Category Archives: life-style

Społeczeństwa nieustannego czasu przyszłego

obrazek z bloga trackingthefuture

I do spend time trying to think about what I cannot imagine – Nicholas Negroponte

Trendy stały się naprawdę trendy. Nie przypadkiem. To naturalna konsekwencja wciąż przyspieszających zmian. Każda nowa technologia nie tylko zdobywa szybciej popularność niż technologie, które powstały wcześniej, ale jednocześnie zwiększa możliwość powstania kolejnej. Przyrost ten następuje w tempie wykładniczym.

Zatem już nie sposób opisywać i wyjaśniać rzeczywistości odwołując się do modeli analitycznych, paradygmatów ujmujących świat społeczny, jako powolnego ciągu zdarzeń. Nasza rzeczywistość przybrała formę strumieni, tworzonych przez szereg pomniejszych strumieni i strumyczków. Trendy stały się obowiązkowym składnikiem języka współczesnego marketingu, ale też polityki, socjologii, służby zdrowia, nie wspominając już o modzie i designie.

Jak już wcześniej pisałem coraz rzadziej używamy języka zanurzonego w teraźniejszości (język odwołujący się do przeszłości stał się domeną zawodowych historyków lub przedstawicieli prawicowych stowarzyszeń i organizacji), a coraz częściej opisując nawet codzienne i zawodowe doświadczenia odwołujemy się od razu do przyszłości (planowanie edukacji, kariery). To już nie tyle planowanie, realizacja badań rynku, myślenie o strategii, ale stały wysiłek i koncentracja uwagi na zmianach, które mogą dopiero nadejść.

Myślenie o przyszłości, prognozy, planowanie scenariuszowe stają się obecnie głównym wyznaniem, światopoglądem, poczynając – co jest zupełnie zrozumiałe – od analityków walutowych, dyrektorów marketingu, a nawet – może już znacznie rzadziej – politykach i samorządowcach (ale pewnie jeszcze nie w Polsce), zaś skończywszy na zwykłym Kowalskim panicznie próbującym rozeznać się, w którym kierunku mają kształcić się jego dzieci aby w przyszłości mogły się utrzymać – siebie i swoje rodziny (jeśli je w ogóle zdecydują się je założyć).

Słowo trendy pojawia się, jako myśl przewodnia marek, jest obecne na szyldach sklepów z ubraniami, jedzeniem, tytułach książek na temat biznesu i planowania własnej kariery, czy broszurach reklamowych. Ale czy paradoksalnie nie oznacza to, że za już niedługo poczujemy „przesyt”, i nastąpi początek końca owego trendu na trendy?

Wiadomo, że każdy trend ma swój schyłek w momencie szczytu swojej popularności. Właśnie wtedy kiedy wszyscy o nim mówią i piszą, gdy jest na ustach wszystkich zaczyna się jego koniec –  „wyciera się”, staje się tak czymś oczywistym, aż w końcu następuje znużenie. Coś co jeszcze przed momentem było trendy zamienia się w coś co zaczynamy traktować, jako passe. Czy w takim razie możemy spodziewać się w najbliższych latach, że z naszego języka zniknie słowo trendy? Być może, ale pewnie nie nastąpi to zbyt szybko, a na pewno w sposób gwałtowny, jak jakaś bessa na giełdzie.

Należy raczej spodziewać się ewolucji, paradygmat trendów stanie się jeszcze długo dominującym światopoglądem, może rozpadnie się na szereg drobnych specjalizacji, zostaną udoskonalone metody prognozowania i identyfikacji trendów. Przewidywanie przyszłości stanie się bardziej skuteczne. Już teraz niektórzy twierdzą i mają na to dowody, że pewne zachowania można przewidywać z nawet bardzo dużą trafnością. Albert-László Barabási w jednym ze swoich projektów badawczych odkrył, że znając dane na temat siatki połączeń telefonicznych i miejsc, z których telefonowano można w 80% przewidzieć każdy następny ruch rozmówcy, a w konsekwencji – w jakimś stopniu także jego przyszłe decyzje.

[…] nasze wyniki pokazują, że opracowanie dokładnych modeli predyktywnych dla procesów związanych z ludzką mobilnością, od rozprzestrzeniania się epidemii, przez planowanie miejskie, po inżynierię ruchu, jest możliwe z naukowego punktu widzenia. Schodząc głębiej, do bardziej fundamentalnych kwestii, wyniki te pokazują, że mimo głęboko zakorzenionego w nas pragnienia zmienności i spontaniczności nasza codzienna mobilność w istocie charakteryzuje się głęboko zakorzenioną regularnością.

Na znaczeniu zdobywać będą automatyczne narzędzia do wykrywania anomalii, identyfikujące zmiany w cyberprzestrzeni, co już teraz można obserwować w przypadku technologii rozwijanych przez Google, Facebook, czy inne firmy wyspecjalizowane w monitorowaniu opinii i trajektorii rozchodzenia się memów w mediach społecznych.

Szybkość zmian na pewno nie zwolni, a raczej ulegnie jeszcze przyspieszeniu. Prognostyk trendów stanie się powszechnym zawodem. Jedno jest pewne – zniknie obecny „nimb i splendor” związany z zawodem trendwatchera, czy coolhuntera.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , ,

Segregacja i miasto

EstesRichardFoundations08

Natura segregacji

Struktura społeczna zakłada relacje, które budowane są w oparciu o status, umiejętności i kompetencje. Segregacja, procesy segregacyjne są immanentnie wpisane w zmiany struktury społecznej (stygmat, dewiacja, wyznaczanie granic grupy, psychiatria, koncepcje psychologiczne i terapeutyczne, religia, czy poszukiwanie tożsamości).

Na każdym z etapów zmiany struktur społecznych (więzi społecznej), jak na przykład: plemiona, klany, rodzina, system feudalnych powinności, nepotyzm, biurokracja, a w końcu sieć (układ klastrów) segregacja tworzona była w oparciu o inne podłoże: mityczne (magiczne), religijne, ideologiczne (para-naukowe) i w końcu techniczne i rynkowe (redukcja kosztów). Segregacja jest też powiązana z władzą (insygnia, dystans, narzędzia kontroli).

Badacze zajmujący się badaniem i analizą sieci społecznych używają pojęcia segregacji, jako jednego z podstawowych pojęć mających opisywać dynamikę sieci społecznych. Przeprowadzono wiele eksperymentów i komputerowych symulacji, które ukazały, że procesy segregacyjne są naturalnym elementem procesów społecznych, często przebiegają zupełnie spontanicznie, jeśli nie napotkają odgórnie nakładanych regulacji, ale nawet i wtedy potrafią je na swój sposób przebudowywać i modyfikować (por. ilustracja poniżej ukazująca jedną z takich komputerowych symulacji).

spatial model_komputerowa segregacja symulacji

This point is ultimately at the heart of the model: although segregation in real life is amplified by a genuine desire within some fraction of the population to belong to large clusters of similar people either to avoid people who belong to other groups, or to acquire a critical mass of members from one’s own group we see here that such factors are not necessary for segregation to occur. The underpinnings of segregation are already present in a system where individuals simply want to avoid being in too extreme a minority in their own local area.

David Easley, Jon Kleiberg Networks, Crowds, and Markets: Reasoning about a Highly Connected World s.127, Cambridge University Press, 2010.

Jednym z obszarów, na którym możemy obserwować procesy segregacyjne jest współczesne miasto (por. ilustracja pokazująca to na przykładzie miasta Chicago).

segregacja rasowa w przestrzeni miasta Chicago w latach 1940-60

Współczesne miasto i segregacja

Przestrzeń współczesnego miasta podzielona jest coraz bardziej na odseparowane od siebie strefy (zony). Niektóre z nich posiadają fizycznie istniejące granice w postaci płotów, ogrodzeń, murów, ekranów wyciszających szum samochodów, a często system monitoringu, kamer i budek ze strażnikami. Inne oddzielone są od siebie jedynie konwencjonalnie ustalonymi strefami wpływów (terytoria działalności gangów) lub granic istniejących jedynie mentalnie w postaci aspiracji lub skrywanej niechęci (modne dzielnice vs. slumsy).

Segmentacja ta przypomina – coraz bardziej boleśnie odczuwaną przez niektórych, a przez innych nawet preferowaną – segregację. Oto mamy dzielnice handlowe, kompleks biurowców, gdzie siedzibę mają duże korporacje i obsługujące je agencje reklamowe, przestrzeń zajmowaną przez hurtownie i drobną przedsiębiorczość (peryferia), odseparowane i sterylne, monitorowane przez 24 godziny na dobę dzielnice mieszkalne.

Każda zona posiada sobie tylko właściwą strukturę, na którą składają się poszczególne elementy o ściśle przypisanych funkcjach. Na przykład dzielnica mieszkaniowa obejmuje supermarket, bazar, przedszkola i szkoły oraz bogaty repertuar miejsc rozrywki (puby, restauracje, kina).

Taką segregację wzmacnia polityka władz miasta, która steruje m.in. komunikacją, dodając lub odejmując niektóre linie autobusowe i tramwajowe, budując w określonych miejscach linie metra. Tym samym tak naprawdę tworzy krwiobieg współczesnego miasta, który pozwala na rozwój niektórym zonom, a inne z kolei skazuje na wegetacje i zapomnienie.

Innym znaczącym aktorem są lokalne media, które opisują lub skrywają milczeniem określone knajpy, miejsca lub dzielnice. Tym,co kształtuje siatkę dzielnic, preferencji i antypatii na mapie miasta są trendy, które może ostatnio już coraz rzadziej oddolnie i spontanicznie każą budzić podziw lub traktować, jako passe określone miejsca.

Należy jednak pamiętać, że procesy segregacji nie wyznaczają raz na zawsze, bezwzględnych i sztywnych granic, ale bardziej nieustannie je przesuwają, tak, że nierzadko są trudno uchwytne dla nieobeznanego obserwatora, ale tak czy inaczej wciąż istnieją.

Źródła ilustracji: pradella.arte,

David Easley, Jon Kleiberg Networks, Crowds, and Markets: Reasoning about a Highly Connected World

Zob też:

Przyszłość miast

Swoisko-obce miasta i fenomen miejskiej turystyki

Segregacja w szkole

Wirtualne tożsamości i anty-lokalność

——-

Edukacja segregacja

How segregated is your city

Maps of extreme income segregation in us cites 2012

How subway networks evolve

Otagowane , , , , , , , , , ,

Kilka znamiennych metafor na temat trendów

mgla2

Metafora „mgły” obrazująca początek trendu. Kiedy wchodzimy w mgłę nie od razu czujemy wilgoć. Tak samo jest z rozwojem trendu. Często nawet nie jesteśmy świadomi tego, że coś się zmieniło. Wszystko wydaje się być bez zmian. Nieraz jest to tak oczywiste, że nie jesteśmy nawet w stanie dostrzec, że żyjemy już w innym świecie.

Metafora „pociągu” obrazująca początek i koniec trendu.

Każdy pociąg jadący nawet z niewielką prędkością musi mieć jakąś drogę hamowania. Tym bardziej pociąg, który rozwijał bardzo dużą prędkość – jego droga hamowania jest znacznie dłuższa niż pociągu jadącego wolno (odnośnie bardzo silnego i rozwijającego się z dużą dynamiką trendu).

Podobnie jest z początkowym okresem rozwoju trendu. Pociągi wpierw się rozpędzają, jadą z określoną prędkością i hamują, by następnie ponownie wyruszyć w podróż. Tak samo jest z trendami. Najpierw nieraz bardzo powoli się rozwijają, zwiększa się ich dynamika, osiągają szczyt i wygasają. Nie zawsze muszą koniecznie zupełni zaniknąć, po pewnym czasie ponownie mogą się objawić. Może w innym miejscu, kontekście, przybierając już inny kształt.

Metafora „korekty na giełdzie”, jako przykład kont-trendu. Każdy trend ma swoje przeciwieństwo. Najpierw jeden z nich dominuje, z czasem traci na znaczeniu, po czym drugi się umacnia. Im pierwszy rozwija się bardziej dynamicznie tym większe jest prawdopodobieństwo, że po pewnym czasie również i drugi z takim samym, a nawet silniejszym impetem będzie się rozwijał. Ale nie zawsze tak musi być.

Niektóre kont-trendy mogą na bardzo długo pozostać w niszy. Zatem trudno przypuszczać aby ostatnio widoczny trend Slowly-Life mógł zdominować szybki rozwój nowych technologii, wielkie ambicje, pogoń za karierą. Nowe technologie rozwijają się w sposób wykładniczy. Każda innowacja przyspiesza rozwój technologiczny. Ruch Slowly jest pewną reakcją (właśnie taką korektą) na bardzo dynamiczny rozwój trendów związanych z rozwojem digitalizacji wszelkich dziedzin gospodarki i życia społecznego w ogólności.

Otagowane , , , , , , , ,

10 totalnych trendów

Oto dziesięć trendów, które nie tylko rządzą ale i będą rządzić naszym życiem w przyszłości. Należy się spodziewać ich intensyfikacji, rozmaitych, często nie zawsze przyjemnych konsekwencji i wpływu na rozmaite dziedziny społecznego i gospodarczego życia.

Wszystko we własnych rękach.

majsterkowanie_1

Początki tego trendu nikną w pomrokach dziejów. Pewnie dobrym przykładem jest tu Ikea, ale można znaleźć przykłady innych firm, które postanowiły część pracy potrzebnej na wytworzenie produktów przerzucić na klientów. Alexander Bard zauważył kiedyś, że być może początkiem oddania tak dużej  kontroli (naprawdę dość pozornej) w ręce konsumentów był dość pragmatyczny manewr firm telekomunikacyjnych, które poszukiwały nowego źródła contentu (treści tworzone przez użytkowników to przecież prawie zupełny brak kosztów, a dodatkowe przychody z reklamy).

Media ulegają indywidualizacji, blogi, serwisy społecznościowe to nie tymczasowe zjawiska, ale przejaw znacznie większego trendu. Mamy tu też drukarki 3D, zrób to sam (DIY), self-publishing, pochwała roweru jako środka komunikacji miejskiej, a na rynku usług turystycznych wzrost zainteresowania wyjazdami indywidualnymi, czy pojawienia się „mody” na nomadyzm.

Czy to czasem nie kolejna odsłona prywatyzacji? Próba przeniesienia kosztów? Jakie są tego konsekwencje? Wystarczy spojrzeć, co się dzieje z rynkiem pracy. Obok postępującej automatyzacji i robotyzacji podobnie, jak inne dziedziny ulega też wirtualizacji. Wraz zanikaniem całych branż znikają miejsca pracy, a wśród modeli biznesowych zaczynają mieć znaczenie: wszystko za darmo lub freemium.

Jak to przekłada się na zawody? Znany serwis rekrutacyjny pracuj.pl stwierdził, że teraz najbardziej poszukiwanymi na rynku pracy są takie profesje, jak: content designer, bloger, specjalista od nowoczesnych technologii, trendsetter, sex coach. Prawie wszystkie są związane internetem lub eksplorują tereny związane z ludzkimi przyjemnościami (dogadzanie, które widać też w popularności serwisów i blogów kulinarnych, seks), albo też są odpowiedzią na rosnący clutter reklamowy (trendsetter). A zatem jeśli już to w sieci możemy pracować, poza nią potrzebni są zawodowcy od umilania życia (couching).

Nasz status społeczny budowany jest już teraz w dużym zakresie na bazie naszej aktywności online. Pisałem już o tym na blogu. Piszę o tym także Marina Gorbis, dziennikarka Fast Company w artykule Your Reputation Will Be The Currency Of The Future. Bardzo „nowoczesne” i „przerażające” zarazem! Bo trudno mi sobie wyobrazić, że wszyscy pewnego dnia osiągniemy status internetowego celebryty, sławnego blogera, czy vlogera (w 2020 roku 40% Amerykanów ma pracować w charakterze freelansera).

Wieczna tymczasowość. Gdy wyschło źródło utrzymania stabilne i przewidywalne konieczna jest zmiana perspektywy, ruszenie się z miejsca. Przemieszczanie się z miasta do miasta, z kraju do kraju tam gdzie jest praca. Internet, urządzenia mobilne także stymulują ruch i wieczną migrację nie tylko zresztą za pracą. Małe mieszkania stają się cool. Tymczasowe staje się też to z kim mieszkamy, co robimy, przebieg kariery, który przestaje być liniowy, a przyjmuje postać rozmaitą: cyklów, wzlotów i upadków, zmiany profesji, intensywnej pracy przeplatanej z okresami bezczynności, spokoju, odpoczynku.

W krajach wysokorozwiniętych do niedawna powodem była chęć poszukiwania „nowego”, spełnienia w samej podróży teraz w niektórych państwach mamy zjawisko „zwijania się klasy średniej”, rośnie liczba emigrantów, którzy podróżują z konieczności, za pracą, aby utrzymać swoje rodziny. Dobrym przykładem jest Hiszpania, gdzie widać migracje w odwrotnym kierunku niż bywało to kiedyś, tym razem z metropolii do dawnych kolonii (Ameryka Południowa).

Wszystko musi zostać sfotografowane. Piękne zdjęcia, piękne widoki. Twórcy serwisu Pinterest wyczuli to idealnie. Nie tylko następuje skrócenie wypowiedzi tekstowych (twitter, czy facebook), ale słowa zastępują obrazy i infografiki.

foto_n

Dzisiaj fotografia to nie tylko efekt kolekcjonerskich pasji i rejestracja rodzinnych wydarzeń, pamiątek, ale „upiększanie życia”, propagowanie określonego stylu, czy postaw. Fotografia, która kiedyś poszukiwała inspiracji w malarstwie teraz zapożycza narracje i rozmaite figury z reklamy. Jest zapisem rozmaitych projektów artystycznych, fetyszyzuje codzienne przyjemności (design jedzenia), ale przede wszystkim stanowi źródło danych (techniki rozpoznawania twarzy). Stanowi cyfrowy zapis naszych emocji przeżywanych nie tylko w sytuacjach ważnych, ale nawet w najdrobniejszych chwilach każdego dnia (zdjęcia wyrażające zdziwienie, smutek, dumę i wiele innych emocji).

Tęsknota za starymi dobrymi czasami i… spokojem. W stronę minimalizmu i ograniczenia konsumpcji. To vintage, styl retro, czy szerzej idealizowanie dawnych czasów. To opozycja do dynamicznie rozwijającego się świata cyfrowych technologii, szybkiego życia w wielkich aglomeracjach. Kryje się tu tęsknota za spokojem, zwolnieniem, zawieszenia potrzeby ciągłego biegu, presji uzyskiwania coraz to wyższego statusu materialnego.

Zbliżone znaczenie mają tu takie zjawiska, jak: Slowly Life, Slowly Fashion, Slowly Food.  Paradoksalnie ta sama cyfrowa rzeczywistość daje nam do rąk coraz więcej narzędzi, które pozwalają nam obcować z przeszłością (archiwalne zdjęcia, filmy, blogi koncentrujące się na przeszłości) – nie tylko mix tego, co rzeczywiste i wirtualne, ale też tego, co obecne i przeszłe. Pisał o tym Manuel Castells, bezczasowy czas, wszystko dzieje się tu i teraz, w tym samym momencie: jesteśmy „tutaj” i jednocześnie gdzieś indziej w innych czasach.

Skrawki, wycinki, skanowanie rzeczywistości. Konsekwencje przyjęcia hipertekstu i jego wpływ na kulturę staje się coraz bardziej widoczny. To już nie tylko, jak czytamy, co czytamy, ale też co i jak piszemy. Przykłady można mnożyć. O tym m.in pisze Ewa Stusińska w swoim tekście Książka po książce .

Budzą się obawy, że niedługo nie będziemy zdolni przeczytać jakiegokolwiek dłuższego tekstu. Potwierdzają to także badania pokazujące zmiany w naszych mózgach, jakie w ostatnich latach miało spowodować częste korzystanie z internetu.

Trudno nie zauważyć pewnej dozy lęku w tych komentarzach, obserwacjach i przypuszczeniach. Czy czasem nie są to obawy przed zmianą, która z pewnością ma miejsce, ale która nie koniecznie musi przyjmować tylko jeden określony kierunek (narastanie debilizmu), a być jedynie przejawem jakiś większych i znacznie szerszych zmian w sposobie, w jaki przyswajamy dziś wiedzę i które mogą na przykład polegać bardziej na większym zróżnicowaniu pewnych kompetencji i zdolności, których przebieg może teraz odbywać się zupełnie odmiennie w różnych grupach społecznych.

Coraz bardziej widać, że hipertekst staje się też matrycą naszej tożsamości, jest mapą nie tylko tego, jak poruszamy się w sieci, czy nawet już po jakimkolwiek tekście (kartkowanie, skanowanie, a nie dogłębna lektura), ale też jak zaczynamy poruszać się w tzw. rzeczywistości. Nasze „ja” zawsze składało się z jakiś cząstkowych tożsamości, ale były one bardziej związane z funkcją, pełnioną rolą teraz jest to raczej pastisz, czy bricolage.

Nasze tożsamości mogą składać się z dowolnych elementów, wcześniej nawet sobie przeciwstawnych, nie spójnych, jak na przykład młode eleganckie dziewczyny przyjmujące poglądy konserwatywne. Nie jest jednak to już ten, klasyczny, „sędziwy” konserwatyzm to raczej pewien sztafaż potrzebny aby się na zagubić w tym coraz bardziej płynnym, i nie określonym świecie, funkcjonujący tak samo i na podobnych zasadach, jak feminizm, magia, new age, czy okultyzm. Zresztą grupy aktywnie poszukujące swojej tożsamości, a zwykle są to młodzi ludzie, wzajemnie się przenikają, ich relacje są tymczasowe, ale wzorce i zasady funkcjonowania wobec siebie na wzajem, czy wobec świata bardzo podobne.

Cyfrowa osmoza, internet rzeczy, Big Data.

Podglądamy i jesteśmy podglądani. Społeczny wojeryzm stał się naszym naturalnym środowiskiem. Nie musimy już zaczajać się w krzakach aby zobaczyć ukradkiem zakochanych. Każdego dnia każdy nasz ruch rejestrują coraz bardziej inteligentne kamery, które już nie tylko potrafią rejestrować obraz ale też przewidywać nasze zachowanie.

Cyfrowa osmoza  definiuje prawie każdą relację pomiędzy ludźmi, ich doświadczenia z przedmiotami, czy też  komunikacje w świecie przedmiotów i rozmaitych urządzeń. To nie tyle epoka Wielkiego Brata, ale ekosystem, którego nośniki naturalnej komunikacji (zapachy, feromony) przyjmują cyfrową postać. Nasz system nerwowy, układ odpornościowy, czy wręcz relacje społeczne reprodukowane są w cyberprzestrzeni.

Świat staje się pozbawiony centrum. Stąd wzrost popularności rozmaitych teorii spiskowych, które próbują uchwycić, odnaleźć główne ośrodki władzy. Metafora Wielkiego Brata jest coraz mniej adekwatna do opisu obecnych zmian w zakresie kontroli i władzy, zakłada bowiem istnienie jakiegoś wyraźnego centrum. Natomiast władza staje się doraźna, zależna od kontekstu, zmienna i płynna, podobnie tak jak cała sieć.

Obraz 000

Sublimacja przemocy

Już od bardzo długiego czasu obserwujemy w krajach Zachodu lub innych wysokorozwiniętych państwach systematyczny spadek przemocy, szczególnie, tej która jest związana ze śmiercią. Pokazują to także statystki związane z liczbą zabójstw w dużych aglomeracjach wskazujące systematyczny spadek liczby takich przestępstw. Oczywiście jest to wynik szeregu czynników i uwarunkowań związanych z procesami cywilizacyjnymi (pisali m.in. o tym Norman Elias, Michel Foucault), na pewno znaczenie ma tu szereg strategii zapobiegania przestępczości, czy narastający proces monitoringu i nadzoru.

Należy spodziewać się kontynuacji tego trendu. Na przykład gry komputerowe często oskarża się za stymulowanie przemocy, szczególnie tej o brutalnym charakterze. Jednak w dłuższej perspektywie prawdziwa przemoc przyjmować będzie właśnie postać fantazji, co wcale nie oznacza, że nasz świat stanie się jej pozbawiony. Stanie się ona nieuchwytna, precyzyjna albo wręcz spektakularna. Dlatego też mimo spadających statystyk dotyczących zabójstw będziemy świadkami kolejnych głośnych masowych morderstw z użyciem broni palnej (często wzorowanej na bohaterach gier komputerowych, czy innych postaci znanych z mediów, czy filmów). Równolegle odbywać się będzie cichy, niewidoczny proces śmierci zadawanej przy użyciu komputerów i zdalnie sterowanych dronów.

Lęk przed starością

Fakt demograficznego starzenia się społeczeństw oraz wydłużania się życia ludzkiego, zauważalny niemal we wszystkich krajach europejskich, uznaje się za jedno z palących wyzwań współczesności. Badacze szacują, iż w 2020 roku liczba ludzi starych osiągnie blisko 30% całej populacji. W tym samym roku w Polsce, zgodnie z prognozami Głównego Urzędu Statystycznego, około 24% mieszkańców przekroczy 60 rok życia, stanowiący umowną granicę między średnią a późną dorosłością. Okres późnej dorosłości charakteryzuje się wieloma zmianami, zachodzącymi we wszystkich obszarach funkcjonowania osoby: fizycznym, intelektualnym, emocjonalnym, społecznym, religijnym, moralnym i duchowym.

Konferencja „Oblicza starości we współczesnym świecie” 15 czerwca 2013 r., Lublin

Mamy różne obrazy starości, a ściślej lęku przed starością. Ten najdłużej panujący to zdjęcia twarzy celebrytów sukcesywnie wypełnianych botoxem. Inne to starsi panowie udający nastolatków, czy starsze panie ubierające w stylu przedstawicielek młodzieżowych subkultur. Niektórzy mówią o zacieraniu widocznej granicy, która oddziela poszczególne kategorie wiekowe pod względem dopuszczalnych (lub nie) symboli, insygniów, czy wzorów zachowania. Tak się działo w czasach kiedy jeszcze społeczeństwa były pełne optymizmu i radosnej konsumpcji. Niedługo będą pojawiać się inne obrazy. Nie tylko lęk przed zniedołężniałym i pomarszczonym ciałem, ale też obawa przed upadkiem systemu ubezpieczeń społecznych i emerytalnych, brakiem dostępu do służby zdrowia i rynku pracy.

Na pewno na zasadzie kont-trendu wciąż będzie widać obrazy propagujące akceptacje starości i promowanie samorealizacji w podeszłym wieku.

Media stają się światem samym dla siebie. Światłem odbitym.

Dziennikarstwo śledcze zamienia się na dziennikarstwo interacyjne  oparte tylko i wyłącznie na materiałach opublikowanych w innych mediach bez należytej weryfikacji. Dopiero w momencie protestów, czy pojawienia się nowych, innych informacji dokonuje się zmiany, redefinicji, updatów itd. Totalne PR – przyjmuje się, że już 60-80% zawartości niektórych tytułów prasowych to materiały tworzone przez agencje Public Relations, storytelling, treść dla wydawców tworzona przez marki (sic!), przechodzenie dziennikarzy do agencji PR.

Przy niebywałym wręcz wzroście dywersyfikacji kanałów dostępu do rozmaitych treści obserwujemy wciąż rosnącą konsolidację na rynku mediów.

Wojny walutowe

currency-wars-chart

stały się obok hackerskich napadów i bitew rozgrywanych w cyberprzestrzeni, wywiadu online i szpiegostwa stałym elementem współczesnej globalnej polityki. System finansowy stał się wirtualny: platformy transakcyjne działające 24 godziny na dobę, programy komputerowe zastępujące ludzi w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.  Spekulacja na własnej walucie w celu, chociażby krótkotrwałego i minimalnego jej osłabienia jest tylko kolejnym przykładem wirtualizacji polityki gospodarczej. Tu liczy się każdy pips, delikatna, mało uchwytna zmiana powoduje echo trwające znacznie dłużej w sferze tzw. realnej gospodarki.

Rozmaite sfery kultury nowoczesnych społeczeństw coraz słabiej funkcjonują jako autonomiczne obszary, a coraz częściej stają się sumą wypadkową strategii i decyzji podejmowanych przez „niewidocznych”, jak hackerzy inwestorów.

Wojny walutowe były prawdopodobnie jedną z ważniejszych przyczyn wybuchu I i II wojny światowej.

Zobacz też:

Iluzja wyboru

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta?

Starość już przeżywana inaczej niż dawniej

Otagowane , , , , , , , , , , , , , ,

Co to znaczy wirtualnie? Wyłanianie się nowego porządku społecznego

Internet nie jest medium ani jakimś dodatkiem, narzędziem do innych aktywności, czy społecznego życia w ogólności. Internet nie tyle zmienia to życie społeczne, ile on je ogałaca, odziera z wszelkich złudzeń, pozbawiając wszelkich mitów i dotychczasowych symbolicznych protez.

Dzięki specjalnym programom służącym do monitorowania aktywności w sieci można bardzo dokładnie zdiagnozować pozycję społeczną konkretnej jednostki. Nie tylko liczba fanów się liczy, ale też wiele innych rzeczy. Jak np. odpowiedź na pytanie: kto komentuje kogo na FB, ile razy go komentuję, nie tylko same jego posty, wpisy, ale czy również zabiera głos w przypadku jego komentarzy, czyli reaguję na to, co dana osoba mówi, czy wypowiada się pozytywnie, czy też negatywnie, można sprawdzić kto kogo like’uję, ile razy, przez to można obserwować proces wzrostu pozycji społecznej, osiągania apogeum jego popularności, czy w końcu zupełnego jej zaniku. Można sprawdzić, jakie grupy wspierają się najsilniej (komentują własne wypowiedzi), jakich mają liderów i kogo skazują na banicję (chociaż są ich znajomymi to nie zabierają głosu, nie odpowiadają na jego wypowiedzi, pomijają go milczeniem).

Taką samą analizę można przeprowadzić w przypadku firm, czy instytucji, obserwując ich wzajemną współpracę / konkurencję, czy też analizując relacje pomiędzy firmami i osobami (klientami?). Można sprawdzić, od czego zależy pozycja danej osoby, marki, firmy: czy od tego, że wcześniej już ta firma, czy osoba miała silną pozycję offline, była znana, budziła zaufanie, czy też swoją pozycję zbudowała dzięki sprawnej i skutecznej aktywności w sieci. Można praktycznie monitorować minuta po minucie tworzenie się porządku społecznego, powiązań personalnych, czy wręcz instytucjonalnych (zaufanie do instytucji, imprez, konferencji).  Konkluzja jest tu taka, że analiza sieci społecznych może rzeczywiście być (lub już jest) dominującym paradygmatem nauk społecznych (nie tylko zresztą socjologii, ale również ekonomii, czy nauk politycznych).

Druga rzecz, która wypływa z tego faktu to to, że praktycznie nikt kto chce funkcjonować na jako takim poziomie w społeczeństwie musi umieć sprawnie budować swój autorytet, pozycję, powiązania w sieci. Nie ma po prostu innego wyjścia. Mało tego, nikt nie może się usprawiedliwiać, że nie jest w stanie tego zrobić, nie umie tego zrobić, jeśli w ogóle nawet tego nie próbował. Bo praktycznie każdy może teraz być medium, nie tylko może, a wręcz musi. Myśl rzeczywiście obezwładniająca i przerażająca, mająca doniosłe i daleko idące konsekwencje.

Wniosek ten tym bardziej dotyczy też firm i instytucji, które z tej perspektywy patrząc mają coraz większą i złożoną konkurencję, bo nie tylko są zmuszone do konkurowania z innymi firmami, ale też praktycznie z każdym internautą, który zdaje sobie sprawę z zagrożeń i siły internetu.

Wizja zatem przyszłego społeczeństwa jest fascynująca zarazem i barbarzyńska. Oznacza bowiem zanik praktycznie wszelkich dotychczasowych reguł (norm, wartości, budowania relacji, planowania kariery itd. itp.) i powstanie porządku opartego na niezwykle płynnym i chwiejnym środowisku cyfrowym, które w jednej chwili może stworzyć super-gwiazdę i po paru minutach skazać ją na zupełne zapomnienie.

Tego typu społeczeństwo można nazwać społeczeństwem pikseli lub społeczeństwem hiper-społecznym ( czy rzeczywiście jest to adekwatne określenie?). Wymiar społeczny nie jest tu definiowany w oparciu o rzeczywiste relacje i kontakty, tworzenie grup, ile poprzez sprawne funkcjonowanie w środowisku wirtualnym. Autorytet, zasługi uzyskać będzie można tutaj nie za sprawą realnych działań, ile dzięki sprawnemu tworzeniu fikcji, fasady, odpowiadającej potrzebom chwili treści symbolicznych.

Otagowane , , ,

Starość już przeżywana inaczej niż dawniej

Mimo, że społeczeństwa Zachodu się starzeją starość przeżywana jest już inaczej niż bywało to dawniej. Ciekawa infografika na podstawie badań zrealizowanych na zlecenie agencji reklamowej EURO RSCG.

Otagowane , ,

Już nie opis rzeczywistości, ale mówienie o przyszłości

Czy zmieniają się nasze wypowiedzi na temat rzeczywistości?

Jeszcze nie tak dawno w mediach dominowały wypowiedzi dotyczące tego, co jest, co się akurat dzieje. Obecnie zaczynamy mówić opisując ową rzeczywistość używając czasu przyszłego, czyli opisując stan bieżący od razu wybiegamy w przyszłość. Nie zadowala nas jedynie opis rzeczywistości, czy nawet próba wyjaśnienia różnych zjawisk, które w niej zachodzą, ale chcemy wiedzieć, co się stanie za moment, za rok, za 5 lat, w przyszłości.

Dotyczy to szczególnie wypowiedzi opisujących rynek reklamowy, nowe technologie, ale nie tylko.

Z Szymonem Gutkowskim rozmawialiśmy także o kondycji polskiej reklamy. To kolejny ważny głos w dyskusji, którą zapoczątkowaliśmy w tym tygodniu wywiadem z Jakubem Kamińskim z agencji Brain. Gutkowski uważa, że polska reklama jest cały czas zbyt zachowawcza. – Ale internet wymusi zmiany – tu wygrywa tylko to, co się naprawdę podoba i wciąga. (…) Mierzenie efektywności działań w internecie i rozumienie danych, których ilość przyrasta lawinowo to dzisiaj wyzwanie dla każdego marketera – podkreśla Gutkowski. por więcej >>

Zmienia się język – zamiast opisu używamy wizji. Czyżby już niedługo nastawieni będziemy tylko i wyłącznie na przyszłość i w ogóle przestaniemy używać czasu teraźniejszego?

Nieustannie podłączeni – pokolenie Z

Pokolenie Z to osoby urodzone w latach 1995 – 2010, czyli w czasach dynamicznego wzrostu znaczenia internetu i nowych technologii komunikacyjnych. Pokolenie Z czasem określa się też, jako: Cyfrowi tubylcy (Digital Natives), Generacją M (Multitasking), Generacją C (Connected Generation), czy Net Generation. Dla przedstawicieli tego  pokolenia tzw. nowe technologie istniały „od zawsze” – były czymś zwyczajnym i codziennym. Można powiedzieć, że nowoczesna technologia stanowi dla nich naturalne środowisko niezbędne do sprawnego funkcjonowania.

Podstawowym punktem odniesienia jest tu świat cyfrowy. Świat bez komputerów, laptopów, smartfonów, a co najważniejsze bez dostępu do internetu jest prawdziwą abstrakcją.

Konkurencja o uwagę

Kim są ludzie z Pokolenia Z? To przede wszystkim twórcy i to bardzo ambitni. Potrafią robić wiele rzeczy na raz. Trudno skupić się im na jednej czynności – ich uwaga jest rozproszona. Świat składa się z tysiąca fragmentów – puzzli, w których układaniu są mistrzami. Nic dziwnego – bombardowani są tysiącem przekazów reklamowych, „pływają” w morzu aplikacji, a informacja nie jest dla nich poszukiwanym „dobrem”, ale „powietrzem”, którym przywykli oddychać.

Znaczenie designu

Umiejętność korzystania z różnych produktów online i zaawansowanych urządzeń elektronicznych wytwarza potrzebę poszukiwania dobrego designu – preferują proste i łatwe w użyciu projekty, popularność zyskują rzeczy zaprojektowane z myślą o użytkowniku, o jego wygodzie i potrzebach estetycznych.

Społeczna odpowiedzialność

Z racji swobodnego poruszania się po morzu informacji dostrzegają wiele zagrożeń, jak: międzynarodowy terroryzm, czy potencjalnie negatywne konsekwencje zmian klimatycznych. Przez co są bardziej uwrażliwieni od innych na kwestie społeczne i ekologiczne. Mimo, że nie odrzucają takich wartości, jak: samodzielność, przedsiębiorczość to bardziej preferują myślenie skoncentrowane na rozwijaniu własnych pasji niż jedynie na zarabianiu „kasy”.

Nieustannie podłączeni

Są nieustannie podłączeni do sieci: w domu, poza domem, kiedy pracują, rozmawiają, odpoczywają, podróżują. Swoboda, z jaką poruszają się i wykorzystują różne platformy komunikacyjne może powodować spadek znaczenia rozmaitych uwarunkowań kulturowych, czy norm, szczególnie w kontekście wyborów i sposobów podejmowania decyzji.

Książka cyfrowa – to oczywiste!

To, co dla starszych pokoleń stanowi zagrożenie to dla przedstawicieli generacji Z jest obiektem fascynacji i polem do eksperymentowania. Dość często roztrząsany ostatnio dylemat: czy książka cyfrowa może stanowić zagrożenie dla książki drukowanej jest dla pokolenia Z jest czymś zupełnie niezrozumiałym i dziwnym. Dla nich cyfrowa książka to jeszcze jeden z naturalnych elementów krajobrazu, bez którego pewni czuliby się bardzo nieswojo.

Dystans między pokoleniowy coraz mniejszy

Jeszcze jedna ważna obserwacja. Kontekst kulturowy i społeczny, w którym dorastają przedstawiciele pokolenia Z jest zbliżony do tego, w którym żyli ich rodzice. Może technologicznie są znacznie bardziej zaawansowani niż rodzice, ale już w przypadku upodobań związanych z modą, designem, czy sferą kultury mają znacznie więcej wspólnego niż dzieci wobec swoich rodziców ze starszych pokoleń.

Jednak pomimo tego, iż gusta co do formy mogą być podobne to upodobania, co do treści już niekoniecznie. Na przykład, rodzice podobnie, jak ich dzieci mogą lubić muzykę rockową, ale jeśli chodzi o konkretnych wykonawców to ich znajomość i preferencje będą już zupełnie inne.

Poniżej bardzo inspirująca prezentacja, którą polecam. Więcej o pokoleniu Z możecie przeczytać na Wikipedii – Generation Z.

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta?

Ostentacyjna konsumpcja. Zakupy do upadłego. Posiłki spożywane na mieście. Jedzenie bez umiaru. Po II wojnie światowej zachodnie społeczeństwa stały się wygłodniałe dobrobytu. W zamożnych krajach ludzie kupowali za dużo, jedli za dużo, bez ustanku gonili za wciąż nowymi przyjemnościami. Jednak wciąż było im mało. Takie wartości, jak poczucie kontroli, samowystarczalność, osobista odpowiedzialność, poczucie wspólnoty i autentyczność utraciły swoje znaczenie.

Oto 10 trendów, które zwiastują nadejście „ery nowego konsumenta.

Poszukiwanie odpowiednich proporcji

Kryzys wywołuje wiele emocji, ale nie wszystkie muszą być złe.

Dla wielu ludzi utrata wielkich domów, luksusowych samochodów, czy konieczność ograniczenia wydatków mogą okazać się prawdziwie wyzwalające. Następuje przewartościowanie „rozmiaru” – rzeczy nie muszą być wielkie i monumentalne aby sprawiały nam frajdę. Fascynację mogą budzić małe i proste przedmioty.

Konsumenci chcą czuć się dobrze podczas dokonywanych przez siebie wyborów i podejmowanych decyzji. Poszukiwanie odpowiednich proporcji może sygnalizować także ucieczkę od chaosu wielkich centrów handlowych (de-cluttering).

Przemyślana przyjemność zamiast natychmiastowej gratyfikacji

W dobie hiper-konsumpcji najbardziej istotnym źródłem przyjemności była natychmiastowa gratyfikacja – żyliśmy według nieustannie powtarzającego się cyklu: Zobacz-Kup-Wyrzuć.

Zaczynamy poświęcać coraz większą uwagę temu, co naprawdę sprawia nam przyjemność. Podchodzimy do zakupów z większą ostrożnością. Zakupy impulsowe ustępują innym formom – takim, w których większe znaczenie ma długotrwała satysfakcja, wspieranie lokalnych firm, czy troska o naszą planetę.

Powrót do sedna

Nieustanna konsumpcja nie oferowała spełnienia. Żyliśmy w stanie permanentnego nienasycenia i wyobcowania. Obecnie pragniemy bardziej trwałych i autentycznych relacji. Chcemy aby nasze związki z innymi były prawdziwe, głębokie, a nie tylko tymczasowe i koniunkturalne (wynikające, na przykład z chęci zrobienia dobrego interesu, czy zaspokojenia krótkotrwałej fascynacji).

Pojawia się wiele rozmaitych symptomów tego trendu, jak na przykład „świadome odżywianie”, wzrost znaczenia lokalnych producentów i wyrobów, ruch „slow food”, rosnąca świadomość ekologiczna, ręcznie wyrabiane produkty, zmiana w podejściu do podróżowania.

Przyjęcie osobistej odpowiedzialności

Ostatnie dziesięciolecia to okres dominacji osobowości narcystycznej, niedojrzałej. Wielu ludzi chciało za wszelką cenę pozostać „rozkapryszonymi dzieciakami” .

Kryzys nauczył nas większej odpowiedzialności. Chcemy rozwijać indywidualne kompetencje. Bardziej świadomie podchodzimy do wydatków, pragniemy nabyć umiejętności związane z zarządzeniem finansami, utrzymaniem i konserwacją samochodu, czy remontem domu.

Zmieniają się kryteria dokonywania zakupów

Coraz większego znaczenia nabierają inne kryteria, według wybieramy produkty lub usługi. Nie liczy się tylko cena lub wysoka jakość, znana marka, czy snobistyczny klimat. Jako konsumenci chcemy być świadomi konsekwencji swoich decyzji. Dla wielu z nas coraz bardziej liczy się nie tylko to, czy produkt nam się podoba, ale czy firma, która go wyprodukowała postępuje uczciwie i odpowiedzialnie.

W poszukiwaniu naturalności

Obecny świat może wydawać się nam sztuczny i nie prawdziwy. Otaczają nas syntetyczne meble, ludzie z twarzą wypełnioną botoxem, prawdziwe relacje zastępujemy tymi w cyfrowych społecznościach. Powoli wszystko to zaczyna nas męczyć. Zaczynamy poszukiwać autentyczności i bliskich związków z naturą. Martwimy się tym, że oddalamy się od świata przyrody.

Powoduje to wzrost popularności wyrobów rolnych, lokalnych społeczności. Nie boimy się zabrudzić rąk aby uprawiać w domowym ogródku warzyw i innych roślin, których sprzedaż może dodatkowo zasilić nasz budżet.

Wzięcie kosztów na siebie

Kryzys, życie w okresie nieustannych zmian, szalona konsumpcja wywołały wśród wielu mieszkańców świata niepokój, a nawet strach.

Wydaje się być czymś oczywistym, że nie jest możliwe aby pojedyncze osoby lub nawet rodziny mogły czuć się odpowiedzialne za stan światowej gospodarki, ale większość może zdobyć się na wprowadzenie większej kontroli do swoich wydatków i podejmowanych decyzji związanych z zarządzaniem finansami.

Powrót do prostoty

Pomimo, że w ostatnich dziesięcioleciach żyliśmy w otoczeniu nadmiaru dóbr konsumpcyjnych nasze życie nie stało się wcale mniej spokojne, a wręcz przeciwnie narastający stres stał się stałym elementem naszego życia.

W Stanach Zjednoczonych jedna czwarta dorosłych skarży się na wysoki poziom stresu, zaś połowa przeżywa umiarkowany stres.

Nagle „mniej zaczyna znaczyć więcej”. Kiedy w jednym z badań poproszono respondentów o wskazanie 25 różnych cech, które powinien posiadać dla nich dobry produkt to najczęściej wskazywali takie określenia, jak: trwały, użyteczny, praktyczny, godny zaufania i prosty. Najmniej atrakcyjne były natomiast takie cechy, jak: elitarny, prestiżowy, elegancki, czy luksusowy.

Zwrócenie baczniejszej uwagi na pochodzenie

Konsumenci pragną uczciwych relacji, które oparte są na wzajemnym zaufaniu, wspólnych wartościach. Wyniki badań pokazują, że dla połowy amerykańskich nabywców ważne jest aby podczas prowadzenia interesów, nabywaniu produktów, korzystania z usług czuć się dobrze (mieć czyste sumienie?), 57 proc woli kupować od firm, które wyznają podobne do nich wartości.

Ludzie zwracają teraz nie tylko uwagę na to, co firma komunikuje, ale robi i dlaczego tak robi? Czy potrafi przyznać się do błędów i niedociągnięć.

Nowy konsument, czy może chwilowa zmiana strategii

Czy w wyniku kryzysu przestaniemy gonić za konsumpcją, ograniczymy wydatki i powrócimy do prostego życia? Wszak istnieje szereg zjawisk, o których trudno mówić, że wyrażają pragnienie prostoty i powrotu do tradycyjnych wartości.

Nowe postawy konsumentów wobec konsumpcji mogą być skutkiem pogarszającej się sytuacji materialnej, niepewności jutra, czy ograniczeń związanych z dostępem do zasobów w przypadku niektórych grup społecznych.

Pragnienie „powrotu do natury” to być może tymczasowa „racjonalizacja”, krótkotrwała zmiana strategii wymuszona spowolnieniem gospodarki, a nie szczere pragnienie „odnowy duchowej”.

W przypadku niektórych grup prowadzić może to do większego dystansu i umiaru jednak u innych może powodować wzrost napięcia, bezradności, skłonności do wywoływania konfliktów, czy angażowania się w działalność ruchów i organizacji skrajnie prawicowych.


Odkrywanie kulturowych wzorów i marki – prezentacja

%d blogerów lubi to: