Category Archives: technologie

Lustra i metafora rozciągniętej gumy

Obraz_lustra_przyciety

Lustra i rozciągnięta guma – metafory współczesnego świata.

Metafora [gr. metaphora = przeniesienie] to wyobrażenie jednego obiektu za pomocą innego. Spełnia wiele bardzo ważnych funkcji: pomaga wyrażać nasze uczucia i emocje (zarówno te uświadomione, jak i te, których nie jesteśmy świadomi); zauważać nowe zależności; interpretować nasze doświadczenia i wydobywać z nich nowe znaczenia; pobudza naszą wyobraźnie i kreatywność.

Metafory nie są dokładnym opisem rzeczywistości, ale wskazują szczególnie na te jej aspekty, które są trudne do uchwycenia wprost przy użyciu pojęć, które straciły swoją aktualność. Znany francuski socjolog Alain Touraine w swojej ostatniej książce „Koniec społeczeństw”, stwierdził, że świat społeczny, którym dotąd zajmowały się nauki społeczne już nie istnieje i trzeba zacząć go badać i opisywać zupełnie od nowa. Próba wykorzystania metafor wydaje się na początek pociągającym zabiegiem.

W niniejszym tekście nie mam zamiaru rekonstruować „prawdziwej” natury świata społecznego. Chciałbym jedynie uchwycić, chociaż w części ów Zeitgeist, czyli ducha epoki. Zajmę się dwoma jego aspektami: władzą i dynamiką zmian. Wykorzystam do tego celu dwie spreparowane na te potrzeby metafory; odnośnie opisu władzy: metaforę luster, zaś w zakresie zmian społecznych: metaforę rozciągniętej gumy.

Według Manuela Castellsa władza jest jednym z trzech kluczowych elementów życia społecznego. Dwie pozostałe to produkcja dóbr i doświadczenie kreowane przez relacje między ludźmi i symbole.

„Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej”

– piszę Castells. Już dawno władza przestała być postrzegana, jako ściśle zdefiniowany i widoczny zespół instytucji, czy ośrodków, które wywierają wpływ przez użycie przemocy fizycznej, czy symbolicznej na pozostałe grupy społeczne.

Dobrze znane są takie metafory władzy, jak Wielki Brat, Panoptikon, czy Matriks. Pierwszą z nich wykorzystał w swojej powieści „Rok 1984” George Orwell. Miał to być najwyższy wódz Partii, która rządziła fikcyjnym państwem Oceania. Panoptikon, z kolei to idea idealnego więzienia, której pomysłodawcą był angielski filozof utylitarysta, Jeremy Bentham. „Innowacyjny” charakter Panoptikonu miał polegać na tym, że umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Metaforę Panoptikonu wykorzystał w swojej książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Michel Foucault aby opisać wyłaniające się według niego nowe formy władzy charakterystyczne dla nowożytnych społeczeństw. W podobnym znaczeniu użył jej również amerykański pisarz John Twelve Hawks w swojej powieści Traveler. W końcu Matriks to tytuł filmu braci Wachowskich na temat fikcyjnego świata, w którym „prawdziwa rzeczywistość” społeczna jest tak naprawdę iluzją wykreowaną przez inteligentne maszyny sprawujące rzeczywistą władzę.

Obawa przed zupełnym zanikiem prywatności jest ostatnio jednym z najczęściej podnoszonych problemów w trakcie dyskusji dotyczących kondycji współczesnego świata. Zwłaszcza w dobie dynamicznie rozwijających się narzędzi i programów Big Data, czy Internetu Rzeczy. Do końca jeszcze może nieuświadamiany lęk, który zaledwie tlił się na progu podświadomości wydobył ostatecznie na światło dzienne Edward Snowden były pracownik CIA i kontraktor zatrudniony przez firmy Dell oraz Booz Allen Hamilton na kontrakty dla NSA (Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa). Ujawnił prasie kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów NSA. Szczególnie przerażające dotyczyły tzw. programu PRISM, którego celem jest monitorowanie na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych.

Ostatnie doniesienia wskazują też, że NSA nie tylko monitoruje nasze życie prywatne (zresztą nie tylko te w obrębie internetu, ale także poza nim, wiadomo już, że każdy telefon komórkowy może być w dowolnej chwili wykorzystany, jako niezależne narzędzie podsłuchowe, nawet jeśli jest wyłączony), ale także prowadzi szeroko zakrojone ataki hakerskie i dywersyjne. Skutkiem których prawie każda osoba może zostać w każdej chwili oskarżona o dokonywanie włamań do innych komputerów. W rzeczywistości jest to skutek działań NSA będąca w stanie wykorzystać dowolny komputer podłączony do sieci w celu dokonywania cybernetycznych ataków.

Podglądanie władzy – metafora luster

Można powiedzieć, że wszystkie trzy powyżej przedstawione metafory w zasadzie trafnie opisują współczesny świat. Jednocześnie wszystkie trzy z góry przyjmują założenie, że wraz z rozwojem technologii coraz silniejszy wpływ uzyskuje tylko władza, która w coraz większym zakresie może osaczać ze wszystkich stron bierną i przerażoną jednostkę. Owe trzy metafory są wynikiem przekonania, że to technologia z góry determinuje życie społeczne, a nie na odwrót. A co jeśli technologia nie tylko narzuca ramy społeczeństwu, w tym również określa zasięg i naturę władzy, ale sama jest produktem społecznym? Potwierdzeniem takiego punktu widzenia jest m.in. działalność hakerów, którzy nie odrzucając technologii są w stanie ją modyfikować i nią manipulować.

Inspiracją dla metafory lustra są pracę prowadzone przez dwóch amerykańskich socjologów Paul’a F. Lazarsfeld’a oraz Robert K. Merton’a, którzy w okresie II wojny światowej rozwinęli – dobrze dziś znaną – metodę badawczą, jakim jest Zogniskowany Wywiad Grupowy (ang. focus group interview). Zajmowali się oni testowaniem audycji propagandowych i szukali rzetelnej metody, która umożliwia szybkie uzyskanie wyników. Wywiad grupowy zwykle realizowany jest w osobnym pomieszczeniu, do którego zaprasza się badane osoby. Prowadzony jest przez moderatora, który ma dbać aby dyskusja, która chociaż ma swobodny charakter, nie zboczyła z tematów, które interesują badaczy.

Przebieg dyskusji nie tylko jest rejestrowany (przez urządzenia audio i video), ale też może być obserwowany przez postronne osoby (badaczy, klientów, którzy zamówili badanie). Zaproszone osoby mogą obserwować przebieg wywiadu same nie będąc widoczne dzięki wykorzystaniu tzw. lustra weneckiego. Dzięki cienkiej warstwie metalu lustro te jest w stanie część światła przepuścić, a część zachować.

Gdy przyjrzymy się opisanej powyżej sytuacji można od razu doszukać się podobieństw z kreowaną rzeczywistością przez Panoptkion, czy światem rządzonym przez Wielkiego Brata. Oto bezbronne „jednostki” osaczone przez niewidoczną władzę. Wszystko wygląda podobnie. Ale, co jeśli założyć, że również osoby, które podglądają badanych same jednocześnie są podglądane? Pytanie tylko przez kogo? Przez inne ośrodki władzy, służby specjalne, grupy wywrotowe i przestępcze, terrorystów, czy inne nieznane osoby? To jest właśnie metafora lustra, a w zasadzie metafora luster ponieważ każde z nich może kryć za sobą kolejne i kolejne.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej, czy wykorzystanie owej metafory jest w stanie celniej uchwycić relację między władzą, a tymi, którzy nie tylko tej władzy podlegają, ale mogą się z nią nie zgadzać, czy zamierzają się jej oprzeć? I to w świecie, w którym technologia może być wykorzystana nie tylko, jako lustro weneckie, ale też, jako lustro, w którym możemy się przeglądać.

W bestsellerowej trylogii „Millennium”, szwedzki pisarz  Stieg Larsson umieścił postać młodej dziewczyny Lisbeth Salander, która znając tajniki hakerskiego rzemiosła potrafi bez trudu oglądać „za lustra” poczynania przedstawicieli władzy i szwedzkiego establishmentu, przeglądając zawartość ich komputerów. Czy zatem można potraktować Salander, jako fikcyjną bohaterkę stworzoną przez autora, m.in. aby przestrzec władzę przed stosowaniem nadużyć również tych dotykających naszej prywatności?

Inny przykład, tym razem pochodzący z rzeczywistego świata, a nie literackiej fikcji: strona internetowa WiliLeaks (z ang. leak – „przeciek”), zaprojektowana i udostępniona w grudniu 2006 roku również przez byłego hakera Julian Assange i jego współpracownika Daniel’a Domscheit-Berg’a. Celem serwisu jest publikacja (po drobiazgowej weryfikacji i zachowania pełnej anonimowości) często tajnych dokumentów tworzonych przez rządy, służby specjalne i duże korporacje wskazujące na działania nie zgodne z prawem lub naruszające prawa człowieka. Według danych z kwietnia 2013 roku na witrynie było dostępnych ponad 1,7 milionów tego typu dokumentów.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej historii „podglądaczy” podglądających. Przez kilka lat do 2002 roku brytyjski haker Garry McKinnon potajemnie był w stanie przeglądać informacje znajdujących się na serwerach NASA, Armii Stanów Zjednoczonych, US Navy, Departamentu USA, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i Pentagonu. Jednak praktycznie do ostatniej chwili amerykańskie służby specjalne i agencje bezpieczeństwa, chociaż zidentyfikowały intruza, nie były w stanie przejrzeć jego tożsamości.

Ale metafora lustra nie tylko wskazuje na możliwość podglądania kogoś, ale też przeglądanie się w samym lustrze. Na jednym z kadrów filmu w reżyserii Tony’ego Gatlifa, “Oburzeni” widzimy młodą kobietę, jak idzie szybkim krokiem, nieustannie się uśmiechając, wpatrzona w ekran swojego smartfona. Ogląda video, na którym widać przebieg wielkich demonstracji w jednym hiszpańskich miast zorganizowanych w 2011 roku przez hiszpański ruch indignadas (oburzeni). Wiemy, że kobieta dokładnie tam zmierza, ale mimo ogląda film pokazujący to, co dzieje się praktycznie tuż za rogiem. Czy pragnie w ten sposób potwierdzić swoją tożsamość przeglądając się w „cyfrowym” lustrze, jakim jest jej smartfon?

Pozostaje oczywiście pytanie: kto jest za kolejnym lustrem? Ta niewiedza jest jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności rozmaitych teorii spiskowych, które można potraktować, jako swoiste modele próbujące uchwycić naturę rzeczywistości znajdującej się po drugiej stronie lustra.

Obraz_rozciagnieta_guma_przyciety

Śmierć trendów i metafora rozciągniętej gumy

Robert Saviano w swojej wielogatunkowej książce „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, napisał:

Weź gumę i zacznij ją rozciągać. Z początku prawie nie stawia oporu. Wydłużasz ją bez trudu. Aż dojdziesz do punktu maksymalnego rozciągnięcia, po którego przekroczeniu guma pęka. Dzisiejsza gospodarka funkcjonuje tak jak twoja guma. Ta guma to postępowanie zgodne z zasadami lokalnej konkurencji i prawem. Z początku wszystko było łatwe, zasoby dostępne, rynek gotów do zalania wszelkim nowym towarem zdolnym sprawić, że twoje życie stanie się piękniejsze i wygodniejsze. Kupując, czułeś, że zrobiłeś skok w kierunku lepszej przyszłości. Produkując, postrzegałeś się w tym nowym wymiarze. Radia. Samochody. Lodówki. Pralki. Odkurzacze. Buty eleganckie i buty sportowe. Elektryczne golarki. Futra. Telewizory. Wycieczki. Markowe ubrania. Komputery przenośne. Komórki. Nie powinieneś był tak bardzo naciągać gumy zasad. Dzisiaj jesteśmy bliscy punktu pęknięcia. Każda nisza została zdobyta, każda potrzeba zaspokojona. Ręce trzymające gumę wyciągają się coraz dalej, nie chcąc się pogodzić, że to koniec, napinając ją jeszcze o milimetr w nadziei, że ten wysiłek tak naprawdę nie będzie ostatni. W końcu tak się urządzasz, że wynosisz się na Wschód albo próbujesz pracować na czarno, by uniknąć płacenia podatków. Starasz się naciągnąć gumę tak mocno, jak się da. To twarde życie przedsiębiorcy. Mark Zuckerberg rodzi się raz na sto lat. Bardzo nieliczni są w stanie stworzyć bogactwo tylko z jednego pomysłu, chociaż pomysł ten jest produkowany nie tworzy solidnego zaplecza. Reszta jest zmuszona prowadzić wojnę pozycyjną, żeby zapewnić zbyt na dobra i usługi, które trwają może tyle co trzepot skrzydeł.

Właśnie ten fragment stanowi dla mnie inspirację dla metafory rozciągniętej gumy. Można go potraktować oczywiście zupełnie wprost i powiedzieć, że autor opisuje tu wyczerpanie się pewnego modelu gospodarczego opartego na nieograniczonej konsumpcji. Potwierdzeniem takiego podejścia może być ostatnia wypowiedź szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Christine Lagarde, która skorygowała i to wyraźnie w dół – należy to podkreślić – ostanie prognozy wzrostu dla światowej gospodarki. Jednakże metafora ta niesie ze sobą jeszcze inne znaczenie. Moim zdaniem dobrze dotyka tego, jak traktujemy zmianę, a dokładniej, co obecnie dla nas znaczy – tak popularne dziś – słowo „trendy”.

Czy rozmaite raporty i trendbooki mające przepowiadać trendy na kolejne sezony nie tyle prognozują nadchodzące zmiany, ale same je kreują? Czy nie to samo można też powiedzieć wobec szeregu innych ukazujących się opracowań i prognoz, które zestawiają kilkadziesiąt często kompletnie odmiennych trendów dotyczących rozmaitych dziedzin życia społecznego i biznesu albo o pokoleniach X, Y, czy Z?

W rzeczywiści istnieją różne kohorty wiekowe mające wspólne, w jakimś zakresie doświadczenie, ale czy łączy ich coś więcej? Czy wyznają podobny system wartości, czy definiują w podobny sposób własną tożsamość? Czy zatem naprawdę stanowią zwartą grupę, którą można określić pokoleniem? Czy zatem to nie jedynie kolejna próba rozciągnięcia jeszcze bardziej i tak rozciągniętej do granic możliwości owej gumy?

Powstawanie i rozwój trendów przez to paradoksalnie staje się coraz mniej widoczny i uchwytny. Coraz wyraźniej widać, że nie przebiegają w sposób liniowy i nie prowadzą jednoznacznie do określonych rezultatów. Mamy do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym. Prawdziwie globalne trendy ulegają spowolnieniu, czy wręcz zanikowi. Tak zwane zjawisko konwergencji, polegające na przenikaniu trendu z jednego kraju do drugiego jest słabo widoczne albo w ogóle nie istnieje.

Obserwujemy bardziej dynamiczny rozwój zaledwie kilku centrów technologicznych i kulturowych (bardziej w zakresie wprowadzania kolejnych innowacji technologicznych niż w znaczeniu wzrostu gospodarczego), zaś z drugiej strony wiele krajów ociera się o świat duchów i widm, ich rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość. Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Metafora rozciągniętej gumy w takim kontekście wskazuje na zupełne „rozjeżdżanie się” światów, utratę zdolności do komunikacji i rozumienia wartości innych. Z jednej strony, „produkujemy” trendy będące tak naprawdę jedynie ilustracją naszych tęsknot za doskonałym społeczeństwem, z drugiej strony przestajemy dostrzegać to, co dzieje się tu i teraz.

Mamy do czynienia z trzema obszarami globalnych napięć. Pierwszy, dotyczy zmian demograficznych, które już teraz prowadzą do poważnych konfliktów między osobami w młodym wieku, które z trudnością mogą znaleźć pracę, a osobami starszymi dbającymi o utrzymanie swojej pozycji. Tak samo dzieje się między bogatymi krajami północy gdzie dominują starsze wiekowo grupy, a krajami południa, których społeczeństwa są zdecydowanie młodsze.

Drugi obszar związany jest z systematycznym spadkiem kosztów pracy prowadzącym do napięć między garstką nielicznych będących w posiadaniu kapitału, a prekariatem pracującym za niskie wynagrodzenie. Trzeci dotyczy prowadzonej na wielką skalę eksploatacji zasobów naturalnych i zanieczyszczenia środowiska. W końcu guma pęknie.

Metafora lustra wskazuje na to, że chociaż następuje dynamiczny rozwój technologii to wcale nie oznacza, że musimy być całkowicie przez nią zdeterminowani i ulegli. Metafora rozciągniętej gumy prowadzi do pytań, czy to, co traktujemy za zmiany, czy trendy opisuje adekwatnie naszą rzeczywistość? Zmiana nie zawsze musi przebiegać w sposób liniowy, czy rozwijać się od centrów w kierunku peryferii. Czy nasza gloryfikacja innowacji, rozwoju, ryzyka zawsze musi prowadzić do szczęścia wszystkich? Metafory może nie zbyt precyzyjnie opisują rzeczywistość, ale niosą ze sobą silny potencjał zobaczenia znanych spraw zupełnie na nowo, czy do zakwestionowania zbyt prosto i łatwo powtarzanych pewnych założeń.

grafiki autorstwa Marco Melgrati

 

Otagowane , , , , , , , , , , ,

Wielkie niezrównoważenie

78942CDF-E7A2-478D-8001-C6B9BCD09DB3_cx0_cy1_cw0_mw1024_mh1024_s

Oddziały „Boko Haram”, skrajnie fundamentalistycznych wyznawców islamu, dokonujących ataków także na ludność cywilną w północnej Nigerii.

Czy tak wygląda współczesny świat? Nieustanie walczące peryferia i centra zafascynowane nowymi technologiami?

To, co zwykle widzimy to zaledwie kilka centrów technologicznych, których rozwój przyśpiesza, z drugiej strony wiele krajów ocierających się o świat duchów i widm, w których rozwój się zatrzymał lub też rozpoczął drogę zupełnie w przeciwnym kierunku – czyli w przeszłość.

Czy w ogóle jest sens odróżniać chwilę obecną od tego, co dopiero nadejdzie? Szczególnie, jeśli patrzymy na przyszłość w kontekście nieustającego postępu, zresztą obojętnie, jak traktowanego, czy w sensie technologicznym, społecznym, moralnym itd. Zgoda, mamy modę na prognozowanie trendów, która tak powoli staje się – można rzec – swoistym workiem najrozmaitszych pojęć-wytrychów – i może poza nielicznymi osobami, które wiedzą o czym mówią nic z tego nie wynika, szczególnie w naszym kraju lub w regionie krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przynajmniej, na razie!

Mamy bardziej do czynienia jedynie z pewną tęsknotą – tęsknotą za nadejściem idealnego świata. Tak, jak kiedyś ludzie wspominali Złoty Wiek – wspaniałe czasy, które dawno minęły, tak teraz tworzą rozmaite opowieści na temat przyszłości. Ale jej przedsmak tak naprawdę może poczuć kilka zaledwie krajów, a coraz więcej stara się, jak tylko może jej umknąć lub ją zatrzymać. Bardziej mamy do czynienia w wielkim niezrównoważeniem, narastającym wciąż i nieustannie napięciem niż z prostą, bezkolizyjną drogą ku Wspaniałemu Jutru.

Ostatnio gorąca sprawa islamu i zamachów terrorystycznych, jest jednym z przejawów takiego właśnie napięcia. Skrajni fundamentaliści nie robią nic innego, jak wykorzystują starą marketingową zasadę „wyróżnij się lub zgiń„. W ich wykonaniu ta zasada powinna brzmieć raczej „wyróżnij się i zgiń„.

Jeśli Zachód ceni „otwartość”, ale mimo to – nie ukrywajmy – również dokonuje ekspansji kulturowej na inne obszary świata to islam przyjmuję postawę odwrotną, a jego strategią jest obrona swojej kultury przez zmasowany atak.

Można przypuszczać, że im bardziej Zachód będzie podtrzymywał swoją „otwartość” i próbował ją eksportować na inne obszary świata tym ataki islamistów będą narastać.

A gdyby tak uznać, że przyszłość dzieje się teraz, w tej właśnie chwili? Można przytoczyć kilka z brzegu opisów pochodzących z literatury science-fiction i porównać je z tym, co obecnie dzieje się w różnych częściach świata. Zobaczymy wówczas, że ten świat opisywany w książkach jest coraz bardziej niepokojąco zgodny z tym, co dzieje się obecnie. Przyszłość już tu jest. Nieważne o czym będziemy myśleć. Nieważne, jakie możliwe wynalazki sobie wyobrazimy – one już tu są albo zaraz powstaną.

z6572966O

Zdjęcie z filmu „Łowca Androidów”

W takim kontekście prognozowanie przyszłości nie miałoby polegać na próbie wyobrażenia sobie tego, co dopiero „nadejdzie”, a raczej na diagnozie i starannej analizie tego, co dzieje się „teraz”. Ale oczywiście to za mało. Należałoby dokonać porównania wszelkich, z pozoru sprzecznych wobec siebie tendencji i zjawisk, jak np. otwarte społeczeństwa Zachodu, centra innowacji w wybranych miejscach na świecie versus miejsca oporu, sprzeciwu wobec ekspansji kultury Zachodniej, czy też strategii polegających na „odcięciu” się od nowych technologii, czy nawet od powszechnych urządzeń (telefon, samochód, elektryczność). To na styku tego typu napięć tworzy się przyszłość i kierunek rozwoju ludzkich społeczności.

Literary Saturday: Science Fiction is a Genre That Everyone Should Read

The Evolution of Islamic Extremism

Otagowane , , , , , ,

Prognozowanie przyszłości – listy i historie przypadków

Prognozowanie przyszłości zwykle odbywa się za pomocą kilku metod.

Można przyglądać się wykresom, które pokazują długie kilku, a nawet kilkudziesięcioletnie trendy oparte na systematycznym gromadzeniu danych.

Drugie podejście to planowanie scenariuszowe. Tu nie tyle ważne są dane ilościowe, ile próba dokonania syntezy, zebrania w dość spójną całość wielu zgromadzonych tendencji, obserwacji, zjawisk.

W końcu najprostszym sposobem, którą stosują popularne serwisy od trendów to listy i zestawienia rozmaitych historii, zdarzeń, innowacyjnych produktów, nietypowych budynków i hoteli, mebli, czy ubrań.

Każdego dnia mamy wszyscy z tym do czynienia. Dla niektórych to codzienny rytuał, który daje poczucie, że jest się w stanie zrozumieć świat, ludzi, jest się „na bieżąco” z nowinkami. Dlatego słuchamy wiadomości, czytamy newsy, zbieramy „perełki”, plotki aby potem przy nadarzającej się okazji podzielić się znajomymi przy piwie.

Piszę to wcale nie z myślą aby takie podejście dewaluować, ile bardziej pokazać odwieczną potrzebę rozumienia świata, w którym żyjemy, działamy. Jest to nam potrzebne nie tylko po to aby móc rozmawiać, dzielić się z innymi wszystkim tym, co wiemy, ale jaki mamy obrać kierunek (albo możemy to zrobić), coś zaplanować, tak aby móc poczuć się bezpiecznie, móc przewidzieć, co się stanie za dzień, dwa dni, a może nawet za miesiąc.

Tylko teraz mamy do czynienia z czymś zgoła odmiennym. Zmiany następują coraz szybciej i nasze planowanie w zakresie tygodnia, miesiąca przestaje wystarczać. Potrzebujemy spojrzeć dalej w przyszłość, znacznie dalej.

W internecie , zresztą nie tylko tam, pojawia się coraz więcej zestawień, tablic, diagramów, które pokazują jak może wyglądać przyszłość w perspektywie 20-tu, 30-tu, a nawet 100-tu lat. Czyż samo w sobie to zjawisko nie jest zastanawiające i fascynujące?

Oto jedna z takich tablic (infografik) pokazująca, co może czekać nas w ciągu kolejnych 50-ciu lat.

BBC FUTURE_non-editable-flat

Mamy tu kilkanaście prognoz, co się może wydarzyć w takich obszarach, jak technologia, polityka, społeczeństwo… co rzuca się w oczy to, że „obserwacji” dotyczących zmian społecznych jest najmniej. Autorzy tego zestawienia najmocniej koncentrują się na zmianach w obrębie technologii…

Takie zestawienia ilustrujące poszczególne wynalazki i nowinki technologiczne to swoiste instrukcje obsługi albo plany przyszłości prezentujące zanik różnic między ludzkim ciałem, a maszyną, czy programem. Sztuczne oczy, narządy, modelowanie pracy mózgu, czy nowe technologie implantów, które można będzie wszczepiać do ludzkiego mózgu po to aby nim manipulować albo też doskonalić (pewnie osobne rozwiązania dla elit i mas).

Pozwala to przyzwyczaić się do szybkości zmian i oswoić nowe technologie. Ale nadchodząca przyszłość przedstawiana jest tu w taki sposób, jakby miała się pojawić nagle i znienacka i tak samo szybko zmienić nasze codzienne doświadczenie.

Rzadziej można spotkać scenariusze prezentujące konsekwencje nadchodzących zmian, czyli jak te wszystkie wynalazki będą wpływać na życie społeczne, czy wręcz relacje między-ludzkie w mikroskali. A przecież taki wpływ nie zawsze pojawia się w sposób nagły, często do końca nie wiemy, jak określona technologia wpłynie na pozostałe dziedziny życia. A nawet jeśli, czy zawsze będzie to wpływ przebiegający w zakładanym przez nas kierunku?

Takie zestawienia zakładają również jednolity, całościowy rozwój wypadków w czasie. Wygląda to tak, jakby rozwój miał dotyczyć wszystkich w równym stopniu. Technologia ma zmienić bez wyjątku każdy region, każdą społeczność. A to nie koniecznie musi być prawdą. Dynamiczny rozwój technologii może oznaczać, że niektóre regiony, grupy społeczne nie będą w stanie nadążyć, bądź też nie będą chciały uczestniczyć w tym biegu ku nowym technologiom. Może to tworzyć szereg rozmaitych i sprzecznych ze sobą tendencji rozwojowych skutkujących na przykład tym, że pewne regiony będą ciążyć nie tyle do przyszłości, ale wręcz do przeszłości.

 

Otagowane , ,

Co się wydarzy w 2014 roku? Kilka uwag na początek.

How-depression-feels-b3r5n

Mamy tu więcej pytań niż jasnych, klarownych odpowiedzi. Zwykle pod koniec roku i na początku następnego pojawiają się podsumowania i prognozy. Mam jednak wrażenie (może mylne, ale na pewno bardzo subiektywne), że tym razem więcej mamy podsumowań aniżeli prognoz. Zawsze łatwiej pisać o tym, co już było niż próbować przewidzieć to, co dopiero nadejdzie.

Prognoza czasem zakłada jakiś okruch optymizmu, a niekiedy pełne nadziei spojrzenie w przyszłość. Prócz wyliczanki najrozmaitszych zjawisk, trendów traktowanych, jako kolejny krok w kierunku „nowego wspaniałego świata” super-nowoczesnych technologii pojawiają się też pytania i wątpliwości, na które coraz trudniej znaleźć jednoznaczne odpowiedzi.

Gospodarka Nibylandii

Oto zwykle hurraoptymistyczny Witold Gadomski, dziennikarz Gazety Wyborczej pisze esej „Witajcie w czasach nowej normalności” (płatny dostęp) o czasach niby-normalności (trochę tak jakby pisał o Nibylandii), w których nic już nie jest „normalne” ani też nie przypomina starych dobrych zasad ekonomii.

Gavyn Davies z Financial Times stawia pytania, o dalsze koleje polityki FED, o to, czy Chinom uda się zastopować narastające ryzyko krachu na rynku nieruchomości i czy sfera Euro nie pogrąży się w nieustannym stanie stagflacji (spadające ceny i rosnące bezrobocie), a w konsekwencji nie ulegnie rozpadowi? Przytacza też dość niejednoznaczne opinie innych komentatorów i ekonomistów.

Internet nie jest cool

Pełen lukru i umiłowania idei postępu świat innowacji, nowoczesności, krystalicznie sterylnych i ułatwiających życie technologii, wiara w „wolny Internet” mający minimalizować różnice społeczne, szczególnie te dotyczące dostępu do wiedzy powoli stanie się passe. Zaczynają pojawiać się opisy niebywałej koncentracji kapitału i władzy,  rzadziej optymistyczne manifesty. Historia totalnej inwigilacji rozdmuchana przez Snowdena pokazała zupełnie inne, pytanie, czy bardziej „prawdziwe oblicze” Internetu?

„Środowisko Doliny Krzemowej” zaczyna być postrzegane podobnie, jak bohema z Wall Street. Ruchy Ocuppy, czy Anonymous nie przypominające dawnych zhierarchizowanych organizacji, a bardziej chaotyczny rój, rozsiewają tu i ówdzie wirus niezadowolenia, a nawet buntu − tym razem rodzącego się i rozrastającego się w cyberprzestrzeni. Rodzi się protest nie tylko skierowany wobec finansjery, banków, ale również technologicznych bossów.

Kapitalizm przynajmniej w ultraliberalnym wydaniu nie jest już taki cool, jak był jeszcze kilka lat temu. Coraz wyraźniej do świadomości przedostaje się fakt, że bez zadbania o sferę publiczną demokracja nie przetrwa. A sfera publiczna to również myślenie wspólnotowe i dbanie o najuboższych. Co dla wielu aktywnych i umiejących sobie radzić w świecie kapitalistycznym ludzi może być bardzo trudne do zaakceptowania.

Prywatność w centrum uwagi

Ochrona prywatności coraz bardziej staje się problemem. Snowden tylko to rozdmuchał. Na popularności zyskują techniki kryptografii. Mamy do czynienia z rosnącym napięciem. Pojawiają się książki. Wcześniej Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu, autorstwa, Julian Assange, a teraz podobną wydaje Wojciech Orliński. Jego książka nosi tytuł: Internet. Czas się bać. Oba teksty dewaluują dawne postrzeganie Internetu, jako oazy wolności. Rok 2014 będzie tylko kolejnym rozdziałem takich opowieści.

Europejskie zony

W Europie rodzi się opór wobec imigrantów. To już nie tylko partie narodowe, nacjonalistyczne, ale również umiarkowane centrum, czy konserwatyści szczególnie brytyjscy nawołują do poważnych ograniczeń związanych z imigracją. Nie tylko nawołują, ale swoje idee wprowadzają w życie. I wygląda na to, że w nowym roku takich pomysłów będzie znacznie, ale to znacznie więcej. Europa zaczyna podążać w nowym kierunku. Odwraca się od wolnej niczym nie skrępowanej przestrzeni, a zaczyna wprowadzać różne warianty segregacji i limity dostępu. Czy ma inny wybór? Przy kurczących się rynkach pracy, szczególnie w takich krajach, jak Hiszpania, czy Grecja pozostawienie otwartych na oścież wszystkich furtek zrodzi tylko nowe napięcia i konflikty.

W 2014 roku 40% światowej populacji będzie miało możliwość udziału w wyborach. Odbędą się pierwsze wybory od wybuchu kryzysu finansowego do Parlamentu Europejskiego, będziemy mieć wybory samorządowe w Polsce, a poza tym w kilkudziesięciu państwach na świecie odbędą się wybory do parlamentu lub wybory prezydenckie.

Biorąc pod uwagę rosnącą popularność takich ugrupowań, jak SYRIZA i Złotego Świtu w Grecji, Beppe Grillo we Włoszech, czy Partii Niepodległości w Wielkiej Brytanii może to zupełnie zmienić oblicze świata nie tylko w 2014 roku, ale też na kolejne kilka lat. Prawdopodobieństwo wyraźnej „zmiany warty” jest tym razem większe nie tylko przez zmęczenie obecnymi elitami, które dało się odczuć zwłaszcza przez kryzys, ale przede wszystkim przez to, że generalnie poparcie dla demokracji jest coraz słabsze.

the economist_spadek liczby wyborcow

źródło: The Economist

Wszystko w ruchu – ekspansja urządzeń mobilnych

W 2013 roku na świecie sprzedano blisko miliard smartfonów, w porównaniu do 2011 roku liczba ta wzrosła zatem o ponad 100 proc. W 2016 roku ma być w użyciu ponad 2 miliardy smartfonów, zaś w 2018 blisko 3 miliardy. Już w 2011 roku sprzedano więcej tego typu urządzeń niż komputerów osobistych. Równie szybko rośnie rynek tabletów. W 2013 roku sprzedano ich 226 milionów sztuk, w porównaniu do 2011 roku to wzrost rzędu 107%. W 2015 roku liczba ta ma wynieść ponad 414 milionów i przekroczy sprzedaż urządzeń typu desktop (385 milionów sztuk).

unnamed

Przypomina to wszystko dynamikę rozwoju Internetu w pierwszym okresie. Jakie będą tego konsekwencje? Czy wszyscy są gotowi, dostrzegają ten trend i będą potrafić go wykorzystać? Czy też stanie się tak, jak w początkach rozwoju Internetu, że niektórzy zupełnie zignorują raptownie rodzące się zmiany i potem będą musieli w wielkich bólach odrabiać straty?

Nie chodzi pewnie tylko i wyłącznie o gotowość, otwartość na zmiany, ale też szybkie nabycie umiejętności tworzenia i zarządzania treścią na rozmaitych urządzeniach mobilnych. A to, że wcale nie jest to takie łatwe pokazują przykłady wielu firm, które nie tylko mają już witryny mobilne, ale też aplikacje dostępne na wielu urządzeniach. Nie zawsze wszystko sprawnie i szybko działa, oj nie!

48% wszystkich maili w USA jest wysyłanych za pomocą urządzeń mobilnych. Jednocześnie 63% Amerykanów przyznaje, że kasuje maile, które nie mogą dobrze odczytać na swoim urządzeniu mobilnym.

Podobnie, jak Internet, tak samo urządzenia mobilne coraz bardziej będą zmieniać to, jak dokonujemy zakupy. W wielu krajach nie tylko księgarnie, ale małe sklepy, czy nawet kawiarnie i restauracje zaczynają mieć problemy. Sklepy internetowe oferują nie tylko niższe ceny, ale ich szybkość działania jest niewspółmierna do możliwości wyboru. Korzystanie z technologii mobilnych znacznie przyspieszy ten proces.

RAMKA

Aby przetrwać w nowym otoczeniu tradycyjne sklepy będą zmuszone zintegrować sprzedaż off-line ze światem online i mobile, nierzadko też zmniejszyć rozmiary sklepu (bardziej show-room), wprowadzić lub też ujednolicić dostępność kuponów rabatowych online i przez urządzenia mobilne, wprowadzić personalizacje, wykorzystać sprzedaż w modelach outlet lub też limitowany dostęp, pozwolić na wykorzystanie telefonu komórkowego w roli portfela (wirtualizacja półki sklepowej), eksperymentować z analizą danych (skorzystać z technik big-data?) w celu optymalizacji sprzedaży, podwyższeniu marży, zarządzaniu ceną i personalizacją.

oprac. własne na podstawie: 10 Trends Changing How You’ll Shop in 2014

Big data jest, jak kokaina

Big data is like cocaine (Big data jest, jak kokaina, ponieważ czujesz się inteligentny, seksy i mówisz dużo gównianych rzeczy), Big data is like teenage sex (Big data jest jak seks wśród nastolatków, ponieważ wszyscy o tym mówią, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak to robić, wszyscy myślą, że każdy to robi, a zatem każdy mówi, że też to robi), Big data is like Brussels sprouts (Big data jest, jak brukselka ponieważ im częściej jej próbujesz tym bardziej jej pragniesz). Oto tytuły przykładowych artykułów, które ukazują nie tylko nadzieję związane z tym tematem, ale też nieco już pewne zniecierpliwienie.

Na pewno temat big data był jednym z tych tematów, które z jednej strony budziły fascynację, z drugiej trwogę i strach.

Wydaje się nieuniknione, że tak duża dostępność różnorodnych danych, która wciąż rośnie zmieni to, jak będzie prowadzony biznes w kolejnych latach. Z pewnością nie tylko biznes, ale też sfera publiczna, czy techniki kontroli obywateli.

big_data_1

źródło: Wikibon blog (http://wikibon.org/blog/)

Rozwój big data będzie miał miejsce równocześnie na trzech obszarach: technologii, ekosystemu i zastosowań. Technologie to przede wszystkim bazy danych, narzędzia analityczne, służące do wizualizacji danych, oprogramowanie, techniki integrowania danych rozmaitego typu (pochodzące z połączeń i rozmów telefonicznych, mediów społecznościowych, ruchu na stronach internetowych, systemów geo-lokalizacyjnych, transakcyjnych, czy w końcu dane biomedyczne i te pochodzące z monitoringu ulic i budynków). To wzrost szybkości przetwarzania danych, rozwój modeli analitycznych lub narzędzi pozwalających na pracę w chmurzę, czy na urządzeniach mobilnych.

Rozwój w ramach ekosystemu to przede wszystkim wzrost liczby firm, dostawców i konsultantów, czy pracowników posiadających odpowiednie kompetencje (data scienists, czyli osób łączących umiejętności myślenia biznesowego, społecznego i sprawnie poruszające się w ramach różnych języków programowania).

Szacuje się, że obecnie rynek usług big data tworzy 70 większych lub mniejszych firm. Jego wartość w 2012 roku wyniosła 11,59 miliarda dolarów, zaś w 2013 roku wzrosła o 61% do 18,1 miliardów dolarów. Prognozuje się wzrost rynku w kolejnych latach na poziomie 31% rocznie.

Ostatni obszar to zastosowania, czyli w jaki sposób i jak szybko technologie big data zmienią różne dziedziny życia społecznego i biznesu. Głośne stały się historie takich tuzów internetu, jak Netflix i Amazon. Obie firmy wykorzystały dostępne dane na temat ruchu na swoich witrynach i poddały je drobiazgowej analizie w celu wyboru konkretnych aktorów do swoich produkcji telewizyjnych. Żmudne castingi przegrały z tajnikami data science.

Big data to kolejne narzędzie kontroli społeczeństwa, które tym razem będzie kontrolowane w sposób permanentny, a jednocześnie niewidoczny. Agendy takiej kontroli to nie tylko agendy rządowe, firmy, czy instytucje, ale również my sami. Głównym cool topic w 2014 roku stanie się wearable technology, setki drobnych urządzeń, gadżetów, zegarków, czy wręcz części garderoby podłączonych do sieci, które umożliwią nam ciągły monitoring tego, jak chodzimy, ile spożywamy kalorii, czy z naszym organizmem jest wszystko w porządku, nie mamy w sobie żadnych niebezpiecznych wirusów, czy nasz sen jest prawidłowy itd., itp.

Blogsfery i nowa odsłona dziennikarstwa

W 2013 roku dało się już zauważyć pierwsze symptomy zmęczenia Facebookiem. Liczba użytkowników nie tylko przestaje dynamicznie rosnąć, ale też ci, którzy korzystają robią to coraz rzadziej. Rośnie zapotrzebowanie na serwisy, które przywiązują uwagę do ochrony prywatności.

W 2014 roku przyspieszy proces profesjonalizacji i komercjalizacji blogów, szczególnie w Polsce, bo w USA jest to doskonale widoczne. Zresztą o gwiazdach blogsfery coraz trudniej mówić, jako o blogerach. Zaczynają tworzyć grupę nowych, sprawnych graczy w obrębie mediów. Właściwe to bardziej pasuje do nich określenie twórcy, eksperci, czy cybernetyczni celebryci. A ostatnio również: działacze (kilku polskich blogerów postanowiło założyć stowarzyszenie). Te i podobne określenia na pewno pasują do wybranych, najbardziej znanych. Poza tym coraz trudniej jest mówić o jednej blogsferze.

Nadal będzie postępować ewolucja i adaptacja do nowych warunków „tradycyjnych” dziennikarzy. Wystarczy przypomnieć o dość udanym (podobno, bo na pewno tego nie wiemy) wprowadzeniu kolejnego modelu płatności za treści przez NYT, czy pojawienie się nowej formy długich, pogłębionych artykułów pisanych specjalnie do internetu i na urządzenia mobilne. Takie teksty, jak opublikowany na internetowych stronach New York Times „Snow fall” , „The Lobotomy Files pokazany na stronach Wall Street Journal, czy też ostatnia produkcja Gazety Wyborczej w tym stylu: „Boskie Światło”. pokazują, że „tradycyjne” dziennikarstwo nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i zaczyna coraz lepiej rozumieć, jak można wykorzystać internet do pokazania swojej przewagi nad nowymi graczami.

Także wymagające sporego wsparcie dziennikarstwo śledcze nie ustaje w wysiłkach tworzenia nowych form organizacji i modeli finansowania, szczególnie tworząc niezależne organizacje non-profit. Na pewno w 2014 roku takich inicjatyw, jak: Pro Publica, Center for Investigative Reporting w USA, czy The Bureau of Investigative Journalism w Wielkiej Brytanii pojawi się znacznie więcej w różnych częściach świata (por. Global Investigative Journalism: Strategies for Support).

Podkreślana do tej pory wyraźna opozycja między blogerami, a dziennikarzami powoli będzie zanikać. Zmierzać będziemy w kierunku nowego modelu funkcjonowania profesjonalnych treści (płatności albo obniżanie kosztów, por. praca blogerów lub serwisów blogowych).

Por.więcej

10 totalnych trendów

Czy zmiana narracji ożywi gospodarkę, czy może to jedynie cisza przed burzą i będziemy mieć kolejne załamanie -o sytuacji gospodarczej słów kilka

Big Data – mapa jest tym samym, co terytorium

Trendy technologiczne 2014 – komentarz do raportu Gartnera

A Different Outlook For 2014

The 2014 ballot boxes

2013 review the biggest disappointments

Wikibons big data research agenda technology ecosystem and application

 

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Innowacje nie powstają w próżni

piasek-pustynia-wydmy

Któregoś pięknego, letniego dnia Marek Staniszewski, znany strateg i marketer napisał tekst o przewidywaniu przyszłości. Tekst w naszym kraju znamienny, bo chociaż trendy i w Polsce stały się trendy to wciąż niewiele z tego wynika. Znany strateg pisze tekst, w którym podkreśla znaczenie myślenia i prób zmierzenia się z przyszłością. Proponuje nawet zabawę w planowanie scenariuszowe. To również sytuacja w naszym kraju dość wyjątkowa. Wystarczy bowiem przejrzeć, ile jest tekstów w polskim internecie na ten temat aby szybko przekonać się, że u nas to raczej temat dla zagorzałych pasjonatów (tak na marginesie również Marek Staniszewski jest jednym z niewielu autorów, który pisał w polskiej sieci na temat planowania scenariuszowego).

Może i przyszłość rzeczywiście da się przewidzieć, ale czy będziemy umieli, a przede wszystkim mogli taką wiedze wykorzystać? Liczy się nie tylko umiejętność prognozowania przyszłości, kreatywne myślenie, ale też kontekst, w którym to wszystko się odbywa.

Marek Staniszewski odwołuje się do teorii „osobliwości” (singularity), którego twórcą jest Raymond Kurzwiel – amerykański naukowiec, pisarz i futurolog. W pewnym momencie będziemy świadkami tak szybkich zmian, że przyszłość zleje się z teraźniejszością, a samo prognozowanie przyszłości straci zupełnie sens lub stanie się zajęciem permanentnym. Tu kłania się Virillo ze swoją książką „Bomba informacyjna” lub Dick ze swoją powieścią „Ubik”, w której praca w charakterze „wizjonera” jest profesją taką samą, jak każda inna. Ale czy takie przyspieszenie rzeczywiście będzie wszechobecne, czy raczej mieć będziemy do czynienia z totalnym rozjazdem czasów, będą regiony, które rozwijać się będą bardzo szybko, będą takie, w którym czas się zatrzyma, a może nawet i takie, w których czas zacznie się cofać?

Rozwój sieci ma w sobie wpisany naturalny mechanizm selekcji, centra stają się coraz większe, a ich rozmiary rosną coraz szybciej niż peryferyjne obszary sieci. Jest to zasługa pozytywnego sprzężenia zwrotnego, stąd tak duży wzrost nierówności, stąd tak duża niestabilność na rynkach finansowych.

Sprzężenie zwrotne i sieci, zarówno fizyczne, jak i wirtualne, odgrywają ogromną rolę w nowej gospodarce, dzięki powszechności mediów komunikacyjnych i coraz większej ilości powiązań, co tłumaczy, dlaczego tak szybki jest rozwój „epidemii społecznych” i rozrost wirtualnych sieci.

Pętle pozytywnego sprzężenia zwrotnego wzmacniają niewielkie zmiany, tworzące efekt lawiny: sukces rodzi sukces, a porażka – porażkę; mocni zazwyczaj stają się coraz mocniejsi, a słabi – coraz słabsi. Wzrost  – lub rozpad – postępuje coraz szybciej.

Kieran Levis „Twórcy i ofiary ery internetu”, s. 252, Muza SA, Warszawa 2010.

To oczywiste, że inaczej będziemy przygotowani na nowe wyzwania, jeśli spróbujemy wytyczyć potencjalne ramy, w jakich świat będzie się rozwijał w przyszłości niż tego nie zrobimy. W pierwszym wypadku znacznie lepiej przygotujemy się na wyzwania przyszłości, staniemy się otwarci na nadchodzące zmiany, a nawet gotowi do wprowadzenia innowacji, czy jakiegokolwiek działania pro aktywnego, w drugim pewnego dnia zostaniemy zmuszeni do opuszczenia sceny z pustymi rękoma.

Myślenie, prognozowanie przyszłości musi mieć jednak pewien sens w kontekście możliwych działań, które możemy dokonać. Każde myślenie o przyszłości musi owocować korzyścią dla naszej firmy. Nie może być jedynie wróżeniem z fusów. Trzeba to powiedzieć jasno: Polska stanowi kraj peryferyjny, a takim kraju dominuje określony styl myślenia, działania i podejmowania decyzji zupełnie odmienny niż w krajach uważanych z centra innowacji:

Istota pułapki imitacyjnej jest przyjmowanie przez peryferie priorytetów rozwojowych centrum jako swoich własnych. Ze zjawiskiem tym wiążę się tendencja do mylenia przez peryferyjnych obserwatorów powierzchownych przejawów organizacji społeczności wysoko zorganizowanych z istota mechanizmów, które są źródłem ich szczególnych przewag i statusu. W efekcie uzależnione mentalnie od centrum peryferie niezwykle często nie tylko przyjmują bezwiednie jako własne cele obce rozwojowe. Często skupiają się obsesyjnie na reprodukcji symboli statusu społecznego, które wydają im się istotą prestiżu jakim cieszy się centrum. Dążąc do tak określonych celów nie tylko narażają się na nierzadko zupełnie niezamierzona śmieszność w oczach otoczenia, ale przede wszystkim działają wbrew swoim własnym interesom.

Tomasz Zarycki, Pułapka imitacji w A.Kuklinski, K.Pawłowski (red.) Przyszłosc Europy – wyzwania globalne – wybory strategiczne. Wydawnictwo “Rewasz”, Wyzsza Szkoła Biznesu National Louis University, Nowy Sacz-Warszawa, 2006

Czy w świecie peryferii warsztaty z kreatywności i planowanie scenariuszowe nie są pustymi sloganami, hasłami, czymś w rodzaju rytuału, bez świadomości i możliwości realnej mocy sprawczej? Jakie realne korzyści mogą mieć firmy w Polsce, że będą inwestować w innowacje, ale nie tylko firmy, ale też pracownicy, lokalne społeczności, młode, dopiero wchodzące na rynek pracy pokolenia?

Na razie myślenie o innowacji ma tu charakter swoistego „przeszczepu”. Wiemy, że jest niezbędny dla utrzymania się przy życiu i dalszego rozwoju, ale nie za bardzo chce się „przyjąć” lub zostać zaakceptowany przez organizm, na który składa się struktura instytucjonalna, czy system finansowania. Nawet w przypadku pozyskania sporych pieniędzy z funduszy unijnych wydatki na innowacje w polskich firmach systematycznie maleją. Nie tylko maleją, ale są – wcale nie tak rzadko – wydawane zupełnie nieracjonalnie. Na przykład pewna biblioteka pozyskała kwotę przeszło 20-tu milionów złotych na przeprowadzenie „digitalizacji”, polegającą na tym, że książki drukowane zostały zeskanowane i „zamknięte” w formacie, jak dejviu. Dla niewtajemniczonych: dejviu to format, który wiernie zachowuje wygląd książki, ale nie nadaje się do odtwarzania na urządzeniach mobilnych.

Cierpimy na deficyt zasobów kapitałowych, co powoduje, że prowadzenie biznesu oznacza przede wszystkim umiejętność lawirowania w świecie wrogich instytucji, wciąż trzeba myśleć o ograniczaniu kosztów i zręcznym dobieraniu sobie dobrze „usytuowanych” przyjaciół.

Ale aby móc „robić” innowacje potrzebna jest „ciekawość” – podyktowana zwykłym ludzkim dążeniem do szczęścia, ciągłym poszukiwanie rozwiązań, jak łatwiej i wygodniej żyć, jak efektywniej i krócej pracować, a przy tym zarabiać większe pieniądze. Ciekawość oznacza otwartość, pozwala lepiej przygotować się na różnorakie zagrożenia, ale też możliwości.

W Stanach Zjednoczonych potrzeba innowacji jest immanentnie wpisana w kulturę. Zwykle też duże znaczenie ma współpraca. Na pewno „dobrze sytuowani” przyjaciele są równie istotni, ale liczy się ich efektywność i skuteczność w drodze do naszej własnej niezależności i budowania silnej pozycji, a nie tylko szukanie „silnych pleców”.

– Żaden z tych, którym się udało, nie traktuje początkujących protekcjonalnie, bo wie, że to wśród nich będzie szukał talentów. Większość z nas stara się spłacić dług wdzięczności temu miejscu i środowisku – mówi Dan. Najpopularniejszą formą jest zakładanie własnych firm albo funduszy wspierających początkujące spółki. Dlatego twórcy MySpace’a czy BitTorrenta wnieśli część swoich pieniędzy do I/O Ventures. Poza zyskiem chodzi im o coś jeszcze. Niektórzy idą w czystą filantropię, jak Peter Thiel, współtwórca PayPala, czy Laura Arrillaga-Andreessen, żona 40-letniego Marka Andreessena, twórcy m.in. przeglądarki Netscape. Prowadzi ona fundusz Silicon Valley Social Venture Fund, który pomaga finansować stypendia dla zdolnych uczniów oraz organizuje letnie obozy. Sam Marc Andreessen doradza wielu początkującym firmom, podobnie jak Chad Hurley, współtwórca YouTube’a. W innych branżach stosunek do nowicjuszy jest odmienny: do – świadczeni menedżerowie boją się, że młodzi ich wygryzą, i zamiast pomagać, blokują ich. Dlaczego gwiazdy Doliny Krzemowej zachowują się inaczej? Bo są tak bogate? – Nie. Bo wierzą, że dostęp do wiedzy i informacji powinien być nieograniczony i kolejnego wielkiego odkrycia może dokonać każdy. Czasem potrzeba kogoś naprawdę młodego, by stwierdzić: to jest nowy rynek i nowe możliwości. Wchodzimy w to – tłumaczy Dan.

Vadim Makarenko „Zawód Zwycięzca”

Ciekawość nie zazna spełnienia bez współpracy. Innowacja bez odpowiedniego społecznego kontekstu nie będzie mogła się narodzić i rozwinąć. A zatem albo liczy się ciekawość i zdobywanie nowych światów albo utrzymanie status quo. Państwa odgrywające rolę centrów są silne ponieważ wcześniej wyruszyły na podbój, peryferia są słabe ponieważ wcześniej były zależne i wciąż broniły swojej integralności. To historia i społeczny kontekst w dużym stopniu decydują, gdzie i kiedy pojawiają się nowe, przełomowe wynalazki, nawet jeśli są tworzone przez zapalonych nonkonformistów, naukowców-pasjonatów, artystów itd. itp. Tylko, jak uwolnić się od historii i przełamać status quo społecznych rytuałów i oczekiwań? Tworząc kolejne wzorując się tych, którym się udało?

Otagowane , , , , , ,

Przydatne narzędzie do zrozumienia trendów

Obok narzędzi i metod służących do rozpoznawania i identyfikacji trendów bardzo ważnym etapem pracy trendwatchera jest zrozumienie całego kontekstu, w którym rozwijają się trendy. Znana firma  zajmująca się identyfikacją trendów Trendwatching zaprezentowała jakiś czas temu przydatne narzędzie do właśnie takiej „pracy nad trendem”. Nie chodzi przecież tylko aby się „masturbować intelektualnie” w wyszukiwaniu, czy nazywaniu trendów, ale oto aby dobrze je rozumieć, a w rezultacie dobrze na tym zarobić.

Consumer trends are, at their heart, an essential part of uncovering innovation opportunities. Otherwise they’re just intellectual masturbation: diverting, pleasant and entertaining, but with little real purpose 😉 Yet we frequently hear that ‘trends’ feel mysterious and opaque. Which is why this month we’re introducing the CONSUMER TREND CANVAS* rather than bringing you another Big Consumer Trend.

Prezentacja autorstwa firmy Trendwatching Consumer Trend Canvas

Narzędzie nazywa się Consumer Trend Canvas. Jest to szablon, który rysujemy na kartce w formatu A3 lub najlepiej jeszcze większej. Duży format jest potrzebny aby szablon był dobrze widoczny i wszyscy uczestnicy, na przykład warsztatu, spotkania podczas którego będziemy „pracować nad konkretnym trendem” mogli do niego podejść i zapisywać swoje idee.

Cały pomysł jest niezwykle prosty, ale też pozwala bardzo dogłębnie zrozumieć trend i jego konsekwencje. Jak przyznają autorzy inspiracją do jego powstania była książka Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera autorstwa Alexa  Osterwalder’a i Yves Pigneur’a, którzy ze swoimi licznymi współpracownikami wypracowali podobny szablon pomagający wymyślić innowacyjny biznes.

Szablon składa się z sześciu pól. Przy czym, cztery z nich służą do zrozumienia kontekstu i samej dynamiki trendu, zaś dwa pozostałe pomagają nam w ustaleniu potencjalnych kierunków jego wykorzystania, jakim może być stworzenie innowacji,  usprawnienie już istniejących na rynku produktów, czy też zaplanowanie strategii komunikacji.

Wpierw musimy zastanowić się, jakie kluczowe potrzeby, czy pragnienia stoją za rozwojem trendu? Następnie szukamy odpowiedzi na pytania: jaki jest ich szerszy kontekst, skąd te potrzeby się biorą, czy jakie inne trendy (drivery) mają wpływ na ich rozwój? Trzeci etap to poszukanie luki między tym, czego konsumenci potrzebują, pragną, a tym, co obecnie są w stanie dostać. Powinniśmy znać aktualną ofertę rynku, jakie produkty, czy usługi są blisko lub daleko ich oczekiwaniom. W następnym kroku poszukujemy działających na rynku firm, które mogą stanowić dla nas albo pewne analogie albo też inspiracje.

Gdy już dobrze zrozumiemy zarówno potrzeby, jak i szerszy kontekst analizowanego trendu przypatrujemy się temu, jaki tkwi w nim potencjał do tworzenia nowych rozwiązań. Szukamy pomysłu na nowy model biznesowy, historii, za pomocą jakich kanałów komunikacji i relacji dotrzemy do potencjalnych odbiorców? Podczas tego etapu inspiracją będzie wspomniana na początku książka Osterwalder’a, która znacznie dokładniej omawia rozmaite aspekty związane z tworzeniem innowacyjnych modeli biznesowych.

W ostatnim polu określamy grupy odbiorców, które najszybciej odpowiedzą na analizowany trend. Czy są to innowatorzy, wcześni adoptujący, przedstawiciele generacji Z, czy może jeszcze jakieś inne segmenty klientów? I rzecz bardzo ważna, czy będą to te same grupy klientów, których mamy obecnie, czy też zupełnie inne i dlaczego?

Zamieszczona poniżej prezentacja wyjaśnia poszczególne etapy pracy na przykładzie trendu, jakim jest Pretail. To sposób dokonywania zakupów wykorzystujący platformy typu crowdfunding. Konsumenci mogą tam znaleźć najbardziej innowacyjne, ciekawe i unikalne produkty serwowane lepiej niż gdziekolwiek indziej, przez przedsiębiorców, a przede wszystkim przez start-upy. Oczywiście zaproponowany przez Trendwatching szablon można wykorzystać do każdego dobrze rozpoznanego trendu.

Zobacz także inne teksty z serii „Warsztaty trendwatchera”:

Prognozowanie przyszłości – znaczenie historii

Trend Boards

Otagowane , , , , , , , , , ,

Zawód zwycięzca? Liczy się szaleństwo i sztuka żonglerki.

images

To jest dla mnie wielki paradoks. W Stanach Lena Dunham, która stworzyła serial Girls przyszła z ulicy do HBO i powiedziała, że chce zrobić serial. Miała wtedy w dorobku tylko jeden film, który sama zrobiła. – Zobaczcie, co zrobiłam! I oni dają jej szansę. W Polsce poszło dokładnie w drugą stronę! Byliśmy krajem wielkich szans tuż po 89, a teraz się wszystko zabetonowało!

Wywiad z Vadimem Makarenko

Jest dla mnie polskim Malcolm Gladwellem. Piszę o mediach i reklamie – jak się zmieniają, jak wpływają na nasze życie i jak my na nie wpływamy – tak streszcza to, czym się na co dzień zajmuje. Urodził się w 1973 roku w Brześciu na Białorusi, od 1991 mieszka w Polsce, absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Vadim Makarenko – od wielu lat dziennikarz Gazety Wyborczej. Dzieli się z czytelnikami wszystkim tym, co dzieje się na rynku mediów. Jego teksty to wnikliwe i rzetelne analizy dotyczące trendów, strategii wielkich koncernów, czy niewielkich, ale prężnych i innowacyjnych firm.

Jako jeden z pierwszych pisał na temat coolhuntingu (Templariusze Coca-Coli), czy technikach badawczych, jak mystery shopping (Szpieg prawdę). Oba teksty dostały nominowane do nagrody GrandPress.

Jako autor książek zadebiutował analizą polskiej sceny badań rynku „Tajne służby kapitalizmu”. To jedna z niewielu dostępnych na polskim rynku opowieści z punktu widzenia dziennikarza o tym, czym wówczas był i jak się zmienił polski rynek badań.

Gorąco zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadziłem z Vadimem Makarenko na temat jego książki pt. „Zawód zwycięzca”.

Co z tego wyszło możecie przeczytać poniżej. Znajdziecie tu wiele ciekawych historii zawiązanych z powstawaniem jego nowej książki. Ale rozmawialiśmy też o trendach na rynku mediów, o przyszłości zawodu dziennikarza i o tym, po co Vadim pojechał studiować do Oksfordu.

Zapraszam.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Trendy technologiczne 2014 – komentarz do raportu Gartner’a

Gartner opublikował kolejny raport na temat trendów w sektorze IT tym razem dotyczący 2014 roku. Jakiś czas temu komentowałem poprzedni raport tej firmy dotyczący trendów w 2013 roku. Wiele rzeczy się powtarza, jak np. rozwój „chmur” osobistych, czy hybrydowych, wzrost różnorodności na rynku urządzeń mobilnych i aplikacji, konieczność rozwoju narzędzi wspomagających zarządzanie treściami i komunikacją, niektóre tropy to rozwinięcie tych wcześniejszych, jak Internet Wszechrzeczy (Internet of Everything, wcześniej był Internet of Things), ale jest kilka zupełnie nowych (inteligentne maszyny i rozwój druku 3D).

Tym razem Gartner wszystkie trendy podzielił na trzy grupy. Pierwsza grupa, nazwana Converging Forces obejmuje takie zjawiska, jak wzrost różnorodności urządzeń mobilnych i zarządzania, rynku aplikacji mobilnych oraz dynamicznego rozwoju tzw. Internetu wszechrzeczy oraz chmur hybrydowych i rozwoju usług brokerskich na rynku IT. Druga nazwana Derivative Impact dotyczy rozwoju technologii usług w chmurze, chmur osobistych, wpływu oprogramowania na wszystkie czynności i procesy ludzkiego świata, czy rosnącego znaczenia ilości dostępnych danych i wymaganych w tym celu technologii skalowalnych. W końcu ostatnia, Future Distruption prognozuje wzrost roli takich zjawisk, jak druk 3D, czy inteligentne maszyny.

Analitycznym podłożem jest tu model o nazwie Nexus of Forces (splot wydarzeń?) grupujący cztery wymiary wpływu technologii, jak: wymiar społeczny, informacyjny, mobilność, czy pracę w chmurzę.

gartner 2014

Relacje między maszynami zaczynają definiować sferę ludzkich doświadczeń i relacji. To nie tylko urządzenia, czy sieć, poszczególne wynalazki, ale kompletny ekosystem stworzony na bazie sieci i urządzeń, który coraz bardziej „rozgrywa się” niejako w tle, za naszymi plecami, niekoniecznie przy udziale naszej świadomości (w raporcie Gartnera mamy tu zmianę z internetu rzeczy, na właśnie znacznie lepiej chwytające te zjawiska określenie, jak Internet wszechrzeczy).

Technologia zaczyna pełnić rolę niańki dla ludzkich ułomności (rozkojarzenie, brak koncentracji), czy wyręcza nas z wielu uciążliwych codziennych obowiązków. Nie musimy już pamiętać aby wydrukować potrzebne dokumenty przed udaniem się na ważne spotkanie one po prostu zostaną wydrukowane kilka sekund po tym, jak się tam pojawimy dzięki urządzeniom umiejącymi zlokalizować nasze położenie (techniki geolokalizacji).

Czasem mam wrażenie, że tak naprawdę wszystkie te trendy to jedynie semantyczny zabieg, bo w istocie mamy do czynienia wciąż od nowa z tym samym procesem. To już nie tyle digitalizacja, czyli zamiana realnego świata i realnych doświadczeń na nieustannie rosnący strumień bitów, ile powstawanie nowego środowiska, które powoli zaczyna żyć własnym życiem i kieruje się własnymi prawami rozwoju. Do tego można dorzucić i to, że cyfrowa stanie się już niedługo sama przestrzeń i świat przedmiotów (dynamiczny rozwój druku 3D). Poniżej film pokazujący, co już teraz oferuje druk 3D. Wszystko to można zobaczyć na wystawie w Londyńskim Muzeum Nauki.

Mówi się, że to dla wygody użytkowników. Na pewno trudno nie przyznać takiej opinii racji, ale czy tylko dlatego? Jakie będą tego konsekwencje, jeśli chodzi o rynek pracy, model rodziny, wzajemne relacje? Bo w dłuższym okresie może i rzeczywiście wszystko stanie się proste, ale czy tak będzie w ciągu dziesięciu, czy dwudziestu następnych lat? Nie jestem już tego taki pewien.

Czy zauważyliście, że dzisiaj coraz trudniej mówić, pisać na temat nowych trendów bez odwoływania się do technologii? Technologia zaczyna dominować już nie tylko w obszarze produkcji, komunikacji, ale w obszarze nawet najdrobniejszych i często już bardzo intymnych detali naszego codziennego życia. Nasze postawy, wartości, cele, czy aspiracje nie mogą już być kreowane, rozwijane obok niej, czy poza nią. Jesteśmy zmuszeni w taki, czy inny sposób się do niej ustosunkować. Coraz bardziej zatem ważne staje się obserwowanie nie tylko tych segmentów, czy grup konsumentów, którzy w takim, czy innym stopniu wykorzystują nowe technologie, ale też to w jakim stopniu akceptują lub też odrzucają tak dynamiczny i wszechobecny rozwój technologiczny.

Zob też

Gartner’s Top 10 Strategic Technology Trends for 2014

Future of printing

Otagowane , , , , ,

Społeczeństwa nieustannego czasu przyszłego

obrazek z bloga trackingthefuture

I do spend time trying to think about what I cannot imagine – Nicholas Negroponte

Trendy stały się naprawdę trendy. Nie przypadkiem. To naturalna konsekwencja wciąż przyspieszających zmian. Każda nowa technologia nie tylko zdobywa szybciej popularność niż technologie, które powstały wcześniej, ale jednocześnie zwiększa możliwość powstania kolejnej. Przyrost ten następuje w tempie wykładniczym.

Zatem już nie sposób opisywać i wyjaśniać rzeczywistości odwołując się do modeli analitycznych, paradygmatów ujmujących świat społeczny, jako powolnego ciągu zdarzeń. Nasza rzeczywistość przybrała formę strumieni, tworzonych przez szereg pomniejszych strumieni i strumyczków. Trendy stały się obowiązkowym składnikiem języka współczesnego marketingu, ale też polityki, socjologii, służby zdrowia, nie wspominając już o modzie i designie.

Jak już wcześniej pisałem coraz rzadziej używamy języka zanurzonego w teraźniejszości (język odwołujący się do przeszłości stał się domeną zawodowych historyków lub przedstawicieli prawicowych stowarzyszeń i organizacji), a coraz częściej opisując nawet codzienne i zawodowe doświadczenia odwołujemy się od razu do przyszłości (planowanie edukacji, kariery). To już nie tyle planowanie, realizacja badań rynku, myślenie o strategii, ale stały wysiłek i koncentracja uwagi na zmianach, które mogą dopiero nadejść.

Myślenie o przyszłości, prognozy, planowanie scenariuszowe stają się obecnie głównym wyznaniem, światopoglądem, poczynając – co jest zupełnie zrozumiałe – od analityków walutowych, dyrektorów marketingu, a nawet – może już znacznie rzadziej – politykach i samorządowcach (ale pewnie jeszcze nie w Polsce), zaś skończywszy na zwykłym Kowalskim panicznie próbującym rozeznać się, w którym kierunku mają kształcić się jego dzieci aby w przyszłości mogły się utrzymać – siebie i swoje rodziny (jeśli je w ogóle zdecydują się je założyć).

Słowo trendy pojawia się, jako myśl przewodnia marek, jest obecne na szyldach sklepów z ubraniami, jedzeniem, tytułach książek na temat biznesu i planowania własnej kariery, czy broszurach reklamowych. Ale czy paradoksalnie nie oznacza to, że za już niedługo poczujemy „przesyt”, i nastąpi początek końca owego trendu na trendy?

Wiadomo, że każdy trend ma swój schyłek w momencie szczytu swojej popularności. Właśnie wtedy kiedy wszyscy o nim mówią i piszą, gdy jest na ustach wszystkich zaczyna się jego koniec –  „wyciera się”, staje się tak czymś oczywistym, aż w końcu następuje znużenie. Coś co jeszcze przed momentem było trendy zamienia się w coś co zaczynamy traktować, jako passe. Czy w takim razie możemy spodziewać się w najbliższych latach, że z naszego języka zniknie słowo trendy? Być może, ale pewnie nie nastąpi to zbyt szybko, a na pewno w sposób gwałtowny, jak jakaś bessa na giełdzie.

Należy raczej spodziewać się ewolucji, paradygmat trendów stanie się jeszcze długo dominującym światopoglądem, może rozpadnie się na szereg drobnych specjalizacji, zostaną udoskonalone metody prognozowania i identyfikacji trendów. Przewidywanie przyszłości stanie się bardziej skuteczne. Już teraz niektórzy twierdzą i mają na to dowody, że pewne zachowania można przewidywać z nawet bardzo dużą trafnością. Albert-László Barabási w jednym ze swoich projektów badawczych odkrył, że znając dane na temat siatki połączeń telefonicznych i miejsc, z których telefonowano można w 80% przewidzieć każdy następny ruch rozmówcy, a w konsekwencji – w jakimś stopniu także jego przyszłe decyzje.

[…] nasze wyniki pokazują, że opracowanie dokładnych modeli predyktywnych dla procesów związanych z ludzką mobilnością, od rozprzestrzeniania się epidemii, przez planowanie miejskie, po inżynierię ruchu, jest możliwe z naukowego punktu widzenia. Schodząc głębiej, do bardziej fundamentalnych kwestii, wyniki te pokazują, że mimo głęboko zakorzenionego w nas pragnienia zmienności i spontaniczności nasza codzienna mobilność w istocie charakteryzuje się głęboko zakorzenioną regularnością.

Na znaczeniu zdobywać będą automatyczne narzędzia do wykrywania anomalii, identyfikujące zmiany w cyberprzestrzeni, co już teraz można obserwować w przypadku technologii rozwijanych przez Google, Facebook, czy inne firmy wyspecjalizowane w monitorowaniu opinii i trajektorii rozchodzenia się memów w mediach społecznych.

Szybkość zmian na pewno nie zwolni, a raczej ulegnie jeszcze przyspieszeniu. Prognostyk trendów stanie się powszechnym zawodem. Jedno jest pewne – zniknie obecny „nimb i splendor” związany z zawodem trendwatchera, czy coolhuntera.

Otagowane , , , , , , , , , ,

Teorie spiskowe i społeczeństwo sieci

araneomorphae3

Manuel Castells w swojej wielkiej trylogii „Społeczeństwo sieci” przyjmował, że:

[…] społeczeństwa są zorganizowane wokół procesów, w które zaangażowani są ludzie, strukturowanych przez historycznie zdeterminowane stosunki produkcji, doświadczenia i władzy.

Produkcja jest oddziaływaniem rodzaju ludzkiego na materię (naturę) w celu przywłaszczenia jej i przekształcenia dla zawartych w niej pożytków przez otrzymanie produktu, konsumowanie (w nierówny sposób) jego części i akumulowanie nadwyżki dla inwestycji. Zgodnie z rozmaitymi społecznie zdefiniowanymi celami.

Doświadczenie (relacje) jest oddziaływaniem ludzkich podmiotów na samych siebie determinowanych przez interakcje między biologicznymi i kulturowymi tożsamościami i w relacji z ich społecznym i naturalnym środowiskiem.

Władza jest takim stosunkiem między ludzkimi podmiotami, który na bazie produkcji i doświadczenia narzuca wolę niektórych podmiotów na inne przez potencjalne lub rzeczywiste użycie przemocy fizycznej lub symbolicznej.

Instytucje społeczeństwa są budowane tak, by wzmocnić stosunki władzy istniejące w każdym historycznym okresie włączając to kontrolę, ograniczenia i społeczne umowy osiągnięte w walkach o władze.

Manuel Castells Społeczeństwo sieci, PWN, Warszawa 2007

Każdy z tych procesów ulega obecnie usieciowieniu i jest zdeterminowany przez rozwój technologii. Produkcja sama w sobie staje się coraz bardziej wirtualna, zautomatyzowana i  tak naprawdę niewidoczna. Punkt ciężkości przenosi się coraz bardziej na wytwarzanie wiedzy i innowacji.

W kontekście doświadczenia (relacji) wiele badań pokazuje, że funkcjonowanie w internetowych sieciach społecznościowych jedynie reprodukuje już istniejący kapitał społeczny i sieć relacji istniejącą offline. Inne pokazują, że relacje społeczne ulegają atrofii, rośnie tymczasowość wchodzenia w związki. Mamy w końcu trendy demograficzne i społeczne, które zupełnie zmieniają do niedawna funkcjonujący model rodziny (wzrost liczby rozwodów, separacji, wzrost liczby gospodarstw jedno-osobowych, zaś związki między partnerami tej samej płci w wielu krajach ulegają uprawomocnieniu).

Sieciowe relacje nie pozostają także bez wpływu na to, jak postrzegamy siebie i jakie stawiamy sobie cele. Prawdziwym wyzwaniem staję się określenie tożsamości. Nie mamy już jasnej wizji, jak ma przebiegać nasze życie, która wcześniej wypływała na przykład z tradycji i doświadczeń wcześniejszych pokoleń. Rodzi to narastające napięcie i chaos. Ludzie albo są gotowi nieustannie przyjmować nowe tożsamości albo nie są w stanie tego udźwignąć (wzrost przypadków zachorowania na depresje) albo też chcą utrzymać za wszelką cenę dawne tożsamości (nacjonalizm, fundamentalizm religijny).

Jeśli natomiast chodzi o procesy związane z władzą to na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest coraz bardziej w rękach samych uczestników (użytkowników) sieci. To użytkownicy (klienci, obywatele) obecnie dzierżą władzę i mają coraz silniejszy wpływ na firmy, czy nawet rządy. Wystarczy iskra aby niezadowolenie niewielkiej grupy użytkowników zamieniło się w prawdziwy tajfun mogący wywołać poważny kryzys w firmie, czy też silne antyrządowe protesty.

Jednak są to tylko pozory.

Władza staje się coraz bardziej niewidoczna i zdecentralizowana. Co z tego, że użytkownicy mogą się dziś zorganizować i wywrzeć istotny wpływ na to, w jaki sposób postrzega się działania rządów, czy firm. Wszystko dzieje się na „terenie” prywatnym. Działania użytkowników są przecież tylko możliwe za sprawą takich platform internetowych, jak: Facebook, Twitter, czy Google. Czy zawsze są to działania, za którym stoi rzeczywiste niezadowolenie użytkowników, czy też czasem są one inspirowane przez konkurencje, inne organizacje lub firmy?

Rośnie wpływ rozmaitych agend, organizacji, które działają w sposób niejawny lub zupełnie ukryty przed opinią publiczną (jak np. służby specjalne). Sama władza zatem zaczyna przyjmować formę sieciową i tak, jak sieć rozgałęziać się na wszystkie strony bez widocznego centrum (centrum może cały czas istnieć tylko za każdym razem przybiera inną formę i zmienia swoje położenie). Wystarczy podać tu przykłady takich nieformalnych stowarzyszeń i koalicji, jak na przykład Grupa Bilderberg, Grupa Frankfurcką, czy Grupa AAA.

Skoro władza staje się coraz bardziej niewidoczna (coraz trudniej zlokalizować jej centrum, czy nawet jej główne agendy) rośnie znaczenie „tajemnicy”. W efekcie na popularności zyskują rozmaite teorie spiskowe. Zresztą ich przedstawiciele mają sporo przesłanek potwierdzających „prawdziwość” ich teorii, a przynajmniej znaczne prawdopodobieństwo ich prawdziwości.

Grupa Bilderberg poważnie utrudnia dostęp niezależnych dziennikarzy, ukrywając się pod zasłoną „tajemnicy”. Poniżej ciekawy reportaż dziennikarza radia BBC, który próbował się czegoś dowiedzieć, co tak naprawdę się dzieje podczas spotkań Grupy Bilderberg.

zob. też Grupa Frankfurcka, Bilderberg, klub AAA, czyli kto tak naprawdę rządzi Europą

Otagowane , , , , ,
%d blogerów lubi to: