótkie momenty gdy spojrzenia dwóch osób się spotykały, ale były to naprawdę krótkie chwilę, trwające może kilkanaście sekund, potem ponownie osoby te patrzyły albo w bok, albo pod nogi albo też na reklamy, których teraz jest bardzo dużo w każdym wagonie metra.

Niezwykle pasjonujące są takie obserwację. Czasem tylko marzy mi się aby jeszcze móc próbować uchwycić te krótkie momenty aparatem fotograficznym lub nawet zacząć notować, bo moja pamięć jest ostatnio już bardzo zawodna.

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: