Monthly Archives: Kwiecień 2013

Trend Big Data – mapa jest tym samym, co terytorium

data-center-13

Nowa farma serwerów i baz danych firmy Facebook

Trend zwany BIG DATA staje się coraz bardziej nośnym tematem w mediach, podczas zażartych dyskusji w serwisach społecznościowych, trendbooków, czy też rozmaitych konferencji. Obok trendu CLOUD COMPUTING, który swoje chwile chwały przeżywał jakieś dwa-trzy lata temu, BIG DATA to na pewno jeden z ważniejszych obecnie cool-topic. Wzrost zainteresowania tym tematem potwierdzają też dane uzyskane na bazie google trends (czerowna linia – zainteresowanie cloude computning, niebieskia – big data).

trend big data_cloud computing

Liczba zapytań w wyszukiwarce google słów: „Big Data” i „Cloud Computing” w latach 2004-2013

Wielkie hurtownie i bazy istniały już w latach 90-tych. Idea aby integrować i analizować wiele różnych rodzajów danych, na przykład dotyczących sprzedaży, relacji z klientami, zmian cen i wykorzystać je w trakcie procesu decyzyjnego pojawiła się pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku [1]. Rozwój rynku komputerów osobistych i dedykowanego oprogramowania służącego do analiz dużych zbiorów danych wykreował w latach 90-tych praktycznie nową dziedzinę wiedzy – data mining (eksploracja danych). Obok zaawansowanych technik statystycznych zaczęto wykorzystywać sieci neuronowe, algorytmy genetyczne, czy nawet sztuczną inteligencję.

To co wyróżnia trend BIG DATA to sposób, w jaki dane obecnie są zbierane i analizowane. Wcześniej dane były pozyskiwane dzisiaj powstają w każdej sekundzie. Rozwój technologii cyfrowych wykreował świat, w którym każda nasza czynność, podejmowana decyzja, kupowane produkty, oglądane strony www, filmy, czy zmiany w naszym położeniu stanowią gotowy zbiór danych. Nasze zachowanie, czy w końcu całe życie zostawia ślady, w postaci ciągłego i nieustannie odnawialnego strumienia danych.

Big Data często określany jest, jako tzw. 3V: Volume, Velocity, Variety:

  1. Volume (rozmiar) – każdego dnia na świecie powstaje 2,5 kwintylionów bytów danych, szacuje się, że od 1980 roku pojemność danych podwaja się co trzy lata. Tak szybki wzrost ilości danych wyprzedza możliwości obliczeniowe i analityczne obecnych działów IT nawet największych korporacji. Liczba danych ma rosnąć w kolejnych latach w tempie 40%, zaś wzrost inwestycji w IT na poziomie 5%.
  2. Velocity (szybkość) – danych przybywa coraz szybciej. Wraz z przyrostem sieci internetowej, ilości urządzeń mobilnych, nowych modeli biznesowych, zmian w zachowaniu potencjalnych klientów konieczne jest przyjęcie zupełnie nowych technik zbierania i analizowania danych i to najlepiej takich, które umożliwiają to w czasie rzeczywistym.
  3. Variety (różnorodność) – wraz z przyrostem liczby danych rośnie ich różnorodność. To nie tylko dane z terminali transakcyjnych, dane sprzedażowe, ale też obejmujące informacje o poruszaniu się na stronach www, wypowiedzi na mediach społecznościowych, pliki video i audio. Ale też informacje o ruchu drogowym, rejestracja obrazów za pomocą kamer, dane biometryczne itd. itp.

Źródła trendu BIG DATA

Wszystkiemu winna jest szeroko pojęta digitalizacja. Zamiana analogowego świata na bity. Krok po kroku postać cyfrową przyjmują: handel, usługi, produkcja, media, systemy wspierające zarządzanie (nie tylko firm, ale organizacji, miast, czy rynków finansowych i państw).  Nawet jeśli wzrost liczby użytkowników internetu w niektórych krajach już zwalnia to nadal rośnie czas jaki spędzamy w sieci, czy liczba rozmaitych usług, z których możemy korzystać dzięki sieci.

Jednak kluczowym driverem przyspieszającym rozwój i wzrost popularności modelu BIG DATA są dwa silnie wpływające na siebie zjawiska. Pierwsze to dynamiczny wzrost popularności urządzeń mobilnych (tablety, smartfony, e-czytniki, czy też inne urządzenia z dostępem do sieci, jak GPS-y itd.). Drugie to rozwój mediów społecznych (serwisy społecznościowe, blogi).

Oba te zjawiska praktycznie w czasie rzeczywistym pozwalają zbierać i analizować olbrzymi zasób danych zarówno dotyczących naszych poglądów, opinii, ale też relacji i związków z innymi. Dane uzyskane dzięki korzystaniu z urządzeń mobilnych pozwalają na wgląd, jak nasze życie cyfrowe przekłada się na życie offline, jak to, co piszemy w sieci odnosi się do zachowania i podejmowanych decyzji poza siecią (dane geo-lokalizacyjne, sieci znajomych, połączenia telefoniczne, dokonywane zakupy).

Rośnie moc obliczeniowa, powstają nowe modele i techniki analityczne, następuje rozwój oprogramowania do zbierania i analizowania nowych rodzajów danych (Brand24, Sotrender). Na pewno bardzo dużą rolę odgrywa tu także cloud computing pozwalający na gromadzenie i analizowanie rosnącej liczby danych.

Nie tylko ilość ale jakość

Obok dostępności i różnorodności rośnie jakość danych. Oprócz danych transakcyjnych, informacji ze strony klientów mamy do dyspozycji dane semantyczne (aktywność w mediach społecznych), dane na temat połączeń telefonicznych, historii rachunków bankowych, czy nawet informacje pochodzące z baz danych instytucji pożytku publicznego (elektrownie, gazownie, spółdzielnie mieszkaniowe).

Obecnie dane tworzone są w czasie rzeczywistym (real-time), są dobrowolne, tworzone przez samych użytkowników (voluntary), wiarygodne (credible), opisujące zachowanie, będące bezpośrednim wskaźnikiem zachowania (behavioral), kontekstowe (contextual), dużym stopniu złożoności (complex).

diagram2_2_pop_zm

Dywersyfikacja rodzajów danych: od danych strukturalnych do danych nie-strukturalnych, od danych transakcyjnych (ale też danych opartych na deklaracjach) do danych behawioralnych.

BIG DATA – główne problemy, wyzwania

Wszystko to może wygląda dość przerażająco. Niektórzy już wieszczą nadejście epoki, w którym antyutopie w rodzaju powieści Rok 1984 Orwela będą jedynie bladym odbiciem rzeczywistości. Jednak nie jest to tak proste i oczywiste. Możliwości śledzenia, analizowania, czy w końcu podglądania naszego prywatnego życia są na pewno zatrważające. Wciąż to jednak bardziej wielkie ambicje działów marketingu, czy rządów niż realne możliwości.

Zagrożenie rosnącym chaosem i brakiem stabilności

Olbrzymia liczba danych może prowadzić do chaosu i paraliżu decyzyjnego. Rodzi brak stabilności rozmaitych systemów (bańki finansowe, memy, wirusy, wojny cybernetyczne). Kluczowe jest posiadanie spójnej strategii, pozyskiwania danych i ich wykorzystania. Waga posiadania takiego planu jest dzisiaj ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Kłania się stara prawda: „jeśli wrzucimy śmieci na wejściu do uzyskamy również śmieci na wyjściu”.

Strategia pozyskiwania danych musi zostać w pełni zintegrowana z ogólną strategią firmy. Już teraz wykorzystuje się wiele elementów modelu BIG DATA jednak znaczna część firm gubi się w szumie danych i podejmuje jedynie działania ad-hoc. Bardzo ważna jest odpowiedź na pytanie, czy koszty wprowadzenia strategii BIG DATA przyniosą rzeczywiste korzyści firmie, a przede wszystkim jej klientom? Czy koniecznie musimy korzystać z wszystkich możliwych do pozyskania danych? Czego tak naprawdę chcemy się dowiedzieć? Czy chcemy zwiększyć przychody dzięki pozyskaniu nowych, precyzyjnie zdefiniowanych grup klientów, czy też zwiększyć prawdopodobieństwo spłaty zobowiązań kredytowych lub też lojalność obecnych klientów dzięki poprawie jakości obsługi? Bez precyzyjnych odpowiedzi na te i podobne pytania firma może utonąć w prawdziwej inflacji danych.

Wzrost znaczenia kontekstu, rozumienia danych

Nawet dane mające te samo źródło (szczególnie dotyczy to wypowiedzi na serwisach społecznościowych) mogą znacznie się różnić w zależności od lokalnych uwarunkowań, trendów kulturowych, czy społecznych. Decydujące znaczenie ma tu kontekst – te same słowa, frazy mogą co innego znaczyć w innym czasie, podczas dyskusji na temat przebiegu meczu piłkarskiego, czy też opinii związanych z konkretną książką, czy filmem. Szczególną rolę odgrywają wypowiedzi odnoszące się do emocji. Wiele firm zajmujących się monitoringiem mediów społecznych ogranicza się do automatycznej klasyfikacji dzieląc je na wypowiedzi pozytywne, negatywne, czy neutralne, a przecież istnieje znacznie więcej emocji, a każda może mieć swoje indywidualne natężenie, kierunek, czy w końcu znaczenie.

Moc obliczeniowa i integracja danych

Aby móc wykorzystać w pełni możliwości trendu BIG DATA konieczny jest model ich integracji, czy później także analizy. Często na przeszkodzie stoi moc obliczeniowa komputerów, wykorzystywane oprogramowanie, przyzwyczajenia i firmowa rutyna.

Ograniczenia w pozyskiwaniu danych

Tu na pewno duże znaczenie mają kwestie prawne związane z dostępem do danych. Regulacje pod tym względem są inne w Europie, w Stanach Zjednoczonych, czy w takich krajach, jak Indie, czy Chiny. Podczas gdy w państwach europejskich dostęp do wielu baz danych chronią ustawy związane z ochroną danych osobowych (m.in. ostatni wprowadzony wymóg informowania użytkowników o tym, że strony www zbierają cookies) to w USA, czy w innych częściach świata takich regulacji nie ma. Szacuje się na przykład, że około 75% danych zbieranych przez amerykańskie serwisy internetowe jest potem odsprzedawanych innym firmom.

Ograniczenia mają też charakter biznesowy. Niektóre firmy z racji działania akurat w takiej, a nie innej branży mają naturalny dostęp do pewnego rodzaju danych (np. banki i informacje o aktywności kredytowej), a nie mają do dostępu do innych ich rodzajów (supermarkety i dane o transakcjach).

Konsekwencje trendu BIG DATA

Wzrost znaczenia ochrony prywatności

Największe obawy związane z rozwojem trendu BIG DATA na pewną są związane z ochroną prywatności użytkowników. Powstają różnego rodzaju instytucje, które monitorują i próbują nadzorować niepokojące zjawiska (jak np. międzynarodowa organizacja Privacy International, czy polska fundacja Panoptykon), powstaje też wiele inicjatyw, projektów artystycznych, społecznych, czy nawet produktów chroniących prywatność. Pojawiają się pomysły stworzenia specjalnych programów edukacyjnych związanych z budowaniem świadomości po stronie użytkowników i klientów w zakresie technik i umiejętności związanych z ochroną własnej prywatności. Chociaż nadal wielu użytkowników jest gotowych na rezygnacje z własnej prywatności w zamian za wzrost jakości rozmaitych produktów, czy usług.

Przetasowania w obrębie sektorów rynkowych

Możemy także spodziewać się rosnącej fuzji lub wchodzenia w rozmaitego rodzaju partnerstwa, czy porozumienia. Firmy, które do tej pory działały w różnych, często dalekich od siebie branżach, jak na przykład firmy telekomunikacyjne i banki lub nawet supermarkety będą dążyć do pozyskania dostępnych źródeł danych (dane finansowe i dane o zakupach plus dane dotyczące połączeń i rozmów telefonicznych).

Za rozwojem wdrażania strategii opartej na wykorzystaniu Big Data kryje się zmiana modeli biznesowych na rynku bankowym (odchodzenie od rynku detalicznego w kierunku korporacyjnego, koncentracja na wąskich, bardzo dokładnie wyselekcjonowanych segmentach klientów, od sprzedaży usług bankowych off-line do sprzedaży online i coraz częściej mobile). W związku z tym postępuje przetasowanie struktury zawodowej (badania pokazują, że mimo, iż polski rynek bankowy przeżył ostatnio silną falę zwolnień to jednak była to w mniejszym stopniu redukcja etatów, a bardziej mierze migracja z jednych do innych stanowisk).

Redefinicja i zanik w dotychczasowym kształcie branży badań rynkowych

Zanik branży badań rynku, przynajmniej istniejącej w dotychczasowym kształcie (badania ankietowe, dane deklaratywne), takie profesje, jak badacz rynku, czy ankieter staną się zbędne lub mało istotne.  Coraz więcej danych będzie miało charakter obserwacyjny (dane z kamer), behawioralny (dane na temat naszego poruszania się po sieci, czy w rzeczywistym świecie), tekstowy (dane z wypowiedzi zostawianych przez nas w cyfrowym świecie), neuronalny (dane na temat pracy naszego mózgu), czy w końcu nawet biologiczny (kod genetyczny, dane biometryczne).

Skoro coraz więcej danych będzie zbieranych praktycznie w czasie rzeczywistym i w czasie rzeczywistym będą mogły być analizowane wzrośnie znaczenie umiejętności zawiązanych z analizą danych lub nawet kompetencji programistycznych. Na znaczeniu będą zyskiwać zawody analityka, programisty, językoznawcy, lingwisty, czy specjalisty od neuromarketingu, nie wspominając już o rosnącym znaczeniu fizyków i matematyków.

Powstaną zupełnie nowe rodzaje firm zajmujących się pozyskiwaniem danych na temat konsumentów (firmy analizujące szum na temat marek w sieci, wykorzystujące analizy sieci społecznych, agencje monitoringu przestrzeni publicznej), firm wyspecjalizowanych tylko i wyłącznie w pogłębionych analizach danych, czy dostarczających technologie cloud computing.

Redefinicja modelu konsumenta

Na początku rola konsumenta była znikoma, liczył się produkt, który kierowany był do szerokiej masy odbiorców, później pojawiły się różnego rodzaju podejścia definiowania grup docelowych i modele segmentacji, w końcu na popularności zyskał marketing oparty na relacjach, czy pojęcie prosumenta. Na kanwie rodzącego się trendu big data konsument sprowadzony zostanie do wzorców zachowania i preferencji, roli, jaką odgrywa w sieci społecznej, czy nawet – jak prezentują to dane neuro-marketingu – wiązki impulsów.

Nadchodzi świat, w którym dane rodzą się w każdym ułamku sekundy. Świat, w którym nie będzie już żadnej różnicy między mapą a terytorium.

Na podstawie raportu Grail Research Big Data Just Got Bigger

oraz tekstów na serwisie McKinsey: Making Data Analytics Work

Zobacz także:

Nie masz jeszcze swojego hobby – kup sobie drona i szpieguj sąsiadów

Nowoczesne technologie w służbie badań rynkowych

Co to znaczy wirtualnie – wyłanianie się nowego porządku społecznego

iPhone i etnografia

Wywiad z Dominikiem Batorskim

Chmury, magia i śmierć pecetów

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Kryzys? A może to już normalność?

415-disaster-day-crisis-wallpaper-1920x1200-customity

Jakiś czas temu prowadziłem warsztat na temat prognozowania trendów, który miał otworzyć nową edycję tego kierunku na Viamodzie – Polskiej Szkole Mody i Designu. Przed moim wystąpieniem głos zabrała znana trend watcherka Zuzanna Skalska. Przyznała, że paradoksalnie ma znacznie więcej pracy niż w czasach prosperity – firmy chcą wiedzieć, co robić w trudnych czasach… po chwili jednak dodała jedną uwagę. Jej zdaniem obecnie nie mamy do czynienia, z jakimś tam kryzysem, spowolnieniem gospodarczym, po którym ponownie nastąpi wzrost. To co dziś obserwujemy to koniec pewnego świata, zupełne i bezpowrotne załamanie się starego systemu. Innymi słowy znajdujemy się w czasach przełomu, zawieszenia…

Takie opinie to nie nowość. Zwykle gdy mamy do czynienia z silnym i to jeszcze przedłużającym się kryzysem, warto tu przypomnieć, że obecne, tak silne wyhamowanie gospodarki trwa tak naprawdę z niewielkimi, co prawda przerwami od 2008 roku, próbujemy nie tylko jakoś zrozumieć zaistniałą sytuację, ale też w jakiejś mierze się do niej „mentalnie” przystosować.

Opinie, że to nie tylko przejściowy wypadek przy pracy, ale tak naprawdę koniec pewnej ery, epoki i początek nowej można było spotkać pewnie dużo wcześniej. Przypomnę, że sam w podobnym tonie wypowiadałem się już na tym blogu: Kryzys gospodarczy na świecie – próby zrozumienia.

Zainteresowanie kryzysem rośnie właśnie w czasach samego kryzysu, a wszelkie głosy, czy analizy w czasach wzrostu wskazujące dopiero możliwość nadejścia załamania są lekceważone, czy wręcz wyśmiewane. Kiedy mieliśmy boom na rynku nieruchomości, większość obserwatorów, analityków była przekonanych, że teraz to norma i ceny będą już rosnąć zawsze, a o wychwalanym modelu gospodarczym stymulowanym przez kredyt już nie wspomnę. Widzimy to co chcemy widzieć, nasze decyzje, strategie (jeśli tak naprawdę jakiekolwiek istnieją) są oparte jedynie na pragnieniu tego, co dobre i przyjemne, unikamy „czarnowidztwa” i pesymizmu, bo to przecież jest takie passe. A dziś? Dziś jesteśmy już może i nawet przytłoczeni ową „literaturą przedmiotu” dotyczącą kryzysu, źródeł kryzysu, modeli teoretycznych kryzysu i tak dalej i tak dalej. Jednak dla mnie to rzecz nadal fascynująca, jak realne wydarzenia w istotny sposób modyfikują, zmieniają całe, wielkie ekonomiczne teorie (por. chociażby artykuł, który podsumowuje 21 książek napisanych zarówno przez ekonomistów, jak i dziennikarzy, a będących próbą diagnozy przyczyn obecnego kryzysu:  Reading About the Financial Crisis: A 21-Book Review).

Dla mnie liczy się kontekst, to, jak patrzymy na świat, gdzie i w jaki sposób zdobywamy doświadczenie, jakie mamy wartości. Sztuką jest szukać własnych teorii i opinii zawsze wbrew opinii tłumu. A jakie to jest trudne pokazują wciąż pojawiające się kryzysy. Kryzys to przecież zawsze w dużej mierze skutek reakcji tłumów, zresztą tak samo, jak i hoss). Czyli oprócz ekonomicznych przyczyn w dużej mierze opiera się na zmianie percepcji i właśnie innym kontekście, według którego oceniane są pewne walory, zachowania, podejmowane są decyzje.

Warto zapoznać się z książką socjolog Jadwigi Staniszkis „Antropologia Władzy”. Punktem wyjścia dla autorki jest Traktat Lizboński, który miał stanowić podstawę do wprowadzenia istotnych zmian w strukturze instytucjonalnej, ale też strategii samej Unii. W międzyczasie wybuchł kryzys, który zawiesił wcześniej ponawiane próby diagnozy, a następnie przebudowy europejskiej federacji.

Kryzys zawsze jest wstrząsem, zawieszeniem lub całkowitą zmianą reguł. Ale autorka „Antropologii Władzy” zastanawia się, czy obecny kryzys nie jest próbą dostosowania gospodarki europejskiej do warunków narastającej globalnej konkurencji, zwłaszcza ze strony Chin. W takim ujęciu obecny kryzys to nie chwilowe załamanie, kolejna faza cyklu, ale trening, dyscyplina. Można go potraktować, jako dość bolesne (to pewnie bardzo mało trafne określenie w tym kontekście) zdyscyplinowanie europejskich społeczeństw i stworzenie zupełnie nowego modelu władzy, ale też zarządzania rynkiem pracy (wzrost wydajności przy jednocześnie bardzo istotnym spadku kosztów związanych z zatrudnieniem pracowników, kosztów transakcyjnych, czy kosztów relacji).

Być może zresztą przyjdzie nam żyć w permanentnym kryzysie i uznać go za sytuacje normalną? Procesy globalne tak się bowiem skomplikowały, że ich logika wymaga równoczesnego podejmowania działań sprzecznych. A już to samo w perspektywie naszych dotychczasowych nawyków myślowych stanowi jeden z symptomów kryzysu. Trudno bowiem dostrzec, w ramach naszej dotychczasowej perspektywy poznawczej, odwołującej się do logiki dwuwartościowej (i pozbawionej „ontologizacji czasu” pozwalającej wyrazić i rozwiązać paradoksy), iż wytwarzanie i realizacja zysków w ramach globalnego matriksu wiąże się z równoczesnym włączaniem rynków znajdujących się w odmiennych stadiach (i formach) kapitalizmu. I że w związku z tym ich wewnętrzne standardy, wyznaczające, co uznaje się za „racjonalne”, nieuchronnie wchodzą ze sobą w kolizje. Jeżeli system nerwowy owego matriksu w postaci ponadnarodowych instytucji finansowych, sieci produkcyjnych i handlowych, firm logistycznych i konsultingowych oraz – instytucji rankingowych, nie dostrzeże naturalności owych kolizji (i dalej będzie konceptualizował procesy w sposób zbyt liniowy, próbując wyeliminować wewnętrzne sprzeczności) to – zamiast skutecznie zarządzać złożonością, będzie tylko transmitował i potęgował szok.

Jadwiga Staniszkis, „Antropologia władzy. Między Traktatem Lizbońskim a kryzysem„, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, str. 151.

Czy zatem wchodzimy na zupełnie nowy poziom, gdzie pewne rzeczy do tej pory dla nas dobre znikną, a te rzeczy dość dla nas bolesne staną się normą? Trochę to przerażające, ale jak przyglądam się narastającej spirali zadłużenia niektórych krajów UE to wciąż nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie możliwe aby ten dług kiedykolwiek mogły one spłacić. Pojawia się błędne koło: takie instytucje, jak np. MFW wymagają drastycznych cięć wydatków, jako jeden z warunków udzielenia kolejnych kredytów. Owe cięcia powodują jednak, że gospodarka zwalnia, a to prowadzi do spadku dochodu np. z podatków, co z kolei powoduje wzrost zadłużenia i konieczność ponownej prośby o pomoc.

Polecam również

Koniec obsesyjnej konsumpcji i nadejście ery nowego konsumenta

Każda epoka ma swoje słowa

Strach przed nieznanym

Obrazek za www.customity.com

Otagowane , , , , , ,

Polskie dwie wizje państwa i świata – to samo pragnienie władzy

dwa pingwiny

W Polsce mamy nie tyle dwa przeciwstawne wobec siebie „obozy”, które w mniejszym lub większym stopniu próbują reprezentować osobne grupy społeczne. Mamy też dwa porządki, strategie myślenia o polityce i państwie.

Porządek, który reprezentuje „obóz” związany z PO odwołuje się do „gołych”, czy też czysto technicznych instytucji funkcjonujących w ramach abstrakcyjnego prawa. Obóz związany z PiS i ugrupowaniami, które określają siebie, jako patriotów, czy też „narodowców” odwołuje się do porządku „naturalnego”, który budowany jest w oparciu o instytucje „ubrane” w resentyment i uczuciowość. Odwołuje się do „historii” i ceni „ciągłość tradycji”.

Konflikt pomiędzy tymi dwoma obozami oprócz wielu innych kwestii polega też na tym, że pierwszy obóz próbuje narzucić i jednocześnie spacyfikować drugi obóz uznając swój „porządek” za jedynie słuszny. Drugi obóz natomiast zaciekle broni się przed tym atakiem uznając porządek reprezentowany przez pierwszy obóz, jako zupełnie jemu obcy, a przez to nawet i wrogi. Mamy zatem do czynienia z konfliktem iście egzystencjalnym. Oba obozy, chociaż mogą posługiwać się podobnymi, czy wręcz takimi samymi słowami, czy pojęciami jednak znaczenia, jakie im przypisują są kompletnie do siebie nie przystające, odległe i obce.

Mamy dwa języki próbujące opisać i wyjaśnić naszą polską (ale pewnie nie tylko) rzeczywistość. Używając konkretnego języka możemy próbować go przetłumaczyć na inny. W przypadku opisywanych obozów używane przez nie języki są praktycznie nie tylko nie zrozumiałe i obce względem siebie, ale też nieprzetłumaczalne.

To co łączy te dwa obozy to silne pragnienie władzy, rozbudowa biurokracji, chęć kontroli oraz nadzoru nad obywatelami. Paradoksalnie oba środowiska nie są przygotowane do sprawnego zarządzania, tworzenia strategii i jej realizacji. Pierwszy z obozów nie jest w stanie opanować narzędzi w ramach cenionego przez siebie porządku, tak samo drugi nie umie skutecznie wykorzystać tworzonych przez siebie „gorących” instytucji.  W dłuższym okresie prowadzi to do zawłaszczenia instytucji państwa, gdzie jedynym nadrzędnym celem jest sprawowanie władzy dla niej samej, a nie dla konkretnych, wymiernych celów.

Obrazek ze strony rockglamprincess.blogspot.com  (modyfikacja: Trend Scout)

Zobacz także:

Katastrofa w Smoleńsku − ofiara czy punkt bifurkacji?

Przypadek kataryny – konflikt dwóch kultur?

Teoria trzech kręgów – zmiany Unii Europejskiej

Obecnie Unia Europejska coraz bardziej oddala się od swoich ideałów. Najbardziej widoczne zmiany zaczęły mieć miejsce w momencie wybuchu kryzysu gospodarczego na przełomie 2007 i 2008 roku. Co prawda były widoczne wcześniej, ale to dziś ich konsekwencje powoli prowadzą do zupełnej przebudowy europejskiej wspólnoty.

Unia nie przypomina już tej, do której dążono na samym początku jej istnienia. Różni się też od tej, która w jakimś stopniu funkcjonowała w latach 90-tych, czy na początku XXI wieku.

Projekt Unii zakładał, z jednej strony zrównoważony rozwój wszystkich państw członkowskich, a z drugiej działanie na zasadzie wspólnoty i pomoc silniejszych państw państwom słabszym. Obecnie jest to organizacja, w której coraz widoczniej rysują się różnice w poziomie rozwoju, naturze i zakresie problemów, a na pewno, co raz wyraźniej sprzecznych interesów poszczególnych państw.

Paradoksalnie problemy zaczęły się w momencie przyjęcia wspólnej waluty. Uwidocznił się wówczas rosnący dystans pomiędzy bogatymi krajami północy, jak Niemcy, Holandia, czy Luksemburg lub Norwegia, a krajami południa, jak Hiszpania, Portugalia, czy Grecja.

Wbrew powszechnej opinii, że przyjęcie wspólnej waluty okazało się być dodatkowym bodźcem wzrostu szczególnie dla słabiej rozwiniętych państw, dostępne dane wskazują na coś innego. Wiele państw odczuło nawet spadek swojego PKB, tak było na przykład w Hiszpanii, we Włoszech, czy Francji, a w Portugalii PKB był nawet ujemny, spadły inwestycje i w niektórych krajach w niewielkim stopniu wzrosła także inflacja. Poziom bezrobocia praktycznie się nie zmienił.

To, co się rzeczywiście stało to niejako „sprasowanie” dynamik rozwoju. Kraje, które przed przyjęciem euro notowały dość wysoki wzrost produktu krajowego brutto (co prawda nie był on stabilny) zrównały swoje tempo rozwoju wobec krajów bardziej rozwiniętych, w których PKB rośnie zazwyczaj jedynie 1-2% rocznie. Taka na przykład Hiszpania przed wprowadzeniem euro rozwijała się nawet w tempie 4-5% rocznie, po przyjęciu euro PKB tego kraju zaczął rosnąć już dużo wolniej, bo 2-3% rocznie. W niektórych krajach, jak na przykład Francja, spadek był jeszcze większy, bo spadł z 3% do 1-1,5%, czy Holandia, w której PKB zjechał z poziomu 4% do 1,5%.

Jednak kiedy wybuchł kryzys widoczne już wcześniej różnice w poziomie rozwoju poszczególnych państw, a przez to konsekwencje przyjęcia wspólnej waluty praktycznie podzieliły Europę na zupełnie osobne kręgi. Podział ten mimo, że mocno skrywany już dużo wcześniej – pod dyskursem poprawności politycznej – ukazał prawdziwe oblicze UE, która tak naprawdę nigdy nie była jednolitym organizmem. Niektórzy mówią o Europie dwóch prędkości (kraje północy skoncentrowane wokół Niemiec vs. kraje południa), ale nie jest to pełna prawda. Możemy wyróżnić kilka różniących się między sobą grup państw. Nazywam je tu wykorzystując pewną metaforę – trzema kręgami. (dystrykty)

Pierwszy krąg, nazwijmy go tu Centrum lub Core Unii Europejskiej to przede wszystkim Niemcy i ich niemieckojęzyczni sąsiedzi lub kraje posiadające dość podobną kulturę (kraje protestanckie), czyli Holandia, Luksemburg, Austria, czy w jakiejś mierze też Norwegia. Oprócz Norwegii wszystkie te państwa przyjęły w 2002 roku wspólną walutę. Grupa ta charakteryzuje się niskim, bo będącym na poziomie poniżej 5% poziomem bezrobocia i dość wysokim, jak na czasy kryzysu wzrostem PKB, bo w granicach od 1,5% do 2,5%.  Niemcy i Holandia to także prawdziwe potęgi eksportowe (dynamika ich eksportu zaczęła wyraźnie rosnąć po przyjęciu euro).

Drugi krąg – nazywam go Semi-peryferia – składa się z Belgii, Danii, Wielkiej Brytanii, Finlandii, Szwecji, Czech w części też Francji i Włoch (tym ostatnim coraz bardziej grozi spadek do niższego kręgu). Kraje te charakteryzują się już znacznie wyższym poziomem bezrobocia od 7% do 12%, ich wzrost gospodarczy waha się od 0,5% do 2%.

Trzeci krąg to kraje z grupy tzw. PIGS, czyli Portugalia, Irlandia, Grecja i Hiszpania, ale też w jakimś zakresie na pewno kraje Europy Środkowo-Wschodniej i kraje nadbałtyckie. Jest jeszcze Słowenia. Grupa ta najdotkliwiej odczuła kryzys, bezrobocie jest tu na poziomie od 13% do 26%,  są to kraje, które borykają się już z prawdziwą recesją, narastającym długiem publicznym przekraczającym 100% PKB (Grecja ma dług publiczny sięgający już 170% PKB) i deficytem budżetowym sięgającym nawet 10% PKB.

W obu ostatnich kręgach obserwujemy nie tylko wysokie bezrobocie, ale też jego wzrost w przeciwieństwie do Centrum, gdzie bezrobocie w przeciągu ostatnich kilku lat wyraźnie spadało ( w takich Niemczech bezrobocie spadło z 11,5% w 2005 roku do 5,3% w 2013 (styczeń).

bezrobocie_ver1

Trzy kręgi Unii Europejskiej – poziom bezrobocia, dane Eurostat 2012.

Rozwiązania problemów „poszkodowanej kryzysem części Europy” szuka się we zwiększonej centralizacji i dyscyplinie budżetowej. Co prawda wprowadzono euro, jako wspólną walutę, a nawet bank centralny, ale nie wprowadzono wspólnej polityki fiskalnej. Miało to powodować brak kontroli nad dyscypliną budżetową, szczególnie krajów południa, a przez to gigantyczny wzrost zadłużenia.

Jednak tak naprawdę nie tu kryje się problem. Główna przyczyna tkwi w zbyt dużych różnicach kulturowych między osobnymi segmentami Unii. Różnice dotyczą bardzo szerokiego zakresu spraw, od stylu podejmowania decyzji, definiowania autorytetu, zarządzania czasem, aspiracji, czy kultury pracy do sposobów nauczania, zdobywania wiedzy i wychowania. Inaczej traktowany jest pieniądz, inaczej też podchodzi się do kredytu i kwestii oszczędzania. Jakie konsekwencje mogą rodzić te różnice podczas  „odgórnie” przyjętego i realizowanego modelu polityki gospodarczej można zobaczyć na przykładzie np. Bułgarii, która od dłuższego już czasu próbowała wzorować się na modelu niemieckim.

Moment wprowadzenia euro był momentem przełomowym. Karty zostały odkryte. Kraje do tej pory marginalizowane zapragnęły szybko zmodernizować swoje gospodarki. Nie posiadając przy tym wystarczających zasobów finansowych oparły stymulacje gospodarki na kredycie.

Z jednej strony, główne instytucje Unii obecnie starają się zwiększyć kontrolę nad rozbieżnościami poszczególnych państw. Wchodzą w rolę policjanta mając nadzieję, że dzięki temu uzyskają większą sterowność w przyszłości (pakt fiskalny). Jednak z drugiej strony kraje peryferyjne tracą kontrolę nad własnym zadłużeniem, bo decyzje dotyczące ich polityki fiskalnej zaczynają być podejmowane gdzie indziej.

W najbardziej dramatycznej sytuacji znajdują się osoby młode. Poniżej prezentuje dane zmian w poziomie bezrobocia wśród młodzieży w wybranych krajach Unii. Oprócz tego, że i tu widać bardzo wyraźnie różnicę pomiędzy np. krajami z „Centrum” (Niemcy, czy Austria), a krajami peryferii (jak Hiszpania, czy Portugalia) to wstrząsający jest poziom bezrobocia w krajach peryferyjnych, w takiej Hiszpanii, czy Portugalii nie ma pracy już ponad 55% ludzi w wieku poniżej 25 lat. Można oczywiście się spierać, że jest to grupa wiekowa, która jeszcze w jakimś zakresie się uczy lub studiuje, ale poniższe dane na pewno wskazują na potencjalne problemy, z jakimi ci młodzi ludzie zetkną się lub już stykają się chcąc wejść na rynek pracy.

in-spain-the-epicenter-of-europes-youth-unemployment-crisis-the-rate-has-soared-to-556

spain-is-second-only-to-greece-where-576-of-those-under-25-are-unemployed

portugals-youth-unemployment-rate-has-followed-a-similar-pattern-but-edged-down-slightly-in-december-to-383

finally-there-is-germany-which-doesnt-really-have-a-youth-unemployment-problem-only-80-of-those-under-25-are-jobless

źródło danych: Eurostat, wykresy pochodzą ze strony Businessinsider, por. artykuł Europe’s Youth Unemployment Nightmare In 18 Charts

Zob. więcej:

European economy guide

Rezygnacja z niezależnej polityki pieniężnej może dużo kosztować

 

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: