Graffiti – niechciany wirus miasta
Graffiti pojawiło się w momencie kiedy pojawiła się farba w spray’u. Od początku było cichym protestem wobec oficjalnych definicji sytuacji, pozornie ugładzonemu spokojowi mieszczańskiego życia, ludzkiej próżności, karykaturą uznanych autorytetów. Bardziej ukryte niż widoczne. Znaczyło granice przestrzeni, wydzielonych rewirów miast, pojawiało się, jako sygnał ostrzegawczy dla niechcianych nuworyszy.
Historia zmian postaw wobec graffiti pozwala prześledzić powolny, ale systematyczny proces komercjalizacji przestrzeni i ludzkich relacji. Proces ten objawia się oprócz tworzeniem zamkniętych osiedli także “sterylizacją” i czyszczeniem – swoistą higieną stosowaną wobec miejskiego życia. Głównym wrogiem, bakterią, niechcianym wirusem jest właśnie graffiti wobec którego stosuje się rozmaite strategie kontroli i nadzoru. Od karania, komercjalizacji, próby “legalizacji”, wirtualizacji (graffiti wyświetlane z rzutników) – wszystkie one mają jeden cel: całkowite przejęcie kontroli nad ostatnim wolnym skrawkiem miejskiego świata, jakimi są mury budynków, parkany, bramy kamienic.
Podobnie, jak w świecie wirtualnym, gdzie trwa nieustanna wojna pomiędzy tymi, którzy pragną utrzymać kontrolę, a tymi, którzy chcą wolności wypowiedzi, tak samo w świecie miast trwa wojna pomiędzy tymi, którzy pragną “czystych murów”, a tymi, którzy pragną znaczyć swoją przestrzeń i miejsce pobytu.
Wszędzie tam, gdzie pojawia się graffiti mamy do czynienia albo z miejscem, które “spisano na straty” i pozostawiono samemu sobie albo też ze swoistą “międzysferą” (Inter-zone), na którego terytorium trwa wojna o władzę. Jego losy wciąż się ważą i albo przewagę uzyskają ci, którzy postawią ogrodzenie, kamery, czyste i sterylne mury wyznaczając jednocześnie standardy dla ludzkiego oka albo banda nieokrzesanych chuliganów, którzy wprowadzą chaos i bezprawie. Do tego dochodzi centrum miasta z jego nieustanną kakofonią reklam i handlu, prezentacją własnego statusu i hałasem zakorkowanych ulic.
Coś takiego, jako przestrzeń wspólna, publiczna, wolna od dominacji jakiejkolwiek strony powoli przestaje istnieć. Nie tyczy się to tylko przestrzeni, ale wszelkich ludzkich relacji. Jak piszę Paul Virilio: “… przestrzeń reklamowa nie mieści się już w przerwach w nadawanych filmach i nie wyczerpuje się w spotach telewizyjnych, lecz staje się rzeczywistą czasoprzestrzenią wszelkiej komunikacji.” Tak też dzieje się z graffiti, które przestaje być jedynie swobodnym środkiem wyrazu, a staje się zaplanowaną grą dla osiągnięcia zysków.






Dzięki Graffiti. Czy zajmujesz się sztuką ulicy? Napisz coś więcej na swój temat i podeślij mailem.
Świetny artykuł! A jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć naprawde fantastycznie wykonane graffiti to serdecznie zapraszam do Łodzi. Tam każdy fan graffiti znajdzie dla siebie coś ciekawego.