Monthly Archives: Październik 2009

Wojny ekologiczne

Czy dostrzegacie, jak dyskusja na temat globalnego ocieplenia zaczyna przypominać religijną krucjatę?

Z jednej strony, mamy przedstawicieli walki z globalnym ociepleniem, którzy twierdzą, że jeśli nie powstrzymamy naszego popędu do nieograniczonej konsumpcji to nasze dni są policzone i nastąpi definitywny koniec ludzkiej cywilizacji, ba nie tylko cywilizacji, ale wszelkiego życia na Ziemi. Do takiego stanowiska zbliża się m.in. Al. Gore, który w filmie „Niewygodna prawda” (ang. An Inconvenient Truth) próbuje przedstawić opłakane dla ziemi skutki działalności człowieka.

Z drugiej strony, mamy wcale nie tak znowu nieliczny obóz „heretyków”, którzy zdecydowanie zaprzeczają, że coś takiego, jak „globalne ocieplenie” ma w ogóle miejsce, a jeśli już coś się dzieje to nie z powodu ludzkiej działalności, ale na skutek naturalnych zmian klimatycznych, które występowały także w przeszłości i to niejednokrotnie w większej skali niż obecnie.

„Heretycy” to nazwa niezbyt dobra, bo w grupie tej można odnaleźć nie tylko prawicowych aktywistów, ale też naukowców zajmujących się badaniami zmian klimatycznych. Należałoby mówić tu raczej o zwolennikach poglądu, że obserwowane ostatnio zmiany klimatyczne mają przyczyny naturalne niż wynikają z działalności człowieka. Nie trzeba szukać daleko, bo wystarczy zobaczyć, jakie stanowisko w tej sprawie ma na przykład Komitet Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk.

Obie strony powołują się na wiele „faktów” mających potwierdzić ich własną wersję wydarzeń. Jednak odnajdziemy tam często odwoływanie się do wartości, które skrzętnie przykrywa się z jednej strony „faktami historycznymi”, zaś z innej – wysublimowanymi prognozami i przewidywaniami przyszłości.

Większość ludzi może tylko podejrzewać, że coś ważnego się dzieje, ale nie jest zbyt pewna, co to takiego i jakie może to przynieść konsekwencje. Bowiem język „klimatycznej” debaty staje się coraz bardziej skomplikowany i przez to, coraz trudniej go zrozumieć.

Implikacje


Debata zapewne jeszcze długo będzie kontynuowana, co prowadzić może do jeszcze większej polaryzacji obu stanowisk.

Radykalni ekolodzy, którzy uważają, że duże bogactwo jest moralnie podejrzane rozwijać będą swój program o wyraźnym anty-konsumpcyjnym i anty-kapitalistycznym nastawieniu, którego główne punkty to: kontrola populacji, wyższe podatki, nowe systemy regulacyjne i radykalna zmiana osobistych postaw i zachowań.

Po drugiej stronie, będziemy mieć do czynienia z argumentacją, że umysł człowieka jest w obecnych czasach zdominowany przez lęk i niepokój, które znikną kiedy obserwowane zmiany klimatyczne zmienią swój kierunek.

Możliwości


Wyraźna polaryzacja opinii może stanowić problem dla wielu organizacji, które będą w końcu zmuszone do przyjęcia jakiegoś stanowiska. A może tak naprawdę nie mają czego się obawiać – przecież ludzkie wątpliwości można świetnie wykorzystać, jako punkt wyjścia do planowania i realizacji kampanii reklamowych obiecujących poprawę jakości życia milionów ludzi.

Link


Globalne ocieplenie, globalne ochłodzenie, zielone oczyszczenie, spadek zaufania (lub wzrost cynizmu)

Reklamy

Wirtualne tożsamości i anty-lokalność

lokale na wirtuale

Za każdym razem, kiedy jestem bądź w pobliżu wysokich i zimnych biurowców, bądź też niedaleko zamkniętych osiedli i pytam przechodniów, gdzie znajduję się jakaś ulica to zwykle nie jestem w stanie uzyskać żadnej pomocnej informacji.

W pobliżu biurowców można spotkać określony rodzaj ludzi, którzy zamyśleni stoją przed wejściem i palą papierosy, a zapytani, jak można trafić na konkretną ulicę, najpierw cofają się zaniepokojeni, a potem robią wielkie oczy i wzruszając ramionami odpowiadają: „nie wiem”.

Jeszcze gorzej jest na terenie sterylnie czystych i skrzętnie ogrodzonych osiedli, bo tam w ogóle rzadko można spotkać przechodniów. Prędzej zobaczymy lśniące limuzyny, jak wolno suną wąskimi uliczkami i wjeżdżają do ciemnych garaży, a co krok – słupy z cicho pracującymi kamerami.

Można tak przepytać wiele osób i spędzić naprawdę sporo czasu, a i tak nie uzyska się odpowiedzi. Morał z tego taki, że najlepiej mieć w takich miejscach zawsze przy sobie mapę lub geo-lokalizator.

Ale co to ma do trendów? Może nic, a może jest to jeden z symptomów zjawiska, które jest zupełnie przeciwstawne do tego, co pisałem już wcześniej (por. wpis Nasze podwórko najważniejsze i basta). Może w dużych miastach, gdzie mamy do czynienia z dużą liczbą ludności napływowej, która przyjechała tutaj przede wszystkim po to, aby zrobić karierę takie umiłowanie lokalności istnieje bardzo sporadycznie, a mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym? No właśnie, ale z czym?

Większość czasu pracownicy dużych korporacji spędzają w biurze lub szybko przemieszczają się do centrów handlowych lub pubów, a pozostały wolny czas spędzają w internecie (przede wszystkim na serwisach społecznościowych).

Znana im przestrzeń ogranicza się do kilku wybranych miejsc i nie tworzy bardziej subtelnej struktury, nie zawiera detali i doświadczana jest bardzo powierzchownie. Bardziej zwracają uwagę na to, co dzieje się w internecie – mają umiejętności w poruszaniu się w po sieciach połączeń między stronami internetowymi, czy potrafią kojarzyć swoich licznych znajomych na serwisach społecznosciowych, zaś gorzej orientują się w siatce ulic znajdujących się w pobliżu ich miejsca pracy lub zamieszkania. Czy właśnie tak kształtuje się obecnie nasza tożsamość, czy sposób postrzegania i zarazem doświadczania otaczającej nas przestrzeni? Oznaczałoby to, że nasza tożsamość powoli mocniej zakorzenia się w świecie wirtualnym niż w tym, który jest w pobliżu nas.

Implikacje

Na serwisach internetowych, blogach można odnaleźć wiele prób „oznakowania” i „zapamiętania” otaczającej nas przestrzeni. Blogi ze zdjęciami ulic, opuszczonych miejsc, wypowiedzi na forach komentujące ulubione, ale mało jeszcze znane lokalne knajpki, czy organizowane „wypady” na miasto w formie prawie zorganizowanych wycieczek. Może nie tyle jesteśmy obojętni na to, co nas otacza, może po prostu nie mamy czasu zwracać uwagi na najbliższe otoczenie? Pozostaje nam jedynie uczestniczenie w zorganizowanych eventach, akcjach, które są zapośredniczone przez działania prowadzone w sieci. Wyruszamy na wyprawę po mieście, tak jakbyśmy udawali się do nieznanej nam wcześniej, egzotycznej krajny, chociaż ta istniała przez cały czas obok nas, tuż za rogiem, na wyciagnięcie ręki.

Neuro-technologie

mozg-caly

Ludzki mózg staje się bardzo sexy i coraz częściej przykuwa uwagę mediów. Przyczyn tego zjawiska należy upatrywać w wyraźnym postępie, jaki poczyniła w ostatnich latach, neurologia i rosnącej skuteczności narzędzi diagnostycznych, takich, jak: MRI, czy fMRI.

Obserwujemy wzrost znaczenia cyfrowego interfejsu w usprawnianiu ludzkiego ciała. Pojawiają się, co raz to nowe rodzaje implantów wprowadzanych do mózgu, które często są stosowane do leczenia poważnych chorób, jak, np. epilepsji.

Jest to dopiero punkt wyjścia do rozwoju neuro-technologii, szczególnie mających zastosowanie w medycynie, ale nie tylko tam, bo nie należy także wykluczyć zastosowania rozmaitych konfiguracji implantów – w zależności od pozycji społecznej i możliwości finansowych oraz ludzkich potrzeb – do „rozbudowy” i „modyfikacji” własnego mózgu.

Implikacje

Wzrost popytu na książki o tematyce doskonalenia własnego umysłu – będziemy chcieli wykorzystać wiedzę o funkcjonowaniu mózgu aby podnieść jakość naszego życia, sprawdzić, czy na przykład, określony rodzaj muzyki może zwiększyć naszą efektywność w pracy lub poprawić nasze relacje z innymi.

mind_hacks

Wiele odkryć związanych z funkcjonowania ludzkiego mózgu znajdzie powszechne zastosowanie w badaniach nad zachowaniem konsumentów i efektywnością reklamy. Pojawi się też szereg nowych technologii, które pomogą w lepszym zaplanowaniu i produkcji różnych przedmiotów, urządzeń, czy przestrzeni mieszkalnych.

Obserwowane zmiany nie umykają także uwadze przedstawicieli nauk społecznych, którzy coraz częściej dostrzegają, że tradycyjny paradygmat humanistyki w opisywaniu współczesności przestaje być wystarczający. Badania, a w konsekwencji modyfikacje ludzkiego mózgu są przecież tylko jednym z nasilających się zjawisk tworzących to, co dzieje się między nami (zmiany w technologiach komunikowania), tego, co dzieje się z naszym ciałem, ale też jak zmienia się całe uniwersum przedmiotów wokół nas.

Co klasyczna humanistyka może bowiem powiedzieć o takiej hybrydycznej formie podmiotowości jak człowiek z bionicznymi kończynami (na przykład znany jako „Blade Runner” Oscar Pistorius, który biegając na protezach nóg z włókna węglowego, bije rekordy szybkości w wyścigach na bieżni. Jego „ponad-ludzkie” możliwości wywołały dyskusje w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, który w końcu zezwolił na start niepełnosprawnego biegacza w igrzyskach w Pekinie), osoba z przeszczepem serca świni, transgeniczny, fluorescencyjny królik wyprodukowany przez Eduarda Kaca, zrobiony z ludzkich prochów syntetyczny diament (Life-Gem8) czy też drzewo z wszczepionym ludzkim DNA (Biopresence)? Jak skonceptualizować hybrydalne, chimeryczne podmioty, które nie mieszczą się w ramach tożsamości określanej za pomocą popularnej w humanistyce triady: „rasa, klasa, płeć kulturowa” czy w dualnym podziale na organiczne/ nie-organiczne, ludzkie/nie-ludzkie? W świecie pojawiają się realne podmioty, które nie przystają do znanych nam toposów, tymczasem humanistyce brakuje narzędzi teoretycznych pozwalających na ich opis i interpretacje.”

por. Ewa Domańska „Humanistyka nie-antropocentrycznaa studia nad rzeczami”

Możliwości

Należy spodziewać się nowych odkryć i narzędzi umożliwiających monitorowanie pracy ludzkiego mózgu, co prowadzić może do wzrostu skuteczności technik związanych z jego kontrolą.

Powstanie rynek produktów żywnościowych wspomagających działanie mózgu, pojawią się nowe generacje narkotyków, środków pobudzających, czy też nowe perspektywy dla producentów gier komputerowych – na przykład gry stymulujące pamięć, zdolności ruchowe, przeznaczone dla ludzi w podeszłym wieku.

Link

Trening mózgu, neuro-etyka, neuro-plastyka, zbiorowa inteligencja

Zobacz także artykuły o podobnej tematyce w magazynie Wired:

Wires Inserted Into Human Brain Reveal Speech Surprise

The Next Hacking Frontier: Your Brain?

Obraz1

Czy to już naprawdę koniec kryzysu?

Widać nieśmiały, ale jednak widoczny optymizm – słychać coraz więcej głosów, że kryzys się kończy. Jednak mimo to sprawy związane z załamaniem światowej gospodarki nadal stanowią jeden z ważniejszych tematów, które pobudzają media. I tak, jak na samym początku dominował nastrój wręcz katastroficzny i nierzadko słychać było głosy, że mamy powtórkę kryzysu z lat 30 tych ubiegłego wieku to teraz opinie są bardziej podzielone. Poniżej kilka, według mnie, najczęściej pojawiających się tropów:

  • Polska na tle świata stosunkowo mało doświadczona przez kryzys. Polacy ze spokojem przyjmują perspektywę ograniczenia wydatków i konsumpcji.
  • Hipoteza dwóch światów: kryzys widoczny bardziej w mediach niż w realnej gospodarce. Chociaż rośnie bezrobocie, a sprzedaż detaliczna nawet ostatnio nieśmiało wzrosła i mamy więcej optymizmu wśród producentów. Ale sytuacja wcale nie jest tak jasna, jak mogłoby się wydawać. Tu trzy cytaty:

Bezrobocie w sierpniu nie wzrosło, a sprzedaż detaliczna zwiększyła się o przyzwoite 5,2 proc. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To dlatego, że więcej Polaków wypoczywało i wydawało pieniądze w kraju. Idą jednak gorsze czasy

Według badań koniunktury konsumenckiej GUS wskaźnik planowanych przez gospodarstwa domowe ważnych zakupów obniżył się w sierpniu do -42,6 pkt z -40,7 pkt w lipcu i jest na jednym z najniższych poziomów w historii – podkreśla Czerniak.

Na razie jednak firmy zwalniają pracowników. W sierpniu w rejestrach pośredniaków przybyło niemal 13 tys. osób (w ciągu roku przybyło 285 tys. bezrobotnych), jednak stopa bezrobocia pozostała na lipcowym poziomie 10,8 proc. – W sierpniu pogoda sprzyjała pracom sezonowym w rolnictwie czy budownictwie. Wrzesień pewnie też będzie jeszcze niezły, ale później zobaczymy wyraźny wzrost stopy bezrobocia – uważa Marek Zuber, ekonomista Dexus Partners. – W ciągu trzech kwartałów przybędzie 400 tys. bezrobotnych – wieszczy. Dziś jest ich 1 mln 689 tys. Zdaniem Zubera jeszcze w tym roku stopa bezrobocia przekroczy 12 proc., a w połowie 2010 r. może zbliżyć się do 15 proc. Źródło wyborcza.biz

Ale nie wszyscy są takimi czarnowidzami. Jeden z blogerów na podstawie analizy zależności pomiędzy zmianami WIG-u a poziomem bezrobocia snuje nieco inne prognozy na temat przyszłej sytuacji na rynku pracy:

Dlaczego roczne procentowe zmiany giełdy dyskontują dynamikę zatrudnienia? Skoro kursy akcji np. rosną (albo coraz wolniej spadają w procentach niż w poprzednim okresie), bo inwestorzy przewidują, że będa wyższe zyski (spowodowane np. wyższymi zamówieniami) to jak już po paru miesiącach te zamówienia są realizowane, firmy po prostu muszą zwiększyć zatrudnienie (i na odwrót w okresie spowolnienia). […] Wydaje mi się, że w takim układzie bezrobocie na koniec grudnia 2009 wzrośnie pewnie do około 11,6%:-) Podobnie będzie na koniec 2010 (bezrobocie pewnie nie spadnie jakoś specjalnie, chociaż zostaną utworzone nowe miejsca pracy, bo cały czas na rynek pracy wchodzą nowe roczniki, którym bez doświadczenia i pracujących już znajomych trudniej znaleźć pracę). por. michalstopka.pl

  • Olbrzymie parcie na pieniądze – dynamicznie rośnie liczba małych firm zakładanych przede wszystkim przez osoby zwolnione z pracy. Ale to znów może być jedynie tymczasowe zjawisko. Ludzie po prostu sobie radzą, jak mogą aby uciec przed bezrobociem. Są pieniądze to biorą i zakładają niewielkie firmy, ale czy wszystkim się uda?
  • Niektórzy ekonomiści są ostrożni, co prawda zakładają umocnienie się złotego, ale ożywienie gospodarcze widzą dopiero w 2011-13 roku.

Tak naprawdę mamy do czynienia z wciąż dużą niepewnością, jeśli chodzi o najbliższą przyszłość światowej gospodarki i najważniejsze pytanie: jaki będzie skutek olbrzymich programów pomocowych (rośnie drastycznie deficyt wielu krajów, najbardziej w USA) – kto za to zapłaci, bo kiedyś trzeba będzie, a podwyższenie podatków oznacza stagnacje i zamarcie inwestycji i innowacji. Ale nie tylko olbrzymie pieniądze, które zostały wpompowane w gospodarkę spędzają niektórym obserwatorom sen z powiek.

Niektórzy, jak Nouriel Roubini – który jako jeden z nielicznych przewidział obecny kryzys – uważa, że nie wiemy wszystkiego na temat tzw. „złych długów”. Banki nie wykazały jeszcze wszystkich kosztów i zaległości w spłatach kredytów szczególnie tych dotyczących obiektów komercyjnych. Chociaż utrzymuje on, że wychodzenie z kryzysu będzie przypminać literę „U” to jednak jego zdaniem prawdopodobieństwo pojawienia się drugiego dna kryzysu wzrosło w ostatnim czasie do 20-25%.

Jego opinię na temat ryzyka pojawienia się drugiej fali kryzysu można przeczytać tu.

%d blogerów lubi to: