Koniec globalizacji???

Globalizacja to słowo-wytrych, prawdziwy “worek” bez dna, do którego wrzuca się wiele różnych, zupełnie nieprzystających do siebie zjawisk, nierzadko tylko po to aby zapełnić szpalty gazety, czy napisać “mądry” wpis na blogu (ha, ha !!!!).
Moją poprzednią wypowiedź na tym blogu skomentowała pewna bardzo mądra osoba – twierdząc, że globalizacja to tylko slogan, zjawisko, za którym nic się nie kryje – medialna wydmuszka. Dało mi to trochę do myślenia i dlatego nie chciałbym zostawić tego tematu “sobie a muzom”.
Natłok informacji, nieustanny lans, “myślenie na skróty”, brak czasu na opracowanie materiału powoduje, że wiele pojęć funkcjonuje, w charakterze takich właśnie “worków”. Podobnie, jak słowa “globalizacja” używa się często takich słów, jak: “społeczeństwo”, “wolność”, “Web 2.0″, “nowe media” itd. Mamy do czynienia z wciąż nowymi “modami” na różne koncepcje, słowa i terminy. Świat, w którym żyjemy jest tak spragniony nowości i wciąż zaskakujących odkryć, że tworzy się pewne “klisze”, schematy, które mają nam przynieść Nową Wspaniałą Nowinę, tak zapewne było z “globalizacją”, “Web 2.0″, tak jest teraz z tzw. “mediami społecznościowymi”, “neuromarketingiem” itd. itd.
Poniższe wyniki Google Trends pokazują, że zainteresowanie internautów słowem “globalizacja” systematycznie słabnie – ba, nawet słabło jeszcze przed kryzysem, co rzeczywiście może pokazywać, że do zainteresowania tematem przyczyniają się media, ale chyba jednak nie do końca.
Przyznaję, że pisząc tego bloga często używam słów nie zastanawiając się do końca nad ich znaczeniem, ale robię to zupełnie świadomie. Wychodzę z założenia, że blog to nie naukowy artykuł ani praca doktorska, chociaż wiem – ktoś może mi zarzucić – że to nie żaden argument. To prawda, ale jednak skupiam się bardziej na inspiracji niż na precyzji, na zapisaniu sobie pewnych spraw aby potem do nich móc wrócić niż przygotowuje się do napisania doktoratu, chociaż niektórzy wykorzystują do tego celu także pisanie bloga.
Pewnie można traktować “globalizację”, jako jedynie wytwór świata mediów – można, bo w pewnym momencie słowo to było używane tak często, że zatraciło praktycznie swoje znaczenie. Ale nie wszyscy traktują “globalizację”, jako “słowo-wytrych”, czy uważają, że nie ma sensu w ogóle go używać. Manuell Castells, który nie dawno gościł w Polsce (zapis wykładu, który wygłosił w siedzibie Agory można zobaczyć na blogu Mediafuna), w swojej książce “Społeczeństwo sieci” w pewnym momencie rzeczywiście przyznaje, że:
Choć kapitalizm cechuje niepowstrzymane dążenie do ekspansji, ciągłego przekraczania granic czasu i przestrzeni, to jednak dopiero w końcu XX w. gospodarka światowa mogła przekształcić się w prawdziwie globalną, na bazie nowej infrastruktury dostarczonej przez technologie informacyjne i komunikacyjne oraz przy decydującym udziale polityki deregulacji i liberalizacji, prowadzonej przez rządy i instytucje międzynarodowe. Nie wszystko jednak w tej gospodarce ma charakter globalny: w rzeczywistości większość produkcji, zatrudnienia i firm jest – i pozostanie – lokalna i regionalna.
Ale dalej pisze już tak:
Mimo to możemy twierdzić, że istnieje gospodarka globalna, ponieważ gospodarki na świecie zależą od osiągnięć swego zglobalizowanego rdzenia. Ten globalny rdzeń obejmuje rynki finansowe, handel międzynarodowy, ponadnarodową produkcję oraz, do pewnego stopnia, naukę i technikę oraz specjalistyczną siłę roboczą. System gospodarczy jest powiązany globalnie właśnie przez te zglobalizowane, strategiczne komponenty gospodarki. A zatem, bardziej precyzyjnie […] gospodarka globalna to gospodarka, której główne elementy składowe mają instytucjonalną, organizacyjną i technologiczną zdolność działania jako całość w czasie rzeczywistym lub wybranym, w skali planety.
Czyli tak, czy siak, według Castellsa można mówić o globalizacji, czy bardziej precyzyjnie o “gospodarce globalnej”, a zatem możemy mieć firmy (korporacje), które działają w skali globalnej, jak i też marki dostępne prawie każdym zakątku ziemi. Globalizacja dla Castellsa to rosnąca do niedawna wymiana handlowa, na skutek rosnącej liberalizacji rynków, innowacyjnych technologii zarządzania informacją i komunikacji.
Można dodać, że pewnie także z powodu owej medialnej propagandy, ale też na skutek wytycznych Międzynarodowego Funduszu Walutowego wiele krajów zaczęło otwierać swoje gospodarki na oścież wpuszczając inwestorów, unowocześniając produkcję, stawiając na usługi. Przyczyniało się to do wzrostu gospodarczego i wyraźnej poprawy standardu życia wielu do tej pory bardzo biednych społeczeństw. Ale teraz to wszystko się zatrzymało i nie jest pewne, czy czasem nie będziemy mieć do czynienia z zupełnie czymś odwrotnym – końcem globalizacji (chodzi mi tu przede wszystkim o zmiany w poziomie wymiany handlowej, bo pewnie, jeśli chodzi o zmiany technologiczne to trudno sobie wyobrazić aby mogły ulec stagnacji, podobnie, jeśli chodzi o rozwój mediów).
Przykłady? Proszę bardzo.
- Singapur do niedawna jeden z największych świecie portów i centrów wymiany handlowej zanotował w I kwartale 2009 roku spadek PKB na poziomie 20% i szacuję się, że mimo pewnych oznak ożywienia gospodarczego rok zamknie na dużym minusie – jego gospodarka skurczy się o 6,5%.
- Kambodża i Bangladesz jeszcze przed kryzysem, zgodnie z zaleceniami międzynarodowych ekspertów nastawiły się głównie na eksport, specjalizując się w produkcji tanich tekstyliów. W 2006 roku sprzedaż odzieży stanowiła tam 80% całego eksportu i wynosiła 2,5 mld dolarów. Na skutek recesji w Kambodży już straciło pracę 70 tys. ludzi zatrudnionych w przemyśle odzieżowym, zaś wartość eksportu spadła w I kwartale tego roku o 35%.
- Kraje afrykańskie, zaczęły zgodnie z zaleceniami Banku Światowego wprowadzać zasady wolnego handlu i postawiły na konkurencję. Co dzieje się tam teraz? Można mówić o prawdziwej katastrofie. Na przykład, w Kongu gospodarka zmniejszyła się o ponad połowę, zaś w minionym roku straciło tam pracę co najmniej 300 tysięcy górników.

Z drugiej strony obserwujemy systematyczne uszczelnianie gospodarek krajów wysoko rozwiniętych i zamożnych. Jednym ze sposobów jest zamykanie rynku pracy przed dopływem pracowników z krajów biedniejszych i to wcale nie tylko tych o niskich kwalifikacjach.
- Rząd USA przyjął, na przykład niedawno ustawodawstwo, które zachęca firmy korzystające z pakietu finansowego, by zatrudniały tylko Amerykanów. Podobnie postępują inne bogate kraje – Arabia Saudyjska, Malezja zaleciły krajowym przedsiębiorstwom aby w pierwszej kolejności zwalniali obcokrajowców i to właśnie bez względu na kwalifikacje. (na podstawie “Forum“, nr. 35, 31.08 – 6.09.2009).
- W konsekwencji ów wzrost protekcjonizmu spowodował, że poziom światowego eksportu w I kwartale b.r. w porównaniu do analogicznego okresu rok temu zmalał o 31%, zaś w drugim kwartale mimo, że jego wartość bezwzględna była większa niż w I kwartale ’09 to spadek wyniosł w porównaniu do II kwartału ’08 – 33%. Podobne rzeczy dzieją się z importem.

A my siedziby sobie tutaj i cieszymy się, że nasza gospodarka, co prawda słabo, bo słabo, ale wciąż rośnie. Ale czy nie jest to czasem jedynie efekt, że jesteśmy trochę zapóźnieni, a jeśli tak to, czy nie powinniśmy spodziewać się eksplozji z opóźnionym zapłonem? Może dopiero wszystko przed nami i prawdziwa recesja dopiero nadchodzi? Bardzo chciałbym aby było to jedynie moje gderanie i szukanie dziury w całym.