Strona główna > life-style, moda, obserwacje, sztuka, trendy > Open’er – targowisko wrażeń

Open’er – targowisko wrażeń

opener2

Gdyński festiwal to swoiste centrum handlowe, gdzie w jednym miejscu znalazło się kilka scen muzycznych, butików, stoisk – wszystko po to aby przyciągnąć spragnionych wrażeń konsumentów. I tak, jak klasyczne centra handlowe, tak też festiwale muzyki w ostatnim okresie wykorzystują światowy trend określany mianem clusteringu, a polegający na łączeniu w jednym miejscu bogatej oferty handlowej i kulturalnej.

Open’er to przestrzeń muzyki stworzona na terenie wojskowego lotniska Babie Doły: 120 artystów, 7 scen i 4 dni koncertów, konsumpcji, balangi, palenia trawy, nieoczekiwanych przyjaźni, spontanicznego piękna, ludzkiej pomysłowości i kreatywności, ale też tłoku, zmęczonych twarzy, nieruchomych ciał przewalających się na ziemi obok góry plastykowych śmieci, kłótni, kolejek do kibli, smrodu i potu. Oprócz fascynacji muzyką lub – wręcz przeciwnie – rozczarowaniem niektórymi koncertami to także spotkania „po latach”, snucie plotek o znajomych, opowieści o doświadczeniach z pierwszej pracy, nawiązywanie nowych znajomości, czy po prostu błogie lenistwo.

Nagle w jednym miejscu znalazło się ponad 60 tysięcy ludzi, głównie młodych, bo zdecydowana większość uczestników to uczniowie, studenci lub będący zaraz po studiach. Ale nie tylko, bo przyjechali także ludzie w średnim wieku. Były też rodziny z dziećmi, chociaż rzadko.

Cały teren festiwalu, o powierzchni 72 hektarów, został podzielony na dwie części – pole namiotowe i część przeznaczoną na koncerty, zakupy, konsumpcję i oczywiście delektowanie się piwem marki Heineken. Było też kino „pod chmurką”, kioski Play, w których można było połączyć się z siecią (wifi), a także stoisko Xbox’a, czy namiot organizacji pozarządowych.

Każdy kto znalazł się na gdyńskim festiwalu przeistaczał się w prawdziwego pielgrzyma jakiejś zapomnianej religii i zmuszony był do uczestniczenia w nieustannych marszach odbywających się z jednej sceny do drugiej, za każdym razem kiedy jeden z artystów kończył swój koncert, a zaczynał kolejny.

mapa2

Ale Open’er to także nieustanny pokaz mody – okazja dla każdego aby się zaprezentować, pokazać, polansować. Nie trzeba było zbytnio nastawiać uszu aby usłyszeć nieustanną kakofonię kolorów, strojów, dodatków, gestów, zapachów, kapeluszy, czapek, czapeczek, chust, koralików, butów, znaczków… Wśród popularnych elementów garderoby dominowały:

  • Czarne leginsy i rozkloszowane topy;
  • Turbaniki, chusty i opaski na głowie;
  • Skórzane kurtki, czarne sukienki i czarne loki, z rzadka styl emo lub gothic;
  • Czasem też arafatki, ale takie już bardziej stonowane i w przyciemnionych kolorach;
  • Okulary przeciwsłoneczne, nierzadko z napisami na temat nastroju, potrzeb, wyznawanych wartości ich właścicieli.

Obok zwykłych, stałych elementów ubioru spotkać można było też dziwne i śmieszne gadżety, jak na przykład kapelusz piwny.

Jeszcze przed wyjazdem zapragnąłem kupić sobie fajne trampki, takie za kostkę. Szukałem ich – coraz bardziej zniecierpliwiony – w wielu warszawskich sieciach odzieżowych, sklepach, sklepikach, butikach i nie mogłem znaleźć. W końcu udało mi się je zakupić, chociaż nie dokładnie takie, jak chciałem. Gdy przyjechałem na Open’er zrozumiałem dlaczego – większość bywalców paradowała właśnie w trampkach.

Chociaż trampki dominowały to jednak każdy z uczestników starał się je na swoisty sposób zmodyfikować: były trampki za kostkę, które niejednokrotnie niektórzy pomysłowo wywijali, że stawały się trampkami przed kostkę, klasyczne trampki przed kostkę, trampki w różnych kolorach albo posiadające oryginalne sznurowadła w odpowiedni sposób zawiązane.

Obok trampków – sandały, japonki i oczywiście kalosze i to nie takie zwykłe ale w groszki, paseczki w różnych kolorach i o różnej długości.

gdynia 169
Stałym elementem ubioru uczestników festiwalu była swoista biżuteria w postaci opaski, którą każdy był zmuszony – chcąc nie chcąc – nosić na przegubie jednej ze swoich rąk. Zresztą, jak pokazują zdjęcia odnalezione w internecie obrączka ta stanowiła niejednokrotnie powód do dumy – szczególnie, jeśli informowała postronnych obserwatorów, że uczestnik zakupił pobyt na pełne cztery dni.

Ważnym elementem garderoby były t-shirty, chyba najbardziej widoczny środek ekspresji, wypowiedzi uczestników festiwalu. Nadruki znajdujące się na koszulkach to teksty-hasła, rysunki, grafiki o bogatej symbolice, nawiązaniach, różnorodnym klimacie tworzyły swoistą mieszankę gustów, aspiracji, tożsamości. Uzupełnieniem były znaczki o przeróżnych wzorach, symbolice.

skanowanie0005 skanowanie0007

Organizatorzy udostępnili także specjalną, wydzieloną strefę Fashion’er, w której prezentowali swoje dokonania młode polskie projektantki i projektanci, a widzowie mogli nabyć oryginalne stroje, biżuterię, dodatki, kapelusze, czapeczki, elementy wyposażenia wnętrz, torby itp. Fashion’er to także Fashion Id – idea pokazania mody, jako ekspresji własnej tożsamości, której elementem był także konkurs na projekt t-shirt.

Festiwal Open’er to wykorzystanie nastroju, miejsca, muzyki do kreowania marki Heineken. Podejrzewam jednak, że nie tylko ta marka korzysta na potrzebie poszukiwania wrażeń i doznań, które oferuje gdyński festiwal. Z pewnością też i Marlboro, które w sprytny sposób puszczało oko do swoich klientów w oparciu o panujący ostatnio ostracyzm wobec papierosów: jak palenie to zło to bądźmy źli, a wręcz diabelscy, demoniczni.

Goście namiotu Marlboro mogli poczuć się tak jakby trafili do piekła: czarne ściany, przyciemnione światło, ponura muzyka i piękne dziewczęta ze starannym makijażem i w obciskających, czarnych kombinezonach, sprzedające ze zmysłowym uśmiechem papierosy. Dwuznaczne, niemoralne? Może i tak. Ale mnie się podobało – być może dlatego, że sam palę papierosy.

skanowanie0006

koszulik_opener1

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.