wywiady

Link linkowi nierówny – nowe spojrzenie na badanie trendów

zapis wywiadu  z Dominikiem Batorskim, który odbył się w siedzibie ICM-u, rozmawiał Robert Kostka-Zawadzki

Robert Kostka-Zawadzki: Jak dzisiaj można badać trendy? Czy wystarczy prowadzić systematyczną obserwację wybranych grup, miejsc, aby dowiedzieć się jaka może czekać nas przyszłość?

Dominik Batorski: Jedynie zebranie opinii, czy zbadanie wiedzy o tym, co dzieje się teraz to w gruncie rzeczy jest bardzo mało. Tu nasuwa się podstawowe, pytanie, w jaki sposób jesteśmy w stanie uogólnić wiedzę o stanie obecnym o tym, co będzie się działo w najbliższej przyszłości?

Jesteśmy w ICM-ie, wykonuje się tutaj najbardziej znaną w Polsce numeryczną prognozę pogody. Nawet, jeśli sprawdzimy, jaka jest pogoda/stan atmosfery w wielu różnych miejscach to jeszcze nie daje nam możliwości przewidywania.

Dopiero uwzględnienie odpowiednich modeli dotyczących stanu zachowania atmosfery, czy tak, jak tu w naszym przypadku oddziaływań między ludźmi, rozprzestrzeniania się informacji, wpływu poszczególnych osób i tak dalej pozwala cokolwiek powiedzieć o tym, co może wydarzyć się w niedalekiej przyszłości.

Pierwszy model może polegać na systematycznej obserwacji jakiegoś zjawiska przez jakiś czas. Dzięki zebranym w ten sposób danym możemy utworzyć szereg czasowy, który będzie pomocny w przewidywaniu tego, co tam dalej się będzie działo. W podejściu tym przyjmujemy założenie, że tak, jak się dane zjawisko rozprzestrzeniało w przeszłości to będzie się tak samo rozwijało dalej.

Drugi polega na odtworzeniu procesu, który jest odpowiedzialny za rozprzestrzenianie się danego zjawiska, czy następuje zmiana określonych zachowań. Tutaj nasze przewidywania tworzymy nie w oparciu o dane z przeszłości, a staramy się wyjaśnić mechanizm, który odpowiedzialny jest za zmianę zachowań.

Różnica jest taka, że z jednej strony mamy dane, na podstawie, których tworzymy model predykcyjny, a w drugim podejściu staramy się raczej odtworzyć i zrozumieć proces, który ma miejsce. Mnie zdecydowanie odpowiada to drugie podejście.

Uważa się, że dotychczas popularne modele opisujące rozchodzenie się trendów, jak na przykład teoria dyfuzji innowacji Rogersa, niezbyt dobrze tłumaczą ten proces. Czy obecnie pojawiają się jakieś inne, nowe sposoby wyjaśniania mechanizmów rozchodzenia się nowych trendów?

Teoria dyfuzji innowacji autorstwa Everett’a Rogersa stała się rzeczywiście bardzo popularna w ostatnich latach szczególnie w marketingu. Dla Rogersa i późniejszych kolejnych badaczy innowacja to każdy dowolny nowy przedmiot, każde nowe zachowanie, czy w ogóle różnego rodzaju nowości w systemie społecznym. Według niego, proces innowacji można opisać za pomocą pewnej krzywej – popularność innowacji rośnie na początku bardzo powoli, dopiero po jakimś czasie nabiera rozpędu.

Estymacja liczby surferów w Kalifornii w latach 1945 – 1963, na podstawie: Surfing: The Natural History of an Urban Scene, John Irwin, Journal of Contemporary Ethnography 1973

Innowacja wpierw znajduję uznanie u Innowatorów, potem u Early Adopters, następnie u Early Majoraty, Late Majority i na końcu akceptuje ją grupa określana – Laggards.

Dyfuzja innowacji według Rogersa. Wraz z kolejnymi grupami konsumentów przyjęcie nowości (linia niebieska), jej udział w rynku (linia żółta) ostatecznie osiąga poziom nasycenia.

Teoria ta słabo uwzględnia prawdziwą innowacyjność jednostek, ponieważ może się okazać, że osoby, które przyjmują innowacje dopiero na końcu są bardziej innowacyjne od tych, które znajdują się wśród tych, które czynią to na samym początku.

Dlaczego?

Dlatego, że mogą być pierwszymi w swoim otoczeniu społecznym, jeśli chodzi o otwartość wobec nowości. Rogers uwzględnił tylko jeden wymiar – czas, jeśli chodzi o proces przyjmowania innowacji. Ale, czy człowiek jest innowacyjny, czy też nie, zależy tak naprawdę od tego, jak zachowują się inne osoby w jego najbliższym otoczeniu. Czyli jeśli robi on coś, jako pierwszy to jest innowatorem i nie ważne kiedy to robi. Jednocześnie jakaś inna osoba, którą zakwalifikujemy do grupy, na przykład Early Adopters ma już w swoim otoczeniu parę innych osób, które tą innowację przyjęły to jakim jest ona innowatorem? Słabym.

Dlatego wszystko powinno być zrelatywizowane do kontekstu społecznego danej osoby. Zdecydowanie bardziej adekwatnym podejściem jest na przykład teoria wpływu społecznego autorstwa Bibb’a Latané, czy prace Thomasa Valente nad sieciowymi modelami dyfuzji innowacji. Oba podejścia zdecydowanie bardziej uwzględniają rolę kontekstu społecznego w rozpowszechnianiu się innowacji.

W swoich badaniach także badam strukturę sieci, relacji, komunikacji pomiędzy jednostkami po to, żeby stwierdzić, jak ta dynamika rzeczywiście przebiega i które jednostki są bardziej innowacyjne niż inne. Czy, na przykład, w jakim stopniu określona grupa, która jest stosunkowo mało liczna może wywierać wpływ na innych.

Jeśli bada się rozpowszechnianie pewnych informacji, szczególnie w internecie to ważna jest także wiedza o tym, ile osób może mieć dostęp do danej informacji.

Ale przecież jest to dopiero jedna strona medalu – wiedza o tym, ile osób może mieć dostęp do danej informacji (jak duża jest oglądalność jakiejś witryny), ale jest i druga, że możemy odnaleźć blog, który ma niewspółmiernie więcej połączeń z innymi blogami, czy stronami niż inne miejsca w sieci i wcale nie musi być tak bardzo oglądany…

Oczywiście, ale to nie wszystko. Blog, do którego prowadzi bardzo dużo linków, czyli można domniemywać, że jest bardzo mocno obserwowany, może mieć znacznie mniejsze znaczenie niż się z początku nam wydaje.

Jednocześnie możemy znaleźć taki blog, który ma tylko kilka linków, ale za to prowadzących do takich miejsc w sieci, które są super kluczowe, jeśli chodzi o łatwość w rozpowszechnianiu się informacji. Dlatego jeśli będziemy tylko przyglądać się bezpośredniemu otoczeniu wybranych miejsc w sieci to dowiemy się niewiele. Można tutaj wspomnieć o algorytmie Page Rank, po którym są sortowane wyniki wyszukiwania Google – on też nie uwzględnia, tylko tego, ile linków prowadzi do danej strony. Bierzę pod uwagę to, z jakich stron te linki pochodzą… I tak, link, który pochodzi ze strony, która jest niezwykle popularna ma dużo większe znaczenie niż link z jakiejkolwiek innej strony.

Zatem, jeśli myślę o popularności to nie chodzi mi tylko o oglądalność. Bo czym innym jest relacja związana z oglądalnością, a czym innym jest relacja związana z dyfuzją informacji. Interesuje mnie bardziej, jak określone powiązania między stronami pomagają lub utrudniają w rozchodzeniu się nowych informacji.

Czyli tak naprawdę struktura powiązań jest tutaj bardziej istotna, a nie tyle, ile tych powiązań jest…

Tak, bowiem koncentracja jedynie na liczbie linków jest zbyt dużym uproszczeniem. Nie każdy link oznacza to samo.

To, co nas tu interesuje to prawdopodobieństwo przepłynięcia informacji z jednego punktu do drugiego, a sam link jest słabym przybliżeniem tego procesu. Wyodrębnianie liderów opinii nie powinno polegać jedynie na pomiarze tzw. prestiżu, wpływowości tylko na analizowaniu tego, co się rzeczywiście dzieje, jak zachowanie jednej jednostki przekłada się na zachowania w jej otoczeniu społecznym, należy badać rzeczywisty wpływ, a nie jedynie zakładać, jakby z góry, że dana jednostka ma dużo wzajemnych powiązań, ma szczególne predyspozycje i dlatego może być uznana za lidera opinii.

Skupiamy uwagę na miejscu, osobie, która pierwsza ujawniła daną informację i patrzymy, gdzie ta informacja dalej podąża, czy tak?

Bardziej próbujemy zrozumieć, jaki może być wpływ na daną osobę różnych postaw. To oczywiście zależy od liczby osób wyznających podobne postawy (lub używające tych samych produktów), ich wpływowości i tak dalej. Ale zazwyczaj zmiana samego zachowania, czy postawy nie zachodzi od razu. Nawet jeśli zwiększa się oddziaływanie jakiejś postawy w najbliższym otoczeniu społecznym to wcale nie oznacza, że nasza osoba też zmieni swoje zachowanie, czy postawę. Dopiero po przekroczeniu pewnego „progu” (ang. threshold) ta osoba może zmienić swoje zapatrywania.

Ale czy można jakoś oszacować ten próg?

Tak właśnie się to robi, próbuje się oszacować próg poszczególnych osób. Nie powinniśmy tylko brać pod uwagę czasu po którym nastąpić może zmiana zachowania, ale właśnie powinniśmy skupić uwagę, jaki próg ma dana osoba. Im próg jest niższy tym bardziej tą osobę możemy uznać za innowacyjną, bo łatwiej przyjmuje nowe zachowania.

Ale zazwyczaj przewidywanie trendów polega na obserwacji wybranej grupy ludzi, która wyznaje podobne poglądy, wartości i często jest to niszowa grupa. W pewnym momencie nagle poglądy popularne w tej grupie zaczynają przedostawać się na zewnątrz. Tak było w przypadku Hip-Hopu, czy na przykład surfingu.

Tak, wystarczy wspomnieć już klasykę takiej literatury, jak „Punkt Przełomowy” (The Tipping Point) Malcolma Gladwell’a (śmiech).

No właśnie, Gladwell proponuje zgrabny przepis na przewidzenie trendu. Wystarczy, że mamy trzy składniki, jak: prawo garstki, czyli tzw. mawenów, łączników i sprzedawców, pewien element przyczepności, czyli coś co powoduje, że pewna informacja w ogóle przyciąga uwagę i właśnie środowisko, w którym wszystko to ma miejsce…

Główny problem z Gladwellem i też z całą jego koncepcją jest taki, że niesłychanie upraszcza całą sprawę. Oto mamy prawdziwych innowatorów, a pozostali to są osoby, które są mało wpływowe, bycie ekspertem w jakiejś tam dziedzinie nie oznacza, że się jest też ekspertem w innej.

No, ale przecież Gladwell wspomina też o tym…

No tak, jednak nowe badania pokazują, że to nie koniecznie te najbardziej wpływowe osoby mają kluczowe znaczenie w rozchodzeniu się trendów, ale kluczowa jest, tak naprawdę rola tych osób, które można uznać za średnio wpływowe. Oznacza to, że, jak mamy pewne kontinuum wpływowości to nie należałoby się skupiać uwagi jedynie na tych najbardziej kluczowych jednostkach, ale czasem większe znaczenie ma to, czym zacznie się interesować większa grupa tych mniej wpływowych jednostek niż to, co skupia uwagę osób, które uznajemy za innowacyjne.

Jednak dużo łatwiej jest namierzyć właśnie te osoby, które są innowatorami, łatwiej jest je opisać i scharakteryzować, bo one bardziej się wyróżniają w jakiś tam sposób.

No pewnie, że jest łatwiej, natomiast to jest trochę tak, że tacy innowatorzy są zwykle wyizolowani, są daleko od siebie. W ich przypadku nie można spodziewać się, że będziemy mieć do czynienia z przekroczeniem pewnej „masy krytycznej”. Dopiero kiedy „pewna masa krytyczna zostanie przekroczona”, tzn. kiedy postawy wpierw obecne, na przykład, w jakiś niszowych grupach zaczną się upowszechniać możemy mówić o tym, że mamy do czynienia z nowym trendem.

Trendy rodzą się na styku internetu i starych mediów

Czy dzisiaj można poszukiwać nowych trendów bez patrzenia na to, co się dzieje w internecie?

Na pewno jest tak, że internet pewne rzeczy bardzo ułatwia, jak na przykład realizację badań, bo dzięki niemu mamy dostęp do znacznie większej ilości znacznie lepszych danych. Komputery i sieci teleinformatyczne umożliwiają bowiem badanie faktycznych zachowań, a nie jedynie tego co ludzie o swoich zachowaniach myślą, bądź co deklarują.

Jednak cały czas musimy mieć świadomość, że dopiero połowa Polaków korzysta z internetu. Jednocześnie jego znaczenie jest różne w różnych grupach, na przykład, wśród osób lepiej wykształconych, mieszkańców dużych miast jest ono większe niż w innych. Co na pewno ułatwia obserwację liderów opinii, których zdecydowanie łatwiej odnajdziemy właśnie wśród użytkowników internetu, bo generalnie jest ich tam znacznie więcej, niż wśród osób, które z sieci nie korzystają.

Dlaczego nikomu nie udało przewidzieć się tak szybkiego i tak dużego wzrostu popularności naszej-klasy?

Tych serwisów jest bardzo dużo i trudno jest przewidzieć, że jedne staną się bardziej popularne, a inne nie. Na przykład, taki serwis, jak grono.net, który wcześniej cieszył się sporą popularnością, zaczął ją tracić i co jakiś czas pojawiają się informacje, że zupełnie może zniknąć z rynku. Takich przypadków jest więcej. Teraz może nam się wydawać, że to było jasne, że nasza-klasa zyska taką popularność, ale tak naprawdę to wcale jasne nie było.

Na przykład to, że nasza-klasa odpowiedziała na taką rzeczywistą potrzebę, którą inne serwisy wcześniej w ogóle nie dostrzegały, czyli możliwość odświeżenia znajomości po latach. Wcześniej inne serwisy społecznościowe w Polsce oferowały narzędzia do pomagania nawiązywania i utrzymywania kontaktów, czyli mogliśmy zarejestrować swoje relacje i tyle. Nasza-klasa bardzo mocno podkreślała od początku w swojej komunikacji ten fakt odświeżania znajomości z lat wcześniejszych, co jednocześnie zbiegło się w czasie z dużym wzrostem liczby użytkowników internetu w Polsce, zwłaszcza w tych starszych grupach wiekowych. Wcześniej znane portale przyciągały głównie młodych ludzi, uczniów, studentów, natomiast słabo przyciągały osoby starsze, które rzadko korzystały jeszcze wówczas z Internetu. Jak weszła Nasza-klasa to trafiła na bardzo dobry moment, ale też nie ma wątpliwości, że pomógł jej także duży szum medialny.

W jaki sposób?

Ponieważ rzeczy, które dzieją się w internecie bez takiego wzmocnienia w innych mediach słabo zyskują na popularności. Spójrzmy, na przykład na różne rodzaje akcji społecznych. Coś najpierw zaczyna dziać się w internecie i potem zyskuje rozgłos…

Co na przykład?

Na przykład, akcja pt. „Ratuj Maluchy” zorganizowana przez rodziców, którzy protestowali przeciwko ustawie posłania sześciolatków do szkół. Przecież na początku to było tak, że ktoś gdzieś w sieci założył prostą stronę, na którą wpisało się czterdzieści parę tysięcy osób i następnie ustawa została rozmyta, a reforma opóźniona o trzy lata…

To narodziło się w sieci?

Tak!!! Zdecydowanie. Dlaczego? No bo po prostu w sieci łatwo spotkać ludzi, którzy mają podobne potrzeby, podobne problemy. Bez internetu, nie byłoby to w ogóle możliwe. Choćby akcja klientów BRE Banku – „Nabici w mBank”, prawda? Na forum zarejestrowało się trochę więcej niż dwa tysiące osób, a aktywnych osób była garstka, natomiast sama akcja miała niesłychaną skuteczność. Nie dlatego, że tym ludziom się udało coś wywalczyć, ale dlatego, że wywołała temat problemu spłacania kredytów. Od mówienia o tej akcji, zaczęło się też mówienie o tym, że Polacy mają problem ze spłacaniem kredytów i tak dalej.

Notabene w badaniach Diagnozy Społecznej okazuje się, że dużo mniej gospodarstw domowych ma problem ze spłacaniem kredytów. Oczywiście kredyt jest trochę trudniej dostać, ale spłacalność kredytów właściwie się poprawiła w Polsce w porównanie do tego, co mieliśmy do czynienia wcześniej.

To jest zupełnie inaczej niż media to pokazują

Tak, dokładnie (szeroki uśmiech), ale to, co jest moim zdaniem najważniejsze, jeśli chodzi o skuteczność tej akcji to zaraz po tym rząd i przede wszystkim zespół Michała Boniego zaczął się zastanawiać, no co z tym kredytami zrobić i został uruchomiony wielki program dopłat do kredytów mieszkaniowych „Rodzina na swoim”. Moim zdaniem, bez tej akcji kompletnie by czegoś takiego nie było. No więc, taki wpływ polityczny tego typu działań robionych przez garstkę ludzi, przez to, że wpływa na agendę mediów tradycyjnych, na to czym media tradycyjne się zajmują, może uzyskać niesłychany wpływ polityczny…

Czyli to teraz nie jest tak, że mamy internet, mamy blogi i że to one raczej czerpią z treści dostępnych na dużych serwisach, czy z tradycyjnych mediów, ale pojawia się relacja odwrotna, czy tak?

Owszem ten przepływ od tych mediów tradycyjnych do blogosfery jest bardzo duży. Jak się popatrzy, czym się zajmują, na przykład blogerzy zajmujący się polityką… no to w gruncie rzeczy to skupiają się na tym, o czym pisze się w mediach tradycyjnych. Ich wartością dodaną jest, że czasem lepiej kojarzą różne fakty niż taki przeciętny dziennikarz. Koncentrują się na monitorowaniu jakiś spraw i później potrafią wychwycić pewne niekonsekwencje.

Ale przepływ od blogów do środowiska dziennikarskiego i do tego, co się piszę w mediach tradycyjnych też ma miejsce. Tak funkcjonują bardziej znane blogi polityków, które są tworzone nie dla zwykłych odbiorców, ale dla dziennikarzy, bo blogi czyta niewiele osób, a liczy się to co zostanie powtórzone w tradycyjnych mediach.

Jednak nie ma tu dużej zmiany jakościowej. Wcześniej też tak było, że w różnych środowiskach dyskutowało się o tym, co w różnych mediach się mówi, a opinie ludzi miały czasem wpływ na to czym zajmowali się dziennikarze. Ale teraz faktycznie różne grupy nacisku są w stanie się organizować i wywierać prawdziwy wpływ na opinię publiczną i agendę mediów tradycyjnych i dzieje się to właśnie dzięki internetowi.

Jednocześnie nie ma w Polsce w tej chwili takich rzeczywiście większych działań, które działy by się tylko w sieci, to znaczy, akcje, które z sieci nie wydostaną się do mediów tradycyjnych, tak naprawdę bardzo słabo zyskują większą popularność.

Czyli aby dziś móc dobrze śledzić trendy to należałoby uwzględnić to, co się dzieje w internecie i to co się dzieje poza nim?

Śledzenie tego, co się dzieje w internecie jest niewątpliwie istotne, ale do pewnego stopnia, bo to zależy, jakie trendy nas interesują. Ale jest też tak, że to na ile dana informacja będzie mogła się rozpowszechnić zależy od jej możliwości wpłynięcia na to, co się dzieje też poza internetem, przede wszystkim na media tradycyjne. Istotne jest rozpoznanie takiej zdolności danego trendu do wyjścia, poza internet, co w gruncie rzeczy nie jest wcale takie proste.

Dzisiaj i jutro – czyli jaka czeka nas przyszłość?

Pojawia się coraz więcej firm, które próbują opisać, zbadać to, co dzieje się w internecie. Na polski rynek niedawno zostały wprowadzone narzędzia firmy Attentio, które monitorują klimat opinii tzw. sentyment analysis. Nie mówiąc już o tym, co dzieje się na ten temat w Stanach Zjednoczonych, gdzie też niedawno powstała firma Scout Labs, ona też rozwija podobne narzędzia, jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Myślę, że generalnie tego typu podejście to jest przyszłość, natomiast mam wrażenie, że to nie są takie narzędzia, które są dobrze dostosowane do naszego kontekstu – szczególnie do języka polskiego, to znaczy na tym poziomie za dużo bym się po nich nie spodziewał, przynajmniej na razie…

Czy to jest największa trudność jeśli mówimy o próbie analizowania klimatu dyskusji w sieci, zwłaszcza jeśli te firmy próbują budować określone wskaźniki opinii pozytywnych, czy  negatywnych…

Nie jest to trudność natury obiektywnej i są narzędzia językowe w Polsce, które pozwalałby zrobić cos takiego też dla języka polskiego…

Pan myśli tutaj o takich ośrodkach naukowych?

Tak, też, ale są także firmy, które takie rzeczy robią, chociaż aby móc zaoferować takie rozwinięte narzędzie to wydaję mi się, że jest jeszcze trochę za wcześnie, ale znam też firmy, które tego typu projekty robiły, choć może nie oferują zestandaryzowanego narzędzia…

W Polsce, tak?

Tak… natomiast, rzeczywiście badały, chociażby opinie wyrażane w internecie o różnych markach, z taką konkretną identyfikacją tego, co użytkownicy myślą i identyfikacją konkretnych stwierdzeń, czy też wartości emocjonalnej i tak dalej, aczkolwiek to rzeczywiście wymaga bardzo dużych zasobów i narzędzi językowych chociażby do takich najprostszych rzeczy, jak rozpoznawania  wyrazów bliskoznacznych…

Kontekstu, chyba też, prawda?

Tak, tak, dokładnie…, oczywiście

Można przecież zakodować coś takiego: „że jestem głodny”, jako coś negatywnego, ale gdy uwzględnimy szerszy kontekst i „że jestem głodny nowych filmów”, na przykład, albo „wrażeń” to jakby to zupełnie wszystko w innym kontekście się pojawia…

Oczywiście, ale są już takie narzędzia, które to umożliwiają

Czy Pan uważa, że takie badania będą przybierały na sile w przyszłości, będą miały mieć coraz większe znaczenie, czy też nie?

W najbliższym czasie na pewno tak, bo przetwarzanie danych zastanych to przyszłość badań, a współcześnie zdecydowana większość informacji jest dostępna w postaci tekstu, a nie danych i bez dobrych narzędzi językowych nie sposób zacząć ich porządnie przetwarzać.

Natomiast, co tam się będzie działo później, to zależy przede wszystkim od…

Po pierwsze, gdzieś w którymś momencie pojawią się istotne kwestie prywatności i tego, na ile rzeczywiście można różne rzeczy dokładnie monitorować, po drugie to kwestia skuteczności stosowanych narzędzi.

Zawsze istnieje pokusa, szczególnie, jak jest dużo zainteresowanych osób, żeby robić różnego rodzaju badania, aby można je fajne przedstawić, fajnie opisać, ale jeżeli one nie są robione rzeczywiście porządnie i nie prowadzą do dobrych efektów to de facto może to podciąć cały rozwój danego podejścia.

Przykładowo, choćby robienie analiz semantycznych, które słabo nadal uwzględniają różne konteksty języka polskiego, czy robienie analiz sieciowych, które bardzo łatwo robić powierzchownie. Wszystko to na dłuższą metę może obrócić się przeciwko tym podejściom. Złe używanie nawet najlepszych narzędzi może skompromitować całą metodę.

Reklamy

6 thoughts on “wywiady

  1. […] się teorią dyfuzji innowacji Everetta Rogersa (więcej na jej temat możecie doczytać tu). Teoria ta mówi w skrócie, że odbiorcy nowych technologii dzielą się na kilka grup […]

  2. sex pisze:

    We’re a group of volunteers and opening a new scheme in
    our community. Your website provided us with valuable information to work on.
    You’ve done an impressive job and our entire community will be grateful to you.

  3. Spilleautomater ni kan casino smarte pengene eder jackpot.
    Hadde rundspilte casa til canariaøyvind dom populære fruktautomaten Norske Spilleautomatere fra automaten Norske Spilleautomater konkurrerer om.
    Nudge eder lansert utav tilskuddetden norske automatfamilien og dom beste nye spilleautomaten noe programvare eller automater kungen
    nett registrere jättelik forskjell. Minimumsinnskudd som kan andre casinospill porträtt fortalt spillet
    velger ni din mega joker 6000 symboler.

  4. When I originally commented I clicked the „Notify me when new comments are added” checkbox and now each time a comment is added I get four emails with the
    same comment. Is there any way you can remove people from that service?
    Thank you!

  5. penge nu pisze:

    you are truly a good webmaster. The site loading pace is
    amazing. It sort of feels that you are doing any unique trick.
    Also, The contents are masterwork. you’ve performed a wonderful task in this topic!

  6. […] się, że im więcej stron odsyła do wybranego bloga tym większa jego opiniotwórczość. Niektórzy uważają, że to za mało i postulują dokładne sprawdzanie liczby stron, które […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: