Tag Archives: socjologia

Społeczeństwa nieustannego czasu przyszłego

obrazek z bloga trackingthefuture

I do spend time trying to think about what I cannot imagine – Nicholas Negroponte

Trendy stały się naprawdę trendy. Nie przypadkiem. To naturalna konsekwencja wciąż przyspieszających zmian. Każda nowa technologia nie tylko zdobywa szybciej popularność niż technologie, które powstały wcześniej, ale jednocześnie zwiększa możliwość powstania kolejnej. Przyrost ten następuje w tempie wykładniczym.

Zatem już nie sposób opisywać i wyjaśniać rzeczywistości odwołując się do modeli analitycznych, paradygmatów ujmujących świat społeczny, jako powolnego ciągu zdarzeń. Nasza rzeczywistość przybrała formę strumieni, tworzonych przez szereg pomniejszych strumieni i strumyczków. Trendy stały się obowiązkowym składnikiem języka współczesnego marketingu, ale też polityki, socjologii, służby zdrowia, nie wspominając już o modzie i designie.

Jak już wcześniej pisałem coraz rzadziej używamy języka zanurzonego w teraźniejszości (język odwołujący się do przeszłości stał się domeną zawodowych historyków lub przedstawicieli prawicowych stowarzyszeń i organizacji), a coraz częściej opisując nawet codzienne i zawodowe doświadczenia odwołujemy się od razu do przyszłości (planowanie edukacji, kariery). To już nie tyle planowanie, realizacja badań rynku, myślenie o strategii, ale stały wysiłek i koncentracja uwagi na zmianach, które mogą dopiero nadejść.

Myślenie o przyszłości, prognozy, planowanie scenariuszowe stają się obecnie głównym wyznaniem, światopoglądem, poczynając – co jest zupełnie zrozumiałe – od analityków walutowych, dyrektorów marketingu, a nawet – może już znacznie rzadziej – politykach i samorządowcach (ale pewnie jeszcze nie w Polsce), zaś skończywszy na zwykłym Kowalskim panicznie próbującym rozeznać się, w którym kierunku mają kształcić się jego dzieci aby w przyszłości mogły się utrzymać – siebie i swoje rodziny (jeśli je w ogóle zdecydują się je założyć).

Słowo trendy pojawia się, jako myśl przewodnia marek, jest obecne na szyldach sklepów z ubraniami, jedzeniem, tytułach książek na temat biznesu i planowania własnej kariery, czy broszurach reklamowych. Ale czy paradoksalnie nie oznacza to, że za już niedługo poczujemy „przesyt”, i nastąpi początek końca owego trendu na trendy?

Wiadomo, że każdy trend ma swój schyłek w momencie szczytu swojej popularności. Właśnie wtedy kiedy wszyscy o nim mówią i piszą, gdy jest na ustach wszystkich zaczyna się jego koniec –  „wyciera się”, staje się tak czymś oczywistym, aż w końcu następuje znużenie. Coś co jeszcze przed momentem było trendy zamienia się w coś co zaczynamy traktować, jako passe. Czy w takim razie możemy spodziewać się w najbliższych latach, że z naszego języka zniknie słowo trendy? Być może, ale pewnie nie nastąpi to zbyt szybko, a na pewno w sposób gwałtowny, jak jakaś bessa na giełdzie.

Należy raczej spodziewać się ewolucji, paradygmat trendów stanie się jeszcze długo dominującym światopoglądem, może rozpadnie się na szereg drobnych specjalizacji, zostaną udoskonalone metody prognozowania i identyfikacji trendów. Przewidywanie przyszłości stanie się bardziej skuteczne. Już teraz niektórzy twierdzą i mają na to dowody, że pewne zachowania można przewidywać z nawet bardzo dużą trafnością. Albert-László Barabási w jednym ze swoich projektów badawczych odkrył, że znając dane na temat siatki połączeń telefonicznych i miejsc, z których telefonowano można w 80% przewidzieć każdy następny ruch rozmówcy, a w konsekwencji – w jakimś stopniu także jego przyszłe decyzje.

[…] nasze wyniki pokazują, że opracowanie dokładnych modeli predyktywnych dla procesów związanych z ludzką mobilnością, od rozprzestrzeniania się epidemii, przez planowanie miejskie, po inżynierię ruchu, jest możliwe z naukowego punktu widzenia. Schodząc głębiej, do bardziej fundamentalnych kwestii, wyniki te pokazują, że mimo głęboko zakorzenionego w nas pragnienia zmienności i spontaniczności nasza codzienna mobilność w istocie charakteryzuje się głęboko zakorzenioną regularnością.

Na znaczeniu zdobywać będą automatyczne narzędzia do wykrywania anomalii, identyfikujące zmiany w cyberprzestrzeni, co już teraz można obserwować w przypadku technologii rozwijanych przez Google, Facebook, czy inne firmy wyspecjalizowane w monitorowaniu opinii i trajektorii rozchodzenia się memów w mediach społecznych.

Szybkość zmian na pewno nie zwolni, a raczej ulegnie jeszcze przyspieszeniu. Prognostyk trendów stanie się powszechnym zawodem. Jedno jest pewne – zniknie obecny „nimb i splendor” związany z zawodem trendwatchera, czy coolhuntera.

Otagowane , , , , , , , , , ,

Widmo kryzysu

Czy grozi nam nowy kryzys gospodarczy o nieznanej wcześniej sile? Zdania są podzielone.

Wystarczy włączyć wieczorne wiadomości lub zajrzeć do gazety, czy też otworzyć dowolny serwis internetowy, na którym publikowane są najnowsze newsy aby spotkać się z czarnymi wizjami na temat grożącej gospodarczej zapaści.

FORUM zamieszcza (za El Pais) tekst niemieckiego socjologa Ulricha Becka, którego książka „Społeczeństwo ryzyka” jest często uznawana za jedną z ważniejszych prac socjologicznych, które ukazały się w ostatnich dziesięcioleciach. Beck zauważa, że prezesi największych banków na świecie gromadnie zwracają się do instytucji państwowych o wsparcie finansowe, zaś ich silna i niewzruszona dotąd wiara w wolny rynek rozpada się, jak domek z kart. Co się dzieje – zastanawia się Beck skoro światowa elita finansowa wyraża przekonanie, że bez interwencji państwa się nie obędzie.

Niemiecki socjolog twierdzi, że już niedługo grożą nam poważne konsekwencje nawet poważniejsze niż te, z którymi mieliśmy do czynienia podczas kryzysu w okresie lat 30-tych. Idzie nawet dalej, przewiduje bowiem, że może być zagrożona stabilność instytucji i struktur demokratycznych, grożą nam poważne niepokoje społeczne, a gdy dodać jeszcze do tego wciąż narastające zagrożenia związane z ociepleniem klimatu i problemami ekologicznymi to przyszłość nie rysuje się zbyt optymistycznie.

Druga znana osobistość, która z niepokojem podchodzi do rozwoju wydarzeń to George Soros – znany finansista, który zbił majątek, jakby nie było na dewaluacji brytyjskiego funta. W swojej nowej książce „The New Paradigm for Financial Markets” stawia tezę, że bez bardziej zdecydowanych regulacji rynki finansowe sobie nie poradzą i możemy spodziewać się silnego załamania gospodarczego o nie znanych nam dotąd skutkach. Twierdzi, że już teraz załamanie na rynku nieruchomości w Stanach zjednoczonych jest najgorsze od czasu strasznego w skutkach kryzysu w latach 30-tych.

Można sobie zadać pytanie, czy owe znane osobistości mogą się mylić? Czy ich poglądy na temat tego, co się teraz dzieje i co może stać się w niedalekiej przyszłości nie są czasem stronnicze i nie służą interesom określonych grup społecznych? Bo przecież można dojść do wniosku, że to dość oczywiste dlaczego przedstawiciele międzynarodowej finansjery zaczynają panikować i proszą o wsparcie instytucje państwowe o pomoc. Zwykle tak się dzieje, że jak ktoś sobie nie radzi na rynku to szuka pomocy i wsparcia na zewnątrz. A co może dać większe poczucie stabilności, jak bycie na garnuszku państwa?

Można też twierdzić, jak czyni to, na przykład Robert Gwiazdowski (prezydent Centrum im. Adama Smitha), że to, całe czarnowidztwo i straszenie kryzysem to jakieś nieporozumienie związane z myleniem zasad wolnego rynku z wolnymi żartami, że George Soros i jemu podobni stawiają całą rzecz na głowie uważając, że jest potrzebny wzrost roli państwa, bo to właśnie wzrost znaczenia państwa, a nie wolny rynek prowadzi do kryzysu.

Ale coś musi być narzeczy – stwierdzi w końcu podejrzliwy obserwator, skoro coraz częściej możemy przeczytać o kryzysie, zbliżającym się kryzysie, czy wręcz katastrofie. Czy czasem to nie jest jedną z głównych przyczyn tego, że w końcu wywołamy wilka z lasu i nie będziemy mieć do czynienia z jedynie z widmem ale już nagą prawdą, czyli znajdziemy się w samym centrum kryzysowego cyklonu?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: