Category Archives: digital publishing

Innowacje nie powstają w próżni

piasek-pustynia-wydmy

Któregoś pięknego, letniego dnia Marek Staniszewski, znany strateg i marketer napisał tekst o przewidywaniu przyszłości. Tekst w naszym kraju znamienny, bo chociaż trendy i w Polsce stały się trendy to wciąż niewiele z tego wynika. Znany strateg pisze tekst, w którym podkreśla znaczenie myślenia i prób zmierzenia się z przyszłością. Proponuje nawet zabawę w planowanie scenariuszowe. To również sytuacja w naszym kraju dość wyjątkowa. Wystarczy bowiem przejrzeć, ile jest tekstów w polskim internecie na ten temat aby szybko przekonać się, że u nas to raczej temat dla zagorzałych pasjonatów (tak na marginesie również Marek Staniszewski jest jednym z niewielu autorów, który pisał w polskiej sieci na temat planowania scenariuszowego).

Może i przyszłość rzeczywiście da się przewidzieć, ale czy będziemy umieli, a przede wszystkim mogli taką wiedze wykorzystać? Liczy się nie tylko umiejętność prognozowania przyszłości, kreatywne myślenie, ale też kontekst, w którym to wszystko się odbywa.

Marek Staniszewski odwołuje się do teorii „osobliwości” (singularity), którego twórcą jest Raymond Kurzwiel – amerykański naukowiec, pisarz i futurolog. W pewnym momencie będziemy świadkami tak szybkich zmian, że przyszłość zleje się z teraźniejszością, a samo prognozowanie przyszłości straci zupełnie sens lub stanie się zajęciem permanentnym. Tu kłania się Virillo ze swoją książką „Bomba informacyjna” lub Dick ze swoją powieścią „Ubik”, w której praca w charakterze „wizjonera” jest profesją taką samą, jak każda inna. Ale czy takie przyspieszenie rzeczywiście będzie wszechobecne, czy raczej mieć będziemy do czynienia z totalnym rozjazdem czasów, będą regiony, które rozwijać się będą bardzo szybko, będą takie, w którym czas się zatrzyma, a może nawet i takie, w których czas zacznie się cofać?

Rozwój sieci ma w sobie wpisany naturalny mechanizm selekcji, centra stają się coraz większe, a ich rozmiary rosną coraz szybciej niż peryferyjne obszary sieci. Jest to zasługa pozytywnego sprzężenia zwrotnego, stąd tak duży wzrost nierówności, stąd tak duża niestabilność na rynkach finansowych.

Sprzężenie zwrotne i sieci, zarówno fizyczne, jak i wirtualne, odgrywają ogromną rolę w nowej gospodarce, dzięki powszechności mediów komunikacyjnych i coraz większej ilości powiązań, co tłumaczy, dlaczego tak szybki jest rozwój „epidemii społecznych” i rozrost wirtualnych sieci.

Pętle pozytywnego sprzężenia zwrotnego wzmacniają niewielkie zmiany, tworzące efekt lawiny: sukces rodzi sukces, a porażka – porażkę; mocni zazwyczaj stają się coraz mocniejsi, a słabi – coraz słabsi. Wzrost  – lub rozpad – postępuje coraz szybciej.

Kieran Levis „Twórcy i ofiary ery internetu”, s. 252, Muza SA, Warszawa 2010.

To oczywiste, że inaczej będziemy przygotowani na nowe wyzwania, jeśli spróbujemy wytyczyć potencjalne ramy, w jakich świat będzie się rozwijał w przyszłości niż tego nie zrobimy. W pierwszym wypadku znacznie lepiej przygotujemy się na wyzwania przyszłości, staniemy się otwarci na nadchodzące zmiany, a nawet gotowi do wprowadzenia innowacji, czy jakiegokolwiek działania pro aktywnego, w drugim pewnego dnia zostaniemy zmuszeni do opuszczenia sceny z pustymi rękoma.

Myślenie, prognozowanie przyszłości musi mieć jednak pewien sens w kontekście możliwych działań, które możemy dokonać. Każde myślenie o przyszłości musi owocować korzyścią dla naszej firmy. Nie może być jedynie wróżeniem z fusów. Trzeba to powiedzieć jasno: Polska stanowi kraj peryferyjny, a takim kraju dominuje określony styl myślenia, działania i podejmowania decyzji zupełnie odmienny niż w krajach uważanych z centra innowacji:

Istota pułapki imitacyjnej jest przyjmowanie przez peryferie priorytetów rozwojowych centrum jako swoich własnych. Ze zjawiskiem tym wiążę się tendencja do mylenia przez peryferyjnych obserwatorów powierzchownych przejawów organizacji społeczności wysoko zorganizowanych z istota mechanizmów, które są źródłem ich szczególnych przewag i statusu. W efekcie uzależnione mentalnie od centrum peryferie niezwykle często nie tylko przyjmują bezwiednie jako własne cele obce rozwojowe. Często skupiają się obsesyjnie na reprodukcji symboli statusu społecznego, które wydają im się istotą prestiżu jakim cieszy się centrum. Dążąc do tak określonych celów nie tylko narażają się na nierzadko zupełnie niezamierzona śmieszność w oczach otoczenia, ale przede wszystkim działają wbrew swoim własnym interesom.

Tomasz Zarycki, Pułapka imitacji w A.Kuklinski, K.Pawłowski (red.) Przyszłosc Europy – wyzwania globalne – wybory strategiczne. Wydawnictwo “Rewasz”, Wyzsza Szkoła Biznesu National Louis University, Nowy Sacz-Warszawa, 2006

Czy w świecie peryferii warsztaty z kreatywności i planowanie scenariuszowe nie są pustymi sloganami, hasłami, czymś w rodzaju rytuału, bez świadomości i możliwości realnej mocy sprawczej? Jakie realne korzyści mogą mieć firmy w Polsce, że będą inwestować w innowacje, ale nie tylko firmy, ale też pracownicy, lokalne społeczności, młode, dopiero wchodzące na rynek pracy pokolenia?

Na razie myślenie o innowacji ma tu charakter swoistego „przeszczepu”. Wiemy, że jest niezbędny dla utrzymania się przy życiu i dalszego rozwoju, ale nie za bardzo chce się „przyjąć” lub zostać zaakceptowany przez organizm, na który składa się struktura instytucjonalna, czy system finansowania. Nawet w przypadku pozyskania sporych pieniędzy z funduszy unijnych wydatki na innowacje w polskich firmach systematycznie maleją. Nie tylko maleją, ale są – wcale nie tak rzadko – wydawane zupełnie nieracjonalnie. Na przykład pewna biblioteka pozyskała kwotę przeszło 20-tu milionów złotych na przeprowadzenie „digitalizacji”, polegającą na tym, że książki drukowane zostały zeskanowane i „zamknięte” w formacie, jak dejviu. Dla niewtajemniczonych: dejviu to format, który wiernie zachowuje wygląd książki, ale nie nadaje się do odtwarzania na urządzeniach mobilnych.

Cierpimy na deficyt zasobów kapitałowych, co powoduje, że prowadzenie biznesu oznacza przede wszystkim umiejętność lawirowania w świecie wrogich instytucji, wciąż trzeba myśleć o ograniczaniu kosztów i zręcznym dobieraniu sobie dobrze „usytuowanych” przyjaciół.

Ale aby móc „robić” innowacje potrzebna jest „ciekawość” – podyktowana zwykłym ludzkim dążeniem do szczęścia, ciągłym poszukiwanie rozwiązań, jak łatwiej i wygodniej żyć, jak efektywniej i krócej pracować, a przy tym zarabiać większe pieniądze. Ciekawość oznacza otwartość, pozwala lepiej przygotować się na różnorakie zagrożenia, ale też możliwości.

W Stanach Zjednoczonych potrzeba innowacji jest immanentnie wpisana w kulturę. Zwykle też duże znaczenie ma współpraca. Na pewno „dobrze sytuowani” przyjaciele są równie istotni, ale liczy się ich efektywność i skuteczność w drodze do naszej własnej niezależności i budowania silnej pozycji, a nie tylko szukanie „silnych pleców”.

– Żaden z tych, którym się udało, nie traktuje początkujących protekcjonalnie, bo wie, że to wśród nich będzie szukał talentów. Większość z nas stara się spłacić dług wdzięczności temu miejscu i środowisku – mówi Dan. Najpopularniejszą formą jest zakładanie własnych firm albo funduszy wspierających początkujące spółki. Dlatego twórcy MySpace’a czy BitTorrenta wnieśli część swoich pieniędzy do I/O Ventures. Poza zyskiem chodzi im o coś jeszcze. Niektórzy idą w czystą filantropię, jak Peter Thiel, współtwórca PayPala, czy Laura Arrillaga-Andreessen, żona 40-letniego Marka Andreessena, twórcy m.in. przeglądarki Netscape. Prowadzi ona fundusz Silicon Valley Social Venture Fund, który pomaga finansować stypendia dla zdolnych uczniów oraz organizuje letnie obozy. Sam Marc Andreessen doradza wielu początkującym firmom, podobnie jak Chad Hurley, współtwórca YouTube’a. W innych branżach stosunek do nowicjuszy jest odmienny: do – świadczeni menedżerowie boją się, że młodzi ich wygryzą, i zamiast pomagać, blokują ich. Dlaczego gwiazdy Doliny Krzemowej zachowują się inaczej? Bo są tak bogate? – Nie. Bo wierzą, że dostęp do wiedzy i informacji powinien być nieograniczony i kolejnego wielkiego odkrycia może dokonać każdy. Czasem potrzeba kogoś naprawdę młodego, by stwierdzić: to jest nowy rynek i nowe możliwości. Wchodzimy w to – tłumaczy Dan.

Vadim Makarenko „Zawód Zwycięzca”

Ciekawość nie zazna spełnienia bez współpracy. Innowacja bez odpowiedniego społecznego kontekstu nie będzie mogła się narodzić i rozwinąć. A zatem albo liczy się ciekawość i zdobywanie nowych światów albo utrzymanie status quo. Państwa odgrywające rolę centrów są silne ponieważ wcześniej wyruszyły na podbój, peryferia są słabe ponieważ wcześniej były zależne i wciąż broniły swojej integralności. To historia i społeczny kontekst w dużym stopniu decydują, gdzie i kiedy pojawiają się nowe, przełomowe wynalazki, nawet jeśli są tworzone przez zapalonych nonkonformistów, naukowców-pasjonatów, artystów itd. itp. Tylko, jak uwolnić się od historii i przełamać status quo społecznych rytuałów i oczekiwań? Tworząc kolejne wzorując się tych, którym się udało?

Otagowane , , , , , ,

Zawód zwycięzca? Liczy się szaleństwo i sztuka żonglerki.

images

To jest dla mnie wielki paradoks. W Stanach Lena Dunham, która stworzyła serial Girls przyszła z ulicy do HBO i powiedziała, że chce zrobić serial. Miała wtedy w dorobku tylko jeden film, który sama zrobiła. – Zobaczcie, co zrobiłam! I oni dają jej szansę. W Polsce poszło dokładnie w drugą stronę! Byliśmy krajem wielkich szans tuż po 89, a teraz się wszystko zabetonowało!

Wywiad z Vadimem Makarenko

Jest dla mnie polskim Malcolm Gladwellem. Piszę o mediach i reklamie – jak się zmieniają, jak wpływają na nasze życie i jak my na nie wpływamy – tak streszcza to, czym się na co dzień zajmuje. Urodził się w 1973 roku w Brześciu na Białorusi, od 1991 mieszka w Polsce, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Vadim Makarenko – od wielu lat dziennikarz Gazety Wyborczej. Dzieli się z czytelnikami wszystkim tym, co dzieje się na rynku mediów. Jego teksty to wnikliwe i rzetelne analizy dotyczące trendów, strategii wielkich koncernów, czy niewielkich, ale prężnych i innowacyjnych firm.

Jako jeden z pierwszych pisał na temat coolhuntingu (Templariusze Coca-Coli), czy technikach badawczych, jak mystery shopping (Szpieg prawdę). Oba teksty dostały nominowane do nagrody GrandPress.

Jako autor książek zadebiutował analizą polskiej sceny badań rynku „Tajne służby kapitalizmu”. To jedna z niewielu dostępnych na polskim rynku opowieści z punktu widzenia dziennikarza o tym, czym wówczas był i jak się zmienił polski rynek badań.

Gorąco zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem z Vadimem Makarenko na temat jego książki pt. „Zawód zwycięzca”.

Co z tego wyszło możecie przeczytać poniżej. Znajdziecie tu wiele ciekawych historii zawiązanych z powstawaniem jego nowej książki. Ale rozmawialiśmy też o trendach na rynku mediów, o przyszłości zawodu dziennikarza i o tym, po co Vadim pojechał studiować do Oksfordu.

Zapraszam.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Dawne reguły już nie obowiązują!

Mam dla Was pytanie. Czy jak widzicie szybką zmianę trendu to zwykle uważacie, że ta tendencja będzie się jeszcze utrzymywać, czy też jesteście zdania, że to już koniec i za chwilę nastąpi zwrot w drugą stronę?

W analizie trendów pojawiają się trzy ważne słowa: nasycenie, przełamanie i kontynuacja (tendencji trendu).

Mary Meeker, partner w firmie Kleiner Perkins Caulfield & Byers zaprezentowała na konferencji D11 kilka kluczowych trendów na temat internetu i ich konsekwencji dla światowej gospodarki. O wielu z nich wiedzieliśmy już dużo wcześniej (nawet dobrych klika lat wcześniej), że nadchodzą. Mimo to, że wydawałoby się, że już niedługo mogą osiągnąć stan nasycenia to, jak pokazuje Meeker w swojej prezentacji wciąż zyskują na znaczeniu.

Liczba użytkowników sieci wciąż rośnie, liczba telefonów komórkowych też, a nowe typy urządzeń, jak tablet, czy smartfon nie tylko sprzedają się coraz lepiej, ale wywracają reguły gry na rynku IT. Następuje istotne przetasowanie głównych graczy. Firm, które do nie dawna odgrywały rolę liderów już praktycznie nie ma, a ich miejsce zajęły firmy do niedawana mające znaczenie – delikatnie mówiąc – niszowe.

Druga rzecz, na co warto zwrócić uwagę to, że wraz ze wzrostem nasycania naszego świata technologią rośnie coraz mocniej znaczenie liderów rynkowych. Takie firmy, jak Facebook, czy Google od początku funkcjonujące w sieci uzyskują coraz większy zasięg na innych rynkach. Mimo, że ich pozycja na rodzimym amerykańskim rynku jest nadal bardzo silna to najwięcej użytkowników pozyskują w innych krajach czyszcząc rynek z lokalnej konkurencji. Dzieje się to trochę na zasadach kuli śniegowej: im jesteś większy tym szybciej stajesz się jeszcze większy!

Prezentacja Mary Meeker pokazuje na przykład, że liczba treści (dokumentów tekstowych, filmów, plików audio) pojawiających się w sieci wzrosła 9-krotnie w ciągu ostatnich pięciu lat i nadal rośnie. Zmienia się jeszcze jedno. W porównaniu do początków rozwoju sieci kiedy internauci mogli pozostać anonimowi dziś widać nie tylko każdy nasz ruch, ale i naszą tożsamość. Bardzo dobrze ilustruje to jeden ze slajdów prezentacji Mary Meeker.

427080_10151471699987005_1025833210_n

Zmieniają się warunki brzegowe funkcjonowania nie tylko różnych segmentów rynkowych, ale też wszelkich dziedzin naszego życia. Na naszych oczach powstają nie tylko nowe reguły gry. Mamy do czynienia z punktem przełamania. Jesteśmy zmuszeni porzucić nasze dotychczasowe doświadczenie i wiedzę, bo świat, który nadchodzi (a tak naprawdę ten świat już nadszedł) wymusza na nas zupełnie inne spojrzenie i strategie.

Przy okazji prezentacji Mary Meeker warto sobie przypomnieć inną prezentacje, którą w 2010 roku opublikował znany bank inwestycyjny Morgan Stanley (znamienne, że wśród jego autorów znajdowała się także Mary Meeker). Analitycy banku już wtedy trafnie prognozowali kierunek tych zjawisk i ich natężenie, o których mówi najnowsza prezentacja Meeker. Ale nie tylko to jest ciekawe. Wykazali równocześnie, że rozwój każdej technologii tworzy kolejne technologie, które nie tylko wywołują gigantyczne zmiany na rynkach (punkt przełamania), ale rozwijają się coraz szybciej (zarówno pod względem liczby użytkowników, ale też generowanych przychodów).

Tylko to ostatnie zjawisko dotyczy też głównych liderów. Nie tylko jest ich coraz mniej, ale coraz szybciej stają się coraz więksi.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Co to znaczy wirtualnie? Wyłanianie się nowego porządku społecznego

Internet nie jest medium ani jakimś dodatkiem, narzędziem do innych aktywności, czy społecznego życia w ogólności. Internet nie tyle zmienia to życie społeczne, ile on je ogałaca, odziera z wszelkich złudzeń, pozbawiając wszelkich mitów i dotychczasowych symbolicznych protez.

Dzięki specjalnym programom służącym do monitorowania aktywności w sieci można bardzo dokładnie zdiagnozować pozycję społeczną konkretnej jednostki. Nie tylko liczba fanów się liczy, ale też wiele innych rzeczy. Jak np. odpowiedź na pytanie: kto komentuje kogo na FB, ile razy go komentuję, nie tylko same jego posty, wpisy, ale czy również zabiera głos w przypadku jego komentarzy, czyli reaguję na to, co dana osoba mówi, czy wypowiada się pozytywnie, czy też negatywnie, można sprawdzić kto kogo like’uję, ile razy, przez to można obserwować proces wzrostu pozycji społecznej, osiągania apogeum jego popularności, czy w końcu zupełnego jej zaniku. Można sprawdzić, jakie grupy wspierają się najsilniej (komentują własne wypowiedzi), jakich mają liderów i kogo skazują na banicję (chociaż są ich znajomymi to nie zabierają głosu, nie odpowiadają na jego wypowiedzi, pomijają go milczeniem).

Taką samą analizę można przeprowadzić w przypadku firm, czy instytucji, obserwując ich wzajemną współpracę / konkurencję, czy też analizując relacje pomiędzy firmami i osobami (klientami?). Można sprawdzić, od czego zależy pozycja danej osoby, marki, firmy: czy od tego, że wcześniej już ta firma, czy osoba miała silną pozycję offline, była znana, budziła zaufanie, czy też swoją pozycję zbudowała dzięki sprawnej i skutecznej aktywności w sieci. Można praktycznie monitorować minuta po minucie tworzenie się porządku społecznego, powiązań personalnych, czy wręcz instytucjonalnych (zaufanie do instytucji, imprez, konferencji).  Konkluzja jest tu taka, że analiza sieci społecznych może rzeczywiście być (lub już jest) dominującym paradygmatem nauk społecznych (nie tylko zresztą socjologii, ale również ekonomii, czy nauk politycznych).

Druga rzecz, która wypływa z tego faktu to to, że praktycznie nikt kto chce funkcjonować na jako takim poziomie w społeczeństwie musi umieć sprawnie budować swój autorytet, pozycję, powiązania w sieci. Nie ma po prostu innego wyjścia. Mało tego, nikt nie może się usprawiedliwiać, że nie jest w stanie tego zrobić, nie umie tego zrobić, jeśli w ogóle nawet tego nie próbował. Bo praktycznie każdy może teraz być medium, nie tylko może, a wręcz musi. Myśl rzeczywiście obezwładniająca i przerażająca, mająca doniosłe i daleko idące konsekwencje.

Wniosek ten tym bardziej dotyczy też firm i instytucji, które z tej perspektywy patrząc mają coraz większą i złożoną konkurencję, bo nie tylko są zmuszone do konkurowania z innymi firmami, ale też praktycznie z każdym internautą, który zdaje sobie sprawę z zagrożeń i siły internetu.

Wizja zatem przyszłego społeczeństwa jest fascynująca zarazem i barbarzyńska. Oznacza bowiem zanik praktycznie wszelkich dotychczasowych reguł (norm, wartości, budowania relacji, planowania kariery itd. itp.) i powstanie porządku opartego na niezwykle płynnym i chwiejnym środowisku cyfrowym, które w jednej chwili może stworzyć super-gwiazdę i po paru minutach skazać ją na zupełne zapomnienie.

Tego typu społeczeństwo można nazwać społeczeństwem pikseli lub społeczeństwem hiper-społecznym ( czy rzeczywiście jest to adekwatne określenie?). Wymiar społeczny nie jest tu definiowany w oparciu o rzeczywiste relacje i kontakty, tworzenie grup, ile poprzez sprawne funkcjonowanie w środowisku wirtualnym. Autorytet, zasługi uzyskać będzie można tutaj nie za sprawą realnych działań, ile dzięki sprawnemu tworzeniu fikcji, fasady, odpowiadającej potrzebom chwili treści symbolicznych.

Otagowane , , ,

Trendy w designie stron www

Prezentacja ukazująca zmiany w projektowaniu serwisów internetowych.

Otagowane , ,

Google zmienia wszystko (infografika)

Kliknij aby powiększyć

Otagowane ,

Nieustannie podłączeni – pokolenie Z

Pokolenie Z to osoby urodzone w latach 1995 – 2010, czyli w czasach dynamicznego wzrostu znaczenia internetu i nowych technologii komunikacyjnych. Pokolenie Z czasem określa się też, jako: Cyfrowi tubylcy (Digital Natives), Generacją M (Multitasking), Generacją C (Connected Generation), czy Net Generation. Dla przedstawicieli tego  pokolenia tzw. nowe technologie istniały „od zawsze” – były czymś zwyczajnym i codziennym. Można powiedzieć, że nowoczesna technologia stanowi dla nich naturalne środowisko niezbędne do sprawnego funkcjonowania.

Podstawowym punktem odniesienia jest tu świat cyfrowy. Świat bez komputerów, laptopów, smartfonów, a co najważniejsze bez dostępu do internetu jest prawdziwą abstrakcją.

Konkurencja o uwagę

Kim są ludzie z Pokolenia Z? To przede wszystkim twórcy i to bardzo ambitni. Potrafią robić wiele rzeczy na raz. Trudno skupić się im na jednej czynności – ich uwaga jest rozproszona. Świat składa się z tysiąca fragmentów – puzzli, w których układaniu są mistrzami. Nic dziwnego – bombardowani są tysiącem przekazów reklamowych, „pływają” w morzu aplikacji, a informacja nie jest dla nich poszukiwanym „dobrem”, ale „powietrzem”, którym przywykli oddychać.

Znaczenie designu

Umiejętność korzystania z różnych produktów online i zaawansowanych urządzeń elektronicznych wytwarza potrzebę poszukiwania dobrego designu – preferują proste i łatwe w użyciu projekty, popularność zyskują rzeczy zaprojektowane z myślą o użytkowniku, o jego wygodzie i potrzebach estetycznych.

Społeczna odpowiedzialność

Z racji swobodnego poruszania się po morzu informacji dostrzegają wiele zagrożeń, jak: międzynarodowy terroryzm, czy potencjalnie negatywne konsekwencje zmian klimatycznych. Przez co są bardziej uwrażliwieni od innych na kwestie społeczne i ekologiczne. Mimo, że nie odrzucają takich wartości, jak: samodzielność, przedsiębiorczość to bardziej preferują myślenie skoncentrowane na rozwijaniu własnych pasji niż jedynie na zarabianiu „kasy”.

Nieustannie podłączeni

Są nieustannie podłączeni do sieci: w domu, poza domem, kiedy pracują, rozmawiają, odpoczywają, podróżują. Swoboda, z jaką poruszają się i wykorzystują różne platformy komunikacyjne może powodować spadek znaczenia rozmaitych uwarunkowań kulturowych, czy norm, szczególnie w kontekście wyborów i sposobów podejmowania decyzji.

Książka cyfrowa – to oczywiste!

To, co dla starszych pokoleń stanowi zagrożenie to dla przedstawicieli generacji Z jest obiektem fascynacji i polem do eksperymentowania. Dość często roztrząsany ostatnio dylemat: czy książka cyfrowa może stanowić zagrożenie dla książki drukowanej jest dla pokolenia Z jest czymś zupełnie niezrozumiałym i dziwnym. Dla nich cyfrowa książka to jeszcze jeden z naturalnych elementów krajobrazu, bez którego pewni czuliby się bardzo nieswojo.

Dystans między pokoleniowy coraz mniejszy

Jeszcze jedna ważna obserwacja. Kontekst kulturowy i społeczny, w którym dorastają przedstawiciele pokolenia Z jest zbliżony do tego, w którym żyli ich rodzice. Może technologicznie są znacznie bardziej zaawansowani niż rodzice, ale już w przypadku upodobań związanych z modą, designem, czy sferą kultury mają znacznie więcej wspólnego niż dzieci wobec swoich rodziców ze starszych pokoleń.

Jednak pomimo tego, iż gusta co do formy mogą być podobne to upodobania, co do treści już niekoniecznie. Na przykład, rodzice podobnie, jak ich dzieci mogą lubić muzykę rockową, ale jeśli chodzi o konkretnych wykonawców to ich znajomość i preferencje będą już zupełnie inne.

Poniżej bardzo inspirująca prezentacja, którą polecam. Więcej o pokoleniu Z możecie przeczytać na Wikipedii – Generation Z.

Trend Scout znowu w akcji!

Upływa już prawie siedem miesięcy od ostatniego wpisu na tym blogu. Czy to dużo, czy mało? Niektórzy blogerzy zamieszczają kilka wpisów dziennie, inni piszą systematycznie raz na miesiąc, a z kolei jeszcze inni piszą jakim wypadnie.

Nie przywykłem się tłumaczyć. Ale…

Przez ostatnich kilka miesięcy nie próżnowałem. Z roli obserwatora trendów stałem się praktykiem – postanowiłem wykorzystać trend, jakim jest digitalizacja książki do prowadzenia własnego biznesu.

I tak powstała firma Inpingo, która dostarcza innowacyjne oprogramowanie dla wydawców, ale nie tylko – bo równie dobrze mogą z niego korzystać niezależni autorzy, self-publisherzy, studia graficzne, blogerzy.

Oferujemy rzecz, która jest czymś unikalnym na polskim rynku. Każdy kto chce przygotować książkę, broszurę, katalog, czy jakikolwiek inny dokument dostępny nie tylko w „papierze” ale też na dowolnym urządzeniu cyfrowym (mam tu na myśli e-czytniki , tablety, laptopy, smartfony itp.) może tego dokonać wykorzystując nasze oprogramowanie.

Do tej pory aby przygotować książkę dostępną np. na Kindle (czytnik elektronicznych książek oferowany przez Amazon) trzeba było dokonywać konwersji. Może to nie był zbyt duży problem, ale zawsze trzeba było takie oprogramowanie wpierw odnaleźć, no i efekt nie zawsze był zadowalający.

Możliwości Inpingo są dużo większe. Oferujemy także automatyczną dystrybucję do wielu serwisów zajmujących się sprzedażą treści elektronicznych zarówno w kraju, jak i na świecie. Udostępnimy narzędzia, które pozwalają zapanować nad wciąż rosnącymi zasobami treści. Cała zabawa odbywa się w tzw. „chmurze”.

Wszystkich zainteresowanych naszym projektem zapraszam do odwiedzenia naszej strony www.inpingo.pl Tam także prowadzę bloga, który jest poświęcony technologiom cyfrowym na rynku wydawniczym, jak też rozwiązaniom oferowanym przez naszą firmę.

Czy zagoszczę tu na dobre i zacznę systematycznie pisać? Nie obiecuję, ale postanowiłem, że spróbuję. Poczułem  pragnienie pisania. Jednak wciąż największym moim wyzwaniem jest, jak zwykle N.B.K (czytaj: notoryczny brak czasu).

Trzy sposoby na książkę (według Ideo)

Trzy różne spojrzenia na przyszłość książki. Film pokazuje rozmaite możliwości edycji cyfrowej. Czytanie na „ekranach” niekoniecznie musi być mniej przyjemne niż czytanie wersji drukowanej.

Otagowane

Nie da się zadusić piractwa, nigdy!!!

Jak kopiować to na całego, co wcale nie oznacza, że jestem za bezczelnym żerowaniu na czyjejś pracy.

Ale może nie będę się usprawiedliwiał, jak hipokryta jakiś. To chyba nie ma zbytniego sensu. Po prostu nie mogłem się opanować i postanowiłem skopiować tu słowa, które przytaczam za arcyciekawym serwisem Magivanga.

Jest to fragment eseju napisanego przez autora owej strony, niejakiego Conradino Beb’a, pod znamiennym tytułem ”Chaos, magia i mitologia nowych mediów”. Słowa niezwykle trafnie opisują kierunek, w którym zmierza obecnie nasz świat.

Mark Pesce, w swojej książce Hyperpeople: Świat nie zmieni się tylko po to, żeby dostosować się do wymagań ekonomicznych, stawianych przez przemysł muzyczny czy filmowy; żaden rodzaj targów prawnych, kupowania politycznych wpływów czy też straszenia artystyczną apokalipsą nie spowolni trendu zmierzajacego ku coraz szerszej dystrybucji cyfrowych mediów. Dobra te będą kopiowane raz po raz, ponieważ ludzie pożądają doświadczeń, które one wyrażają, a także dlatego iż esencja natury cyfrowego medium pozwala na niezwykle łatwe spełnianie tych pożądań. W jaki więc sposób artyści mogą zaadaptować się do nowego świata, w którym modele ekonomiczne, wynalezione w Erze Industrialnej, przestały pełnić swoją rolę? Rozwiązanie jest proste: rzućcie się w objęcia piractwa.

Nie muszę chyba dodawać, że z owymi słowami całkowicie się zgadzam.

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: