Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Otagowane , , , , , , , , , , ,

!3 listopad 2015 – Zamach terrorystyczny w Paryżu

paris_13_11_2015_1_newsweekzdjęcia osób, które zginęły w zamachu terrorystycznym w Paryżu, 13 listopa 2015 r., źródło newsweek.pl

Kolejna odsłona owego niezrównoważenia. W Paryżu w wyniku zamachu terrorystycznego zginęło ponad 100 osób, a ok. 300 jest rannych, w tym znaczna część znajduje się w stanie ciężkim. Zginęli zamordowani podczas spotkania, rozmowy z ukochaną/ukochanym/przyjacielem/znajomymi, przypadkowej obecności na ulicy, spaceru, uczestniczenia w koncercie. Dzień wcześniej w podobnym zamachu, do którego doszło w Bejrucie zginęło ponad 200 osób. Do obu zamachów przyznało się tzw. państwo islamskie.

Podczas zarejestrowanych przez dziennikarzy rozmów z mieszkańcami Paryża niedługo po tych tragicznych wydarzeniach dało się odczuć jedno powtarzające się wciąż i dominujące wrażenie: przypadkowości. Tak naprawdę na kilka godzin władzę straciły kontrolę nad miastem. Określony ład, a przynajmniej wrażenie „ładu” tego, że wszystko może się toczyć tak, jak do tej pory się toczyło zostało utracone. Pytanie: czy zostało utracone na jakiś czas, czy już raz na zawsze?

Reakcje mogą być różne. Od uczucia odwetu, potrzeby zaprowadzenia jakiejś formy reżimu policyjnego do wycofania się podszytego paraliżującym lękiem. I rzeczywiście takie reakcje wśród społeczeństwa francuskiego, ale nie tylko francuskiego miały miejsce. Paryż opustoszał, kafejki, kluby, bistra świeciły pustkami, jakby to nie był Paryż, a opustoszałe, wymarłe miasto. Jednocześnie przedstawiciele władz Francji wydały rozkaz rozpoczęcia zmasowanych ataków bombowych kluczowych ośrodków państwa islamskiego. Niedługo potem w Polsce na wrocławskim rynku przedstawiciele skrajnej prawicy palą kukłę przypominającą postać Żyda.

Kolejny etap owej eskalacji. Trudno nie ulec kolejnemu wrażeniu, że dotychczas takie optymistyczne przekonanie o możliwym istnieniu otwartego i praktycznie bezkonfliktowego społeczeństwa konsumpcyjnego rozsypało się, jak domek z kart. Chociaż już wcześniej taką wątpliwość zasiał zamach na wieże World Trade Center, 11 września 2001 roku, a potem wybuch kryzysu finansowego w 2008 roku.

Historia z pewnością nie jest z góry zdeterminowana, ale trudno uciec od myśli, że mamy do czynienia z pewnym już od jakiegoś czasu rozwijającym się procesem o dość wyraźnym kierunku. Następuje powolne odchodzenie od modelu gospodarki liberalnej i państwa demokracji parlamentarnej. Nie chodzi o to, że przestaje on funkcjonować, ile przestaje być atrakcyjny dla coraz większej liczby mieszkańców państw Zachodu.

Zatem, czy i jak można wyjaśnić dotychczasowy przebieg wypadków?

– zamachy organizowane przez radyklany islam to kolejna (obok skrajnej prawicy) odsłona współczesnego konfliktu społecznego (a może nawet klasowego).

– to kolejny etap owej wojny cywilizacji, o której pisał Samuel Huntington: islam kontra chrześcijaństwo. Ta akurat teoria, co pewnie nie powinno dziwić, szczególnie mocno podgrzewana jest przez prawicę.

– spisek – może nie tyle jakaś konkretna grupa trzymająca władzę, ile zakulisowe gry służb specjalnych, czy nawet samych rządów głównych mocarstw o strefy wpływów, czy dostęp do surowców (ropa naftowa, ale też surowce wykorzystywane przez nowoczesne technologie). Chodzi tu także o lokalne mocarstwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, czy Izrael. Taki niejednoznaczny obraz sprawy potwierdzałby w jakimś stopniu wywiad z emerytowanym szefem DIA (Defense Inteligence Agency, czyli Obronna Agencja Wywiadowcza Stanów Zjednoczonych) Michael’em Flynn’em (por. również wywiad z nim zamieszczony na stronach anglojęzycznej wersji serwisu Spiegiel). 

– rozpad dominującej dotychczas narracji „nowoczesności” opartej na wolnorynkowej konkurencji i demokratycznym państwie, czy wierze w pozytywne skutki globalizacji.

A może wszystko po trochu?

Interesy można rozgrywać w oparciu o emocjonalnie uwarunkowane symbole. Nie należy też zapominać o wyczerpujących się źródłach ropy przynajmniej takich, które związane są ze stosunkowo niskimi kosztami wydobycia albo jednocześnie z oporem wobec nowych źródeł energii. Gra tak naprawdę na dobre się rozpoczyna.

Otagowane , , ,

Eskalacja imigracji i zamykanie granic

446497-mur-oddzielajacy-zachodni-brzegDaleko nam do stanu bezruchu, zawieszenia, biernego trwania z dnia na dzień, chociaż takie doświadczenie jest nadal bliskie wielu mieszkańcom różnych regionów na świecie. Jednak do niedawna dynamiczny, nieokiełzany niczym ruch, przemieszczanie się, migracje z jednego kraju do drugiego, z jednego regionu do drugiego zaczyna być reglamentowany.

Z jednej strony, eksplozja imigracji, z drugiej strony zamykanie granic. Kolejny symptom niezrównoważenia. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że wielu obserwatorów, polityków, ba zwykłych mieszkańców starego kontynentu nie dostrzega lub nie chce dostrzec, że sytuacja, w której żyli w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ulega wyczerpaniu. Globalizacja rozpaliła nadzieje, jednak nikt nie skalkulował kosztów, jakie ze sobą może przynieść.

Wielka Brytania, Australia w różnym zakresie uszczelniają granice, także w innych krajach Europy Zachodniej podejmuje się próby wprowadzenia rozmaitych form ograniczenia imigracji. Węgry rozpoczęły budowę ogrodzenia o wysokości prawie czterech metrów, którego celem jest zatrzymanie rosnącego napływu nielegalnych imigrantów.

Czyli spełnia się to, o czym pisałem na początku 2014 roku. Nawet w przypadku niekorzystnych trendów demograficznych, z którymi zmaga się wiele krajów wysokorozwiniętych, kurczące się zasoby, czy obawa przed islamskim terroryzmem przyczyniają się do podjęcia zdecydowanych kroków w celu ograniczania napływu najczęściej młodych imigrantów.

Ale ów proces nie rozpoczął się teraz. Problem narastał, chociaż nikt nie chciał go dostrzec. Napływ imigrantów do krajów Europy Zachodniej odbywał się przecież od wielu lat. Można tu widzieć zwykłą chęć polepszenia swojego losu ze strony mieszkańców znacznie biedniejszych krajów niż Europa Zachodnia, ale to z pewnością nie jedyna z przyczyn. Imigranci przybywają z krajów, w których struktury państwowe w większości wypadków są pozorne, często trwa w nich wojna domowa, której najczęściej kontekstem jest walką o surowce eksportowane właśnie do krajów wysokorozwiniętych. Proces ten pogłębiła z pewnością wolny przepływ kapitału, idei, ale przede wszystkim obrazów i wyobrażeń Europy, jako prawdziwego raju na Ziemi.

Obecna eskalacja imigracji jest tylko kolejnym etapem tego procesu. Obok państw czarnej Afryki, które w wielu wypadkach targane są wojną domową pojawiły się nowe państwa widma, w których również toczy się wojna, szerzy się terror, akty przemocy są na porządku dziennym. Syria, Irak, czy Libia to przecież nie tak dawno państwa, które stanowiły dla wielu decydentów z Zachodu wzorzec stabilności. Nieważne, że rządzone były w sposób autorytarny i z przestrzeganiem praw człowieka niewiele miały wspólnego. Mimo to władza była zdolna do sprawowania kontroli nad danym terytorium. Jednak na miejsce upadłych reżimów nie zawitała demokracja, jak niektórzy mieli nadzieje, ale chaos i przemoc. W końcu pojawiają się nowe twory, jak Państwo Islamskie.

Wszystko to przypomina węża, który zjada własny ogon. Europa faworyzowała do nie dawna istniejące reżimy. Poszukiwanie i wydobywanie surowców, tania siła robocza na miejscu, ale też kontrolowana emigracja, zapewniały profity. Ale teraz sytuacja wymknęła się z pod kontroli. Na miejscu nie ma już rządów, które są w stanie zapewnić stabilizację. Kontrolowany napływ imigrantów przemienił się w masową Wędrówkę Ludów.

Dezintegracja i dezorientacja – te słowa chyba najlepiej opisują obecną sytuację. Dezintegracja Unii Europejskiej, bo zdolność do wspólnego rozwiązywania problemów staje się coraz bardziej pozorna, w rzeczywistości mamy do czynienia z luźną federacją skłóconych ze sobą państw, które dbają głównie o swoje partykularne interesy. Jednocześnie dezintegracja ma miejsce w obszarze krajów, z których przybywają imigranci, a które do tej pory – można chyba tak powiedzieć – stanowiły dość stabilne państwa o post-kolonialnym charakterze wobec państw europejskich. Dezorientacja ponieważ obecni decydenci w kluczowych państwach UE nie potrafią znaleźć rozwiązania problemu uchodźców/imigrantów, a wydaje się, że problem będzie wciąż tylko narastał. Ostatnie wydarzenia można także potraktować, jako jeszcze kolejny test sprawności instytucji Unii Europejskiej (wcześniej była to Grecja), który wypada gorzej niż blado.

Otagowane , , , , ,

Wielkie niezrównoważenie

78942CDF-E7A2-478D-8001-C6B9BCD09DB3_cx0_cy1_cw0_mw1024_mh1024_s

Oddziały „Boko Haram”, skrajnie fundamentalistycznych wyznawców islamu, dokonujących ataków także na ludność cywilną w północnej Nigerii.

Czy tak wygląda współczesny świat? Nieustanie walczące peryferia i centra zafascynowane nowymi technologiami?

To, co zwykle widzimy to zaledwie kilka centrów technologicznych, których rozwój przyśpiesza, z drugiej strony wiele krajów ocierających się o świat duchów i widm, w których rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość.

Czy w ogóle jest sens odróżniać chwilę obecną od tego, co dopiero nadejdzie? Szczególnie, jeśli patrzymy na przyszłość w kontekście nieustającego postępu, zresztą obojętnie, jak traktowanego, czy w sensie technologicznym, społecznym, moralnym itd. Zgoda, mamy modę na prognozowanie trendów, która tak powoli staje się – można rzec – swoistym workiem najrozmaitszych pojęć-wytrychów – i może poza nielicznymi osobami, które wiedzą o czym mówią nic z tego nie wynika, szczególnie w naszym kraju lub w regionie krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przynajmniej, na razie!

Mamy bardziej do czynienia jedynie z pewną tęsknotą – tęsknotą za nadejściem idealnego świata. Tak, jak kiedyś ludzie wspominali Złoty Wiek – wspaniałe czasy, które dawno minęły, tak teraz tworzą rozmaite opowieści na temat przyszłości. Ale jej przedsmak tak naprawdę może poczuć kilka zaledwie krajów, a coraz więcej stara się, jak tylko może jej umknąć lub ją zatrzymać. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Skrajni fundamentaliści nie robią nic innego, jak wykorzystują starą marketingową zasadę „wyróżnij się lub zgiń„. W ich wykonaniu ta zasada powinna brzmieć raczej „wyróżnij się i zgiń„.

Jeśli Zachód ceni „otwartość”, ale mimo to – nie ukrywajmy – również dokonuje ekspansji kulturowej na inne obszary świata to islam przyjmuję postawę odwrotną, a jego strategią jest obrona swojej kultury przez zmasowany atak.

Można przypuszczać, że im bardziej Zachód będzie podtrzymywał swoją „otwartość” i próbował ją eksportować na inne obszary świata tym ataki islamistów będą narastać.

A gdyby tak uznać, że przyszłość dzieje się teraz, w tej właśnie chwili? Można przytoczyć kilka z brzegu opisów pochodzących z literatury science-fiction i porównać je z tym, co obecnie dzieje się w różnych częściach świata. Zobaczymy wówczas, że ten świat opisywany w książkach jest coraz bardziej niepokojąco zgodny z tym, co dzieje się obecnie. Przyszłość już tu jest. Nieważne o czym będziemy myśleć. Nieważne, jakie możliwe wynalazki sobie wyobrazimy – one już tu są albo zaraz powstaną.

z6572966O

Zdjęcie z filmu „Łowca Androidów”

W takim kontekście prognozowanie przyszłości nie miałoby polegać na próbie wyobrażenia sobie tego, co dopiero „nadejdzie”, a raczej na diagnozie i starannej analizie tego, co dzieje się „teraz”. Ale oczywiście to za mało. Należałoby dokonać porównania wszelkich, z pozoru sprzecznych wobec siebie tendencji i zjawisk, jak np. otwarte społeczeństwa Zachodu, centra innowacji w wybranych miejscach na świecie versus miejsca oporu, sprzeciwu wobec ekspansji kultury Zachodniej, czy też strategii polegających na „odcięciu” się od nowych technologii, czy nawet od powszechnych urządzeń (telefon, samochód, elektryczność). To na styku tego typu napięć tworzy się przyszłość i kierunek rozwoju ludzkich społeczności.

Literary Saturday: Science Fiction is a Genre That Everyone Should Read

The Evolution of Islamic Extremism

Otagowane , , , , , ,

Prognozowanie przyszłości – listy i historie przypadków

Prognozowanie przyszłości zwykle odbywa się za pomocą kilku metod.

Można przyglądać się wykresom, które pokazują długie kilku, a nawet kilkudziesięcioletnie trendy oparte na systematycznym gromadzeniu danych.

Drugie podejście to planowanie scenariuszowe. Tu nie tyle ważne są dane ilościowe, ile próba dokonania syntezy, zebrania w dość spójną całość wielu zgromadzonych tendencji, obserwacji, zjawisk.

W końcu najprostszym sposobem, którą stosują popularne serwisy od trendów to listy i zestawienia rozmaitych historii, zdarzeń, innowacyjnych produktów, nietypowych budynków i hoteli, mebli, czy ubrań.

Każdego dnia mamy wszyscy z tym do czynienia. Dla niektórych to codzienny rytuał, który daje poczucie, że jest się w stanie zrozumieć świat, ludzi, jest się „na bieżąco” z nowinkami. Dlatego słuchamy wiadomości, czytamy newsy, zbieramy „perełki”, plotki aby potem przy nadarzającej się okazji podzielić się znajomymi przy piwie.

Piszę to wcale nie z myślą aby takie podejście dewaluować, ile bardziej pokazać odwieczną potrzebę rozumienia świata, w którym żyjemy, działamy. Jest to nam potrzebne nie tylko po to aby móc rozmawiać, dzielić się z innymi wszystkim tym, co wiemy, ale jaki mamy obrać kierunek (albo możemy to zrobić), coś zaplanować, tak aby móc poczuć się bezpiecznie, móc przewidzieć, co się stanie za dzień, dwa dni, a może nawet za miesiąc.

Tylko teraz mamy do czynienia z czymś zgoła odmiennym. Zmiany następują coraz szybciej i nasze planowanie w zakresie tygodnia, miesiąca przestaje wystarczać. Potrzebujemy spojrzeć dalej w przyszłość, znacznie dalej.

W internecie , zresztą nie tylko tam, pojawia się coraz więcej zestawień, tablic, diagramów, które pokazują jak może wyglądać przyszłość w perspektywie 20-tu, 30-tu, a nawet 100-tu lat. Czyż samo w sobie to zjawisko nie jest zastanawiające i fascynujące?

Oto jedna z takich tablic (infografik) pokazująca, co może czekać nas w ciągu kolejnych 50-ciu lat.

BBC FUTURE_non-editable-flat

Mamy tu kilkanaście prognoz, co się może wydarzyć w takich obszarach, jak technologia, polityka, społeczeństwo… co rzuca się w oczy to, że „obserwacji” dotyczących zmian społecznych jest najmniej. Autorzy tego zestawienia najmocniej koncentrują się na zmianach w obrębie technologii…

Takie zestawienia ilustrujące poszczególne wynalazki i nowinki technologiczne to swoiste instrukcje obsługi albo plany przyszłości prezentujące zanik różnic między ludzkim ciałem, a maszyną, czy programem. Sztuczne oczy, narządy, modelowanie pracy mózgu, czy nowe technologie implantów, które można będzie wszczepiać do ludzkiego mózgu po to aby nim manipulować albo też doskonalić (pewnie osobne rozwiązania dla elit i mas).

Pozwala to przyzwyczaić się do szybkości zmian i oswoić nowe technologie. Ale nadchodząca przyszłość przedstawiana jest tu w taki sposób, jakby miała się pojawić nagle i znienacka i tak samo szybko zmienić nasze codzienne doświadczenie.

Rzadziej można spotkać scenariusze prezentujące konsekwencje nadchodzących zmian, czyli jak te wszystkie wynalazki będą wpływać na życie społeczne, czy wręcz relacje między-ludzkie w mikroskali. A przecież taki wpływ nie zawsze pojawia się w sposób nagły, często do końca nie wiemy, jak określona technologia wpłynie na pozostałe dziedziny życia. A nawet jeśli, czy zawsze będzie to wpływ przebiegający w zakładanym przez nas kierunku?

Takie zestawienia zakładają również jednolity, całościowy rozwój wypadków w czasie. Wygląda to tak, jakby rozwój miał dotyczyć wszystkich w równym stopniu. Technologia ma zmienić bez wyjątku każdy region, każdą społeczność. A to nie koniecznie musi być prawdą. Dynamiczny rozwój technologii może oznaczać, że niektóre regiony, grupy społeczne nie będą w stanie nadążyć, bądź też nie będą chciały uczestniczyć w tym biegu ku nowym technologiom. Może to tworzyć szereg rozmaitych i sprzecznych ze sobą tendencji rozwojowych skutkujących na przykład tym, że pewne regiony będą ciążyć nie tyle do przyszłości, ale wręcz do przeszłości.

 

Otagowane , ,

Trudno o tym nie napisać. Co się stanie z Ukrainą?

00s

Wydarzenia na Ukrainie pokazały, że czasy zimnej, bezwzględnej polityki opartej na ochronie własnych strategicznych interesów wcale nie przeszły do historii. Historia się nie skończyła, jak twierdził Francis Fukuyama. Właśnie jesteśmy w samym jej środku. A przekonanie, że dzisiaj wojna w Europie nie jest możliwa okazało się złudzeniem.

Autorzy raportu „Świat w 2025. Scenariusze Narodowej Rady Wywiadu USA„, który ukazał się w 2009 roku, co prawda bardziej obawiali się konfliktów mających miejsce na Bliskim Wschodzie, czy w Azji Centralnej jednak również w Rosji widzieli zagrożenie. Byli zdania, że kraj ten wykorzystując kontrolę nad surowcami energetycznymi, jako środka nacisku i manipulacji może w pewnym momencie sięgnąć także po środki militarne.

Prawdziwej wojny jeszcze nie ma. Ale toczy się inna wojna – informacyjna. Rośnie napięcie i niepewność, zawirowania na rynkach finansowych. Stan bifurkacji, w którym nawet najbardziej banalny gest, drobny ruch, lokalny i z początku mało widoczny konflikt może uruchomić lawinę. Doczekaliśmy się bolesnej odsłony zadającej kłam dotychczas ustalonym regułom i przekonaniom, nie tyle na poziomie działań, ale przede wszystkim na poziomie wyobraźni. Oto nasze wyobrażenia o dotychczasowych regułach, porządku stały się iluzoryczne.

Na razie trwa nieustająca gra wykierowana w stronę naszej wyobraźni, mająca na celu urobienie, ukształtowanie naszych emocji i postaw, czy to pro-ukraińskich, pro-europejskich, czy w końcu pro-rosyjskich. Każda klisza, historia tworzona jest przez określone agendy i centra informacyjne. Mamy do czynienia z przedstawieniem, które rozpoczyna się z wolna, aby potem szybko przejść w stan wzmożonego napięcia, by ponownie rozpłynąć się w morzu innych informacji. Każdy taki ruch, każda zmiana i forma informacji tworzy osobny stan emocjonalny skutkujący oczywiście fluktuacjami na rynkach finansowych, a czasem nawet jest przez nie wyprzedzana.

Jedno jest pewne i bardzo już wyraźne. Dotychczasowe wydarzenia na Ukrainie, a potem spotęgowane działania Rosji wymierzone w ochronę swojej strefy wpływów nie tyle wzbudziły niepokój, ile zdziwienie i totalne zaskoczenie u wielu obserwatorów, polityków, czy intelektualistów, którzy przez długi czas nie mogli dojść po tych wydarzeniach do siebie i odnaleźć się jakby w zupełnie dla nich „nowym świecie”.

Nie było dnia, w którym nie pojawiały się zupełnie nowe i często sprzeczne interpretacje najpierw ukraińskich wydarzeń, a potem akcji para-militarnej Rosji. Odwoływano się do tradycji, historii, zasobów kulturowych, próbowano zrozumieć społeczeństwo ukraińskie dzieląc je na rozmaite, często zupełnie nie istniejące w rzeczywistości segmenty. Porównywano obecne wydarzenia do konferencji w Monachium, nowej Wiosny Ludów, emancypacji ukraińskiego społeczeństwa, czy wieszczono narodziny prawdziwej demokracji na Ukrainie.

A tak naprawdę to nowe rozdanie kart w polityce międzynarodowej. Rosja, jak dotąd nie zrezygnowała i pewnie jeszcze długo nie zrezygnuje ze swojej polityki imperialnej. Ukraina to integralna część jej sfery wpływów. Pytanie, czy też Polska nie będzie kolejnym elementem jej układanki? A może już nim jest?

Na pewno czasy imperiów się nie skończyły. Zaczyna się jedynie kolejny etap w ich historii. Spróbujmy sobie wyobrazić, jakie scenariusze wydarzeń mogą rozegrać się w najbliższej przyszłości na terenie i w najbliższym sąsiedztwie Ukrainy.

Strategia „wczesnej Katarzyny”

Warto sobie przy tej okazji przypomnieć politykę ekspansji Rosji pod koniec XVIII wieku. Dominowały wówczas dwa podejścia. Pierwsze reprezentowane przez ugrupowanie militarystyczne, zakładające militarną inwazję i natychmiastowe wchłonięcie w skład imperium danego kraju, drugie zaś reprezentowane przez Panina – głównego doradcę Carycy Katarzyny w sprawach zagranicznych, który był zwolennikiem bardziej zakonspirowanych reguł gry, która polegała, m.in. na rozbrojeniu rywala obietnicami zapewnienia mu ochrony: „ofiara nie była łapczywie pożerana, lecz zjadana powoli i spokojnie – kawałek po kawałku” (por. Norman Davis „Boże Igrzysko. Historia Polski”, wydawnictwo Znak, Kraków 1991, ss. 673-674). W początkowym okresie panowania Katarzyna była zwolenniczką właśnie tego drugiego podejścia.

Właśnie takie podejście zakładam w tym scenariuszu. Rosja bardziej straszy niż prowadzi do rzeczywistego konfliktu o charakterze militarnym. Krym niby uzyskuje autonomię, ale de facto staje się integralną częścią Rosji (taką strategię Rosja już stosowała w innych częściach swojego imperium). Pozostała część Ukrainy, szczególnie ta wschodnia i południowa zaczyna być silnie penetrowana przez rosyjskie służby specjalne. Celem Putina jest utrzymanie politycznej niestabilności i silnej zależności Ukrainy wobec Rosji (przez reglamentacje dostępu do jej surowców). W konsekwencji tak prowadzonych działań powstaje kolejny rząd na Ukrainie zupełnie uzależniony od Moskwy.

Strategia „nadgryzionego jabłka”.

Prócz przyłączenia Krymu Rosja prowadzi do przejęcia rzeczywistej kontroli nad wschodnimi i południowymi częściami Ukrainy. Dokonuje tego albo przez inwazje militarną albo też przygraniczne konflikty i prowokacje. Stosuje przy tym ten sam zabieg propagandowy, co w przypadku Krymu argumentując konieczność interwencji zbrojnej ochroną mniejszości rosyjskiej zamieszkującą ów terytoria. Kolejnym etapem jest przejęcie kontroli nad zachodnią częścią Ukrainy wykorzystując zależności gospodarcze wśród oligarchów ukraińskich (łapówki, korupcja, szantaż) bądź i jednocześnie własną sieć agentów. Równolegle prowadzi działania destabilizujące, prowokuje zamieszki i niepokoje społeczne wykorzystując pogarszającą się sytuację gospodarczą Ukrainy.

Co robi Zachód?

Zachód jak zwykle głośno „krzyczy”, zwołuje konferencje, sympozja, debaty, ale w konsekwencji działania te są kolejną grą pozorów (Zachód oprócz może wyłączenia Rosji z formalnego uczestnictwa z grupy krajów G8 nie może za wiele zrobić, gdyż łączy go z Rosją zbyt wiele zależności gospodarczych). W efekcie z pozoru pozycja Rosji słabnie, ale w rzeczywistości jej pozycja w tej części Europy staje się jeszcze silniejsza. Nie ulega wątpliwości, że kolejnym etapem strategii Rosji będą kraje nadbałtyckie (już coś jest na rzeczy jeśli chodzi o Estonię i Łotwę), a potem może i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, jak Słowacja, Mołdawia, czy nawet Polska.

Jak na razie nie widać też żadnych perspektyw większej integracji w zakresie wspólnych działań państw Europy Środkowo-Wschodniej, por. chociażby neutralna postawa Węgier wobec ekspansywnej polityki Moskwy. W ostatnim okresie można obserwować nawet silniejsze zbliżenie Węgier i Rosji w zakresie polityki energetycznej.

Zdjęcie za Zylat (świetny blog o Ukrainie pisany z Ukrainy, też czasami po angielsku)

Zobacz też:

Wojna będzie i tak   Wywiad z Georgiem Friedmanem

Zmiana reguł gry i co z tego wynika

Czarny łabędź wylądował. Pomyślmy o konsekwencjach

Bełdzikowski: Krym a sprawa polska

Rosyjskie wojsko podnosi się z kolan. Miliardy od Putina, ćwiczenia jak za zimnej wojny

Global Trends 2025: A Transformed World

Global Trends 2030: Alternative Worlds

How The Western Press Is Getting It Terribly Wrong In Ukraine

5 Things You Should Know About Putin’s Incursion Into Crimea

Otagowane , , , , , ,

Co się wydarzy w 2014 roku? Kilka uwag na początek.

How-depression-feels-b3r5n

Mamy tu więcej pytań niż jasnych, klarownych odpowiedzi. Zwykle pod koniec roku i na początku następnego pojawiają się podsumowania i prognozy. Mam jednak wrażenie (może mylne, ale na pewno bardzo subiektywne), że tym razem więcej mamy podsumowań aniżeli prognoz. Zawsze łatwiej pisać o tym, co już było niż próbować przewidzieć to, co dopiero nadejdzie.

Prognoza czasem zakłada jakiś okruch optymizmu, a niekiedy pełne nadziei spojrzenie w przyszłość. Prócz wyliczanki najrozmaitszych zjawisk, trendów traktowanych, jako kolejny krok w kierunku „nowego wspaniałego świata” super-nowoczesnych technologii pojawiają się też pytania i wątpliwości, na które coraz trudniej znaleźć jednoznaczne odpowiedzi.

Gospodarka Nibylandii

Oto zwykle hurraoptymistyczny Witold Gadomski, dziennikarz Gazety Wyborczej pisze esej „Witajcie w czasach nowej normalności” (płatny dostęp) o czasach niby-normalności (trochę tak jakby pisał o Nibylandii), w których nic już nie jest „normalne” ani też nie przypomina starych dobrych zasad ekonomii.

Gavyn Davies z Financial Times stawia pytania, o dalsze koleje polityki FED, o to, czy Chinom uda się zastopować narastające ryzyko krachu na rynku nieruchomości i czy sfera Euro nie pogrąży się w nieustannym stanie stagflacji (spadające ceny i rosnące bezrobocie), a w konsekwencji nie ulegnie rozpadowi? Przytacza też dość niejednoznaczne opinie innych komentatorów i ekonomistów.

Internet nie jest cool

Pełen lukru i umiłowania idei postępu świat innowacji, nowoczesności, krystalicznie sterylnych i ułatwiających życie technologii, wiara w „wolny Internet” mający minimalizować różnice społeczne, szczególnie te dotyczące dostępu do wiedzy powoli stanie się passe. Zaczynają pojawiać się opisy niebywałej koncentracji kapitału i władzy,  rzadziej optymistyczne manifesty. Historia totalnej inwigilacji rozdmuchana przez Snowdena pokazała zupełnie inne, pytanie, czy bardziej „prawdziwe oblicze” Internetu?

„Środowisko Doliny Krzemowej” zaczyna być postrzegane podobnie, jak bohema z Wall Street. Ruchy Ocuppy, czy Anonymous nie przypominające dawnych zhierarchizowanych organizacji, a bardziej chaotyczny rój, rozsiewają tu i ówdzie wirus niezadowolenia, a nawet buntu − tym razem rodzącego się i rozrastającego się w cyberprzestrzeni. Rodzi się protest nie tylko skierowany wobec finansjery, banków, ale również technologicznych bossów.

Kapitalizm przynajmniej w ultraliberalnym wydaniu nie jest już taki cool, jak był jeszcze kilka lat temu. Coraz wyraźniej do świadomości przedostaje się fakt, że bez zadbania o sferę publiczną demokracja nie przetrwa. A sfera publiczna to również myślenie wspólnotowe i dbanie o najuboższych. Co dla wielu aktywnych i umiejących sobie radzić w świecie kapitalistycznym ludzi może być bardzo trudne do zaakceptowania.

Prywatność w centrum uwagi

Ochrona prywatności coraz bardziej staje się problemem. Snowden tylko to rozdmuchał. Na popularności zyskują techniki kryptografii. Mamy do czynienia z rosnącym napięciem. Pojawiają się książki. Wcześniej Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu, autorstwa, Julian Assange, a teraz podobną wydaje Wojciech Orliński. Jego książka nosi tytuł: Internet. Czas się bać. Oba teksty dewaluują dawne postrzeganie Internetu, jako oazy wolności. Rok 2014 będzie tylko kolejnym rozdziałem takich opowieści.

Europejskie zony

W Europie rodzi się opór wobec imigrantów. To już nie tylko partie narodowe, nacjonalistyczne, ale również umiarkowane centrum, czy konserwatyści szczególnie brytyjscy nawołują do poważnych ograniczeń związanych z imigracją. Nie tylko nawołują, ale swoje idee wprowadzają w życie. I wygląda na to, że w nowym roku takich pomysłów będzie znacznie, ale to znacznie więcej. Europa zaczyna podążać w nowym kierunku. Odwraca się od wolnej niczym nie skrępowanej przestrzeni, a zaczyna wprowadzać różne warianty segregacji i limity dostępu. Czy ma inny wybór? Przy kurczących się rynkach pracy, szczególnie w takich krajach, jak Hiszpania, czy Grecja pozostawienie otwartych na oścież wszystkich furtek zrodzi tylko nowe napięcia i konflikty.

W 2014 roku 40% światowej populacji będzie miało możliwość udziału w wyborach. Odbędą się pierwsze wybory od wybuchu kryzysu finansowego do Parlamentu Europejskiego, będziemy mieć wybory samorządowe w Polsce, a poza tym w kilkudziesięciu państwach na świecie odbędą się wybory do parlamentu lub wybory prezydenckie.

Biorąc pod uwagę rosnącą popularność takich ugrupowań, jak SYRIZA i Złotego Świtu w Grecji, Beppe Grillo we Włoszech, czy Partii Niepodległości w Wielkiej Brytanii może to zupełnie zmienić oblicze świata nie tylko w 2014 roku, ale też na kolejne kilka lat. Prawdopodobieństwo wyraźnej „zmiany warty” jest tym razem większe nie tylko przez zmęczenie obecnymi elitami, które dało się odczuć zwłaszcza przez kryzys, ale przede wszystkim przez to, że generalnie poparcie dla demokracji jest coraz słabsze.

the economist_spadek liczby wyborcow

źródło: The Economist

Wszystko w ruchu – ekspansja urządzeń mobilnych

W 2013 roku na świecie sprzedano blisko miliard smartfonów, w porównaniu do 2011 roku liczba ta wzrosła zatem o ponad 100 proc. W 2016 roku ma być w użyciu ponad 2 miliardy smartfonów, zaś w 2018 blisko 3 miliardy. Już w 2011 roku sprzedano więcej tego typu urządzeń niż komputerów osobistych. Równie szybko rośnie rynek tabletów. W 2013 roku sprzedano ich 226 milionów sztuk, w porównaniu do 2011 roku to wzrost rzędu 107%. W 2015 roku liczba ta ma wynieść ponad 414 milionów i przekroczy sprzedaż urządzeń typu desktop (385 milionów sztuk).

unnamed

Przypomina to wszystko dynamikę rozwoju Internetu w pierwszym okresie. Jakie będą tego konsekwencje? Czy wszyscy są gotowi, dostrzegają ten trend i będą potrafić go wykorzystać? Czy też stanie się tak, jak w początkach rozwoju Internetu, że niektórzy zupełnie zignorują raptownie rodzące się zmiany i potem będą musieli w wielkich bólach odrabiać straty?

Nie chodzi pewnie tylko i wyłącznie o gotowość, otwartość na zmiany, ale też szybkie nabycie umiejętności tworzenia i zarządzania treścią na rozmaitych urządzeniach mobilnych. A to, że wcale nie jest to takie łatwe pokazują przykłady wielu firm, które nie tylko mają już witryny mobilne, ale też aplikacje dostępne na wielu urządzeniach. Nie zawsze wszystko sprawnie i szybko działa, oj nie!

48% wszystkich maili w USA jest wysyłanych za pomocą urządzeń mobilnych. Jednocześnie 63% Amerykanów przyznaje, że kasuje maile, które nie mogą dobrze odczytać na swoim urządzeniu mobilnym.

Podobnie, jak Internet, tak samo urządzenia mobilne coraz bardziej będą zmieniać to, jak dokonujemy zakupy. W wielu krajach nie tylko księgarnie, ale małe sklepy, czy nawet kawiarnie i restauracje zaczynają mieć problemy. Sklepy internetowe oferują nie tylko niższe ceny, ale ich szybkość działania jest niewspółmierna do możliwości wyboru. Korzystanie z technologii mobilnych znacznie przyspieszy ten proces.

RAMKA

Aby przetrwać w nowym otoczeniu tradycyjne sklepy będą zmuszone zintegrować sprzedaż off-line ze światem online i mobile, nierzadko też zmniejszyć rozmiary sklepu (bardziej show-room), wprowadzić lub też ujednolicić dostępność kuponów rabatowych online i przez urządzenia mobilne, wprowadzić personalizacje, wykorzystać sprzedaż w modelach outlet lub też limitowany dostęp, pozwolić na wykorzystanie telefonu komórkowego w roli portfela (wirtualizacja półki sklepowej), eksperymentować z analizą danych (skorzystać z technik big-data?) w celu optymalizacji sprzedaży, podwyższeniu marży, zarządzaniu ceną i personalizacją.

oprac. własne na podstawie: 10 Trends Changing How You’ll Shop in 2014

Big data jest, jak kokaina

Big data is like cocaine (Big data jest, jak kokaina, ponieważ czujesz się inteligentny, seksy i mówisz dużo gównianych rzeczy), Big data is like teenage sex (Big data jest jak seks wśród nastolatków, ponieważ wszyscy o tym mówią, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak to robić, wszyscy myślą, że każdy to robi, a zatem każdy mówi, że też to robi), Big data is like Brussels sprouts (Big data jest, jak brukselka ponieważ im częściej jej próbujesz tym bardziej jej pragniesz). Oto tytuły przykładowych artykułów, które ukazują nie tylko nadzieję związane z tym tematem, ale też nieco już pewne zniecierpliwienie.

Na pewno temat big data był jednym z tych tematów, które z jednej strony budziły fascynację, z drugiej trwogę i strach.

Wydaje się nieuniknione, że tak duża dostępność różnorodnych danych, która wciąż rośnie zmieni to, jak będzie prowadzony biznes w kolejnych latach. Z pewnością nie tylko biznes, ale też sfera publiczna, czy techniki kontroli obywateli.

big_data_1

źródło: Wikibon blog (http://wikibon.org/blog/)

Rozwój big data będzie miał miejsce równocześnie na trzech obszarach: technologii, ekosystemu i zastosowań. Technologie to przede wszystkim bazy danych, narzędzia analityczne, służące do wizualizacji danych, oprogramowanie, techniki integrowania danych rozmaitego typu (pochodzące z połączeń i rozmów telefonicznych, mediów społecznościowych, ruchu na stronach internetowych, systemów geo-lokalizacyjnych, transakcyjnych, czy w końcu dane biomedyczne i te pochodzące z monitoringu ulic i budynków). To wzrost szybkości przetwarzania danych, rozwój modeli analitycznych lub narzędzi pozwalających na pracę w chmurzę, czy na urządzeniach mobilnych.

Rozwój w ramach ekosystemu to przede wszystkim wzrost liczby firm, dostawców i konsultantów, czy pracowników posiadających odpowiednie kompetencje (data scienists, czyli osób łączących umiejętności myślenia biznesowego, społecznego i sprawnie poruszające się w ramach różnych języków programowania).

Szacuje się, że obecnie rynek usług big data tworzy 70 większych lub mniejszych firm. Jego wartość w 2012 roku wyniosła 11,59 miliarda dolarów, zaś w 2013 roku wzrosła o 61% do 18,1 miliardów dolarów. Prognozuje się wzrost rynku w kolejnych latach na poziomie 31% rocznie.

Ostatni obszar to zastosowania, czyli w jaki sposób i jak szybko technologie big data zmienią różne dziedziny życia społecznego i biznesu. Głośne stały się historie takich tuzów internetu, jak Netflix i Amazon. Obie firmy wykorzystały dostępne dane na temat ruchu na swoich witrynach i poddały je drobiazgowej analizie w celu wyboru konkretnych aktorów do swoich produkcji telewizyjnych. Żmudne castingi przegrały z tajnikami data science.

Big data to kolejne narzędzie kontroli społeczeństwa, które tym razem będzie kontrolowane w sposób permanentny, a jednocześnie niewidoczny. Agendy takiej kontroli to nie tylko agendy rządowe, firmy, czy instytucje, ale również my sami. Głównym cool topic w 2014 roku stanie się wearable technology, setki drobnych urządzeń, gadżetów, zegarków, czy wręcz części garderoby podłączonych do sieci, które umożliwią nam ciągły monitoring tego, jak chodzimy, ile spożywamy kalorii, czy z naszym organizmem jest wszystko w porządku, nie mamy w sobie żadnych niebezpiecznych wirusów, czy nasz sen jest prawidłowy itd., itp.

Blogsfery i nowa odsłona dziennikarstwa

W 2013 roku dało się już zauważyć pierwsze symptomy zmęczenia Facebookiem. Liczba użytkowników nie tylko przestaje dynamicznie rosnąć, ale też ci, którzy korzystają robią to coraz rzadziej. Rośnie zapotrzebowanie na serwisy, które przywiązują uwagę do ochrony prywatności.

W 2014 roku przyspieszy proces profesjonalizacji i komercjalizacji blogów, szczególnie w Polsce, bo w USA jest to doskonale widoczne. Zresztą o gwiazdach blogsfery coraz trudniej mówić, jako o blogerach. Zaczynają tworzyć grupę nowych, sprawnych graczy w obrębie mediów. Właściwe to bardziej pasuje do nich określenie twórcy, eksperci, czy cybernetyczni celebryci. A ostatnio również: działacze (kilku polskich blogerów postanowiło założyć stowarzyszenie). Te i podobne określenia na pewno pasują do wybranych, najbardziej znanych. Poza tym coraz trudniej jest mówić o jednej blogsferze.

Nadal będzie postępować ewolucja i adaptacja do nowych warunków „tradycyjnych” dziennikarzy. Wystarczy przypomnieć o dość udanym (podobno, bo na pewno tego nie wiemy) wprowadzeniu kolejnego modelu płatności za treści przez NYT, czy pojawienie się nowej formy długich, pogłębionych artykułów pisanych specjalnie do internetu i na urządzenia mobilne. Takie teksty, jak opublikowany na internetowych stronach New York Times „Snow fall” , „The Lobotomy Files pokazany na stronach Wall Street Journal, czy też ostatnia produkcja Gazety Wyborczej w tym stylu: „Boskie Światło”. pokazują, że „tradycyjne” dziennikarstwo nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i zaczyna coraz lepiej rozumieć, jak można wykorzystać internet do pokazania swojej przewagi nad nowymi graczami.

Także wymagające sporego wsparcie dziennikarstwo śledcze nie ustaje w wysiłkach tworzenia nowych form organizacji i modeli finansowania, szczególnie tworząc niezależne organizacje non-profit. Na pewno w 2014 roku takich inicjatyw, jak: Pro Publica, Center for Investigative Reporting w USA, czy The Bureau of Investigative Journalism w Wielkiej Brytanii pojawi się znacznie więcej w różnych częściach świata (por. Global Investigative Journalism: Strategies for Support).

Podkreślana do tej pory wyraźna opozycja między blogerami, a dziennikarzami powoli będzie zanikać. Zmierzać będziemy w kierunku nowego modelu funkcjonowania profesjonalnych treści (płatności albo obniżanie kosztów, por. praca blogerów lub serwisów blogowych).

Por.więcej

10 totalnych trendów

Czy zmiana narracji ożywi gospodarkę, czy może to jedynie cisza przed burzą i będziemy mieć kolejne załamanie -o sytuacji gospodarczej słów kilka

Big Data – mapa jest tym samym, co terytorium

Trendy technologiczne 2014 – komentarz do raportu Gartnera

A Different Outlook For 2014

The 2014 ballot boxes

2013 review the biggest disappointments

Wikibons big data research agenda technology ecosystem and application

 

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Innowacje nie powstają w próżni

piasek-pustynia-wydmy

Któregoś pięknego, letniego dnia Marek Staniszewski, znany strateg i marketer napisał tekst o przewidywaniu przyszłości. Tekst w naszym kraju znamienny, bo chociaż trendy i w Polsce stały się trendy to wciąż niewiele z tego wynika. Znany strateg pisze tekst, w którym podkreśla znaczenie myślenia i prób zmierzenia się z przyszłością. Proponuje nawet zabawę w planowanie scenariuszowe. To również sytuacja w naszym kraju dość wyjątkowa. Wystarczy bowiem przejrzeć, ile jest tekstów w polskim internecie na ten temat aby szybko przekonać się, że u nas to raczej temat dla zagorzałych pasjonatów (tak na marginesie również Marek Staniszewski jest jednym z niewielu autorów, który pisał w polskiej sieci na temat planowania scenariuszowego).

Może i przyszłość rzeczywiście da się przewidzieć, ale czy będziemy umieli, a przede wszystkim mogli taką wiedze wykorzystać? Liczy się nie tylko umiejętność prognozowania przyszłości, kreatywne myślenie, ale też kontekst, w którym to wszystko się odbywa.

Marek Staniszewski odwołuje się do teorii „osobliwości” (singularity), którego twórcą jest Raymond Kurzwiel – amerykański naukowiec, pisarz i futurolog. W pewnym momencie będziemy świadkami tak szybkich zmian, że przyszłość zleje się z teraźniejszością, a samo prognozowanie przyszłości straci zupełnie sens lub stanie się zajęciem permanentnym. Tu kłania się Virillo ze swoją książką „Bomba informacyjna” lub Dick ze swoją powieścią „Ubik”, w której praca w charakterze „wizjonera” jest profesją taką samą, jak każda inna. Ale czy takie przyspieszenie rzeczywiście będzie wszechobecne, czy raczej mieć będziemy do czynienia z totalnym rozjazdem czasów, będą regiony, które rozwijać się będą bardzo szybko, będą takie, w którym czas się zatrzyma, a może nawet i takie, w których czas zacznie się cofać?

Rozwój sieci ma w sobie wpisany naturalny mechanizm selekcji, centra stają się coraz większe, a ich rozmiary rosną coraz szybciej niż peryferyjne obszary sieci. Jest to zasługa pozytywnego sprzężenia zwrotnego, stąd tak duży wzrost nierówności, stąd tak duża niestabilność na rynkach finansowych.

Sprzężenie zwrotne i sieci, zarówno fizyczne, jak i wirtualne, odgrywają ogromną rolę w nowej gospodarce, dzięki powszechności mediów komunikacyjnych i coraz większej ilości powiązań, co tłumaczy, dlaczego tak szybki jest rozwój „epidemii społecznych” i rozrost wirtualnych sieci.

Pętle pozytywnego sprzężenia zwrotnego wzmacniają niewielkie zmiany, tworzące efekt lawiny: sukces rodzi sukces, a porażka – porażkę; mocni zazwyczaj stają się coraz mocniejsi, a słabi – coraz słabsi. Wzrost  – lub rozpad – postępuje coraz szybciej.

Kieran Levis „Twórcy i ofiary ery internetu”, s. 252, Muza SA, Warszawa 2010.

To oczywiste, że inaczej będziemy przygotowani na nowe wyzwania, jeśli spróbujemy wytyczyć potencjalne ramy, w jakich świat będzie się rozwijał w przyszłości niż tego nie zrobimy. W pierwszym wypadku znacznie lepiej przygotujemy się na wyzwania przyszłości, staniemy się otwarci na nadchodzące zmiany, a nawet gotowi do wprowadzenia innowacji, czy jakiegokolwiek działania pro aktywnego, w drugim pewnego dnia zostaniemy zmuszeni do opuszczenia sceny z pustymi rękoma.

Myślenie, prognozowanie przyszłości musi mieć jednak pewien sens w kontekście możliwych działań, które możemy dokonać. Każde myślenie o przyszłości musi owocować korzyścią dla naszej firmy. Nie może być jedynie wróżeniem z fusów. Trzeba to powiedzieć jasno: Polska stanowi kraj peryferyjny, a takim kraju dominuje określony styl myślenia, działania i podejmowania decyzji zupełnie odmienny niż w krajach uważanych z centra innowacji:

Istota pułapki imitacyjnej jest przyjmowanie przez peryferie priorytetów rozwojowych centrum jako swoich własnych. Ze zjawiskiem tym wiążę się tendencja do mylenia przez peryferyjnych obserwatorów powierzchownych przejawów organizacji społeczności wysoko zorganizowanych z istota mechanizmów, które są źródłem ich szczególnych przewag i statusu. W efekcie uzależnione mentalnie od centrum peryferie niezwykle często nie tylko przyjmują bezwiednie jako własne cele obce rozwojowe. Często skupiają się obsesyjnie na reprodukcji symboli statusu społecznego, które wydają im się istotą prestiżu jakim cieszy się centrum. Dążąc do tak określonych celów nie tylko narażają się na nierzadko zupełnie niezamierzona śmieszność w oczach otoczenia, ale przede wszystkim działają wbrew swoim własnym interesom.

Tomasz Zarycki, Pułapka imitacji w A.Kuklinski, K.Pawłowski (red.) Przyszłosc Europy – wyzwania globalne – wybory strategiczne. Wydawnictwo “Rewasz”, Wyzsza Szkoła Biznesu National Louis University, Nowy Sacz-Warszawa, 2006

Czy w świecie peryferii warsztaty z kreatywności i planowanie scenariuszowe nie są pustymi sloganami, hasłami, czymś w rodzaju rytuału, bez świadomości i możliwości realnej mocy sprawczej? Jakie realne korzyści mogą mieć firmy w Polsce, że będą inwestować w innowacje, ale nie tylko firmy, ale też pracownicy, lokalne społeczności, młode, dopiero wchodzące na rynek pracy pokolenia?

Na razie myślenie o innowacji ma tu charakter swoistego „przeszczepu”. Wiemy, że jest niezbędny dla utrzymania się przy życiu i dalszego rozwoju, ale nie za bardzo chce się „przyjąć” lub zostać zaakceptowany przez organizm, na który składa się struktura instytucjonalna, czy system finansowania. Nawet w przypadku pozyskania sporych pieniędzy z funduszy unijnych wydatki na innowacje w polskich firmach systematycznie maleją. Nie tylko maleją, ale są – wcale nie tak rzadko – wydawane zupełnie nieracjonalnie. Na przykład pewna biblioteka pozyskała kwotę przeszło 20-tu milionów złotych na przeprowadzenie „digitalizacji”, polegającą na tym, że książki drukowane zostały zeskanowane i „zamknięte” w formacie, jak dejviu. Dla niewtajemniczonych: dejviu to format, który wiernie zachowuje wygląd książki, ale nie nadaje się do odtwarzania na urządzeniach mobilnych.

Cierpimy na deficyt zasobów kapitałowych, co powoduje, że prowadzenie biznesu oznacza przede wszystkim umiejętność lawirowania w świecie wrogich instytucji, wciąż trzeba myśleć o ograniczaniu kosztów i zręcznym dobieraniu sobie dobrze „usytuowanych” przyjaciół.

Ale aby móc „robić” innowacje potrzebna jest „ciekawość” – podyktowana zwykłym ludzkim dążeniem do szczęścia, ciągłym poszukiwanie rozwiązań, jak łatwiej i wygodniej żyć, jak efektywniej i krócej pracować, a przy tym zarabiać większe pieniądze. Ciekawość oznacza otwartość, pozwala lepiej przygotować się na różnorakie zagrożenia, ale też możliwości.

W Stanach Zjednoczonych potrzeba innowacji jest immanentnie wpisana w kulturę. Zwykle też duże znaczenie ma współpraca. Na pewno „dobrze sytuowani” przyjaciele są równie istotni, ale liczy się ich efektywność i skuteczność w drodze do naszej własnej niezależności i budowania silnej pozycji, a nie tylko szukanie „silnych pleców”.

– Żaden z tych, którym się udało, nie traktuje początkujących protekcjonalnie, bo wie, że to wśród nich będzie szukał talentów. Większość z nas stara się spłacić dług wdzięczności temu miejscu i środowisku – mówi Dan. Najpopularniejszą formą jest zakładanie własnych firm albo funduszy wspierających początkujące spółki. Dlatego twórcy MySpace’a czy BitTorrenta wnieśli część swoich pieniędzy do I/O Ventures. Poza zyskiem chodzi im o coś jeszcze. Niektórzy idą w czystą filantropię, jak Peter Thiel, współtwórca PayPala, czy Laura Arrillaga-Andreessen, żona 40-letniego Marka Andreessena, twórcy m.in. przeglądarki Netscape. Prowadzi ona fundusz Silicon Valley Social Venture Fund, który pomaga finansować stypendia dla zdolnych uczniów oraz organizuje letnie obozy. Sam Marc Andreessen doradza wielu początkującym firmom, podobnie jak Chad Hurley, współtwórca YouTube’a. W innych branżach stosunek do nowicjuszy jest odmienny: do – świadczeni menedżerowie boją się, że młodzi ich wygryzą, i zamiast pomagać, blokują ich. Dlaczego gwiazdy Doliny Krzemowej zachowują się inaczej? Bo są tak bogate? – Nie. Bo wierzą, że dostęp do wiedzy i informacji powinien być nieograniczony i kolejnego wielkiego odkrycia może dokonać każdy. Czasem potrzeba kogoś naprawdę młodego, by stwierdzić: to jest nowy rynek i nowe możliwości. Wchodzimy w to – tłumaczy Dan.

Vadim Makarenko „Zawód Zwycięzca”

Ciekawość nie zazna spełnienia bez współpracy. Innowacja bez odpowiedniego społecznego kontekstu nie będzie mogła się narodzić i rozwinąć. A zatem albo liczy się ciekawość i zdobywanie nowych światów albo utrzymanie status quo. Państwa odgrywające rolę centrów są silne ponieważ wcześniej wyruszyły na podbój, peryferia są słabe ponieważ wcześniej były zależne i wciąż broniły swojej integralności. To historia i społeczny kontekst w dużym stopniu decydują, gdzie i kiedy pojawiają się nowe, przełomowe wynalazki, nawet jeśli są tworzone przez zapalonych nonkonformistów, naukowców-pasjonatów, artystów itd. itp. Tylko, jak uwolnić się od historii i przełamać status quo społecznych rytuałów i oczekiwań? Tworząc kolejne wzorując się tych, którym się udało?

Otagowane , , , , , ,

Przydatne narzędzie do zrozumienia trendów

Obok narzędzi i metod służących do rozpoznawania i identyfikacji trendów bardzo ważnym etapem pracy trendwatchera jest zrozumienie całego kontekstu, w którym rozwijają się trendy. Znana firma  zajmująca się identyfikacją trendów Trendwatching zaprezentowała jakiś czas temu przydatne narzędzie do właśnie takiej „pracy nad trendem”. Nie chodzi przecież tylko aby się „masturbować intelektualnie” w wyszukiwaniu, czy nazywaniu trendów, ale oto aby dobrze je rozumieć, a w rezultacie dobrze na tym zarobić.

Consumer trends are, at their heart, an essential part of uncovering innovation opportunities. Otherwise they’re just intellectual masturbation: diverting, pleasant and entertaining, but with little real purpose😉 Yet we frequently hear that ‘trends’ feel mysterious and opaque. Which is why this month we’re introducing the CONSUMER TREND CANVAS* rather than bringing you another Big Consumer Trend.

Prezentacja autorstwa firmy Trendwatching Consumer Trend Canvas

Narzędzie nazywa się Consumer Trend Canvas. Jest to szablon, który rysujemy na kartce w formatu A3 lub najlepiej jeszcze większej. Duży format jest potrzebny aby szablon był dobrze widoczny i wszyscy uczestnicy, na przykład warsztatu, spotkania podczas którego będziemy „pracować nad konkretnym trendem” mogli do niego podejść i zapisywać swoje idee.

Cały pomysł jest niezwykle prosty, ale też pozwala bardzo dogłębnie zrozumieć trend i jego konsekwencje. Jak przyznają autorzy inspiracją do jego powstania była książka Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera autorstwa Alexa  Osterwalder’a i Yves Pigneur’a, którzy ze swoimi licznymi współpracownikami wypracowali podobny szablon pomagający wymyślić innowacyjny biznes.

Szablon składa się z sześciu pól. Przy czym, cztery z nich służą do zrozumienia kontekstu i samej dynamiki trendu, zaś dwa pozostałe pomagają nam w ustaleniu potencjalnych kierunków jego wykorzystania, jakim może być stworzenie innowacji,  usprawnienie już istniejących na rynku produktów, czy też zaplanowanie strategii komunikacji.

Wpierw musimy zastanowić się, jakie kluczowe potrzeby, czy pragnienia stoją za rozwojem trendu? Następnie szukamy odpowiedzi na pytania: jaki jest ich szerszy kontekst, skąd te potrzeby się biorą, czy jakie inne trendy (drivery) mają wpływ na ich rozwój? Trzeci etap to poszukanie luki między tym, czego konsumenci potrzebują, pragną, a tym, co obecnie są w stanie dostać. Powinniśmy znać aktualną ofertę rynku, jakie produkty, czy usługi są blisko lub daleko ich oczekiwaniom. W następnym kroku poszukujemy działających na rynku firm, które mogą stanowić dla nas albo pewne analogie albo też inspiracje.

Gdy już dobrze zrozumiemy zarówno potrzeby, jak i szerszy kontekst analizowanego trendu przypatrujemy się temu, jaki tkwi w nim potencjał do tworzenia nowych rozwiązań. Szukamy pomysłu na nowy model biznesowy, historii, za pomocą jakich kanałów komunikacji i relacji dotrzemy do potencjalnych odbiorców? Podczas tego etapu inspiracją będzie wspomniana na początku książka Osterwalder’a, która znacznie dokładniej omawia rozmaite aspekty związane z tworzeniem innowacyjnych modeli biznesowych.

W ostatnim polu określamy grupy odbiorców, które najszybciej odpowiedzą na analizowany trend. Czy są to innowatorzy, wcześni adoptujący, przedstawiciele generacji Z, czy może jeszcze jakieś inne segmenty klientów? I rzecz bardzo ważna, czy będą to te same grupy klientów, których mamy obecnie, czy też zupełnie inne i dlaczego?

Zamieszczona poniżej prezentacja wyjaśnia poszczególne etapy pracy na przykładzie trendu, jakim jest Pretail. To sposób dokonywania zakupów wykorzystujący platformy typu crowdfunding. Konsumenci mogą tam znaleźć najbardziej innowacyjne, ciekawe i unikalne produkty serwowane lepiej niż gdziekolwiek indziej, przez przedsiębiorców, a przede wszystkim przez start-upy. Oczywiście zaproponowany przez Trendwatching szablon można wykorzystać do każdego dobrze rozpoznanego trendu.

Zobacz także inne teksty z serii „Warsztaty trendwatchera”:

Prognozowanie przyszłości – znaczenie historii

Trend Boards

Otagowane , , , , , , , , , ,

Zawód zwycięzca? Liczy się szaleństwo i sztuka żonglerki.

images

To jest dla mnie wielki paradoks. W Stanach Lena Dunham, która stworzyła serial Girls przyszła z ulicy do HBO i powiedziała, że chce zrobić serial. Miała wtedy w dorobku tylko jeden film, który sama zrobiła. – Zobaczcie, co zrobiłam! I oni dają jej szansę. W Polsce poszło dokładnie w drugą stronę! Byliśmy krajem wielkich szans tuż po 89, a teraz się wszystko zabetonowało!

Wywiad z Vadimem Makarenko

Jest dla mnie polskim Malcolm Gladwellem. Piszę o mediach i reklamie – jak się zmieniają, jak wpływają na nasze życie i jak my na nie wpływamy – tak streszcza to, czym się na co dzień zajmuje. Urodził się w 1973 roku w Brześciu na Białorusi, od 1991 mieszka w Polsce, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Vadim Makarenko – od wielu lat dziennikarz Gazety Wyborczej. Dzieli się z czytelnikami wszystkim tym, co dzieje się na rynku mediów. Jego teksty to wnikliwe i rzetelne analizy dotyczące trendów, strategii wielkich koncernów, czy niewielkich, ale prężnych i innowacyjnych firm.

Jako jeden z pierwszych pisał na temat coolhuntingu (Templariusze Coca-Coli), czy technikach badawczych, jak mystery shopping (Szpieg prawdę). Oba teksty dostały nominowane do nagrody GrandPress.

Jako autor książek zadebiutował analizą polskiej sceny badań rynku „Tajne służby kapitalizmu”. To jedna z niewielu dostępnych na polskim rynku opowieści z punktu widzenia dziennikarza o tym, czym wówczas był i jak się zmienił polski rynek badań.

Gorąco zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem z Vadimem Makarenko na temat jego książki pt. „Zawód zwycięzca”.

Co z tego wyszło możecie przeczytać poniżej. Znajdziecie tu wiele ciekawych historii zawiązanych z powstawaniem jego nowej książki. Ale rozmawialiśmy też o trendach na rynku mediów, o przyszłości zawodu dziennikarza i o tym, po co Vadim pojechał studiować do Oksfordu.

Zapraszam.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: