Monthly Archives: Grudzień 2009

Jak media społecznościowe zmieniają badania rynku (jakościowe)?

Myślę, że lepiej będzie, jak poniższą prezentację pozostawię bez komentarza.
Reklamy

Chmury, magia i śmierć pecetów

Jestem ciekaw, czy wiecie skąd pochodzi poniższy fragment?

——————————————————————————————

Hollis założyła maskę. Mogła przez nią patrzeć, ale wszystko było nie wyraźne. Spojrzała w stronę skrzyżowania Clark i Sunsetu, skupiając się na reklamie whisky. Alberto podszedł do niej i delikatnie podłączył kabel do bocznej części maski.

– Tędy – powiedział, prowadząc ją chodnikiem wprost na niską, pozbawioną okien czarną ścianę.

Zerknęła w górę, na szyld. The Viper Room

– Teraz – rzucił i usłyszała, że uderza w klawisze laptopa. Coś zadrżało w polu widzenia. – Patrz. Tam.

Odwróciła się w stronę, którą wskazał, i zobaczyła szczupłego mężczyznę o ciemnych włosach leżącego twarzą w dół na chodniku.

– ‚Alloween 1993’ – powiedział Odile.

Hollis podeszła do ciała. Nie było go tutaj. Ale je widziała. Alberto szedł za nią, niosąc laptopa i uważając na kabel. Czuła, że Latynos wstrzymuje oddech. Ona też to robiła.

Wydatna kość policzkowa nadawała twarzy martwego chłopaka ptasi wygląd, wysunięta do przodu rzucała nawet niewielki cień. Miał bardzo ciemne włosy Nosił czarne spodnie w prążki i równie mroczną koszulkę.

– Kto to? – zapytała, odzyskując oddech.

River Phoenix – odparł cicho Albeto

Spojrzała w górę, na reklamę whisky, potem znów w dół, zadziwiona kruchością białej szyi.

– River Phoenix był blondynem – powiedziała.

– Przefarbował włosy – wyjaśnił Alberto – na potrzeby roli.”

——————————————————————————————

To oczywiście fragment „Spook Country” Williama Gibsona. Po co go tutaj przytaczam? Bo uważam, że jest proroczy; zresztą, jak wszystkie książki Gibsona. Warto czytać książki autorstwa niektórych pisarzy science-fiction aby dowiedzieć się, co czeka nas w niedalekiej przyszłości.

Problemy z rzeczywistością

Co dziś tak naprawdę oznacza rzeczywistość? Coraz więcej naszych relacji z przedmiotami, otoczeniem, z innymi ludźmi „dzieje się” w wielu różnych „światach„.

Określenie wirtualna rzeczywistość zmienia powoli swój sens. Jeszcze niedawno traktowana była w wyraźnej opozycji do „świata realnego”, kojarzona z czymś „nierzeczywistym”. Obecnie staje się zaledwie jednym z wielu możliwych światów. Albo inaczej – obok niej zaczynają pojawiać się kolejne rodzaje rzeczywistości.

Kilka dni temu spotkałem się ze starym znajomym. Po chwili podszedł do nas ktoś z jego znajomych, którego wcześniej nie znałem. Na drugi dzień był już wśród moich znajomych na facebooku. Takich sytuacji można wyobrazić sobie znacznie więcej.

Na przykład, podczas oczekiwania na autobus jakiś mężczyzna prosi nas o ogień, rozmawiamy z nim o pogodzie lub innych błahych sprawach. Rozmowa może toczyć się dalej lub szybko się zakończyć, ale po kilku dniach stajemy się znajomymi na jakimś serwisie społecznościowym. Dzięki temu bardzo szybko dowiadujemy się na swój temat znacznie więcej niż podczas rozmowy w oczekiwaniu na autobus.

Jak o tym myślę odczuwam nieprzyjemne zimno na plecach – oto granica pomiędzy światem online i światem offline praktycznie przestaje istnieć. Spotkania w świecie „realnym” mogą być krótkie i zdawkowe, podczas ich trwania niewiele możemy dowiedzieć się o innej osobie, w świecie online zyskujemy możliwość zdobycia znacznie większej liczby informacji.

Kilka dodatkowych rzeczywistości – proroctwa na 2010 rok

Jakiś czas temu serwis CNN zamieścił tekst autorstwa Pete Cashmore, który jest szefem bloga Mashable poświęconego serwisom społecznościowych. Cashmore wymienia 10 kluczowych trendów, które, według niego, zdominują internet w 2010 roku. To, co zwróciło moją uwagę w tekście znanego blogera to konsekwencje, jakie wynikają z niektórych trendów, jeśli chodzi o nasz sposób doświadczania rzeczywistości.

Here and NOW! (1)

Już nie musimy czekać aby coś opublikować. Wystarczy wpisać tekst do swojego telefonu lub zrobić zdjęcie – po zaledwie kilku sekundach nasz przekaz ukaże się na facebooku, twitterze i innych podobnych serwisach w tej samej chwili.

Coraz więcej firm oferuje narzędzia, które pozwalają mieć dostęp do informacji w czasie rzeczywistym. Wyszukiwarka collecta nie tylko dostarcza wyników, które na bieżąco się aktualizują, ale oferuję też coś znacznie więcej. Po wpisaniu zapytania późnym wieczorem ukazują się naszym oczom newsy, które dotyczą wydarzeń następnego dnia w Stanach Zjednoczonych.

Ale także google nie pozostaje na to obojętne. Wprowadzenie google wave, ale także zmiana zakresu prezentacji wyników wyszukiwania pokazuje, że wszechwiedzący gigant podąża także w tym kierunku.

HERE and now! (2)

Przekroczenie dyktatu czasu wiąże się z przekroczeniem ograniczeń związanych z miejscem. Dzięki technologii GPS obok wędrówek po sieci jesteśmy w stanie widzieć (oczywiście nie tylko my) położenie i trajektorie przedmiotów, czy ludzi w „świecie realnym”. Następuje prawdziwa synergia pomiędzy technologią dostarczania informacji i identyfikacją przestrzeni.

Serwisy takie, jak: Foursquare, Gowalla, Brightkite i Google Latitude pozwalają śledzić położenie ludzi, przedmiotów i ich rozmaite konfigurację w przestrzeni.

Augemented reality – kolejny rodzaj rzeczywistości

Augemented reality, czyli rozszerzona rzeczywistość staje się kolejnym tematem, który przykuwa uwagę mediów. Możemy obserwować liczne próby jej zastosowania w medycynie, reklamie, handlu detalicznym, wojsku, czy nawet sztuce (lokativ media. – to własnie o tym pisał Gibson w swojej książce).

Augemented reality to wykorzystanie technologii do tworzenia obrazów, filmów, które znajdują się w ścisłej relacji ze światem rzeczywistym, z budynkami, przedmiotami. To nowe możliwości kontaktu między rzeczami i ludźmi.

Za ojca rozszerzonej rzeczywistości uznaje się Mortona Heiliga, który w 1954 roku zbudował Sensoramę – pierwszą maszynę imitującą rzeczywistość wirtualną. Przy pomocy wiatraków, specjalnie umieszczonych głośników oraz trójwymiarowego filmu jej użytkownik miał doznawać iluzji jazdy na motocyklu. Od tego czasu augemented reality przeszła drogę wielu prób i mniej lub bardziej udanych eksperymentów.

Niektórzy traktują augemented reality, jako kolejną modę, która równie szybko zniknie, jak szybko się pojawiła. Odwołują się do przykładu Second Life, które też miało zrewolucjonizować świat internetu, a okazało się być jedynie kolejną wirtualną zabawką.

Augemented reality to kolejna obok Second Life próba przekroczenia granic naszej codziennej egzystencji. Obie stanowią odpowiedź na nasze ukryte marzenia i pragnienia związane z lepszym i ciekawszym życiem. Nie koniecznie zatem należy spodziewać się szybkiego końca ich kariery.

Praca w chmurach i śmierć pecetów

Już teraz wiele czynności, takich, jak wysyłanie poczty, tworzenie dokumentów przechowywanie i przesyłanie dużych zbiorów danych możemy wykonywać bez użycia pamięci naszego komputera.

Największe firmy technologiczne, jak Google, IBM, Apple rozpoczynają wojnę o wciąż rosnący rynek usług związanych z tzw. pracą w chmurze. Rozwój tego rodzaju technologii może bowiem zrewolucjonizować układ sił na rynkach IT. Przede wszystkim oznacza słabszą pozycję Mircosoftu, który mocno uzależniony jest od rynku pecetów. Rośnie popularność urządzeń mobilnych, smartfonów, notebooków, które wcale nie muszą posiadać szczególnie dużej pamięci, czy też jakiegoś rozbudowanego systemu operacyjnego. Dzieki nim wiekszość czynności można wykonywać posiłkując się danymi, czy nawet oprogramowaniem znajdującymi się w sieci.

Czy to oznacza śmierć pecetów? Na pewno mamy do czynienia z odwróceniem dotychczasowej logiki rozwoju rynku urządzeń służących do analizy i archiwizowania danych. Do niedawna rynek komputerów rozwijał się od wielkich maszyn typu mainframe przez minikomputery do domowych komputerów osobistych. Teraz mamy do czynienia z odwróceniem tego procesu, bo chmurowe centra danych są w gruncie rzeczy ogromnymi publicznymi serwerami.

Duży, ciężki, napchany oprogramowaniem komputer osobisty przestaje być konieczny aby funkcjonować w sieci. Wystarczy iphone, notebook abyśmy mogli wykonać to, co chcemy i nie ważne, gdzie akurat się znajdujemy, w domu, w kawiarni, na wycieczce, u znajomych – miejsce przestaje mieć znaczenie.

Nowy wspaniały świat magii

Można powiedzieć, że to, co łączy wszystkie te trendy jest powolne „rozrzedzanie się” rzeczywistości opisywanej za pomocą pojęcia czasu i przestrzeni.

Do tej pory żyliśmy w rzeczywistości, która była „kanciasta”, „pokawałkowana”, temporalna, posiadała wyraźną strukturę. Każde nasza czynność miała miejsce w określonym miejscu i trwała przez dłuższy lub krótszy czas. Chcąc coś zrobić lub gdzieś się udać potrzebowaliśmy czasu i musieliśmy przebyć określoną drogę. Niedługo wszystko może dziać się natychmiast i to w każdym, dowolnym miejscu. Jedynym ograniczeniem będzie dostęp do sieci i nasza wyobraźnia. Czy to czasem nie jest już prawdziwa magia?

Ale na razie jesteśmy…

w momencie przejściowym. Gadżet przyszłości będzie niematerialny, w stałym połączeniu z Internetem, i na nasze życzenie przybierze każdą postać i spełni różne funkcje naraz. Będzie naszym dowodem tożsamości, polisą ubezpieczeniową, kartą kredytową, aparatem fotograficznym, odtwarzaczem MP3 itd.

Zuzanna Skalska – trendwatcher w holenderskiej agencji VanBerlo Design Strategy + Product Development


O czym dziś marzą dzieci?

Niedokładny zapis zasłyszanej rozmowy pomiędzy dwoma chłopcami w wieku jedenastu i ośmiu lat.

Jakbym mógł to urządziłbym sobie taką sesję z grami, wiesz?

– Jaką?

– Najpierw odpaliłbym sobie PSP, a na nim włączył GTA, a potem dla rozluźnienia pobawiłbym się w SIM-y, potem bym sobie jeszcze zapuścił jedną gierkę. Odpisałbym na kilkanaście SMS-ów moich ziomali i dopiero potem poszedłbym spać.

– Ja też bym se włączył GTA, potem może coś bardziej spokojnego albo popykał sobie na necie.

Mój komentarz:

Każde pokolenie ma swoje fascynacje i marzenia. Kiedy byłem w wieku tych chłopców moim marzeniem było posiadanie ZX Spectrum, a potem jeszcze chciałem we własnym zakresie złożyć sobie podobny komputer, do którego instrukcję znalazłem w jakimś piśmie dla hobbystów elektroniki. Znajomi marzyli o komputerach Atari, czy Commodore, graliśmy w gry zapisane na kasetach magnetofonowych, z których dochodziły piskliwe i trudne do zniesienia dźwięki.

Na pewno jedno jest wspólne – technologia na różnym poziomie rozwoju. Czy zatem dzieci moich dzieci fascynować się będą nowym, humanoidalnym robotem, może też złożonym samodzielnie, według jakiejś instrukcji znalezionej w piśmie dla hobbystów robotyki? Czy też rozwój technologii jeszcze bardziej przyspieszy i nastolatki marzyć będą o nowym rodzaju implanta, który pozwoli im skuteczniej podrywać dziewczyny?

Na razie inną fascynacją najmłodszych jest deskorolką w nowym, miniaturowym wydaniu – fingerboard.

Limitowany dostęp – z serii trendy 2010

Limitowany dostęp to tak naprawdę sub-trend związany z tym, co dzieje się w obrębie rynku towarów i usług luksusowych. To jedna z możliwych strategii stosowanych przez niektóre marki aby wciąż wyróżniać się z tłumu i być odbieranym, że przynależy się do świata luksusu.

Strategia ta jest na pewno w opozycji do dostatniej decyzji Appla aby umieścić swoje produkty w sieci sprzedaży Tesco i polega na świadomym ograniczeniu dystrybucji swoich towarów. To nie skala dystrybucji jest tu źródłem sukcesu, ale pomysłowa strategia, umiejętny PR i zarządzanie, czy polityka cenowa. Na pewno łatwiej jest umieścić produkt w ruchliwym miejscu lub zrealizować masową kampanię reklamową w telewizji, a o wiele trudniej jest wymyślić, zorganizować i potem zarządzać inspirującym projektem, którego wszystkie elementy muszą do siebie pasować, jak najlepsza układanka lub tworzyć kod zrozumiały tylko dla wybranych.

Największy wysiłek pojawia się już na samym początku, bo kluczem do sukcesu jest staranne rozpoznanie i  zrozumienie odbiorców, do których zamierzamy kierować strategię limitowanego dostępu, ale potem zabawy jest na pewno, co nie miara. Dla sprzedających i dla kupujących, którzy czują się wyróżnieni, że „mogą wiedzieć” i mają dostęp do tajemnej wiedzy, gdzie można kupić unikalne produkty.

Wykorzystuje się tu emocje, które czujemy wówczas gdy znamy tajemnicę (pojawia się wówczas niezwykły dreszczyk emocji), mamy poczucie, że przynależymy do grupy nielicznych, przez to możemy być dumni ze swojej uniklaności, oryginalności, czujemy się wyróżnieni.

Ale zjawisko nie jest już nowe. Wystarczy przypomnieć strategię sieci sklepów japońskiej artystki Rei Kawakubo Comme des Garçons, które stosowały partyzancki marketing (guerilla) polegający na tworzeniu „sklepów” w wybranych i zarazem dziwnych miejscach, jak: masarnia, pracownia szklarska, filary mostu, apteka, sprzedając jednocześnie ubrania na pewno nie dla każdego i nie na każdą kieszeń. Nie tylko te dziwne miejsca były znakiem rozpoznawczym tej marki, ale też to, że prowadzono tam sprzedaż jedynie przez rok aby potem zniknąć i pojawić się zupełnie w innym miejscu.

Ale przykładów można podać na pewno więcej (przytaczam za trendwatching):

  • działania odzieżowej marki Bape, która prowadzi limitowaną sprzedaż w wybranych sklepach w takich miastach, jak Kagoshima, Harajuku, Nagoya i regiony Matsuyama Tokio;
  • marka Burberry, która stworzyła specjalną linię odzieży Burberry’s Blue Label przeznaczoną tylko i wyłącznie na rynek japoński;
  • Le Labo, która posiada butiki w Nowym Jorku, Los Angeles i Tokio, czy też mini-sklepy w domach towarowych w dużych miastach, jak Londyn, Las Vegas i Berlinie, gdzie sprzedaje się zapachy specjalnie stworzone dla każdego z tych miast.

Wiele podobnych projektów powstaje także w Polsce, por. banana blog

Już dla przypomnienia, zobacz też:

Wallpaper,  New York Times



Luksus jest tym, co uznasz za luksus – z serii trendy 2010

Chyba nie ma innej kategorii produktów i usług, której sytuacja byłaby jednocześnie tak dobra i jednocześnie tak bardzo zła, jak ta związana z luksusem. Produkty i usługi uznawane za luksusowe nawet w najcięższych czasach tracą niewiele, ale jednocześnie szybkie zmiany na rynku powodują, że coraz trudniej jednocznacznie określić, czym jest luksus.

Mamy do czynienia z wyraźną inflacją luksusu. Coraz częściej jedynym punktem odniesienia dla tego, co jest luksusowe, a co nie, staje się niedobór, poczucie braku, limitowany dostęp.

Dzisiaj luksusem mogą być informacje, do których ma dostęp wybrana grupa klientów. Luksusem może być czas dla bliskich, posiadanie rzadkiego zwierzęcia, troska innych, posiadanie przyjaciół, dystans do pieniędzy, posiadanie oszczędności, dobroczynność, chwila dla siebie spędzona w ciszy i spokoju, uzyskanie premii.

Luksusowe marki powinny zastanowić się nad tym, czym chcą być w przyszłości. Przygotować się do ciągłej ucieczki do przodu (co może okazać się bardzo kosztowną strategią i nie koniecznie skuteczną) albo zdefiniowania na nowo kluczowych obszarów i cech, które stworzą wysokie bariery wejścia dla konkurencji. Na pewno nie jest to proste. Niektóre z nich mają duży problem, jak zachować swoją unikalność i jednocześnie zwiększyć przychody (por. porozumienie Apple z Tesco), co może prowadzić do dewaluacji ich unikalności.

Mój komentarz:
Można powiedzieć, że luksus jest, jak smok, który wciąż i wciąż zjada swój własny ogon. Firmy próbują definiować luksus, ale bardzo szybko okazuje się, że to, co było jeszcze do niedawna luksusem staję się codziennością.

To trochę tak, jak z pożądaniem wciąż nowych informacji. Bardzo szybko okazuje się, że jest ich tak dużo, że tworzy się szum i znów nic nie wiemy. Ponownie szukamy informacji, ale sytuacja się powtarza, ale szum jest jeszcze większy niż na początku naszych poszukiwań.

Na podstawie trendwatching

Informacja w czasie rzeczywistym – z serii trendy 2010

Biznes związany z dostarczaniem narzędzi służących do wyszukiwania informacji w czasie rzeczywistym to jedna z najbardziej rozwijających się branż na świecie. Konkurencja jest tu ostra. Na pewno przyczyniło się do tego powstanie Google i jej ambicje zeskanowania wszystkiego, co się rusza na bity informacji, chociaż większą rolę miało bardziej powstanie twittera, czy facebooka.

Można mieć wrażenie, że prawie, co miesiąc na rynku pojawia się nowa firma oferująca (nieraz nawet darmowe) aplikacje do śledzenia nowych trendów, popularnych słów, tematów, o których dyskutuje się na serwisach społecznościowych, chociaż nie tylko (zobacz też). Problem dotyka dostępu do informacji, których pożądamy coraz więcej i coraz szybciej.

Mój komentarz:

Coraz częściej można spotkać się z opiniami podnoszącymi kwestie etyczne, czy chcąc dowiedzieć się wszystkiego nie ujawniamy też za dużo na swój temat? Internet może być kijem o dwóch końcach: z jednej strony oferuję łatwy dostęp do informacji dla wszystkich, którzy tego chcą, z drugiej coraz częściej może stanowić skuteczne narzędzie kontroli i manipulacji wykorzystywane przez rządy i duże korporacje.

Jeszcze jedno. Dostępność do informacji „just moment” prowadzić może do kompulsywnych wymagań wobec marek, wzrostu niecierpliwości i braku koncentracji. Nie tak dawno mieliśmy epokę teledysku teraz nadchodzi epoka  „nie możesz mi dać tego teraz to nie możesz mi tego dać w ogóle”.

Na podstawie trendwatching

Miejskie klimaty – z serii trendy 2010

Miasta stają się coraz większe. Powstaje nowy typ konsumenta, który jest wyrafinowany, wymagający ale jednocześnie podatny na wiele pokus, które stwarza reklama, internet, mass-media, plotki, celebrities, eleganckie witryny galerii handlowych, czy rozmaite doświadczenia miejskiego życia (szczególnie tego nocnego).
W miastach powstają nowe trendy, rodzą się innowacje. Czy wzrost znaczenia miejskiej kultury może prowadzić do gwałtownego przyspieszenia tych ostatnich?

Mój komentarz:
Mam wątpliwości. Miasta rosną – zgoda i to rosną w zastraszającym tempie, ale co wcale nie oznacza, że wzrost ten może prowadzić do wzrostu innowacyjności, czy dobrobytu.

Ciekawe, na ile za wzrost liczby mieszkańców miast odpowiadają ci, którzy zamieszkują dzielnice slumsów, powiększające się wciąż obszary nędzy i wyzysku, obszary niczyje, gdzie rząd dusz i ciał sprawują gangi, wydzielone getta.

Na podstawie trendwatching
——————————————————————————————————————————————–
Miejska duma (subtrend)

Bycie mieszczuchem zawsze wywoływało poczucie dumy, a wiejskie pochodzenie skrywane kompleksy. Życie w nowoczesnych miastach wcale nie jest wolne od plemiennych atawizmów. Także tutaj obowiązują zasady przestrzegania granic polegające na wartościowaniu „swoich” i dewaluowania „obcych”.

Wzrost miejskiej dumy – oto nowy trend, który rozwijać się będzie wraz z rosnącą liczbą mieszkańców miast.

Miejska elita, chociaż nie tworzy jednolitej grupy stwarza mniej lub bardziej wyraźne bariery dostępu. Wystarczy wspomnieć o tzw. „warszawce”, ale też innych środowiskach, które posługują się określonym kodem, na który składa się wygląd, miejsca spotkań, czytane książki, oglądane filmy, czy takie a nie inne galerię i wystawy, na których „wypada” bywać. Czy to nie jest życie plemienne charakteryzujące się określonymi rytuałami, miejskimi legendami, czy nawet wyraźną hierarchią?

Mój komentarz:
Przypomniał mi się film „Siedem” i jedno z morderstw dokonanych w ramach kary właśnie za grzech pychy dokonane na jednym z przedstawicieli miejskiej elity. Czy już wtedy była to zapowiedź owego sub-trendu? A może zawsze mieliśmy z tym doczynienia odkąd powstały miasta i nie jest to nic nowego?

Na podstawie trendwatching

 

Biznes inny niż zwykle – z serii trendy 2010

Już o tym pisałem (por. wpisy: „samowystarczalność” i „powrót do podstaw„), ale warto powtórzyć: załamanie gospodarcze wprowadziło sporą dawkę niepokoju i wywołało ogólny spadek zaufania do rozmaitych instytucji, w tym także do biznesu. Nie bez znaczenia jest wpływ nowych technologii, które pozwalają konsumentom prześwietlić niecne praktyki korporacji, czy napisać o tym w sieci.

Koncentracja na osiągnięciu szybkiego zysku, agresywna reklama, zatajanie niekorzystnych informacji, wyzysk pracowników, społeczna obojętność – cechy zwykle kojarzone z biznesem – staną się passe. Przetrwają te firmy, które oprą swoją działalność na takich wartościach, jak: otwartość, przejrzystość, umożliwią szeroki dostęp do informacji na temat swojej działalności (nawet tych niezbyt przychylnych), czy zaangażują się w działalność nie tylko o charakterze biznesowym.

Mój komentarz:
Na razie trudno w to uwierzyć. Nieraz już można było słyszeć podobne scenariusze, jednak bardzo szybko doświadczenie konsumentów okazywało się zupełnie inne.

Ważna uwaga:

To, że piszę tutaj na temat trendów w 2010 roku nie oznacza, że wszystkie one swój początek będą mieć dokładnie na początku nowego roku. Poniższa charakterystyka oznacza tylko tyle i aż tyle, że przypuszcza się, że ich natężenie stanie się na tyle duże, że staną się widoczne, powszechne, zjawiska, których dotyczą można było wszak zaobserwować dużo wcześniej.


Druga sprawa – w 2010 roku nie koniecznie będziemy mieć do czynienia dokładnie tylko z tymi trendami. Jedne trendy będą mogły dopiero się rozwijać, zaś inne nadal być obecne, choć tracić na znaczeniu. Należy dodać, że istnieć może też wiele zjawisk, czy trendów o zupełnie przeciwstawnym kierunku i charakterze.

na podstawie trendwatching

%d blogerów lubi to: